Bez kategorii

Śmierć w imię niczego. Co szóste hodowane zwierzę, które umiera, nie jest nawet zjadane

Hodowla krów.

Jedna szósta hodowanych na farmach zwierząt cierpi i umiera tylko po to, by ich mięso później się zmarnowało. W krajach rozwiniętych, takich jak Polska, do największych strat dochodzi na ostatnim etapie łańcucha. Czyli w sklepach, restauracjach i naszych domach.

Coraz częściej mówi się o tym, że niezrównoważona produkcja żywności znacząco wpływa na zmianę klimatu i degradację środowiska. Zdaniem badaczy z Uniwersytetu w Lejdzie istnieje jednak jeden aspekt wciąż usilnie pomijany.

„Cierpienie i śmierć zadawane zwierzętom w celu wyprodukowania żywności, która nigdy nie zostanie zjedzona, pozostają niewidoczne” – piszą naukowcy w artykule, który opublikowano w magazynie „Sustainable Production and Consumption”.

18 miliardów istnień

Około jedna trzecia żywności produkowanej na świecie jest tracona lub marnowana. Jej wartość wynosi ok. 940 miliardów dolarów, czyli niecały procent globalnego PKB. Nigdy wcześniej nie oszacowano jednak, jak wygląda sytuacja w przypadku zwierząt. Aż do teraz.

Opierając się na danych ONZ, badacze obliczyli, że w 2019 r. na całym świecie przepadło 52,4 mln ton jadalnego (bez kości) mięsa kurczaków, indyków, świń, owiec, kóz i krów. Przekłada się to na jedną szóstą globalnej produkcji. „Produkcji”. czyli blisko 18 miliardów świadomych i czujących zwierząt.

Zdecydowanie największe marnotrawstwo ma miejsce w przypadku kurczaków. 16,8 miliarda tych ptaków odpowiada za 93,6% wszystkich strat. Dalej są indyki (2,2% – 402 mln), świnie (299 mln – 1,7%), owce (196 mln – 1,1%), kozy (188 mln – 1,1%) i bydło (74 mln – 0,4%).

Skąd tak duże straty?

Przyczyny strat i marnotrawstwa mięsa są różne.

– W krajach rozwijających się straty występują zazwyczaj na początku procesu, np. zwierzęta gospodarskie umierają z powodu chorób podczas hodowli lub mięso psuje się podczas przechowywania lub transportu – wyjaśnia Juliane Klaura, główna autorka badania.

Z kolei w krajach rozwiniętych większość marnotrawstwa ma miejsce po stronie konsumpcji. Bo supermarkety mają zbyt duże zapasy, restauracje serwują zbyt duże porcje, a w gospodarstwach domowych wyrzuca się resztki. To właśnie w tych krajach, a więc m.in. również w Polsce, marnotrawstwo mięsa jest największe.

Za niemal jedną trzecią marnowanego mięsa odpowiadają dwa kraje: Chiny (16%) i USA (13%). Lepszą miarą niż zsumowane straty jest jednak przeliczenie ich na mieszkańca. Wówczas okaże się, że średnio na osobę w USA przypada 7,1 martwych i niezjedzonych zwierząt gospodarskich, a w Chinach – 1,96. Średnia na każdego człowieka na Ziemi wynosi zaś 2,4.

Warto mieć przy tym na uwadze, że w badaniu uwzględniono tylko sześć gatunków zwierząt. Gdyby pojawiły się w nim np. również ryby, które zabijane są w wielokrotnie większych liczbach, dane te były znacznie większe.

Jak przestać marnować mięso?

Około jednej czwartej strat ma miejsce na etapie hodowli i chowu zwierząt, a także na etapie konsumpcji (w gospodarstwach domowych i gastronomii). Około jedna piąta tracona jest zaś podczas przetwarzania i pakowania oraz na etapie dystrybucji, gdy produkty trafiają na rynek i są sprzedawane detalicznie.

