Od Miami po Szanghaj, miasta nadbrzeżne w opałach

Setki milionów ludzi na całym świecie stoją w obliczu zatopienia miast, w których żyją. Do takiego stanu rzeczy dojdzie, jeśli świat będzie podążać obecnym kursem wzrostu globalnej temperatury o 3oC względem ery preindustrialnej do końca stulecia.

Takie miejsca, jak słynne plaże w Miami, dzielnice handlowe wielkich miast jak Amsterdam, Dubaj czy Nowy Jork, oraz wielkie połacie terenów rolniczych, jak uprawy w delcie Nilu czy w Bangladeszu, stoją w obliczu grożącego im wzrostu światowego poziomu oceanów, ostrzegła ONZ na początku listopada 2017. Jedyne, co może temu zapobiec, to konsekwentnie realizowane redukcje emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych.

Jak informują w swojej analizie materiałów badawczych z Climate Central dziennikarze z brytyjskiego Guardiana, wzrost globalnej temperatury o 3oC może doprowadzić do podniesienia się poziomu mórz w tym stuleciu o 2 metry. Rosnącego poziomu morza nie da się już zatrzymać. Z analiz i symulacji przeprowadzonych przez Climate Central wynika, że poważnie dotkniętych zostanie wiele miast, takich jak Szanghaj, Osaka, Aleksandria czy Rio de Janeiro. Miami zostanie całkowicie zalane, jak i zresztą jedna trzecia Florydy. 

Rys. 1 Wizualizacja pokazująca obraz zalanego przez ocean Miami. Nickolay Lamm/Courtesy Climate Central

Na całym świecie władze miast i regionów w różnym stopniu przygotowują się na taką sytuację. W sześciu regionach nabrzeżnych, jak dowiedzieli się dziennikarze Guardiana, władze miast zaczynają podejmować pewne działania zapobiegawcze. Jednak planiści bardzo powoli budzą się do zmierzenia się ze stojącym przed nimi monumentalnym wyzwaniem – a w niektórych przypadkach nie zrobili jeszcze nic.

Rys. 2 Symulacja wzrost poziomu morza o 2 metry na Florydzie. Climate Central

Równocześnie trwają negocjacje odnośnie realizacji porozumienia klimatycznego z Paryża. Kolejny szczyt klimatyczny, tym razem w niemieckim Bonn, to kolejna runda rozmów o monitorowaniu działań, organizowania środków i poprawianiu celów redukcji emisji tak, by wzrost globalnej temperatury nie przekroczył uzgodnionego w Porozumieniu poziomu 1,5-2°C.

Obecne działania to za mało, są zbyt wolne, co przyznaje w swoim raporcie ONZ. Jak czytamy w raporcie, przedstawione przez rządy aktualne zobowiązania to zaledwie jedna trzecia tego, co powinno zostać wykonane. Działania pozarządowe, np. samorządów miejskich, firm czy samych obywateli, mogą tylko częściowo wypełnić tę lukę w redukcji emisji. Raport ONZ stwierdza jasno, że obecna sytuacji prowadzi do wzrostu temperatury do 2100 roku o 3oC, lub nawet więcej.

Erik Solheim, dyrektor wykonawczy Programu Środowiskowego ONZ, powiedział, że postępy w zakresie ochrony klimatu od momentu podpisania Paryskiego Porozumienia Klimatycznego są niewystarczające. „Nadal znajdujemy się w sytuacji, w której nie robimy wystarczająco dużo, by ocalić setki milionów ludzi przed nieszczęściem”, stwierdził.

Zdolność natury do przeciwdziałania zmianie klimatu, jak przykładowo pochłanianie CO2 przez oceany, nie nadąża za wzrostem emisji. Działająca przy ONZ Światowa Organizacja Meteorologiczna, 30 października tego roku stwierdziła, że stężenie dwutlenku węgla w atmosferze w 2016 roku odnotowało rekordowy wzrost, z 400 ppm w 2015 roku do 403,3 w 2016. Do tego wzrostu przyłożyło się zjawisko El Niño – czynnik naturalny, ale pokazuje to, jak będzie wyglądać obraz zmian ilości CO2, gdy oceany się nagrzeją i będą tracić zdolność absorpcji tego gazu. 403 ppm, to poziom niewidziany od 3 do 5 mln lat, czyli od czasów pliocenu, kiedy poziom oceanów był o 20-30 metrów wyższy niż w XX wieku.

