W zeszłym tygodniu przemawiałem do bardzo zaangażowanej grupy licealistów na temat zrównoważonych miast. W naszej dyskusji wyraziłem opinię, że poprawa transportu publicznego wymagałaby dwóch działań:
1. skończyć z wszelkimi subsydiami do paliw kopalnych, samochodów i ciężarówek, wliczając to budżety na budowę i naprawę dróg
2. wysoko opodatkować paliwa kopalne i posiadanie aut
Skonkludowałem, że w wyniku tego zdecydowanie wzrosłaby atrakcyjność prywatnych inwestycji w budowę i prowadzenie publicznej komunikacji miejskiej i kolei (tak, jak to było kiedyś), co spowodowałoby gwałtowny ich rozwój. Zauważyłem też jednak, że oba te działania są – oczywiście – politycznie nieakceptowalne.
Ta ostatnia uwaga wywołała emocjonalną reakcję jednej ze słuchaczek, która powiedziała: „Mam już dość ludzi z waszego pokolenia, którzy mówią, że wszystkie te działania, które faktycznie musimy podjąć są politycznie nieakceptowalne. Wszyscy tu zebrani wkrótce skończymy naukę i zaczniemy pracować, w tym w instytucjach rządowych. Kiedy to my będziemy pokoleniem, które będzie podejmować decyzje, to rzeczy, które musimy zrobić nie będą politycznie nieakceptowalne„.
Zrozumiałem. Obiecuję na przyszłość dodawać przy swoich wypowiedziach, że coś jest politycznie nieakceptowalne słowa jak na razie.
Tłumaczenie: Marcin Popkiewicz
Więcej: Energy Bulletin