Jeśli na każdym etapie łańcucha dostaw stosowane byłyby najlepsze znane praktyki, liczbę niepotrzebnie zmarnowanych żyć zwierząt można byłoby zmniejszyć aż o 7,9 miliarda. I to bez zmniejszenia ilości mięsa przeznaczonego do spożycia przez ludzi.

Badacza podkreślają jednak, że nie ma prostego, uniwersalnego rozwiązania, które pozwoliłoby uporać się z ogromnymi stratami mięsa każdego roku. – W krajach rozwijających się chodzi raczej o poprawę warunków dla zwierząt oraz przechowywanie i transport mięsa. W krajach zachodnich tym, co zrobi różnicę, jest zmiana zachowań konsumenckich – tłumaczy Klaura.

Pochodząca z Niemiec badaczka zdaje sobie jednak sprawę, że nie będzie to łatwe. – Ludzie mogą się denerwować, jeśli chodzi o zmiany w diecie. Czują się, jakby coś im odebrano. A ze względu na emocje, jakie to wywołuje, politycy mają trudności z wymyśleniem racjonalnej odpowiedzi – ocenia.

Mięso, czyli martwe zwierzę

„Istnieje tendencja do odłączania mięsa od zwierząt, szczególnie w uprzemysłowionych systemach żywnościowych. W rezultacie jedzenie mięsa jest oderwane od rzeczywistości wymagającej zabijania” – piszą badacze w swym artykule.

Naukowcy z najstarszego uniwersytetu w Holandii liczą, że ich opracowanie pomoże więc w uświadamianiu ludzi na temat problemu marnowania mięsa. Wierzą, że krokiem w tym kierunku jest więc podkreślanie, że nie chodzi o samo mięso, lecz miliardy zabijanych każdego roku zwierząt. „W końcu niezależnie od tego, czy ktoś sprzeciwia się hodowli zwierząt jako źródła pożywienia dla ludzi, zabijanie zwierzęcia, które nie służy żadnemu celowi, jest niepotrzebne i jest marnotrawstwem” – twierdzą.

Naukowcy zwracają przy tym uwagę, że konsumenci coraz częściej odczuwają wewnętrzny konflikt w kwestii jedzenia zwierząt. „Ich postawa i zachowanie wobec zwierząt są często niespójne, czego przykładem jest budowanie miłosnych relacji ze zwierzętami domowymi i uważanie się za przyjaznych zwierzętom, przy jednoczesnym utrzymywaniu konsumpcji mięsa i nabiału jako normy społecznej” – piszą.

Dlatego według nich tym bardziej potrzeba konkretnych danych pokazujących, jak wiele zwierząt umiera, by zostać żywnością dla ludzi, choć nigdy zjedzona nie będzie.

Hodowle niszczą klimat

Ale w przypadku hodowli zwierząt chodzi nie tylko o kwestie związane z moralnością czy prawami zwierząt.

Jak wynika z badania ONZ, hodowla zwierząt odpowiada za 14,5% wszystkich emisji gazów cieplarnianych, które napędzają zmianę klimatu.

Chociaż globalnie tylko 12% marnowanej żywności jest pochodzenia zwierzęcego, wpływ hodowli jest też znacznie bardziej obciążający dla środowiska naturalnego niż żywność pochodzenia roślinnego. Niechlubny prym wiedzie tu wołowina, która jest wśród czterech produktów najbardziej niszczących różnorodność biologiczną.

Intensywna hodowla zwierząt zwiększa również ryzyko wystąpienia pandemii. Nadmierne spożywanie mięsa przez ludzi może zaś prowadzić do problemów zdrowotnych: od nowotworów, przez choroby serca, po antybiotykooporność (bo wraz z mięsem spożywamy znaczne ilości antybiotyków, którymi są nafaszerowane).

Mimo to globalna produkcja mięsa rośnie, a w nadchodzących latach można oczekiwać dalszego wzrostu. Bo nie dość, że ludzi jest coraz więcej, to jeszcze w coraz bogatszych społecznościach mięso wciąż uznawane jest za wyznacznik dobrobytu.

Podobne wpisy

Więcej w Bez kategorii