Betonoza w polskich miastach, za którą płacimy cenę
Spis treści
Betonoza w miastach to zastępowanie zieleni nieprzepuszczalną nawierzchnią pod hasłem modernizacji, najczęściej przy rewitalizacji rynków. Sam beton problemem nie jest. Staje się nim wtedy, gdy wypiera drzewa i grunt, który przyjmuje wodę. Plac pozbawiony cienia nagrzewa się w dzień, oddaje ciepło nocą, a deszcz spływa do kanalizacji zamiast wsiąkać.
Betonoza – co dokładnie opisuje to pojecie?
Betonoza to zastępowanie miejskiej zieleni nieprzepuszczalną nawierzchnią pod hasłem modernizacji – a nie sama obecność betonu w mieście. Powierzchnia nieprzepuszczalna, czyli taka, przez którą woda nie wsiąka w grunt, staje się betonozą dopiero wtedy, gdy wypiera zieleń. Często dzieje się to przy rewitalizacji, która miała przestrzeń poprawić.
Słowo wymyślił Jakub Madrjas, a do debaty publicznej wprowadził je Jan Mencwel. W czerwcu 2019 r., w czasie fali upałów, stowarzyszenie Miasto Jest Nasze zaczęło publikować w sieci zdjęcia rynków, z których po remoncie zniknęły drzewa. Rok później, w 2020 r., Wydawnictwo Krytyki Politycznej wydało książkę Mencwela „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta”. Od tej pory potoczne określenie służy jako nazwa problemu, który najwyraźniej widać na rynkach małych miast.
Beton wygrywa w kosztorysie i to jest przyczyna betonowania polskich rynków
Z perspektywy urzędu zabetonowanie rynku bywa rachunkiem racjonalnym. Po co wycinać stare drzewa i płacić za kostkę granitową, skoro plac już istnieje? Odpowiedź tkwi w tym, kto płaci za co: inwestycję w dużej części pokrywa dotacja, utrzymanie – budżet gminy. Pieniądze z dofinansowania z funduszy UE gmina wydaje raz, przy przebudowie. Koszt utrzymania zieleni – podlewanie, cięcia pielęgnacyjne, wymiana uschniętych nasadzeń – zostaje w jej wydatkach na kolejne lata.
Ta asymetria premiuje rozwiązania, które po odbiorze wyglądają na bezobsługowe. Trawnik trzeba kosić, a drzewo kontrolować i przycinać, podczas gdy kamienna posadzka po zamknięciu budowy nie zostawia w planie wydatków żadnej widocznej pozycji. Koszty, które pojawią się później, nie trafiają do porównania wariantów projektu.
Pieniądze tłumaczą jednak tylko część decyzji. Szeroki, równy plac uchodzi w wielu samorządach za wizytówkę nowoczesności: zieleń kojarzy się z zaniedbaniem, kamień z porządkiem. Zamiast cienia drzew pojawia się wtedy kurtyna wodna, która chłodzi tylko najbliższe otoczenie i tylko wtedy, gdy działa.
Trzecim motywem jest samochód. Samochodoza, czyli podporządkowanie przestrzeni ruchowi i parkowaniu aut, każe traktować każdy metr placu jako potencjalne miejsce postojowe. Drzewo z rozłożystymi korzeniami przegrywa w takim układzie z równą podbudową pod parking.
Czwarty argument pada ze strony ochrony zabytków. Bywa, że konserwator zabytków akceptuje albo zaleca usunięcie drzew, żeby odsłonić zabytkowe pierzeje i przywrócić rynkowi otwarty, historyczny układ. Betonoza wynika więc z bodźców finansowych, wizerunkowych, komunikacyjnych i formalnych, a nie wyłącznie z braku gustu.
Wyspa ciepła, susza i zalane ulice są skutkiem betonozy
Beton szkodzi miastu dwiema drogami naraz: magazynuje ciepło i nie przepuszcza wody. Skąd bierze się upał, który czuć na rynku jeszcze po zmroku? Kamień i beton nagrzewają się w słońcu znacznie mocniej niż trawnik w cieniu drzew. Zgromadzone w dzień ciepło oddają powietrzu nocą. Tak powstaje miejska wyspa ciepła – obszar, w którym temperatura utrzymuje się wyżej niż w otoczeniu, najwyraźniej po zachodzie słońca.
Skutki odczuwają przede wszystkim mieszkańcy okolicznych kamienic, których mieszkania nie zdążą się wychłodzić przez noc. Długie upały bywają szczególnie obciążające dla osób starszych, małych dzieci i osób przewlekle chorych, dlatego cień i chłodniejsze miejsce do odpoczynku mają wtedy znaczenie praktyczne. Mniej drzew oznacza też mniej liści, które zatrzymują pył zawieszony – jeden ze składników smogu.
Druga droga dotyczy wody i prowadzi do paradoksu: zabetonowane miasto cierpi jednocześnie na suszę i na podtopienia. Na uszczelnionej nawierzchni deszcz nie wsiąka, więc większość opadu spływa do kanalizacji deszczowej zamiast do gruntu. Retencja wody opadowej, czyli zatrzymywanie deszczu tam, gdzie spadł, praktycznie wtedy nie zachodzi. Przy ulewie kanały nie nadążają z odbiorem i woda zalewa ulice. Kilka dni później gleba pod placem znów jest sucha.
