Wojna w Iranie sprawiła, że ceny na stacjach benzynowych poszły wyraźnie w górę. Na horyzoncie widać już jednak kolejne podwyżki za korzystanie z paliw kopalnych, które ma wprowadzić system ETS2. Które grupy odczują to najbardziej i co zrobić, by je chronić?
Po ataku Izraela i USA na Iran ceny benzyny PB 95 wzrosły już o ok. 50-60 gr na litrze, a oleju napędowego o ponad 1 zł (na niektórych stacjach nawet bliżej 1,5 zł). Przekłada się to na podwyżki o kilkanaście procent.
To nie pierwsze skoki cen w ostatnich latach. Coraz trudniejsza sytuacja geopolityczna każe też przypuszczać, że nie ostatnie – choć nie wiadomo, kiedy nastąpią i z jakiej dokładnie przyczyny.
Niektóre zmiany cen można jednak przewidzieć ze znacznie większą dokładnością. Przyczyna jest prosta: są zaplanowane.
ETS2 na horyzoncie
Tak właśnie jest w przypadku ETS, czyli unijnych opłat za emisje CO2. Obecnie obowiązują one duże energochłonne przedsiębiorstwa, takie jak elektrownie węglowe i elektrociepłownie. W 2028 r. w życie ma jednak wejść ETS2, który obejmie ogrzewanie budynków i transport drogowy.
Systemem tym straszy już prawica, a jego wprowadzenia obawia się również obecny rząd. Polska na poziomie unijnym będzie walczyć o ponowne przesunięcie w czasie wejścia w życie tego mechanizmu (początkowo ETS2 miał wejść w 2027 r.) lub jego zlikwidowanie.
Na ten moment ETS2 jest jednak przyjęty i zaplanowany. Co można więc zrobić, by uchronić Polaków przed podwyżkami?
Jak bardzo wzrosną ceny paliw?
Zanim odpowiemy na to pytanie, warto przyjrzeć się temu, czy ETS2 faktycznie wywoła taki „szok cenowy”, jakim straszą jego przeciwnicy. Obliczenia jego wpływu na portfele Polaków podjął się Instytut Reform.
Z szacunków organizacji wynika, że ETS2 najmniej wpłynie na wzrost ceny paliw transportowych. Przewidywana podwyżka wynosi ok. 7 proc. w 2028 r. i 12-13 proc. w perspektywie połowy lat 30. „W przypadku paliw transportowych wzrost cen detalicznych wywołany przez ETS2 jest znacznie mniejszy niż wahania obserwowane w ubiegłych latach wynikające z sytuacji na globalnym rynku ropy naftowej” – zauważa organizacja w nowym raporcie („Sprawiedliwa i ambitna modernizacja Polski. Jak efektywnie wydać miliardy z ETS2?).
Z kolei w przypadku gazu ziemnego Instytut Reform przewiduje wzrost cen detalicznych dla gospodarstw domowych na poziomie ok. 11-13 proc. w 2028 r. oraz ok. 20-23 proc. do połowy lat 30. Tu również o ostatecznych kwotach na rachunkach zadecyduje w dużej mierze szersza sytuacja na globalnym rynku, a nie sam ETS2.
„Szok cenowy” dla jednej grupy
Inaczej wygląda sytuacja z węglem. Wprowadzenia ETS2 w 2028 r. sprawi, że za ogrzewanie budynków węglem będzie trzeba zapłacić o ok. 25-30 proc. więcej. Instytut Reform przedstawia to jako „istotny szok cenowy”, który będzie jednak mniejszy niż podczas kryzysu energetycznego w 2022 r.
Niemniej zmiana będzie duża – a najmocniej odczują ją gospodarstwa domowe o najniższych dochodach, które korzystają właśnie z tego paliwa.
Jak uchronić więc Polaków przed podwyżkami?
Zanim inwestycje – wsparcie
Warto zaznaczyć, że pieniądze z opłat za emisje CO2 nie trafiają do Brukseli. To miliardy zasilające budżet państwa, które powinny wspierać transformację energetyczną i odchodzenie od paliw kopalnych. Instytut Reform szacuje, że w przypadku ETS2 w grę wchodzi ponad 120 mld zł do 2032 r. Około 60 mld z tej kwoty to bezpośrednie wpływy z ETS2, a 50 mld – dotacje z UE w ramach Społecznego Funduszu Klimatycznego (Polska jest jego największym beneficjentem).
Jak podkreśla wielu ekspertów, w dłuższej perspektywie inwestycje w odchodzenie od paliw kopalnych to najlepszy sposób na uchronienie obywateli przed drastycznymi skokami cen paliw.
