Bez kategorii

Powinniśmy mieć politykę, która poda nam rękę. Wybieramy politykę, która nas zadepcze

Parlament Europejski
Parlament Europejski w Strasburgu.

Kryzys klimatyczny czy degradacja środowiska i rolnictwa nie rosną w próżni. Karmią się wzajemnie wraz z innymi kryzysami. Zamiast zmierzyć się z niewygodną prawdą, wiele osób woli jednak żyć w wygodnym kłamstwie. I wybiera polityków, którzy je podtrzymują – w tym tych coraz bardziej radykalnych.

Pandemia, drożyzna, wojny… Im bardziej poharatana jest Europa, tym częściej ludzie marzą: „niech wróci stare”. Ale czy powinno?

To właśnie „stare” sprawiło, że biznes jest ważniejszy od ludzi, interes wąskiej grupy ważniejszy od interesu społeczeństwa, a wartość pieniądza i układów ważniejsza od wartości, które są nam rzekomo bliskie.

Zamiast zmierzyć się z niewygodną prawdą, wiele osób woli jednak żyć w wygodnym kłamstwie. I wybiera polityków, którzy je podtrzymują – w tym tych coraz bardziej radykalnych.

Teoretycznie wielkiej różnicy nie ma. Największą partią w UE pozostała liberalna centro-prawica, czyli Europejska Partia Ludowa, na której pokładzie są m.in. Koalicja Obywatelska i PSL. Wciąż rządzącą koalicję utworzy zapewne z centro-lewicowymi Socjaldemokratami oraz liberałami z Renew Europe.

Na znaczeniu zyskała jednak skrajna prawica, która zdobyła kilkadziesiąt głosów więcej. Utraciły je partie lewicowe, w tym głównie Zieloni, oraz liberałowie z Renew.

Zadeptać czy podnieść?

Jako dziennikarz zajmuję się przede wszystkim tym, jak ludzkość wyniszcza naszą planetę. Z pokaźnej grupy palących problemów przyjrzyjmy się tylko europejskiemu rolnictwu i środowisku. I tak:

  • już w latach 30. mogą zdarzać się megasusze trwające 5 lat,
  • 81% teoretycznie chronionych siedlisk jest w niekorzystnym lub złym stanie,
  • 60-70% gleb jest zdegradowanych,
  • 70% stad ryb jest przeławianych,
  • pestycydy są wykrywane powyżej progów zagrożenia w 83% gleb rolniczych i w 22% miejsc monitorowania wód.

To tylko część problemów tylko z jednego sektora. A przecież kryzys klimatyczny czy degradacja środowiska i rolnictwa nie rosną w próżni. Karmią się wzajemnie wraz z innymi kryzysami, takimi jak rosnące ryzyko wojen i polaryzacja społeczeństwa.

I tak Europa stopniowo będzie upadać. Im więcej kryzysów, tym szybciej. I tym boleśniejszy upadek nas samych.

Potrzebujemy polityki, która chroni przed upadkiem, a w razie potrzeby pomaga nam się podnieść. Ale coraz chętniej wybieramy politykę, która nas popycha i chce zadeptać.

Po co komu kryzysy?

Ktoś może spytać: „Po co komuś polityka kryzysów? Przecież to nierozsądne”. W obecnej sytuacji Europy, w perspektywie dekady i mając na uwadze dobro społeczeństwa – zgadza się, nierozsądne. Ale z perspektywy krótkoterminowych zysków wąskiej grupy wielkich biznesów i polityków rozsądek, czy tym bardziej moralność, nie mają żadnego znaczenia. W takim rozumowaniu polityka kryzysów jest po prostu brutalnie opłacalna.

Tylko w dwa pierwsze lata pandemii powstało więcej miliarderów niż przez wcześniejsze ćwierć wieku. W tym czasie 65 miliarderów z sektora ropy naftowej, gazu kopalnego i węgla powiększyło majątki o 24%.