Susza dotyka również drzew, które na placu zostały. Drzewo w donicy albo w wąskiej wysepce gruntu wyciętej w kostce ma za mało ziemi, wody i miejsca na korzenie, żeby wyrosnąć do pełnych rozmiarów i długo żyć. Młoda sadzonka z nasadzeń zastępczych daje ułamek cienia dorosłego drzewa. Na pełną funkcję chłodzącą sadzonka potrzebuje dziesięcioleci. Ze starymi koronami znikają też ptaki i owady, dla których były schronieniem, więc spada bioróżnorodność placu.
Kto płaci za betonozę?
Miasta mogą płacić za betonozę dwa razy, najpierw za zabetonowanie placu, potem za jego częściowe rozszczelnienie. Odbetonowanie jest osobną inwestycją, która obejmuje zerwanie nawierzchni, przebudowę odwodnienia i nowe nasadzenia. Pozostała część rachunku rozkłada się na trzech płatników.
Budżet gminy płaci za rozbudowę i utrzymanie kanalizacji deszczowej. Opłatę za utratę retencji Prawo wodne przewiduje tylko poza obszarami skanalizowanymi, więc plac podłączony do kanalizacji tej opłaty nie uruchamia.
Mieszkańcy płacą rachunkami i komfortem. Nagrzane mury sąsiednich budynków wydłużają w upały pracę klimatyzacji i wentylatorów. Do tego dochodzi koszt trudniejszy do wyceny, czyli gorsze samopoczucie podczas fal upałów.
Lokalna gospodarka płaci pustym rynkiem. Plac bez cienia pustoszeje w najcieplejsze godziny, kawiarnie i sklepy tracą klientów, a okolica atrakcyjność, co z czasem może odbić się na wartości nieruchomości. Cień, chłodzenie i retencja to usługi ekosystemowe, czyli korzyści, które drzewa dają bez opłat.
Czy każdy utwardzony plac to już betonoza?
Nie – plac targowy, plac zgromadzeń czy miejsce sezonowych imprez potrzebuje twardej nawierzchni. O betonozie przesądza to, czy przebudowa odebrała placowi choćby jedną z trzech cech:
- Powierzchnia biologicznie czynna – grunt z roślinnością, który przyjmuje wodę i daje miejsce korzeniom; zieleń zredukowana do pojedynczych donic tego kryterium nie spełnia.
- Przepuszczalność nawierzchni – nawierzchnia ażurowa, żwirowa albo z szerokimi spoinami pozwala wodzie wsiąkać.
- Zacienienie – drzewa w gruncie dające w upalne południe cień nad tą częścią placu, na której ludzie przebywają.
Funkcja placu, ustalona z mieszkańcami w konsultacjach społecznych, wyznacza, ile miejsca dostaje każda z tych cech. Inaczej projektuje się targowisko, a inaczej miejsce codziennego odpoczynku.
Przykłady, przepisy i wpływ mieszkańców na „debetonozę”

Duże polskie miasta zrywają nawierzchnie i sadzą zieleń, ale te działania pozostają punktowe. Czy to już odwrócenie trendu? Na razie raczej korekta: rozszczelnia się pojedyncze podwórka i skwery, a gdzie indziej wciąż powstają szczelne place.
Odbetonowanie polega na usunięciu szczelnej nawierzchni i przywróceniu gruntowi zdolności przyjmowania wody. W miejscu asfaltu i płyt powstają trawniki, mikroparki albo ogrody deszczowe, czyli obniżenia z roślinnością, do których spływa deszczówka z dachów i nawierzchni. Razem tworzą zielono-niebieską infrastrukturę, w której zieleń i woda opadowa działają jako jeden system.
Rozbetonowane podwórka Warszawy są przykładem takich działań. W 2022 r. odbetonowano je na Woli w 7 miejscach, a w Śródmieściu w 12. W latach 2018–2023 Śródmieście miało rozbetonować w sumie 37 podwórek.
Skalę mogą zmienić przepisy. Unijne rozporządzenie o odbudowie przyrody to akt (UE) 2024/1991. Wymaga ono, by do końca 2030 r. łączna krajowa powierzchnia zieleni miejskiej i pokrycie koronami drzew w miastach nie zmalały względem 2024 r. Krajowy plan odbudowy zasobów przyrodniczych miał trafić do Komisji Europejskiej do 1 września 2026 r. W prawie krajowym miasta od 20 tys. mieszkańców muszą do 2 stycznia 2028 r. uchwalić miejskie plany adaptacji z koncepcją zazieleniania. Plany te nie są aktami prawa miejscowego, więc same nie zakazują betonowania.
Mieszkaniec ma dwie drogi wpływu: konsultacje społeczne projektów przebudowy i budżet obywatelski, w którym można zgłosić rozszczelnienie podwórka albo budowę ogrodu deszczowego.