Wzrost temperatury o 3oC będzie skutkować dłuższymi suszami, silniejszymi huraganami i trwałym wzrostem poziomu morza z powodu topniejących lądolodów. To zmieni linię brzegową na całym świecie.

IPCC w swoim ostatnim raporcie szacuje wzrost średniego światowego poziomu morza w scenariuszu RCP2.6 do 2100 roku na 0,3-0,6 m, a w scenariuszu RCP8.5 na 0,5-1 metra, jednak nie obejmuje to wkładu związanego z potencjalnym rozpadem lądolodów Antarktydy i Grenlandii. IPCC prognozuje, że może on dać dodatkowo kilka dziesiątych metra, co oznaczałoby w sumie wzrost o około 1-1,5 metra (do końca XXI wieku, w scenariuszu wysokich emisji). Obecnie większość ekspertów uważa, że prognozy te były zbyt ostrożne, główne ze względu na stwierdzoną w ostatnich kilku latach wrażliwość na ocieplenie lądolodu Antarktydy Zachodniej. Z tego powodu podsumowania aktualnych opracowań (wg stanu na 2017 rok) podają prognozowany wzrostu średniego światowego poziomu morza w scenariuszu „biznes-jak-zwykle” na około 2 metry, nie wykluczając też wzrostu o 2,5, a nawet 3 metry (do roku 2100) (NOAA, Le Bars i in., 2017).

Co najmniej 275 mln ludzi żyje w zagrożonych wzrostem poziomu oceanów miastach. Większość z tej liczby to mieszkańcy azjatyckich miast, wielkich ośrodków przemysłowych, takich jak Szanghaj, Shenzhen, Bangkok czy Tokio. Drugie co do wielkości miasto Japonii, Osaka, może stracić swoje dzielnice biznesowe i rozrywkowe Umeda i Namba, jeśli nie zostaną znacznie zmniejszone emisje CO2, lub miasto nie zabezpieczy się fizycznie przed rosnącym poziomem oceanu. Urzędnicy niechętnie przyjmują do wiadomości to, że będą musieli włożyć więcej wysiłku w to drugie. „W przeszłości nasza reakcja skupiała się na ograniczeniu przyczyn globalnego ocieplenia, ale biorąc pod uwagę, że znaczące zmiany klimatyczne są już teraz nieuniknione, zgodnie z prognozami IPCC, teraz dyskutujemy nad tym, jak reagować na klęski żywiołowe, które nadejdą”, powiedział Toshikazu Nakaaki z urzędu ds. środowiska miejskiego w Osace.

W Miami, które znajdzie się poniżej poziomu morza już przy wzroście temperatury o 2oC, poczucie pilności działań we władzach miejskich jest wyraźnie widoczne. Miejscy komisarze proszą wyborców o zatwierdzenie w listopadowym głosowaniu inwestycji „Miami Forever”, która obejmuje 400 mln dolarów na modernizację stacji pomp, rozbudowę systemów odwadniających, podnoszenie dróg i budowę wałów.

Inne miasta mają mniej pieniędzy na przeciwdziałanie, a i poczucie pilności działania jest mniejsze. Podniesienie się poziomu oceanu z powodu ocieplenia o 3oC zalałoby w brazylijskim Rio słynną plażę Copacabana, krajowe lotnisko i obiekty sportowe, w których odbyły się niedawne letnie igrzyska olimpijskie. Ale pod kątem finansowym miasto przygotowuje się powoli. Władze w swych inwestycjach nie uwzględniają konsekwencji globalnego ocieplenia.

W Egipcie według szacunków IPCC już półmetrowy wzrost poziomu morza spowoduje zalanie wybrzeży w Aleksandrii, a 8 mln ludzi mieszkających w delcie Nilu, jeśli nie zostaną podjęte kosztowne działania zapobiegawcze, stanie się uchodźcami klimatycznymi. Jednak lokalni działacze postrzegają to jako odległy problem. „Jestem zaniepokojony, ta kwestia nie znajduje się na liście rządowych priorytetów”, powiedział Ahmed Hassan z Save Alexandria Initiative, działającej w mieście grupy na rzecz podnoszenia świadomości na temat skutków zmiany klimatu.

