Przejdź do treści
Środowisko · Wody

Przebieg i skutki powodzi po niżu Boris

Skutki powodzi po wyżu i niżu Boris w Polsce – wezbrana rzeka podmywająca drogę oraz worki z piaskiem
Spis treści

Wrześniowa powódź po niżu Boris wzięła się z niżu, który przez kilka dni prawie nie ruszał się znad Sudetów, i z gór, które wycisnęły z niego ulewny deszcz. Woda zeszła najpierw górskimi dopływami przez Kotlinę Kłodzką, a potem Odrą płynęła aż po Nową Sól. Zginęło 9 osób, a zalanych zostało ponad 10 tysięcy budynków mieszkalnych. Taka fala może wrócić w każdym roku.

Skąd się wziął niż Boris?

O skali powodzi zadecydowały dwie rzeczy: niż, który przez kilka dni prawie się nie przesuwał, i góry, które wymusiły opad na północnych stokach Sudetów. Boris był niżem genueńskim, czyli układem powstającym nad Morzem Śródziemnym i wędrującym na północny wschód. Rozkład ciśnienia wokół niego był według analizy klimatycznej niżu Boris bardzo nietypowy. Zablokowany układ stał się niżem stacjonarnym. Ten sam niż ma w źródłach dwie nazwy. Boris nadała mu włoska służba meteorologiczna w europejskim systemie nazywania burz, a Anett pochodzi z niemieckiego systemu nazywania układów barycznych.

5 ⁄ 21 Więcej szczegółów Poziom wody niedługo przed kulminacją względem zabytkowego mostu gotyckiego na Młynówce, 15 września 2024
5 ⁄ 21 Więcej szczegółów Poziom wody niedługo przed kulminacją względem zabytkowego mostu gotyckiego na Młynówce, 15 września 2024, Jacek Halicki, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons

Wilgotne powietrze napierało na Sudety od północy. Zmuszone do wznoszenia, przez kilka dni oddawało wodę nad tym samym obszarem. Według pomiarów opadów IMGW-PIB na Śnieżniku w ciągu doby spadło 218,8 mm deszczu. Był to najwyższy wynik w Polsce tamtej doby. W Jeleniej Górze wrześniowy opad wyniósł 293,0 mm, czyli 453,6% normy miesięcznej, co było najwyższym odsetkiem normy wśród stacji synoptycznych.

Powódź w rejonie od Kotliny Kłodzkiej po Nową Sól

Mapa tej powodzi jest zarazem kalendarzem. Najpierw przez kilka dni wylewały górskie dopływy, potem przez kolejny tydzień Odrą spływała wolniejsza fala wezbraniowa. Raport „Powódź we wrześniu 2024” opiera się na danych Wód Polskich i IMGW-PIB. Datuje on początek powodzi na 13 września, a koniec na 4 października. Woda objęła cztery województwa: dolnośląskie, opolskie, śląskie i lubuskie. Od 16 września w części trzech pierwszych obowiązywał stan klęski żywiołowej, później rozszerzony o gminy lubuskie.

Most Żelazny w Kłodzku zalewany przez falę powodziową 15 września 2024
Most Żelazny w Kłodzku zalewany przez falę powodziową 15 września 2024, Autorstwa Jacek Halicki – Praca własna, CC BY-SA 4.0, Link

Pierwsza faza uderzyła w Kotlinę Kłodzką i Opolszczyznę między 14 a 16 września. W Stroniu Śląskim woda przerwała zaporę zbiornika, a fala zeszła przez Lądek-Zdrój do Kłodzka. Skąd zatem woda w Nysie? Według Wód Polskich nie przyszła od zbiornika, tylko z przerwanych wałów Białej Głuchołaskiej, która wcześniej zalała Głuchołazy. W nocy z 15 na 16 września Nysa Kłodzka przedarła się przez wały w Lewinie Brzeskim.

Druga faza była wolniejsza. Jej rytm wyznaczały kolejne kulminacje na Odrze:

  • 18 września – Opole, przez które fala przeszła bez zalania miasta
  • 19–20 września, zależnie od wodowskazu – Wrocław, gdzie wysoka woda płynęła jeszcze przez kilka dni
  • 22 września – Głogów, ze szczytem wczesnym popołudniem
  • 23 września – Nowa Sól, do której kulminacja dotarła w nocy z niedzieli na poniedziałek

Bilans powodzi w Polsce – ofiary, zalane budynki i straty

Raport „Powódź we wrześniu 2024” liczy osobno 238 045 osób poszkodowanych, około 4 493 ewakuowanych i 10 522 zalane budynki mieszkalne. Na Dolny Śląsk przypada 9 744 z nich, czyli ponad 92%. Kwota, jaka krąży w obiegu, pochodzi z wniosku do Funduszu Solidarności UE. Wojewodowie i ministerstwa zgłosili w nim ponad 13 mld zł wydatków i strat w infrastrukturze.

