Coraz więcej firm opisuje swoje produkty jako przyjazne środowisku.Jednak, jak pokazują opublikowane we środę badania, prawie wszystkie z nich używają przynajmniej jednego niemożliwego do zweryfikowania wskaźnika.
TerraChoice – agencja marketingu środowiskowego – podaje, że 98 procent zbadanych produktów miało przynajmniej jedną z cech tzw. greenwashingu.
„Dobrą wiadomość stanowi fakt, że konsumenci oczekują bardziej pro środowiskowych produktów, a specjaliści od marketingu i producenci słuchają głosu rynku” – mówi Scott McDougall prezes TerraChoice. „Zła wiadomość, to nadużycia jakich dopuszczają się przedsiębiorstwa, tworząc fałszywe eko marki i znaki jakości oraz komentarze osób trzecich”.
W dużych sieciach handlowych USA, Kanady, Wysp Brytyjskich i Australii rejestrowano wszystkie eko-produkty. Tylko w USA i Kanadzie znaleziono ich 2219 (w Polsce jest to mniej niż 5% tej liczby). Każdy z nich został przetestowany pod względem zgodności z wytycznymi ISO 14021 – standardu regulującego „zielone” oznaczenia oraz regulacjami rządowych agend handlowych i konsumenckich.
„Skupialiśmy się na zabawkach, produktach dla dzieci, kosmetykach oraz środkach czyszczących, ponieważ te grupy produktów są najbardziej podatne na nadużycia i są przedmiotem szczególnej troski konsumentów” – mówi McDougall.
Jednym z podstawowych grzechów było podkreślanie przez producentów jednego problemy środowiskowego, kosztem bardziej poważnych. Np. papier nie jest proekologiczny tylko dlatego, że pochodzi z lasu zarządzanego zgodnie z zasadami rozwoju zrównoważonego. Istnieje dużo więcej potencjalnych zagrożeń środowiska jakie mogą powstać przy produkcji papieru. Chodzi tu o zużycie energii podczas produkcji, emisje gazów cieplarnianych oraz zanieczyszczenia wody i powietrza. Ten zestaw może spowodować dużo większe szkody niż pozyskiwanie drewna ze zwykłego lasu.
„Organiczna” bawełna, nie jest produktem ekologicznym, jeśli do jej wybielania użyto chloru.
Badanie ukazało także, że wiele proekologicznych cech produktów nie było popartych faktami bądź certyfikatami zewnętrznych instytucji. Np. producenci chusteczek do nosa chwalili się ilością odzyskiwanych i powtórnie przetwarzanych produktów bez podania żadnych dowodów czy dodatkowych szczegółów.
Jednak największym przewinieniem są fałszywe znaki jakości.
„Niektórzy producenci eksploatują zaufanie konsumentów do zewnętrznych instytucji certyfikujących tworząc fałszywe ekologiczne znaki jakości bądź podrabiając istniejące. Pomimo dużej liczby wiarygodnych znaków ekologicznych, konsumenci muszą zachować szczególną czujność przy korzystaniu z rynku produktów ekologicznych” – mówi McDougall.
Badacze odkryli na przykład papier toaletowy, którego opakowanie miało elementy graficzne podobne do certyfikatu jakości oraz informację, że produkt „pomaga w walce z globalnym ociepleniem” [!].
TerraChoice zachęca do poszukiwania wiarygodnych znaków jakości takich jak EcoLogo, EnergyStar, Forest Stewardship Council czy EcoCert.
więcej na ten temat można przeczytać w cbc
, enn
, enn
, enn
, marketinggreen 