Podnoszący się poziom oceanów to nie tylko problem miast i zabytków. Skutki dotkną też gospodarkę, w tym rolnictwo, a wraz z nim – produkcję żywności.  Tu zwykle myślimy o Bangladeszu i innych odległych państwach trzeciego świata. Ale zagrożone są też m.in. Wyspy Brytyjskie, szczególnie leżące w północno-wschodniej Anglii, nad Morzem Północnym hrabstwo Lincolnshire. Znajdujące się tam tereny rolnicze w pobliżu wybrzeża zostaną zalane, a proces ten nasili się wraz z rosnącą aktywnością sztormów. Podobna sytuacja będzie mieć miejsce na polskich Żuławach, gdzie znajdują się jedne z najżyźniejszych gleb. Już teraz orkany zalewają te niskopołożone, w dużym stopniu depresyjne tereny.

„Jesteśmy świadomi, że zmiany klimatu mają miejsce, i być może będą zachodzić szybciej niż się spodziewamy, więc staramy się je łagodzić i adaptować się do nich, by ochronić ludzi i ich majątek. Nie możemy tych zmian powstrzymać, ale możemy zmniejszyć ryzyko”, powiedziała Alison Baptiste, dyrektor ds. strategii i inwestycji w brytyjskiej Agencji Środowiska. Powiedziała, że obowiązujące środki powinny chronić większość społeczeństwa w krótko- i średnioterminowej perspektywie, ale za 50 lat sytuacja stanie się trudniejsza.  „Jeśli prognozy dotyczące zmian klimatu są trafne, będziemy musieli podjąć trudne decyzje”, dodała.

Problem podnoszącego się poziomu morza to tylko jedno z wielu następstw zmiany klimatu. Efekty negocjacji klimatycznych i działania na rzecz ochrony klimatu nie są wystarczające, by uniknąć poważnych konsekwencji. Co może nas przekonać do działania? Czyżby dopiero seria katastrof?

Hubert Bułgajewski na podst. Miami to Shanghai: 3C of warming will leave world cities below sea level

Komentarze

29.11.2017 15:01 papa ohara

Oglądałem niedawno dokument o tym jak w Miami podnoszone są ulice o około 0,5 m bo podczas niepogody sporo z nich jest zalewana przez wodę morską. W tym samym dokumencie wypowiadał się gubernator stanu Floryda, który stwierdził, że "nie wierzy w globalne ocieplenie".

:)

29.11.2017 22:13 dns900

@Papa Ohara, też ten dokument oglądałem (chyba na kanale Focus). Prowadzi go ten aktor co grał w filmie Stevena Spielberga pt. Jurasic Park.

Trzeba przyznać, że gubernator florydy ma specyficzne poczucie humoru. He he :D

30.11.2017 0:06 witch

Gubernator mieszka wyżej, jego posesji nie zalewają pływy syzygijne... to co się będzie przejmował jakimś tam Ocean Drive ;)

30.11.2017 10:46 PIT

Ogólnie wschodnie wybrzeże dostanie w d... łącznie z Nowym Yorkiem.

Gdzieś czytałem, że jest 150 miast na świecie w podobnej sytuacji. O ile w USA pieniądze na to i owo się znajdą o tyle w takiej Dżakarcie już nie koniecznie.

30.11.2017 10:59 Tadek

Te miasta będą jak Wenecja :D
....... brudne i śmierdzące.
Same powody do radości.

30.11.2017 12:01 Felek

Wyobrażacie sobie ile syfu spłynie do oceanów? Nie dość, że 90% z tych miast i ludzi, którzy zostaną dotknięci tymi zmianami klimatycznymi stanie się uchodźcami klimatycznymi (lekko licząc 250 milionów ludzi) to jeszcze cały ich dobytek zostanie zmyty do wszechoceanu. Z resztą miasta to jeszcze nic, ile jest zakładów przemysłowych, elektrowni, portów przeróżnych, przepompowni, gazo i ropo ciągów, a do tego masa ziemi uprawnej pełnej chemii. To będzie katastrofa. A to raptem 2-3 metry, za naszego życia. Co Polska uczyni jak pół miliona ludzi na wybrzeżu straci swój dobytek i będzie zmuszona przesiedlić się na południe? Nie licząc strat gospodarczych. Przy czym nasz problem będzie relatywnie nie wielki porównując go z innymi krajami.

