Bez kategorii

Rząd walczy z wiatrakami, Senat walczy z rządem. Odległość 500 przywrócona, ale…

Senat odwrócił decyzję Sejmu i przywrócił możliwość budowania nowych wiatraków w odległości 500 m od najbliższych budynków mieszkalnych. Piłeczka wraca więc na stronę rządu Zjednoczonej Prawicy, który od lat jest największym hamulcowym rozwoju energii wiatrowej na lądzie.

Jak można działać z myślą o ochronie klimatu, obniżeniu rachunków Polaków za prąd i ograniczeniu zależności od importowanych paliw? Przechodząc na czyste źródła energii, w tym m.in. energetykę wiatrową.

Walka z wiatrakami wciąż trwa

Problem w tym, że jej potencjał najbardziej blokują ci, którzy mają w tej sprawie najwięcej do powiedzenia: politycy rządzącej koalicji Zjednoczonej Prawicy. To właśnie ich decyzja z 2016 r. wyłączyła z możliwości zabudowy wiatrakami 99,7% powierzchni Polski.

Na początku roku odżyły nadzieje, że najbardziej restrykcyjne przepisy w Unii Europejskiej zostaną w końcu w miarę sensownie poluzowane. Rząd przedstawił bowiem nowelizację ustawy, która miała uwolnić pod inwestycje wiatrowe ponad 7% powierzchni kraju. Czyli obszar 25-krotnie większy od obecnego.

Niespodziewanie w ostatnim momencie odręczną poprawkę do projektu ustawy zgłosił jednak Marek Suski. I tak na początku lutego odległość przyszłych wiatraków od zabudowy mieszkaniowej zwiększono z 500 do 700 m.

Senat zmienia, co Sejm przyjął

W środę, 22 lutego, nowelizacją ustawy zajął się będący w rękach opozycji Senat. Senatorowie jednogłośnie przyjęli poprawkę, która przywraca odległość 500 m.

Postanowili też, że dalsze zmniejszenie odległości będzie możliwe za zgodą mieszkańców i gminy. W takim przypadku inwestor będzie musiał opłacać gospodarstwom położonym bliżej niż 500 m opłaty dystrybucyjne, mocową, kogeneracyjną i opłatę OZE, które zawarte są w rachunkach za energię elektryczną.

Odległość ma znaczenie

Dlaczego 200 m odległości robi tak wielką różnicę? Zwiększenie odległości z 500 do 700 m oznaczałoby, że powierzchnia dopuszczona pod tego inwestycje w energetykę wiatrową zmniejszy się mniej więcej o połowę. A z budowy wiatraku wyjęto by nie ok. 80 hektarów w otoczeniu domu, a ponad 150.

Według analizy Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej zwiększenie minimalnej odległości zmniejszy potencjał nowej mocy zainstalowanej o 60-70%. – Bez 500 metrów ustawa wiatrakowa jest bublem – przez 10 lat nie powstanie żadna nowa farma wiatrowa. To de facto dalsze blokowanie energetyki wiatrowej na lądzie. To niezrozumiałe w obliczu kryzysu energetycznego i dramatycznie wysokich cen energii – podsumowuje Janusz Gajowiecki, prezes PSEW.

Według analiz branży przyjęcie gorszego wariantu oznaczać będzie, że do 2030 r. powstaną co najwyżej 4 GW nowych mocy wiatrowych. Utrzymanie odległości 500 m dawałoby z kolei szansę na budowę w tym czasie ponad 10 GW nowych wiatraków na lądzie. To więcej mocy z wiatru, niż jest zainstalowane obecnie.

Do tego przy ostatecznym przeforsowaniu poprawki zmienić trzeba będzie plany zagospodarowania przestrzennego przygotowywane od ponad dwóch lat pod kątem spodziewanego ograniczenia do 500 m.

Wiatr, czyli korzyści

Rzeczywiste uwolnienie energii wiatrowej oznaczałoby wymierne korzyści.

Z jednej strony to jeden z kamieni milowych, który Polska musi zrealizować, żeby uwolnić miliardy złotych z Krajowego Planu Odbudowy.

Z drugiej strony przestawianie się na znacznie mniej emisyjne źródła energii oznacza niższe emisje gazów cieplarnianych, a więc dołożenie polskiej cegiełki do globalnych działań na rzecz ochrony klimatu.

Z trzeciej strony to bardzo dobry sposób na obniżenie kosztów energii elektrycznej i zapotrzebowania na import paliw. Jak podaje think tank Instrat, w dzisiejszych warunkach każdy gigawat lądowych turbin wiatrowych przynosi dwa miliardy złotych oszczędności w imporcie gazu ziemnego lub blisko miliard złotych w przypadku węgla kamiennego.

Jak już pisaliśmy, w dzisiejszych warunkach gigawat lądowych turbin przynosi 2 miliardy złotych oszczędności w imporcie gazu ziemnego lub blisko miliard złotych w przypadku węgla kamiennego. „Warunki klimatyczne w Polsce są sprzyjające dla rozwoju elektrowni wiatrowych na dużej części obszaru kraju. Produkują one obecnie najtańszy prąd ze wszystkich technologii. Główną przeszkodą w ich rozwoju nie jest pogoda, ale prawo” – zauważa fundacja Instrat (więcej w tym artykule).

Potencjał energii z wiatru dostrzega też wielki biznes, który zaapelował do polskiego parlamentu i premiera o przyjęcie odległości 500, a nie 700 m. „Wszelkie próby ograniczenia dalszego rozwoju energetyki wiatrowej są dla Polski straconą szansą na przyciągnięcie nowych inwestycji, stworzenie nowych miejsc pracy i wykorzystanie pełnego potencjału jako europejskiego hubu dla wielu globalnych korporacji” – napisano w apelu, który podpisały m.in. Google, Ikea, Amazon i Mercedes-Benz (szczegóły w tym artykule).

Kluczowa decyzja

Sześć lat temu rząd PiS wprowadził tzw. zasadę 10H, która umożliwia budowę nowych wiatraków w odległości nie mniejszej niż dziesięciokrotność wysokości stawianych wiatraków od najbliższej zabudowy mieszkalnej. To była jedna z najgorszych decyzji dla rozwoju odnawialnych źródeł energii w Polsce i jedna z największych przeszkód na drodze do tak potrzebnej transformacji energetycznej.

Można powiedzieć, że tak jak w 2016 r., także i teraz każde nasze działanie blednie przy tym, co zrobią politycy. Najbliższa decyzja pokaże też, jakie miejsce na międzynarodowej arenie działań na rzecz ochrony klimatu chce zajmować polski rząd w 2023 r. I czy wciąż chce walczyć nie tylko z wiatrakami, lecz także ze wszystkimi wokół.

Podobne wpisy

Więcej w Bez kategorii