Energia odnawialna w Polsce – moc instalacji i udział w miksie
Spis treści
OZE w Polsce mają ponad połowę mocy zainstalowanej wszystkich elektrowni, ale wytwarzają mniej więcej jedną trzecią krajowego prądu. Moc zainstalowana mówi bowiem o potencjale, a nie o produkcji, a panel fotowoltaiczny pracuje pełną mocą tylko w dzień i przy bezchmurnym niebie. Dlatego rekordowe udziały przypadają na lato, a zimą ciężar przejmują wiatr i węgiel. Połowa mocy to jeszcze nie połowa energii.
Mocy instalacje OZE w Polsce
Na koniec grudnia 2025 roku instalacje OZE w Polsce miały łącznie 37 777 MW, czyli 50,04% mocy zainstalowanej wszystkich elektrowni w kraju. Według danych resortu klimatu o OZE był to pierwszy raz, gdy źródła odnawialne przekroczyły połowę mocy krajowego systemu. Agencja Rynku Energii aktualizuje zestawienia mocy co miesiąc. Grudniowa liczba jest punktem odniesienia, bo zamyka rok. W kolejnych miesiącach 2026 roku nowych instalacji dalej przybywało.
Moc zainstalowana to suma mocy, jaką wszystkie źródła mogą oddać jednocześnie w idealnych warunkach. Mówi więc o potencjale systemu, a nie o ilości wyprodukowanego prądu. Jeszcze kilka lat wcześniej OZE były w polskim systemie wyraźną mniejszością, a granicę połowy przesunął przede wszystkim boom fotowoltaiczny.

Kto dziś buduje tę moc? Przez pierwsze lata boomu rosła głównie na dachach domów, w mikroinstalacjach do 50 kW należących do prosumentów. Proporcje odwróciły się jeszcze przed 2025 rokiem. W 2025 roku według podsumowania roku Forum Energii trzy czwarte nowej mocy fotowoltaicznej dały duże instalacje. Branża OZE przestawia się przez to z montażu paneli u klientów indywidualnych na projekty deweloperskie. Farmy wielkoskalowe przyłącza się do sieci średnich i wysokich napięć, więc ich tempo zależy od warunków przyłączenia.
Wynik roczny i rekord z czerwca 2025
W 2025 roku OZE wyprodukowały w Polsce 54 743 GWh, czyli około 54,7 TWh, co dało 31,41% krajowej produkcji energii elektrycznej. Pięć lat wcześniej, w 2020 roku, ten sam wskaźnik wynosił 17,83%. Obie wartości pochodzą z tego samego zestawienia Ministerstwa Klimatu i Środowiska, opartego na danych Agencji Rynku Energii.
Rekord miesięczny padł w czerwcu 2025 roku, gdy według danych Forum Energii OZE po raz pierwszy wyprodukowały więcej prądu niż elektrownie węglowe. Ich udział w generacji sięgnął 45,6%, a udział węgla kamiennego i brunatnego spadł do 42,3%. Jeden letni miesiąc nie zmienia jednak bilansu roku: w skali dwunastu miesięcy OZE wciąż nie są głównym źródłem prądu w Polsce.
Z czego składa się polskie OZE?

Fotowoltaika ma zdecydowanie największą część mocy polskich OZE, energetyka wiatrowa lądowa jest druga, a pozostałe technologie tworzą razem niewielką resztę. Obraz ze starszych tekstów, w którym liderem mocy jest wiatr, odpowiada stanowi sprzed boomu fotowoltaicznego. Poszczególne odnawialne źródła energii pełnią przy tym w systemie zupełnie różne role.
W produkcji kolejność bywa odwrotna. W 2025 roku wiatr wytworzył 23,8 TWh, a fotowoltaika 20,3 TWh. Przy rocznym wolumenie OZE oznacza to w przybliżeniu 43% energii odnawialnej z wiatru i 37% ze słońca. Sama fotowoltaika pokryła 11,8% rocznego zapotrzebowania na prąd.
Kryterium sterowalności rozstrzyga, czy źródło produkuje na potrzeby systemu, czy wtedy, gdy pozwala pogoda. Według niego technologie dzielą się tak:
- Fotowoltaika – pogodozależna; produkuje wyłącznie w dzień, z wyraźnym szczytem w miesiącach letnich.
- Energetyka wiatrowa lądowa – pogodozależna, ale pracuje także nocą i zimą.
- Morska energetyka wiatrowa – pogodozależna, dopiero wchodzi do miksu. Pierwsza polska morska farma wiatrowa na Bałtyku, o docelowej mocy około 1,2 GW, oddała pierwszą energię do sieci w lipcu 2026 roku.
- Biomasa i biogaz – sterowalne, bo paliwo można gromadzić i spalać wtedy, gdy system potrzebuje mocy.
- Elektrownie wodne – sterowalne w obiektach ze zbiornikiem, które mogą regulować pracę. Ich rolę zawężają mała moc i ograniczony potencjał rzek.
Źródła sterowalne mają w mocy OZE niewielki udział. Wśród OZE tylko one mogą produkować na potrzeby systemu, gdy słońce zachodzi, a wiatr słabnie. Energia wodna pełni tę funkcję tylko lokalnie.
Połowa mocy nie daje połowy energii
Megawat panelu fotowoltaicznego pracuje pełną mocą przez znacznie mniejszą część roku niż megawat elektrowni węglowej. Miarą tej różnicy jest współczynnik wykorzystania mocy, czyli stosunek energii wyprodukowanej do tej, którą źródło dałoby, pracując pełną mocą przez wszystkie 8760 godzin roku. Blok węglowy nie zależy od pogody. Jego pracę ogranicza głównie harmonogram remontów i sytuacja rynkowa. Panel produkuje tylko w dzień, a pełną mocą wyłącznie przy bezchmurnym niebie.
Średnią dla wszystkich polskich OZE da się policzyć z danych za 2025 rok. Produkcja 54 743 GWh przy mocy 37 777 MW to około 1450 godzin pracy pełną mocą, czyli współczynnik wykorzystania na poziomie około 16,5%. Wynik jest nieco zaniżony, bo część tej mocy przybyła dopiero w trakcie roku. Wiatr wypada przy tym lepiej niż fotowoltaika.
Sezonowość przesuwa ten wynik między miesiącami. Latem panele pracują najdłużej, dlatego rekordowe udziały OZE przypadają na miesiące letnie, takie jak wspomniany czerwiec. Zimą fotowoltaika daje ułamek letniej produkcji, udział OZE spada wyraźnie poniżej średniej rocznej, a ciężar przejmują wiatr i węgiel.

Drugi czynnik działa z innej strony: część zielonej energii w ogóle nie trafia do sieci. Polskie Sieci Elektroenergetyczne nakazują bowiem ograniczenie pracy farm w trybie redysponowania nierynkowego. Zgodnie z zasadami redysponowania nierynkowego PSE takie redukcje wynikają obecnie z przyczyn bilansowych. Chodzi o nadwyżkę możliwej produkcji ponad zapotrzebowanie odbiorców. Produkcja i zużycie muszą być zrównoważone w każdej chwili, więc w słoneczne południe przy niskim popycie nadwyżkę trzeba wyciąć. Wolumen tak utraconej energii był w 2025 roku wyraźnie większy niż rok wcześniej.
Stratę może zmniejszyć elastyczność systemu, którą dają magazyny energii, elektrownie szczytowo-pompowe, popyt reagujący na ceny godzinowe i eksport nadwyżek.
Polska na tle Unii Europejskiej – węgiel w miksie i cele OZE
Porównania unijne prowadzi się w udziale OZE w końcowym zużyciu energii brutto, który obejmuje prąd, ciepło i transport razem. Ciepło waży w tym wskaźniku więcej niż prąd, bo ogrzewanie i chłodzenie stanowią największą część końcowego zużycia energii. Po stronie ciepła liczy się biomasa spalana w kotłowniach, praca pomp ciepła oraz energia geotermalna. W tym wskaźniku Polska miała w 2024 roku 17,7% energii ze źródeł odnawialnych.
Tak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Wynik jest niższy niż w samym prądzie, bo w ciepłownictwie i transporcie wciąż dominują węgiel i paliwa ropopochodne. GUS zastrzega przy tym, że metodologię zmieniono od 2021 roku, więc wskaźniki za wcześniejsze lata nie są porównywalne.
Średnia unijna wynosiła w tym samym roku 25,2%, jak wynika z danych Eurostatu za 2024. Czy Polska odstaje? W tym wskaźniku tak, o około 7,5 punktu procentowego. Najwyższy udział w Unii ma Szwecja. Dystans do pokonania ma też cała Unia: do celu 42,5% na 2030 rok brakuje jej 17,3 punktu procentowego.
Węgiel pozostaje największym pojedynczym źródłem prądu w Polsce. W 2025 roku dał 52,7% krajowej produkcji energii elektrycznej, choć w ciągu czterech lat jego udział spadł o 19,8 punktu procentowego. Spośród nieodnawialnych źródeł energii na znaczeniu zyskał w 2024 i 2025 roku gaz ziemny.
Cele na kolejne lata wyznacza Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu, przyjęty przez Radę Ministrów w czerwcu 2026 roku. Dokument zakłada na 2030 rok 30–32% OZE w końcowym zużyciu energii brutto oraz 51,6–53,2% w produkcji energii elektrycznej, zależnie od scenariusza.
W perspektywie 2040 roku przewiduje moc OZE rzędu 84–92 GW. Starsza Polityka energetyczna Polski do 2040 r. (PEP2040) wyznaczała niższe cele OZE. Jej założenia są aktualizowane. Oba dokumenty określają kierunek i poziom ambicji, a nie gwarantowany wynik. Wcześniejsze cele były przy tym już kilkakrotnie korygowane.
