ArtykulyPowiązania

Alarm dla oceanów

Morskie ekosystemy są w coraz gorszym stanie: jedna trzecia gatunków koralowców jest zagrożona wymarciem, martwe strefy rozszerzyły się do 415 obszarów, połowa amerykańskich raf jest w złym stanie, rośnie kwasowość oceanów, populacje tuńczyków, rekinów, płaszczek i zółwi załamują się, na skraju wymarcia stają kolejne gatunki delfinów, a już tylko cztery procent oceanów można uważać za tereny nie zmienione przez człowieka.
Oto Morświn kalifornijski, najmniejszy z delfinów, endemicznie występujący w Zatoce Kalifornijskiej. Jeszcze kilka lat temu żyło ich ponad pół tysiąca. Dziś pozostało 150, a co roku w sieci rybaków zaplątuje się i ginie 30 z nich.

delfin

Jeremy Jackson, dyrektor Centrum Bioróżnorodności Morskiej i Ochrony (Center for Marine Biodiversity and Conservation) w Instytucie Oceanografii Scrippsa na Uniwersytecie Kalifornijskim, zbiera takie raporty i informacje. Z rezultatami można zapoznać się w Proceedings of the National Academy of Sciences – to lektura pokazująca skalę i zakres alarmującego stanu oceanów oraz koniecznych działań.

„Celem publikacji jest wyraźne pokazanie, jak potworna i pilna jest sytuacja i jak szybko sytuacja się pogarsza”, stwierdza Jackson. „To podobnie jak ze zmianami klimatu, które ignorowaliśmy tak długo. Trudno to sobie wyobrazić, ale sytuacja może stać się jeszcze gorsza, bo stoimy na krawędzi przepaści na kilka różnych sposobów”.

Przez tysiąclecia oceany wydawały się nam nieskończone: niewyobrażalnie wielkie i głębokie, kipiące życiem. Jak tak wyraźnie niewyczerpany zasób mógłby się skurczyć lub nawet zniknąć? Jednak coraz wyraźniej badania pokazują nam katastrofalny spadek nie tylko populacji zjadanych przez nas ryb, ale życia w oceanach w ogóle. Katastrofalne sprzężenie działających równocześnie: nadmiernej eksploatacji, zanieczyszczeń nawozami i zmian klimatu czyni przyszłość oceanów planety niepewną.

straty

Procentowy spadek populacji w estuariach i morzach przybrzeżnych (w porównaniu do nienaruszonego stanu w skali globalnej).

Populacje ryb drapieżnych – w tym tuńczyków, łososi, dorszy, mieczników i płaszczek – od roku 1950 zmniejszyły się o 90 procent. Na Północnym Atlantyku populacje będących obiektem połowów ryb drapieżnych takich jak dorsz, czarniak i plamiak spadły w ciągu stulecia o 89 procent, co doprowadziło do głębokiego upadku rybołówstwa w tym regionie. Pomimo załamania ich populacji, wciąż są one celem połowów. Zarówno północny, jak i południowy tuńczyk błękitnopłetwy są uważane za krytycznie zagrożone, trwają ich intensywne połowy.

Populacja rekinów kurczy się jeszcze szybciej, badania na Północnym Atlantyku pokazują, że liczba rekinów zmniejszyła się o 40-89 procent tylko w ciągu ostatnich 14 lat! Rekiny są łapane zarówno do jedzenia, jak i przy okazji połowów innych ryb.

Masowe dziesiątkowanie populacji morskich drapieżników doprowadziło do zjawiska określanego mianem kaskady troficznej, w którym zniknięcie drapieżników na szczycie piramidy wywołuje kaskadowe zmiany wzdłuż łańcucha pokarmowego. Przykładem może być eliminacja rekinów z Północnego Atlantyku. Prowadzi to do gwałtownego wzrostu populacji płaszczek krowionosych (cownose ray), których liczba wynosi obecnie już około 40 milionów. Płaszczki żywią się ostrygami i małżami. W rezultacie eksplozja populacji płaszczek wywołała załamanie populacji (i połowów) małży. Kaskada troficzna może przebiegać całą drogę wzdłuż łańcucha pokarmowego, prowadząc do spadku populacji zooplanktonu i wzrostu fitoplanktonu, całkowicie zmieniając ekosystem.

Masa ryb w Atlantyku w 1900 r.

Masa ryb w Atlantyku w 2000 r.

Masa ryb [t/km2] w północnym Atlantyku w latach 1900 i 2000

Nie tylko ryby drapieżne są celem rybaków. Jackson pisze, że „ostrygi były pierwszymi bezkręgowcami, które doświadczyły ekstremalnego spadku populacji w wyniku naszych działań”. Dodaje też, że „poważne zniszczenia zamieszkałych przez ostrygi raf wywołane pracą pogłębiarek doprowadziły do permanentnego unicestwienia znacznej części wcześniejszego bogactwa i bioróżnorodności w estuariach i morzach przybrzeżnych świata”. Światowa populacja ostryg spadła o 91 procent. Ich populacja nie ma szans na odbudowanie się ze względu na utratę habitatów, zanieczyszczenia nawozami i choroby, odnotowuje Jackson.

Zwierzęta, które są pobocznymi ofiarami połowów na inne ryby, cierpią prawie tak samo – a w niektórych przypadkach bardziej – od ryb będących celem połowów. Spośród siedmiu gatunków żółwi morskich, wszystkie są uważane za zagrożone. Trzy spośród siedmiu są krytycznie zagrożone. Populacja żółwi zielonych spadła z 90 milionów do 300 tysięcy – czyli o ponad 99 procent. Populacja żółwia skórzastego spadła od roku 1980 o 2/3 – według najbardziej optymistycznych badań.