Problem w tym, że na zaplanowanie inwestycji, jej zrealizowanie i przełożenie na konkretne korzyści potrzeba czasu. Dlatego zdaniem dr Joanny Mazurkiewicz z Instytutu Badań Strukturalnych pierwszą rzeczą do zrobienia jest wsparcie finansowe dla obywateli.
„Na efekty inwestycji trzeba będzie poczekać. W okresie pierwszych pięciu lat instrumentem, który najbardziej obniża zagrożenia związane ze wzrostem ubóstwa energetycznego, są więc transfery finansowe. Dopiero po tym okresie skala inwestycji nabierze odpowiedniego rozmiaru i ujawni się w postaci niższych rachunków” – tłumaczy dr Mazurkiewicz.
Węgiel nie może być zbyt tani
Instytut Reform zwraca przy tym uwagę, że opłaty za emisje ze spalania węgla w gospodarstwach domowych nie mogą być zbyt niskie. Powód?
„Spalanie węgla generuje wyższe emisje dwutlenku węgla oraz dodatkowe zanieczyszczenia powietrza, w tym dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłów zawieszonych. Emisje te powodują nowotwory oraz choroby układu oddechowego i krążenia, co przekłada się na przedwczesne zgony tysięcy osób rocznie w Polsce. Przykładowo, pyły zawieszone PM2.5 przyczyniły się do śmierci ponad 25 tys. osób w Polsce w 2023 r. Dlatego potrzebny jest skuteczny sygnał cenowy, który będzie zniechęcał do korzystania z emisyjnych paliw” – tłumaczy organizacja w raporcie.
Zdaniem Instytutu udzielane wsparcie powinno jednak łagodzić skutki społeczne transformacji. „Największe obciążenie wynikające z ETS2 dotyczy osób o niskich dochodach, mieszkających w nieocieplonych budynkach i ogrzewających się węglem. Dlatego należy rozważyć tymczasowe, celowane wsparcie dla tej grupy” – czytamy w raporcie.
Węgiel odpowiada jedynie za ok. 2 proc. emisji w sektorach ETS2 w skali UE. Jego preferencyjne traktowanie na początku wdrażania systemu będzie miało ograniczony wpływ na cały system.
Inwestycje za miliardy
No dobrze, ale na jakie inwestycje wydać pozostałe miliardy? Eksperci wskazują, że najważniejsze jest realizowanie projektów, które pozwolą zarówno ograniczać emisje CO2 (im mniej emisji, tym mniejsze opłaty), jak i zmniejszać ubóstwo energetyczne i transportowe.
Według Instytutu Reform za miliardy z UE (w ramach wspomnianego Społecznego Funduszu Klimatycznego) i opłat z ETS2 można m.in.:
- rozwinąć transport publiczny poprzez zakup pociągów i elektrycznych autobusów oraz tworzenie nowych przystanków,
- przeprowadzić renowację setek tysięcy budynków jednorodzinnych,
- zrealizować duży program doradztwa energetycznego, który pozwoli skutecznie zmodernizować budynki,
- wesprzeć pilotażowe inwestycje w odchodzenie od paliw kopalnych w zakładach przemysłowych, które jak dotąd pozostawały poza ETS,
To tylko przykładowe inwestycje, a możliwości są naprawdę szerokie. Jedna z nich to chociażby stworzenie programu leasingu pojazdów elektrycznych, który za granicą (np. we Francji) przyniósł już bardzo korzystne efekty.
„Ludzie mają obawy przed zakupem samochodu elektrycznego. Korzystający z nich w ramach leasingu z reguły są jednak bardzo zadowoleni. Możliwość leasingu jest więc swego rodzaju testem, który może rozwiać obawy i doprowadzić ostatecznie do zakupu takiego pojazdu” – tłumaczy Adam Guibourgé-Czetwertyński, dyrektor polskiego biura think tanku Transport & Environment.
Piłka po stronie rządu
Instytut Reform podkreśla, że pieniądze nie powinny trafić wyłącznie do jednego sektora lub na wsparcie jednej grupy społecznej (np. najuboższych). Miliardy te trzeba umiejętnie rozłożyć, by z jednej strony faktycznie zmienić sektor budownictwa i transportu, a z drugiej – nie obciążyć w związku z tym obywateli zbyt dużymi kosztami.
„To od podejścia polskiego rządu do ETS2 zależy, czy miliardy złotych z nowego systemu zostaną przeznaczone na transformację gospodarki i jak szybko sfinansują działania wspierające walkę z ubóstwem energetycznym i transportowym. Rząd dysponuje narzędziami, które pozwalają odpowiednio zaplanować wykorzystanie tych pieniędzy. Dlatego tak ważne jest określenie jasnych priorytetów i zasad wydatkowania środków z ETS2 – podsumowuje Michał Wojtyło, ekspert Instytutu Reform.