Do tego w 2023 r. 5 topowych koncernów paliwowych zarobiło rekordowe 219 miliarderów dolarów. Ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej, gdy i tak dorobiły się już kroci. Podobnie jak Orlen, podobnie jak Daniel Obajtek, podobnie jak handlarz respiratorami…

I trudno udawać, że polityka nie ma tu znaczenia.

W USA branża paliwowa wydaje na polityczny lobbing kilkanaście razy więcej pieniędzy niż branża energetyki odnawialnej. Nic dziwnego, bo za każdy dolar uzyskuje 119 dolarów korzyści w postaci „ułatwień” dla prowadzenia wyniszczających naszą planetę biznesów. Ok. 90% finansowego otrzymują prawicowi Republikanie. I to tylko oficjalne dane, które trzeba ujawniać, a więc wierzchołek góry lodowej.

Powiązania prawicy z brudnym lobbingiem to wieloletni standard. Również i dziś. Niedawno podczas prywatnej kolacji Donald Trump poprosił szefów koncernów paliwowych, by wsparli finansowo jego kampanię prezydencką. W zamian za 1 miliard dolarów miał obiecać cofnięcie wszystkich polityk klimatycznych i środowiskowych Joe Bidena. Oraz wprowadzić ulgi podatkowe, dzięki którym koncerny paliwowe zyskają 110 miliardów dolarów.

Wielkie koncerny paliwowe i spożywczo-rolne mają też niezwykle skuteczny lobbing w Europie. To za ich sprawką osłabiane są wszelkie sensowne polityki mające rzeczywiście służyć ludziom. Zdrowsza żywność, tańszy prąd, lepszy klimat, czystsze powietrze? Nie, dziękuję. Zyski korporacji? Tak, poproszę.

Spektrum prawicy vs planeta

Idealnie obrazuje to podsumowanie, które przed ostatnimi wyborami do Parlamentu Europejskiego opracowała organizacja Climate Action Network. Uwzględniono w nim, jak poszczególne frakcje głosowały w sprawach związanych z ochroną klimatu i natury oraz ograniczaniem zanieczyszczeń. Im więcej zdobytych punktów, tym większe poparcie dla takich polityków.

I tak najwięcej punktów – 92 na 100 – zdobyli Zieloni (z Polski – Sylwia Spurek), a na następnych miejscach są Lewica (84 na 100 pkt) oraz Socjaliści i Demokraci (70 na 100), w tym polska Nowa Lewica. Niewiele ponad połowę punktów – 56 – zdobyło Renew Europe, czyli bardziej progresywni liberałowie (z naszego kraju o jedyna przedstawicielka Polski 2050 – Róża Thun).

Później jest przepaść. Centro-prawicowa Europejska Partia Ludowa, która wywalczyła najwięcej głosów w eurowyborach, zdobyła zaledwie 25 punktów (do ugrupowania tego należy m.in. Koalicja Obywatelska i PSL). Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy, do których należy m.in. PiS, zdobyli zaś 10 punktów. A najmniej, tylko 6, partie skrajnie prawicowe (do tej frakcji może dołączyć Konfederacja).

Wiele mówi też wykres przygotowany przez Carbon Brief. Prowadzony przez naukowców analityczny portal przedstawia, w jaki tempie emisje gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej chcą ograniczać poszczególne partie.

Pokazuje on, że neutralność klimatyczną najszybciej – bo do 2035 r. – chce osiągnąć Lewica (nie ta z Polski). Rok 2040 to cel Zielonych, a rok 2050 – Socjaldemokratów i Renew Europe (przy szybszym tempie spadku) oraz Europejskiej Partii Ludowej (przy wolniejszym tempie).

Miejmy przy tym na uwadze, że historia nie dobiegła końca. Dziś to zapowiedź jutra, które zrodziło się wczoraj.

Jak wskazuje EUobserver, w 2000 r. radykalna prawica współrządziła tylko w jednym kraju – Austrii. W 2024 r. współrządzi w większości państw UE. W Parlamencie Europejskim jej reprezentacja nigdy nie była zaś tak silna, jak będzie obecnie.

Do tego bardziej demokratyczna centro-prawica z EPL coraz bardziej przejmuje i retorykę, i działania prawicowych populistów. Z tego powodu wiele polityk na rzecz klimatu i środowiska, które miało być dość ambitne, zostało w ostatnich miesiącach rozwodnione lub wręcz odrzucone.

Leczenie raka papierosami

Osoby o bardziej lewicowych poglądach mają pełne prawo czuć się rozczarowane.

W Polsce lewica w rządzącej koalicji co prawda jest, ale przede wszystkim – jest nieskuteczna. Trudno stwierdzić z pełnym przekonaniem, czy dlatego, że nie chce inaczej, czy dlatego, że inaczej nie może. Jednocześnie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jest po prostu przystawką dla Platformy Obywatelskiej, którą Donald Tusk zjada coraz bardziej. Jeśli to się nie zmieni, wkrótce mogą zostać z niej tylko resztki – również w słupkach poparcia.

Ale lewica jest też nieudolna na poziomie europejskim. „Zielona fala” z poprzednich eurowyborów na początku była na tyle duża, że zdołała pchnąć w dobrym kierunku wiele polityk na rzecz klimatu, środowiska czy praw konsumenta. Ale im bliżej było brzegu, tym fala coraz bardziej słabła.

Politycy z europejskiego „spektrum lewicy”:

  • najpierw nie potrafili przygotować planów w odpowiedni sposób,
  • następnie nie potrafili obronić planów przed opinią publiczną i populistycznymi kłamstwami,
  • aż wreszcie przestali bronić je w ogóle, abdykując w strachu przed utratą głosów,
  • i tak klimat, środowisko czy prawa zwierząt przegrały wybory na długo przed wyborami.

Czy jednak niezadowolenie z obecnych rządów w Polsce lub UE oznacza, że powinni iść w odwrotnym kierunku?

Wyobraźmy sobie pacjenta chorego na raka płuc, do którego doprowadziło palenie papierosów. Pacjent podjął chemioterapię jednym lekiem, ale okazała się nieskuteczna. Czy w związku z tym powinien przestać się leczyć i wrócić do nałogowego palenia?

Warto mieć przy tym na uwadze, że odpowiedź „tak” to wielkie zagrożenie nie tylko z perspektywy ochrony klimatu i środowiska, lecz także praw obywatelskich, praw konsumenta czy wręcz praw człowieka.

Na przykład na poziomie unijnym wprowadzono przepisy zobowiązujące firmy do ułatwiania napraw sprzętów elektronicznych i wydłużania okresu gwarancji. Z UE miała też znikać fast fashion, czyli niezwykle szkodliwa moda błyskawiczna. Żywność miała stawać się zdrowsza i bardziej ekologiczna, a powietrze czystsze. Rzeki miały być oddawane naturze, miasta odbetonowywane, a przyroda odtwarzana. Na podstawie innych regulacji przedsiębiorstwa miały zaś udowadniać, że nie wykorzystują pracy dzieci czy korzystają z towarów pozyskiwanych w nielegalny sposób kosztem środowiska i konkretnych społeczności.

Wszystkie tego typu polityki miały być stopniowo wdrażane w najbliższych latach. Teraz będą jednak coraz mocniej podważane. I to nie tylko przez skrajną prawicę, lecz także mającą najliczniejszy głos w europarlamencie centro-prawicę, które wiele dotychczasowych planów już przekreśliła.

Im bardziej Europa pójdzie w tym kierunku, tym trudniej będzie się jej podnieść, gdy kolejne kryzysy (w tym ten klimatyczny i środowiskowy) powalą ją na ziemię. I tym trudniej będzie uznać, że o upadek się nie prosiła.

Podobne wpisy

Więcej w Bez kategorii