Artykuly

20 mld 'wymuszone’ na BP to pierwsza dobra wiadomość

Już dziś liczby są porażające. Każdego dnia 60 tys. baryłek ropy wypływa z dna Zatoki Meksykańskiej. Zagrożone jest ok. 2 tys. km wybrzeża – a nawet więcej, jeśli prądy morskie przeniosą ropę dookoła Florydy i dalej wzdłuż brzegów Atlantyku.

Wydobycie ropy z dna morzaŹródła utrzymania rybaków, dostawców krewetek, restauratorów i hotelarzy wyschły na nie wiadomo jak długo. Do tego jeszcze dochodzą właściciele nadmorskich działek, którzy tylko czekają na moment, gdy białe plaże i szmaragdowe wody przed ich domami staną się trujące.

Co więc sądzić o 20-miliardowym funduszu, do którego stworzenia namówiono BP? Dobry początek? Wymuszenie? Bez żartów.

Polityk republikański z Teksasu Joe Barton użył słowa „wymuszenie” podczas przesłuchania prezesa BP Tony’ego Haywarda przed podkomisją ds. energii Izby Reprezentantów. Inni kongresmeni nie zostawili za to na prezesie suchej nitki.

Ale jak nazwać to wymuszeniem, skoro BP już wcześniej zobowiązał się do pokrycia wszystkich uzasadnionych roszczeń? Jeśli ta oferta była szczera, to fundusz stanowi po prostu narzędzie zapewniające, że koncern będzie płacił uczciwie i szybko. Daje więc wiarygodność jego deklaracjom. Cechy tej dotychczas bardzo im brakowało, starczy wspomnieć, ile razy obiecywał działać w sposób bezpieczny, a potem dochodziło do eksplozji w rafinerii, wycieku na Alasce i wreszcie do tej katastrofy w Zatoce Meksykańskiej.

BP wciąż nie potrafi powiedzieć, kiedy ropa przestanie wypływać, dokąd zostanie ona zebrana i jakie szkody powstaną do tego czasu. Ale ludzie, którzy ucierpieli na wybrzeżu będą przynajmniej mieli pewność, że dostaną odszkodowanie za to, co odebrała im lekkomyślność koncernu. To nie ocali żadnego pelikana z piórami nasączonymi ropą, ale przynajmniej zdejmie z ludzi choć część obaw.

Nie wiemy, co prezydent Obama i jego ludzie mówili podczas czterogodzinnej połajanki urządzonej przedstawicielom BP w tym tygodniu w Białym Domu. Nie wiemy, czy koncern łatwo się zgodził na założenie funduszu depozytowego i nowe roszczenia. Brak doniesień o stosowaniu tortur, zwłaszcza podtapiania.

Podobno BP chciał z góry ograniczyć wielkość depozytu, ale ustąpił. Tym lepiej. W tej chwili trudno byłoby wyznaczyć pułap kosztów, przecież ropa wciąż wypływa i to w ilości, której nikt nie jest w stanie określić.

Poza tym dochodzą tak straszne, że trudno o nich myśleć, konsekwencje ewentualnego huraganu. Nawet mniejsza nawałnica może pchnąć plamę ropy daleko wgłąb nisko położonych nadbrzeżnych bagien.

Gdyby fundusz został z góry ograniczony, żadna ofiara katastrofy nie byłaby pewna, czy uzyska pełne odszkodowanie.

Suma 20 mld dol. wygląda na wielką, ale kurczy się w porównaniu ze szkodami – tymi już wyrządzonymi i tymi, które mogą jeszcze nastąpić. Na wybrzeżu Alaski wciąż zalega ropa po wycieku ropy z tankowca Exxon Valdez w 1989 r. A tamto przecież to była ledwo kałuża w porównaniu z tym, co dzisiaj pływa.

Fundusz pokryje wszelkiego rodzaju roszczenia poza tymi, jakie złożono w procesie kierowanym przez Kennetha Feinberga, który nadzorował wypłaty z funduszu odszkodowawczego dla ofiar 11 września. Pokryje także odszkodowania przyznane w wyniku pozwów sądowych. Jest ich już 230, z czego wiele oczekuje na przyznanie statusu pozwu zbiorowego.

Poza tym fundusz ma zwrócić koszty likwidacji szkód wyrządzonych w zasobach naturalnych i koszty akcji ratunkowej podjętej przez władze lokalne i stanowe.

Nie obejmuje za to 100 mln dol., które koncern przeznaczył dla pracowników zwolnionych z pracy z powodu moratorium na wiercenia na morzu, jakie wprowadziła administracja. W jego skład nie wchodzi też 500 mln dol., jakie BP obiecał wpłacić na sfinansowanie 10-letniego projektu badań skutków skażenia ropą i gazem. Z jakiejś innej kieszeni trzeba też będzie pokryć różne grzywny i kary.

To pierwsza wiarygodna dobra wiadomość dla ludzi i firm nad Zatoką Meksykańską od dwóch miesięcy. Jeśli trzeba było wymusić na BP te pieniądze, świadczy to jak najgorzej o nim.

pl Źródło: Onet.pl

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly