Desiree Fixler trafiła do niemieckiego potentata zarządzającego aktywami w imieniu Deutsche Banku, by zmieniać bank od środka. Została zwolniona pół roku później, bo uczestniczyła w gigantycznym oszustwie, z którym chciała walczyć.
W 2020 r. Desiree Fixler trafiła do DWS Group – odpowiadającej za inwestycje odnogi Deutsche Banku. Rolą Amerykanki było zarządzanie strategią zrównoważonego rozwoju firmy. Z aktywami o wartości ok. 900 miliardów euro pole do działania było ogromne.
Rok później grupa DWS opublikowała roczny raport, w którym szczyciła się, że jest na tym polu liderem na rynku. Pod „zrównoważone” zakwalifikowano inwestycje warte aż 459 miliardów euro. Co więcej, wszystkie aktywa miały być przepuszczone przez system śledzenia wspierany przez sztuczną inteligencję, który identyfikował zagrożenia. Giełda zareagowała optymistycznie.
Był tylko jeden problem: twierdzenia DWS były nieprawdziwe.
Gdy Fixler to ujawniła, wybuchł skandal. Rok później w raporcie DWS pod zrównoważone inwestycje zapisano już jednak 115 miliardów dolarów. O 75% mniej niż przed ujawnieniem skandalicznych praktyk.
Wiedzieli, że to „gówno”
– Wewnętrznie ludzie określali system jako „gówniany” – wspomina Desiree Fixler, która przedstawiła swoje zastrzeżenia i plan działania zespołowi zarządzającemu jeszcze przed publicznym ujawnieniem fałszywych danych. Ale zielonego światła nie otrzymała.
Zamiast tego dzień przed publikacją rocznego raportu została nagle zwolniona. Gdy zgłosiła się z problemem do prezesa zarządu, również nie otrzymała wsparcia. Została natomiast obsmarowana w mediach i obwiniona za to, że postęp w firmie… zachodzi zbyt powolnie.
Policja w Deutsche Banku
Desiree Fixler postanowiła walczyć dalej. Napisała artykuł w Wall Street Journal, w którym ujawniła praktyki byłego pracodawcy. Kilka dni później w USA wszczęto śledztwo przeciwko DWS, a Amerykankę poproszono, by została świadkiem. Później śledztwo wszczęły też organy niemieckie.
W 2022 r. do siedziby DWS i większościowego właściciela – Deutsche Banku – weszły policja i prokuratura.
Śledztwa trwają, ale w wyniku skandalu pracę stracili już m.in. dyrektor generalny, dyrektor operacyjny i dyrektor działu IT w DWS Group. Dobrze płatną posadę wciąż utrzymuje jednak przewodniczący rady nadzorczej Grupy, którego Fixler również o wszystkim poinformowała.
Nikt już nie zatrudni
A co z Amerykanką, która ujawniła prawdę o firmie zarządzającej aktywami za setki miliardów dolarów? Cóż, musiała ułożyć swoje życie na nowo. I zrobiła to w jasnym kierunku: kontynuowania walki z greenwashingiem.
„Gdy już raz się to zrobi, nosi się ten bagaż do końca życia. Zostajesz doceniona w prasie i ludzie chcą z tobą rozmawiać, ale na pewno nie chcą cię zatrudnić na stałe na zwykłym stanowisku w korporacji. Musisz się przekwalifikować i wymyślić siebie na nowo pod względem zawodowym. Musiałem wykorzystać to, przez co zostałem zwolniona i zrobić z tego biznes. Musiałam poprawić się w przemawianiu publicznym, pisaniu i korzystaniu z mediów społecznościowych. Musiałam promować się z konkretnym celem – zwalczać greenwashing” – wspomina Fixler.
Nie ma drogi na skróty
„Ludzie zasiadający w zarządach muszą być wrażliwi na to, o co chodzi w kryzysie klimatycznym. Muszą wziąć za to odpowiedzialność, przyznając się do błędów, podejmując poważne działania i wymyślając na nowo swoje modele biznesowe. Nie ma drogi na skróty do prawdziwego zrównoważonego rozwoju firmy” – komentuje Stefanie Hauer, z którą Fixler rozmawiała niedawno w podcaście (Hauer to jedna z najpopularniejszych osób zajmujących się zrównoważonym rozwojem firm).
„Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego skandalu, a jedynym sposobem na zapewnienie, że inne banki i instytucje unikną popełnienia tego samego błędu, jest upewnienie się, że osoby sprawujące władzę są świadome zakresu problemu. Ryzyko oszustwa w imię klimatu musi być tak duże, że nie warto go podejmować” – dodaje w komentarzu platforma We Don’t Have Time (Nie Mamy Czasu), na której przedstawiono fragmenty rozmowy z Amerykanką.












