Ogromne inwestycje Chin w odnawialne źródła energii nie są efektem tego, że ktoś na nich coś wymusza. Azjatycki gigant działa w swoim własnym interesie.
Chiny elektryfikują gospodarkę na potęgę.
Owszem, wciąż masę pieniędzy wkładają w elektrownie węglowe, jednak są dwa istotne „ale”. Po pierwsze – to raptem kilkanaście procent całości (cała reszta idzie w źródła bezemisyjne, a po drugie – coraz bardziej przechodzą one do pracy szczytowej, gdy nie ma dość energii ze źródeł bezemisyjnych.
A to właśnie te źródła są dla Chin najważniejsze.
Chiny: OZE dystansuje resztę
Inwestycje w fotowoltaikę i turbiny wiatrowe dystansują całą resztę:
W fotowoltaikę idzie blisko 40 proc. całości chińskich inwestycji w źródła energii. W zeszłym roku Państwo Środka oddało do użytku prawie 300 GW mocy w PV.
Z kolei w energetykę wiatrową idzie ponad jedna czwarta inwestycji. Tylko w zeszłym roku Chiny oddały do użytku na swoim terytorium 80 GW farm wiatrowych – to więcej, niż w całej swojej historii postawili ich Niemcy.
W chińskim interesie
Te inwestycje Chin nie są efektem tego, że ktoś na nich coś wymusza (co zresztą, przy obecnej asertywności Chin na arenie międzynarodowej, nie wchodzi w grę). Azjatycki gigant działa w swoim własnym interesie:
- Po pierwsze – jest jednym z krajów, które szczególnie silnie odczuwają i będą odczuwać skutki zmiany klimatu.
- Po drugie – Chiny nie posiadają znaczących złóż ropy i gazu, co uzależnia je od importu, a w sytuacji potencjalnego konfliktu z kontrolującymi szlaki żeglugowe Stanami Zjednoczonymi stawia w bardzo trudnej sytuacji.
- Po trzecie – bazowanie na węglu przyczynia się do powstawania groźnego dla zdrowia smogu.
- Po czwarte – oparcie się na własnych, odnawialnych, źródłach energii, a do tego elektryfikacja transportu oraz przemysłu i inne działania ukierunkowane na odejście od paliw kopalnych, to dla Chin okazja. Okazja do zdominowania tych przyszłościowych sektorów i wzmocnienia konkurencyjności swojej gospodarki.
Chiny planują dalszy znaczący wzrost zużycia energii elektrycznej. Całość tego pokaźnego wzrostu zaspokoją źródła bezemisyjne. Nowo oddawane do użycia instalacje będą w kolejnych latach dostarczać więcej energii niż wynosi wzrost zapotrzebowania, coraz mniej energii pochodzić więc będzie z elektrowni na paliwa kopalne (gł. elektrownie węglowe).
Wiatr i słońce zdeklasują
Najważniejszymi źródłami energii w Państwie Środka w ciągu kilkunastu lat staną się turbiny wiatrowe i fotowoltaika, deklasując całą resztę. Znaczącą rolę będzie też grać energetyka wodna (dla której Chiny – w odróżnieniu od Polski – mają bardzo dobre warunki).
Ilość elektryczności wytwarzanej w elektrowniach węglowych najprawdopodobniej osiągnęła już swój szczyt i po trwającym kilka lat plateau zacznie coraz szybciej spadać. Moce elektrowni węglowych (wciąż budowanych) będą jeszcze jakiś czas rosnąć, ale ich współczynnik wykorzystania mocy będzie szybko spadać – z 50 proc. jeszcze niedawno temu do ok. 30 proc. ok. 2030 r. Źródła węglowe coraz bardziej będą przechodzić do pracy szczytowej jako uzupełnienie pogodozależnych OZE.
W rezultacie do 2050 r. węgiel prawie zniknie z miksu, a do 2060 r. zniknie też słowo „prawie”.
Co z resztą źródeł?
A co z pozostałymi paliwami kopalnymi, czyli gazem ziemnym i ropą?
Źródła te będą odgrywały jedynie marginalną rolę w chińskiej energetyce, bo Państwo Środka bardzo nie lubi uzależnienia od importu.
Ilość prądu generowanego z elektrowni jądrowych wzrośnie, jednak będzie to drobne uzupełnienie OZE. Do 2050 r. energia elektryczna z elektrowni jądrowych będzie odpowiadać zaledwie kilku proc. energii z OZE.
Program jądrowy Chin jest największy na świecie – Pekin buduje prawie tyle reaktorów, co cała reszta świata razem wzięta. Jego głównym celem jest jednak nie tyle produkcja prądu dla gospodarki, co stworzenie arsenału nuklearnego porównywalnego z arsenałem USA.
Do 2060 r. Chiny zobowiązały się do wyzerowania emisji CO2. Biorąc pod uwagę chińskie zamiłowanie do „zachowania twarzy” i tendencję do podejmowania tylko bardzo bezpiecznych zobowiązań, dowiozą to bez problemu.
I można być o tym przekonanym z jeszcze jednego ważnego powodu. UE zadeklarowała – zgodnie z celami Porozumienia Paryskiego – wyzerowanie emisji gazów cieplarnianych do 2050 r., nie wiedząc jeszcze jak to osiągnie. Chiny odwrotnie – najpierw policzyły, zaplanowały i zaalokowały środki, a gdy już były pewne, że mają wiarygodny plan, podały (bezpieczny dla siebie) harmonogram transformacji energetycznej.












