Nie wspieranie działań na rzecz klimatu, lecz poprawa wizerunku i odwracanie uwagi opinii publicznej od skali wycinek – zdaniem Najwyższej Izby Kontroli właśnie taki cel przyświecał projektowi Lasów Państwowych, na który wydano już 65 mln zł. Wydano i zmarnowano.
Skandaliczna kompromitacja – tak najkrócej można podsumować wnioski z analizy Najwyższej Izby Kontroli, która przyjrzała się rzekomo „proklimatycznym” działaniom Lasom Państwowych. W ich rezultacie dziesiątki milionów złotych mające pomóc obniżyć emisje dwutlenku węgla zostało już zmarnowane. A kwota ta może wzrosnąć jeszcze znacząco.
Skąd tak surowa ocena NIK i czego dokładnie dotyczy?
Leśna niegospodarność węglowa
W 2017 Lasy Państwowe przedstawiły projekt „Leśne Gospodarstwa Węglowe”. Jego celem miało być zwiększenie pochłaniania przez lasy CO2 z atmosfery.
Rozłożone do 2046 r. działania mają jednak obniżyć emisje CO2 o niecały 1 mln ton – i to łącznie. W skali roku to zaledwie 0,031 mln ton. Czyli 0,1 promila rocznej krajowej emisji CO2 i ponad 1 tys. razy mniej niż rocznie emituje sama elektrownia w Bełchatowie.
Co więcej, na blisko 1/3 obszaru wytypowanego do projektu nie osiągnięto nawet takich nic nie znaczących korzyści. W latach 2017-2023, którymi objęto kontrolę, prognozowana wartość pochłoniętego CO2 była bowiem albo ujemna, albo równa zero. „Oznaczało to, że działania realizowane na tych obszarach spowodują mniejsze pochłanianie CO2 niż w przypadku, gdyby ich w ogóle nie realizowano” – zauważa NIK.
Mimo to na „Leśne Gospodarstwa Węglowe” wydano już 65,5 mln zł, z czego ponad połowę (56%) na badania naukowe.
Poprawić wizerunek, odwrócić uwagę
Do realizacji projektu wybrano obszary w 23 nadleśnictwach. Część ekspertów oraz organizacji ekologicznych od początku zwracało uwagę, że założenia projektu nie miały uzasadnienia merytorycznego. Innymi z podnoszonych problemów były brak wiarygodnych analiz ekonomicznych projektu ani nawet wstępnie oszacowanego kosztu jego realizacji.
Co więcej, projekt zakładał działania wzajemnie wykluczające się. Na przykład z jednej strony celem było zwiększenie ilości magazynowego CO2 w polskich lasach, a z drugiej – uzyskanie dodatkowej biomasy, która sprzedawana byłaby np. na cele energetyczne.
„Warto przy tym zauważyć, że wskaźnik emisji CO2 przy spalaniu drewna opałowego oraz odpadów pochodzenia drzewnego jest wyższy od wartości tego wskaźnika np. dla węgla kamiennego lub brunatnego” – odnotowuje NIK.
W latach objętych kontrolą Lasy Państwowe regularnie zwiększały też ilość wycinanych drzew. Dlatego Izba nie ma wątpliwości. Według niej projekt „miał jedynie poprawić wizerunek Lasów Państwowych i odwrócić uwagę opinii publicznej od intensywnej wycinki drzew, a nie przyczynić się do rzeczywistego wzrostu redukcji CO2”.
Poza kontrolą
Izba dokładnie przyjrzała się też problemowi, o którym wcześniej wspomnieliśmy, czyli brakowi odpowiedniego finansowania.
Planowane wydatki na realizację projektu wykazywane były jedynie w składanych do Ministerstwa Klimatu i Środowiska raportach z realizacji za kolejne okresy oraz w kartach projektu. Warto mieć jednak na uwadze, że jako „planowane” wydatki w większości wykazywano kwoty odpowiadające już poniesionym kosztom. Ostatecznie łączny koszt projektu został oszacowany dopiero w trakcie kontroli NIK.
Izba odnotowuje też, że raporty przedstawiane ministerstwu przez dyrekcję LP nie były zgodne ze stanem faktycznym. I to zarówno w zakresie wysokości poniesionych kosztów i stopnia realizacji poszczególnych działań, jak i osiągniętych efektów. Dyrekcja nierzetelnie monitorowała efekty realizacji projektu, a niektóre dokumenty sprawozdawcze sporządzono dopiero w trakcie kontroli NIK.
Kolejne zmarnowane miliony?
Jeszcze przed zakończeniem tego projektu Lasy Państwowe rozpoczęły realizację kolejnego. Zdaniem NIK – równie mało perspektywicznego. Tymczasem na „Lasy Węglowe”, bo o nich mowa, przeznaczono blisko 400 mln zł.
„Chociaż projekt ten nie był objęty kontrolą NIK, to już dziś można stwierdzić, że jego szacowane efekty będą miały niezauważalny wpływ na wzrost redukcji CO2 przez lasy. Efekt jego realizacji stanowić będzie bowiem zaledwie 0,3 promila rocznej krajowej emisji CO2” – szacuje Izba.
Dlatego NIK zaleca wstrzymanie realizacji projektu. Według niej bardziej efektywnym działaniem zmierzającym do wzrostu redukcji CO2 byłoby, obok zwiększania powierzchni lasów, ograniczenie wycinki drzew. W szczególności tej dokonywanej z myślą o spalaniu drewna w elektrowniach.
Kontrolą objęto działania Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych i 12 nadleśnictw realizujących projekt w latach 2017–2023.
Dbać o stare lasy
Wpływowi lasów na emisje przyjrzał się również Komitet Problemowy ds. Kryzysu Klimatycznego przy Prezydium PAN. Naukowcy w wydanym w styczniu 2024 r. komunikacie wskazywali, że choć częściowo lasy mogą pomóc ograniczać emisje dwutlenku węgla, to jednak żeby to osiągnąć, należy działać z głową.
„Warto pamiętać, że nie wszystkie lasy spełniają te funkcje równie dobrze. Powinniśmy mieć na uwadze nie tylko ilość (powierzchnię) lasów, lecz także ich jakość. Stare, bioróżnorodne systemy leśne muszą zostać objęte szczególną ochroną. Należy dbać o zwiększanie obszarów zalesionych (choć nie kosztem innych ważnych ekosystemów m.in. bagiennych) i ochronę tych istniejących.
Jak wyjaśnili naukowcy, przy wycięciu fragmentu starego lasu, wskutek wylesienia i przygotowania gleby pod nowe nasadzenia, w krótkim czasie z gleby i odpadów drzewnych zostaną uwolnione ogromne ilości dwutlenku węgla. Na tyle duże, że posadzone w tym miejscu młode drzewa będą potrzebowały od kilkudziesięciu do ponad 100 lat, aby to zrównoważyć.
„Ponadto, wbrew obiegowym twierdzeniom, stare drzewa nadal pochłaniają dwutlenek węgla z atmosfery i czynią to bardzo efektywnie. Dlatego wycinanie starych drzew i sadzenie w ich miejsce młodych nie jest sposobem na poprawę bilansu węglowego w czasie mierzonym dziesięcioleciami” – tłumaczył Komitet.
Lasy w naszym kraju pochłonęły w 2021 r. 22,2 mln ton CO2, a wiec blisko 7% całkowitej emisji Polski. To wynik na poziomie unijnej średniej.











