Mamy kolejny smutny punkt do kolekcji w temacie „jak przejadamy przyszłość”, który pokazuje, że nawet, jeśli ktoś próbuje oszczędzać i nie zadłużać się, to rząd i banki zadłużą go bez jego zgody.
Widzimy to w Polsce jako szybujący deficyt budżetowy (nieudolnie zamiatany przez rząd poniżej 55 procent), przejadanie rezerwy demograficznej czy plany skonsumowania pieniędzy przyszłych emerytów poprzez skierowanie ich do łatania obecnej dziury budżetowej zamiast do OFE.
Widzimy też w Irlandii. Jak donosi Reuters:
W Irlandii szykuje się naprawdę gorąca zima. Irlandczycy są wściekli na rządowy plan ratowania tamtejszych banków, którego koszty obciążą całe pokolenie, i uważają, że projekt ten jest zdecydowanie zbyt korzystny dla banków, które w okresie, gdy „Celtycki Tygrys” rozwijał się bardzo szybko, lekką ręką rozdawały kredyty.

Pielęgniarki, strażacy, starsi rangą pracownicy służby cywilnej oraz tysiące innych pracowników sektora publicznego – wszystkie te grupy grożą rozpoczęciem akcji strajkowej, jeśli ich płace zostaną obcięte. Redukcja wynagrodzeń pracowników sektora publicznego ma na celu ograniczenie katastrofy w irlandzkich finansach publicznych. Dlatego też ekonomiści uznają je za nieuniknione w budżecie, który rząd przestawi w przyszłym miesiącu.
„Zwykli obywatele są po prostu wściekli. Panuje poczucie, że na barki podatnika zrzuca się skutki załamania gospodarczego,” mówi Richard Burton, rzecznik prasowy ds. finansowych Fine Gael, głównej partii opozycyjnej.
Kwestią, która budzi szczególnie silne emocje, jest NAMA, czyli National Asset Management Agency. Pod tą eufemistyczną nazwą kryje się skomplikowana instytucja „złego banku”. Rząd irlandzki dąży do uchwalenia odpowiedniej ustawy powołującej NAMA, instytucję z budżetem 54 miliardów euro (81 miliardów dolarów), która będzie miała za zadanie przejęcie i oczyszczenie z toksycznych aktywów bilansów irlandzkich banków borykających się z trudnościami. Ludzie uważają jednak, że w ramach NAMA podatnicy zapłacą za bezmyślność i chciwość bankierów.
„Jeszcze niedawno każda osoba przechodząca koło banku albo towarzystwa budowlanego mogła spodziewać się, że zostanie niemalże siłą wciągnięta do budynku i skłoniona do wzięcia kredytu,” mówi John Roche, siedemdziesięcioletni emerytowany pracownik ubezpieczeniowy.
Teraz jednakże studenci oraz rosnąca rzesza bezrobotnych mają problemy z otrzymaniem kredytu.
Spora część Irlandczyków, w tym wielu młodych ludzi („celtyckie tygrysięta”, jak się ich często nazywa), którzy nie doświadczyli dotychczas tak silnych fluktuacji w gospodarce, wątpi, czy rządowy program rzeczywiście przyczyni się do ożywienia wzrostu gospodarczego.