30.11.2017 15:42 CZORNYJ

@FELEK zbędny dramatyzm . Temat już był poruszany wielokrotnie . Proces jest względnie powolny , nie metry z dnia na dzień tylko maksymalnie kilka centymetrów na rok . Rozsądni w porę się przeniosą kilka kilometrów dalej od morza i metrów wyżej .
Fabryki zrobią to jeszcze szybciej .
Mniej rozsądni będą brodzić w szlamie po kolana po byle sztormie albo nawet przypływie . Brudniejsza , jeszcze bardziej cuchnąca , slumsowa Wenecja .

Pod warunkiem że dobita innymi problemami gospodarka pozwoli utrzymać tak wielką miejską populacje . Wątpliwe przy załamaniu współczesnego sektora usług i globalnego handlu .
Bo inaczej woda zaleje wyludnione ruiny .

01.12.2017 9:16 Felek

Pomimo to, porzucony dobytek a będzie go naprawdę dużo, zostanie zmyty do oceanu. Bo jego zabieranie ze sobą w większości wypadków będzie dla tych osób zbyt wielkim kłopotem, z którym nie będą mieli się ochoty borykać. Porzucą część dobytku tak jak to zrobiono w Czarnobylu czy Fukushimie. Mimo tego, że tam ewakuacja musiała być natychmiastowa, a w tym wypadku niekoniecznie by musiała być, to właśnie.. zobacz na skutki huraganów w Nowym Orleanie i ostatnio w Houston. Zmyło setki tysięcy ton brudów, odpadów, szamb i wiele innych. Kto będzie chciał wydawać pieniądze na ochronę morza czy oceanu jeśli i tak wie, że wszystko stracone? Zabierze co ma jakąś wartość i będzie spieprzać, owszem tylko, że syf za sobą zostawi, bo obecnie człowiek dba tylko o swój interes. Nie dba i nigdy z resztą nie dbał o to, czy środowisko po sobie zostawia w takim stanie w jakim je zastał. Po prostu koszty środowiskowo przyrodnicze są od zawsze pomijane i teraz też będą. A tymi martwię się znacznie bardziej, niż tym, czy ludzie przeniosą się 5km wgłąb lądu i 5 metrów wyżej w porę.

01.12.2017 14:53 CZORNYJ

@FELEK przy skali w jakiej ocean robi za śmietnik to będzie dosłownie kropla . Gorzej lokalnie , gdzie uszkodzi jakąś rafinerie czy zbiornik po flotacyjny .
Choć tych pierwszych z racji "peak,ów' surowcowych za wiele nie będzie . A zamykane będą w pierwszej kolejności te nierentowne i zagrożone np huraganami i zalaniem .

03.12.2017 13:00 Godlike

Tymczasem wygląda na to, że światowe emisje dwutlenku węgla w 2017 roku, znowu wzrosną: https://news.nationalgeographic.com/2017/11/climate-change-carbon-emissions-rising-environment/

04.12.2017 0:57 CZORNYJ

@GODLIKE , w jakimś dokumencie na temat krzywej Hubberta powiedziano to wprost . Wielkoskalowe instalacje OZE mają pozwolić na dłuższe utrzymanie wzrostu gospodarczego w warunkach kończącej się taniej ropy . Ersatz na równi z rozmaitym gazem łupkowym , piaskami bitumicznymi , czy spalanym cichaczem węglem brunatnym .
Tylko o to chodzi , o jak najdłuższe karmienie "bestii" która jak przestanie rosnąć to zdechnie .

Stabilizacje światowych emisji łatwo zauważymy nawet jak nie będą o tym trąbić . Po pensjach ledwo wystarczających na jedzenie , notorycznych przerwach w dostawach prądu i ciągłym łataniu ubrań .
Podobnie z późniejszą redukcją , pomalutku , rok po roczku do poziomu życia XIX wiecznych robotników fabrycznych i pańszczyźnianego chłopstwa .

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto