Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał, że wydobycie węgla w kopalni w Turowie powinno być na ten moment wstrzymane. – My uważamy, że nie trzeba wykonać wyroku, który nie bierze pod uwagę interesu Polski, a interes obcych, bo to jest bezprawie – odpowiada premier Mateusz Morawiecki.
Wydobycie węgla w Turowie należy wstrzymać – uznał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Powód? Niedawna decyzja środowiskowa, która na to zezwala, może być wadliwa. Prace w kopalni do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia powinno się więc zaprzestać.
Co na to premier?
– Na pewno nie damy zamknąć tej kopalni. Żaden sąd nie będzie nam dyktował, czy z Brukseli, czy z Warszawy, co to znaczy bezpieczeństwo energetyczne i ludzi, którzy tu pracują – obwieścił Mateusz Morawiecki na konferencji w Turowie.
Wyrok? Nie, dzięki
– My uważamy, że nie trzeba wykonać wyroku, który nie bierze pod uwagę interesu Polski, a interes obcych, bo to jest bezprawie – mówił w Turowie premier.
Wtórował mu wicepremier Jacek Sasin, który również zaatakował sędziego.
– Polski sędzia, który nosi na piersi polskie godło – orła w koronie zapomniał, że jest polskim sędzią, zapomniał, że powinien myśleć o Polsce i mieć Polskę w sercu – komentował Sasin.
Reżim patodemokratyczny
O co w tym tak naprawdę chodzi? Jak rozumieć zamieszanie, które powstało wokół Turowa? Oto moja interpretacja:
- Rząd może odwołać się do wyższej instancji i zapewne to zrobi. Do tego momentu orzeczenie jest nieprawomocne, a wydobycie węgla niezagrożone.
- Po co zrobiono konferencję w Turowie? By zaatakować PO, Tuska Niemców, Unię i całą resztę „pakietu”. I by nagrała to kamera TVPiS, która zrobi z tego szopkę.
- To desperacka próba rządu, by zmobilizować prawicowy elektorat, przykryć marsz z 4 czerwca i odbić się w sondażach, które dla PiS wyglądają coraz gorzej.
- Jeśli PiS chce to osiągnąć przez pokazanie, że ma w poważaniu trójpodział władzy i orzeczenia sądów, to znaczy, że nie żyjemy w demokracji. Żyjemy w reżimie patodemokratycznym.
Plucie w twarz
Rząd chce, by węgiel w Turowie wydobywano do 2044 r. Ministerstwo klimatu wydało koncesję na to w lutym. Już wtedy wiadomo było jednak, że związana z nią decyzja środowiskowa może być wadliwa. Ale koncesję i tak wydano, bez czekania na rozstrzygnięcie.
Życie kopalni do 2044 r. to utopia, a mówienie o niej to plucie w twarz nie tylko górnikom. Zamiast przygotowywać sensowny plan transformacji dla regionu, rząd woli jednak brnąć w utopię, bo to dla niego politycznie wygodne.
W efekcie Polska musi płacić miliony euro kary, a region stracił szansę na setki milionów z unijnych funduszy na transformację.
Jak z Odrą
Historia z Turowem bliźniaczo przypomina tę z inwestycjami na Odrze.
W tym drugim przypadku w grudniu 2022 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny nakazał natychmiastowe wstrzymanie prac regulacyjnych na rzece. W marcu 2023 r. Naczelny Sąd Administracyjny decyzję tę podtrzymał, a orzeczenie stało się prawomocne.
Reakcja rządu? Marek Gróbarczyk (wiceminister infrastruktury) obraził sąd, a na Twitterze uzasadnił, że nie może wykonać „idiotycznych działań”.
Czy tak samo będzie z Turowem? Przekonamy się w ciągu kilku miesięcy. Bez względu na orzeczenie NSA stanowisko rządu wydaje się jednak jasne: zrobimy, co będziemy chcieli.
Jak w reżimie patodemokratycznym.
Szerszy kontekst
Skargę ws. kopalni w Turowie złożyły: niemieckie miasto Zittau, czeski i niemiecki oddział Greenpeace (stąd atak na Niemców) oraz prawnicza fundacja Frank Bold.
Decyzję środowiskową podważyły m.in. ze względu na wady prawne i merytoryczne. Chociażby taką, że nie uwzględniono w niej umowy polsko-czeskiej, która miała zakończyć konflikt obu państw w tej sprawie.
Ale istotne są również inne kwestie, w tym:
* środowiskowe (np. obniżanie poziomu wód i zanieczyszczenia z kopalni),
* klimatyczne (bo zamiast przedłużać życie kopalniom, należy inwestować w czyste źródła energii),
* społeczne (bo przedłużenie koncesji to konieczność zburzenia części okolicznych wsi i wysiedlenia mieszkańców).
Rząd do tych kwestii się nie odniósł. Wolał zaatakować niż wyjaśniać.












