Od momentu powstania pierwszego parku narodowego Yellowstone w 1872 powstało na całym świecie ponad 100 tys. obszarów chronionych – parków narodowych, rezerwatów oraz morskich obszarów chronionych. Łącznie pokrywają one 19 milionów kilometrów kwadratowych, głównie na lądzie, choć liczba morskich obszarów wzrasta.
Mimo że, liczby wyglądają imponująco, to jednak jak stwierdzili autorzy niedawnej publikacji w Marine Ecology Progress Series ,same obszary chronione nie wystarczą by powstrzymać globalną utratę bioróżnorodności. Według wielu naukowców obecne tempo wymierania przekracza od 100 do 10000 razy średnie tempo wymierania w ostatnich 500 milionach lat. Jeśli chcemy zostawić Ziemię naszym dzieciom w rozpoznawalnym stanie musimy zmierzyć się z przyczynami obecnego kryzysu, a więc z przeludnieniem oraz nadmierną konsumpcją.
Według autorów skupianie się wyłącznie na obszarach chronionych ma wiele wad. Po pierwsze jesteśmy wciąż daleko od celu minimum – czyli objęciu ochroną 30% powierzchni morskich i lądowych ekosystemów. Obecnie jedynie 5.8% powierzchni lądowej oraz zaledwie 0.08% obszarów morskich podlega ścisłej ochronie. Ponadto reżim ochronny poszczególnych form ochrony przyrody znacząco się różni. Wiele z nich zezwala na destrukcyjną i niezrównoważona działalność. Dodatkowo około 60% lądowych obszarów chronionych jest zbyt małych – mniej niż 1 kilometr kwadratowy – by uratować wielkie bądź migrujące gatunki zwierząt. Większość z nich nie jest także połączonych, by ułatwić przemieszczanie się populacji zwierząt i roślin, szczególnie w przypadku zmian klimatycznych. Obszary chronione nie eliminują wszystkich zagrożeń czyhających na większość gatunków, takich jak zmiany klimatyczne, zanieczyszczenia oraz gatunki inwazyjne. Wreszcie wiele rządów przeznacza zbyt mało funduszy na efektywne ich zarządzanie. Według autorów globalnie poziom niedofinansowania światowych obszarów chronionych przekracza 18 miliardów dolarów rocznie, trzy razy więcej niż 6 miliardów, które obecnie się wydaje. Słabe lub brak zarządzania zostawia otwarta furtkę do tak szkodliwych działań jak kłusownictwo, nielegalne wyręby i połowy. Sprawia to że wiele obszarów to „papierowe parki” chronione przez prawo, które jednak nie jest w żaden sposób egzekwowane.
Przyszłość również nie wygląda różowo. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że w obliczu
wzrostu populacji do 9 miliardów w 2035 roku oraz zwiększeniem się zapotrzebowania na zasoby naturalne, wiele państw umożliwi eksploatację swoich obszarów chronionych. Zresztą ma to już miejsce teraz. Przykładowo Tanzania chce zmniejszyć olbrzymi rezerwat zwierzyny Selous o powierzchni 50 tys. km kw. na potrzeby wydobycia uranu. Kambodża przeznacza 50 tys ha parku narodowego Viracehy pod plantacje kauczukowców, zmniejszając go o 16%. Kontrowersyjne projekty jak budowa dróg dotyczą coraz większej ilości obszarów chronionych, w tym słynnego na całym świecie parku narodowego Serengeti. Nawet Stany Zjednoczone będące kolebka parków narodowych, rozważają obniżenie rangi Arktycznej Ostoi Zwierzyny na Alasce, by umożliwić firmom naftowym rozpoczęcie wierceń.
Według autorów publikacji by uniknąć masowego wymierania, musimy zwalczyć przyczyny, którymi są przeludnienie i nadmierna konsumpcja. Ludzkość odciska swe piętno na 80% powierzchni lądów oraz na 100% powierzchni mórz i oceanów. Około 40% powierzchni Ziemi poważnie odczuło skutki naszej konsumpcji. „ Eksplozja populacji w ostatnim stuleciu doprowadziła do bezprecedensowego wzrostu popytu na zasoby ekologiczne planety i gwałtownego spadku bioróżnorodności. Zgodnie z niedawnymi szacunkami 5.9 miliarda ludzi w 1999 roku zużywała zasoby w tempie na których wytworzenie potrzeba byłoby około 1.2 planet.”
Gdybyśmy pozwolili na ekstrapolacje tego trendu, to do roku 2050 będziemy potrzebować 27 planet, by zaspokoić naszą konsumpcję. Ofiarą obowiązujących obecnie trendów i modeli ekonomicznych stanie się nie tylko bioróżnorodność, ale także jakość życia.
Autorzy nie przedstawili konkretnych rozwiązań, ale zgodnie stwierdzili że jeśli nic z tym nie zrobimy, to grozi nam dewastacja biosfery na niespotykaną skalę, gdzie wymarciu ulegnie w drugiej połowie XXI około 50% wszystkich gatunków.
By podnieść się z takiego kryzysu Ziemia będzie potrzebowała nie setki czy tysiące, ale miliony lat.
Tłumaczenie: Tomek Kłoszewski
Źródło: Mongabay









