Islandzki wulkan Eyjafjoell emituje dziennie około 150-300 tysięcy ton
dwutlenku węgla. Nawet gdyby wulkan „pracował” tak jak teraz przez
okrągły rok, to wyemitowałby ok. 50-100 mln ton CO2. To
0,15-0,3 procent naszych wynoszących około 36 miliardów ton emisji.
Jak to się ma do emisji samolotów w Europie?
Według Europejskiej Agencji Środowiska (European Environment Agency – EAA), codzienne emisje lotnictwa w krajach Unii Europejskiej wynoszą około 440 tysięcy ton CO2. Czy to znaczy, że w wyniku erupcji wulkanu sumaryczna emisje CO2 do atmosfery spadła?
Niezupełnie.
Po pierwsze – część lotnisk, szczególnie w Europie Południowej, wciąż pozostaje otwarta dla ruchu.
Po drugie – pasażerowie, którzy nie lecą samolotem jadą zwykle czymś innym – pociągiem, autobusem, promem lub samochodem.
Po trzecie – znaczna część lotów została po prostu przełożona i odbędzie się, gdy zagrożenie pyłami wulkanicznymi spadnie i samoloty znów wystartują.
Z drugiej strony doliczenie do emisji CO2 wpływu innych gazów cieplarnianych emitowanych na dużych wysokościach – pary wodnej i tlenków azotu oznacza, że per saldo emisje spadły – choć jedynie o ułamki procenta i na krótki czas.
Więcej w: The Sydney Morning Herald