Kwota z wniosku obejmuje także koszty samej akcji: ewakuacji, zakwaterowania służb, sprzętu, paliwa i sprzątania. Dlatego nie jest tym samym co szacunek samych strat. Wyceny wyłącznie zniszczeń mogą więc wychodzić niższe i nie przeczą wnioskowi, bo liczą co innego.

Podobnie jest z ofiarami. Liczba ofiar śmiertelnych rosła jeszcze po przejściu fali. Której liczbie zatem wierzyć? Stan podawany w trakcie powodzi dotyczył danego dnia. Wiążący jest bilans raportu sporządzonego po zamknięciu akcji. Podaje on 9 ofiar śmiertelnych.

Zniszczenia skupiły się w trzech obszarach:

  • Domy – w Stroniu Śląskim i Lądku-Zdroju część budynków nie tylko zalało, ale trzeba było wyłączyć z użytkowania.
  • Drogi i linie kolejowe – w Lądku-Zdroju woda zerwała prawie wszystkie przeprawy, w tym XVI-wieczny most św. Jana. Podmyte tory w Kotlinie Kłodzkiej zamknęły ruch kolejowy na długie tygodnie.
  • Infrastruktura hydrotechniczna – przerwane wały, zniszczona zapora i uszkodzone przelewy to osobna pozycja bilansu, bo od ich naprawy zależy bezpieczeństwo przy następnym wezbraniu.

Co ogranicza ryzyko kolejnej powodzi?

Zbiornik i polder na Odrze ścięły falę. W górach zawiodły starsze zapory, przelewy i wały. Zbiornik przeciwpowodziowy Racibórz Dolny jest suchy, czyli napełnia się dopiero przy wezbraniu. Jego pojemność wynosi 185 mln m³. Przechwycenie wody pod Raciborzem było jednym z powodów, dla których fale z górnej Odry i z Nysy Kłodzkiej nie nałożyły się pod Wrocławiem. Wody Polskie przypisują to także sterowaniu zbiornikami Turawa, Otmuchów i Nysa. Z Raciborzem Dolnym współpracuje polder Buków o pojemności około 50 mln m³ i powierzchni 830 ha, który obniża najwyższe fale powodziowe o 10–14%.

W górach było odwrotnie. Przelew powierzchniowy zbiornika Topola uległ poważnej awarii, bo napłynęło zbyt dużo wody. Awaria wymusiła prace zabezpieczające zbiornik Topola. Na wałach słabym punktem bywają nory bobrów. Osłabiają one korpus od środka, a przy długim naporze wody prowadzą do przesiąków i przerwań.

Słabym ogniwem okazał się też przepływ informacji. Według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli nieprawidłowości wystąpiły na każdym szczeblu zarządzania kryzysowego. Między 11 a 15 września 2024 r. RCB rozsyłało alerty o tej samej treści w 11 województwach, bez różnicowania zagrożenia. Wojewoda dolnośląski nie przekazał też dyrektorowi RCB informacji o przerwaniu zapory w Stroniu Śląskim.

Z tych doświadczeń wynika, dlaczego sama rozbudowa wałów nie wystarcza. Wał chroni odcinek za sobą, ale przyspiesza spływ, więc potrzebuje retencji, która zatrzyma część wody wyżej w zlewni. Drugim warunkiem jest ograniczenie zabudowy na terenach zalewowych. Dom na takim terenie jest zagrożony przy każdym zawiedzeniu wału. Trzecim warunkiem jest ostrzeganie dopasowane do konkretnej doliny, a nie do całego województwa. Ochrona działa jako system. O skutkach decyduje jej najsłabsze ogniwo. Żadna inwestycja nie sprowadza ryzyka do zera.

Czy powódź taka jak po niżu Boris może wrócić?

Powódź taka jak we wrześniu 2024 r. może wrócić w każdym roku. Określenie „raz na sto lat” opisuje prawdopodobieństwo przepływu równe 1% w każdym roku, a nie odstęp między powodziami. Czy po takim wezbraniu można więc liczyć na spokój na dekady? Historia dorzecza Odry odpowiada przecząco: wielkie powodzie przyszły tu w 1997, 2010 i 2024 roku.

Ocieplenie dokłada do tego więcej wody w chmurach. Badanie atrybucyjne niżu Boris przygotował zespół z Alfred Wegener Institute. Według niego przez ocieplenie wywołane przez człowieka układ przyniósł około 9% więcej deszczu. Obszar z opadem powyżej 100 mm był o 18% większy, niż byłby bez ocieplenia. Według analizy klimatycznej niżu o ekstremalnym opadzie w samym układzie zdecydował kontrast między zimnym powietrzem a wyższą niż przeciętnie temperaturą powierzchni Morza Śródziemnego i Czarnego. Badania nie wyznaczają terminu kolejnej powodzi, ale pokazują, że niż ma dziś z czego czerpać więcej wody.