Bez kategorii

Samorządy łączą siły w walce o wiatraki „Patrzymy na ręce polityków”

„Zmieniając szeroko konsultowaną minimalną odległość 500 m, pozbawicie nas możliwości wykorzystania potencjału polskiego wiatru. Utrzymanie dystansu 700 m oznacza w praktyce zmianę tylko na papierze” – pisze w apelu do premiera i Sejmu kilkanaście organizacji zrzeszających lokalne samorządy.

W parlamencie ważą się losy tzw. ustawy odległościowej, której ostateczne brzmienie zdecyduje o przyszłości rozwoju lądowej energetyki wiatrowej.

Nowelizacja ustawy 10H była przez ostatnie trzy lata szeroko konsultowana. Zaakceptowane przez stronę rządową, samorządową i całą branżę 500 metrów gwarantowało nowe megawaty wiatru już w ciągu dwóch lat, a w kolejnych latach nawet do 22 GW. Sejm jednak jedną poprawką, napisaną w pośpiechu, zmienił zapis na 700 m, co powoduje redukcję możliwej mocy zainstalowanej o ok. 60-70%.

Senat jednogłośnie przywrócił początkowy zapis 500 m. Teraz projektem ponownie zajmie się więc Sejm, który zadecyduje o ostatecznym kształcie dokumentu być może już na najbliższym posiedzeniu.

Apel samorządów ws. wiatraków

W związku z tym z apelem do premiera Mateusza Morawieckiego i Sejmu postanowiło zwrócić się 15 organizacji zrzeszających lokalne władze. W swym piśmie głośno i jednoznacznie zaznaczają, że chcą powrotu do ustalonych już wcześniej 500 m. I podkreślają, że gdyby ustalenia były inne, projekt nie otrzymałby pozytywnej opinii strony samorządowców oraz Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu.

„Uważamy, że zmiana minimalnej odległości z 500 na 700 metrów znacząco ograniczy potencjał energetyki wiatrowej na lądzie w nadchodzącej dekadzie, a jednocześnie zniweczy nakłady poniesione przez nas na obecnie obowiązujące miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego (MPZP). W Polsce obecnie jest około 500 gotowych MPZP pod elektrownie wiatrowe wartych ponad 100 mln zł. Pierwsze inwestycje przygotowane w oparciu o te plany mogłyby powstać już w ciągu 3 lat” – piszą samorządowcy.

I dodają: „Jeśli Sejm, nie licząc się z opinią Senatu wróci do odległości 700 metrów, to tą jedną decyzją wyrzuci 84% tych planów do kosza. A samorządy zamiast rozwijać wiatraki tam, gdzie to już wcześniej było zaplanowane, będą zmuszone planować inwestycje na nowo, a to pochłonie kolejne lata i pieniądze.”

Wiatraki to rozwój

Organizacje samorządowe podkreślają, że inwestycje w wiatr to wymierne korzyści finansowe dla gmin. Według ich wyliczeń same podatki od budowanych oraz zaplanowanych do budowy w najbliższych latach wiatraków przyniosą gminom wpływy na poziomie około 150–200 tys. zł od jednej turbiny wiatrowej. Tę kwotę należy pomnożyć przez liczbę wiatraków oraz czas ich eksploatacji, który wynosi nawet 30 lat.

„Mówimy więc o milionach złotych każdego roku zasilających budżety gmin. Często pieniądze te przeznaczamy jako wkład własny podczas ubiegania się o środki unijne do realizacji inwestycji ważnych dla lokalnych społeczności. To dzięki tym środkom powstają nowe drogi, kanalizacje, ośrodki oświatowe i zdrowotne” – wymieniają autorzy apelu.

Korzyści odniosą też osoby, na gruntach których mogą stanąć turbiny wiatrowe. Właściciel gruntu za budowę instalacji wiatrowej może uzyskać średnio ok. 60 tys. zł od 1 ha rocznie. „To znaczący zastrzyk finansowy, nieograniczający niemal w ogóle prowadzenia dalszych upraw. Lądowa energetyka wiatrowa to też plan na 100 tys. nowych miejsc pracy, także dla społeczności lokalnych” – argumentują samorządowcy, którzy z tych właśnie powodów „z olbrzymim oczekiwaniem patrzą na ręce polityków”.

Apel podpisali m.in. Związek Powiatów Polskich, Związek Miast Polskich, Związek Gmin Wiejskich RP i Unia Metropolii Polskich.

Polacy popierają, ale…

Tymczasem CBOS przedstawiło wnioski z sondażu, który przeprowadziło na reprezentatywnej grupie Polaków w lutym. Wyniki są jednoznaczne: ogromna większość Polaków, bo aż 83%, popiera rozwój lądowej energetyki wiatrowej, a tylko nieliczni (10%) zajmują w tej kwestii stanowisko przeciwne.

Polacy zdają się także być świadomi zmiennych ekonomicznych, gdyż 51% badanych jest zdania, że produkcja energii z wiatru jest tańsza od wykorzystywania źródeł konwencjonalnych. 17 % uważa, że koszt produkcji energii elektrycznej z wiatru i węgla jest do siebie zbliżony, a 11% wskazuje na wyższe koszty po stronie OZE.

Jednocześnie projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej, który minimalną odległość turbin od budynków mieszkalnych wyznacza na 700 m, popiera 49% osób, a 36% jest takiej zmianie przeciwnych. W podsumowaniu ankiety zaznaczono jednak, że sprzeciw niekoniecznie musi wynikać z niechęci do liberalizacji zasady 10H.

„Może on być również związany z tym, że pierwotnie dystans ten miał wynosić 500 m, a 700 m to nieoczekiwana poprawka wprowadzona do projektu przez rządzące ugrupowanie” – oceniono. „Głosy w tej sprawie są mocno zróżnicowane. Wydaje się, że pewna część wyrażających sprzeciw zajmuje takie stanowisko nie dlatego, że nie chce liberalizacji prawa w tym względzie, lecz dlatego, że 700 m to dla nich wciąż za dużo” – zauważono.

Farmę wiatrową w okolicy miejsca zamieszkania zaakceptowałoby 68% badanych, a 22% byłoby temu przeciwne. Oznacza to, że przez niespełna dwa lata poziom aprobaty obecności turbin wiatrowych w pobliżu miejsca zamieszkania zwiększył się o 5 punktów procentowych.

Podobne wpisy

Więcej w Bez kategorii