Na Ziemi w zastraszającym tempie kurczy się ilość wody zdatnej do picia.
Dla wielu regionów świata ubogie jej zasoby to jednak niejedyna
bolączka. W wielu przypadkach biednych państw nie stać na budowę
wydajnych systemów wodnych wykorzystujących istniejące źródła wody.
Te, które istnieją, są już zazwyczaj bardzo stare i nie spełniają swych zadań. Problem jest jednak bardziej złożony, niż to by się mogło wydawać.
Sporym kłopotem w przypadku redystrybuowania wody jest rosnąca migracja biednych ludzi ze wsi do miast. To zaś sprawia, że tworzą się w nich slamsy, które praktycznie nie są zasilone w systemy wodne czy kanalizacyjne. Wodę kupuje się od osób prywatnych, płacąc za nią kilka razy więcej niż w Europie.
Szacunki organizacji pozarządowych mówią, że obecnie na całym świecie ponad miliard osób żyje w slamsach. 13 z tych krajów znajduje się na kontynencie afrykańskim. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia prawie połowa mieszkańców Afryki już teraz cierpi niedostatek wody pitnej. Każdego dnia muszą się oni zadowolić ilością równą 4 litrom wody na dzień, podczas gdy jednorazowe spłukanie wody w toalecie w Europie pochłania około 10 litrów.
Tam, gdzie nie ma kanalizacji, zanieczyszczenia wylewane są na ziemię. Następnie przenikają one przez kolejne warstwy gleby, zanieczyszczając w końcu wody podziemne. Później się okazuje, że i one są niezdatne do picia, co jeszcze bardziej potęguje problemy w pozyskaniu wody. Spory wpływ na ilość zasobów wody pitnej mają również zmiany klimatyczne. Kolejne fragmenty naszej planety, które jeszcze niedawno były żyzną ziemią, stopniowo zamieniają się w wyschnięte pustynie. Kiedy zaś nie ma wody, nie ma warunków do prowadzenia upraw. Prowadzi to do pojawiania się głodu nawet w krajach, które dotychczas nie miały problemów z zapewnieniem pokarmu.
Kurczące się ilości wody zdatnej do picia sprawiają, że istniejące źródła są prywatyzowane. Prywatyzacja nie rozwiązuje jednak problemów najbardziej potrzebujących, których nie stać na to, aby płacić za wodę. Wyschnięte rzeki i studnie prowadzą nawet do wojen o terytoria, na których znajdują się źródła błękitnego złota, jak coraz częściej nazywa się wodę nadająca się do spożycia. Tam bowiem, gdzie jej nie ma, ludzie starają się przetrwać, czerpiąc ją z kałuż, sadzawek lub rzek okresowych.
Problem zapewnienia dostępu do wody pitnej i sanitariatów już w tej chwili przekracza możliwości wielu gospodarek państw tak zwanego Globalnego Południa. W przyszłości problem ten będzie się pogłębiał. Państwa Północy, choć zużywają nieporównywalnie większe ilości wody, to dysponują skutecznymi technologiami jej oczyszczania i ponownego wprowadzania do obiegu. Mimo to eksperci szacują, że za około 40 lat na odczuwalny niedostatek wody cierpieć będzie 7 miliardów ludzi.
Tymczasem dostęp do wody pitnej jest podstawowym prawem człowieka. Dlatego nie może być ona traktowana jako dobro luksusowe czy towar. Jest bowiem niezbędna do życia i jak na razie nie wymyślono niczego, co mogłoby ją zastąpić. Dlatego nie powinna być w żaden sposób nikomu odmawiana ani ograniczana.
Dlatego obrońcy praw człowieka i organizacje pomocowe wzywają najbogatsze kraje świata, aby pomagały w tym zakresie ubogim krajom przez odpowiednie inwestycje czy kredytowanie inicjatyw lokalnych, jak budowa niewielkich wodociągów czy studni głębinowych. W tym wypadku chodzi bowiem o ratowanie ludzkiego życia. Co roku z powodu braku czystej wody i nieodpowiednich warunków sanitarnych umierają dwa miliony ludzi. W większości są to dzieci. Z szacunków Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynika bowiem, że każdego dnia z powodu braku dostępu do czystej wody na całym
świecie umierają cztery tysiące dzieci. Światowe media milczą jednak na ten temat. To masowe wymieranie niewinnych nie jest bowiem tak dramatyczne w przekazie jak katastrofy czy klęski naturalne.
Na barkach sudańskich dzieci spoczywa często odpowiedzialność za dostarczenie wody pitnej całej rodzinie. Ich dzień zaczyna się ze wschodem słońca, kiedy to wyruszają do ujęć wody pitnej oddalonych nieraz po kilka kilometrów od wiosek. Zaopatrzone w wiaderka, tachają je nawet kilkanaście razy dziennie tam i z powrotem. Woda i jej zdobycie definiują ich dzieciństwo, a nawet całe ich życie. W Sudanie jedynie 25-30 proc. dzieci ma dostęp do edukacji. Bez wody nie mogą żyć, a bez szkoły – tak. Te dzieci naprawdę chciałby się uczyć, ale bez ich pomocy gospodarstwa domowe ich rodzin przestaną funkcjonować. Nie mają wyboru.
Źródło: Polska The Times