„Spomiędzy 80 badanych gatunków zwierząt morskich, populacja 91 procent jest silnie zmniejszona, 31 procent stało się rzadkie, a 7 procent w ogóle już wymarło. Nigdzie nie ma żadnych znaczących oznak odradzania się, za wyjątkiem nominalnego wzrostu liczebności niektórych silnie chronionych ptaków i ssaków”.

straty

Procentowy spadek populacji na szelfach i w otwartych oceanach.

Analizując obecne trendy i statystyki, Jackson czarno widzi przyszłość oceanów. Nadmierne połowy doprowadzą finalnie do stworzenia środowisk prawie całkowicie pozbawionych gatunków odławianych komercyjnie i drapieżników, pozostawiając jedynie „małe, oportunistyczne gatunki”. Martwe strefy będą coraz liczniejsze, będzie także coraz większe – co będzie wynikać ze wzrostu ilości spływających z rzekami nawozów i odpadów przemysłowych. Ocieplający się ocean i wzrastające emisje gazów cieplarnianych zakwaszające oceany nasilą presję na pozostałe rafy. Na koniec, światowe ekosystemy oceaniczne mogą doświadczyć masowego wymierania gatunków, prowadzącego do „poważnej utraty zwierzęcej i roślinnej bioróżnorodności”. Jackson dodaje, że w tej przyszłości „oceanami będą niepodzielnie rządzić mikroby”.

„Te przewidywania mogą wydawać się ekstremalne, jednak ja nie potrafię wyobrazić sobie, jak do tego mogłoby nie dojść, bez fundamentalnych zmian w ludzkim zachowaniu”, pisze Jackson. „Wszystkie te trendy zostały w ostatnich dekadach zmierzone z ograniczoną dokładnością. Niektórzy mogą powiedzieć, że byłoby nieodpowiedzialne czynienie takich przewidywań bez dalszych dogłębnych badań nad każdym punktem. Uważam jednak, że nigdy nie dojdziemy do punktu, w którym będziemy mieli pewność odnośnie każdego detalu, a milczenie w obliczu tego, co już wiemy, byłoby po prostu nieodpowiedzialne”.

Ocean XXI wieku, taki, jak widzi go Jackson, to zupełnie inny świat, niż ocean początków XX wieku. Tak silnie okaleczyliśmy ekosystem, że nie możemy już dłużej traktować oceanu jako wiarygodnego i stabilnego źródła żywności w przyszłości, co zagraża całym społecznościom – szczególnie w biednych krajach.

„To nie jest optymistyczny obraz,” stwierdza Jackson, „a jedyne, co możemy zrobić, to brać się za problem po kawałku; jedyne, co zajmujący się badaniami morza mogą zrobić, aby pozostać przy zdrowych zmysłach i osiągnąć realne efekty, to wydzielać fragmenty problemu, które mogą być faktycznie naprawiane i brać się za nie tak szybko, jak to tylko możliwe”.

„Zatrzymanie, a następnie odwrócenie tych przerażających trendów będzie wymagać szybkich i fundamentalnych zmian w rybołówstwie, praktykach rolniczych i emisji gazów cieplarnianych na globalną skalę”, pisze Jackson. „Wyzwania ograniczenia tych zagrożeń są niesamowicie złożone i będą wymagać fundamentalnych zmian, jednak bardzo znaczące działania mogą już się zacząć bez dalszych badań naukowych czy przełomów technologicznych”.

„Jedyną przeszkodą stojącą na drodze zrównoważonego rybołówstwa i akwakultury jest brak politycznej woli i pazerność koncernów i grup interesów”, pisze Jackson, zauważając, że wiele dobrych praw i programów zarządzania zasobami już istnieje, ale pozostają martwą literą.

Zapotrzebowanie na jedzenie z mórz wciąż rośnie. Jackson pisze, „łowienie dziko żyjących ryb nie będzie w stanie zaspokoić światowego zapotrzebowania, niezależnie od tego, jak dobrze będzie ono zarządzane” i sugeruje, że „akwakultury w przemysłowej skali hodujące gatunki będące nisko w łańcuchu pokarmowym to jedyna sensowna alternatywa. Będzie to wymagać silnych nowych regulacji, aby zapobiec szkodliwym konsekwencjom w ekosystemach”.

Aby zacząć kontrolować zanieczyszczenia nawozami wywołujące eutrofizację, Jackson sugeruje wycofanie subsydiów do nawozów i wprowadzenie ich opodatkowania. W jego opinii spowoduje to „jedynie umiarkowany spadek plonów i wzrost kosztów żywności”. Zauważa również, że ograniczenie użycia nawozów zredukuje emisje gazów cieplarnianych. „Ograniczenie ich emisji to największe wyzwanie, przed którym stanęła dziś ludzkość”.

Chociaż Jackson uważa, że „problem wydaje się tak wszechogarniający, że wielu badaczy już teraz jest skłonnych pisać nekrolog dla raf koralowych i znacznej części życia w morzu”, to jednak wierzy, że lokalne działania ochronne mogą dać gatunkom czas potrzebny na rozwinięcie odporności na efekty wzrostu poziomu CO2. Zauważa, że atole na Centralnym Pacyfiku posiadają dość zdrowe populacje koralowców pomimo zmian klimatu, prawdopodobnie dlatego, że rafy te nie doświadczają innych zagrożeń, takich jak przełowienie, zanieczyszczenie nawozami i związkami toksycznymi czy destrukcji habitatów.

„Lokalne działania ochronne mogą pomóc kupić trochę czasu dla ekosystemów morskich, zanim ograniczymy emisję gazów cieplarnianych”, mówi Jackson, dodając, że chociaż skala problemu jest olbrzymia, to jednak „od czegoś trzeba zacząć”.

ang więcej w Mongabay , BBC , Mongabay

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly