Do 2030 r. zostanie zainstalowanych wystarczająco wiatraków i paneli słonecznych, by zapewniły ponad połowę prądu w Unii Europejskiej – wynika z planów państw wspólnoty. W ciągu kilku lat cele na koniec dekady znacząco zwiększono.
Polityka energetyczna UE jest jasna: trzeba jak najszybciej pozbyć się paliw kopalnych i zastąpić je czystymi źródłami energii.
To potrzebne zarówno ze względu na bezpieczeństwo energetyczne wspólnoty i jej członków, jak i ochronę klimatu. Jednocześnie to korzyść dla portfeli obywateli, gdyż „zielona energia” jest najtańsza.
Większość z wiatru i słońca
Plany UE zakładają, że do 2030 r. 69% energii elektrycznej pochodzić będzie z odnawialnych źródeł. Żeby móc na to liczyć, potrzebne są jednak działania poszczególnych rządów, które zobowiązują się do realizacji konkretnych celów.
Jak wynika z analizy najnowszych celów państw członkowskich przeprowadzonej przez think tank Ember, w 2030 r. z odnawialnych źródeł pochodzić będzie 66% prądu w UE.
W największym stopniu odpowiadać będą za to energetyka wiatrowa i słoneczna, które zapewnią ok. 52% energii elektrycznej.
Warto dodać, że odnawialne źródła energii (w tym wiatr i słońce) już teraz generują w UE więcej energii elektrycznej niż węgiel lub energia jądrowa. Stało się tak, gdyż w ostatnich kilku latach inwestycje w OZE przyspieszyły o kilkadziesiąt procent.
Ekonomiczny sens
Efekt? Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w ubiegłym roku sama energia wiatrowa i słoneczna wytworzyła wystarczającą ilość prądu, aby zasilić ok. 85% wszystkich gospodarstw domowych w UE. Dzięki temu rachunki obywateli Unii były średnio o 15% niższe.
– Wzrost mocy w OZE to rezultat polityk publicznych i działań prywatnych przedsiębiorstw, które po prostu kierują się tym, co ma ekonomiczny sens – podsumowuje Petter Lydén, analityk z organizacji Germanwatch, która przygląda się transformacji energetycznej w Niemczech i całej Europie.
Rosnące ambicje państw UE
Energetyczny think tank odnotowuje, że w nowych planach krajowych ambicje w zakresie zainstalowanej mocy w elektrowniach wiatrowych zwiększyło 6 z 19 państw. Z kolei w zakresie mocy w fotowoltaice zrobiło to aż 17 z 19 państw.
W porównaniu do Krajowych Planów na rzecz Energii i Klimatu z 2019 r., nowe cele państw zostały zwiększone średnio o:
- 45% w przypadku energii wiatrowej
- i ok. 70% w przypadku energii słonecznej.
Tak duży wzrost mocy ze słońca oznacza, że w 2030 r. będzie jej zainstalowanej ponad trzy razy więcej niż w 2022 r. Moc elektrowni wiatrowych ma z kolei wzrosnąć ponad dwukrotnie.
To jednak wciąż za mało, by osiągnąć poziom 69%, który wyznaczyła sobie UE. Do jego realizacji brakować będzie jednak mniej niż 10% dodatkowych mocy z wiatru i słońca. A że przyjmowanie ambitniejszych polityk w zakresie OZE to rosnący w Europie trend, bardzo możliwe, że unijny plan zostanie zrealizowany.
A co z Polską?
Jak na tym tle wygląda Polska? Trudno ocenić.
Nasz kraj jest jednym z nielicznych, które nie przedstawiło jeszcze zaktualizowanych celów. Obowiązek ten spadnie więc na przyszły rząd stworzony przez Koalicję Obywatelską, Trzecią Drogę i Nową Lewicę.
– Nowelizacja przestarzałej polskiej strategii energetycznej PEP2040 utknęła w politycznej bitwie na początku tego roku, a dokument i tak był daleki od ambicji – jego celem było osiągnięcie poniżej 50% produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych do 2030 r. Liczne badania pokazują, że od 60 do 70% powinno być osiągalne przy obecnych wskaźnikach wykorzystania energii wiatrowej i słonecznej. I to powinno być celem nowego rządu – komentuje Paweł Czyżak, analityk Ember.
Jego zdaniem pod nowym przywództwem Polska może przyjąć rolę lidera zielonej energii w Europie Środkowo-Wschodniej. W tym celu potrzeba jednak nie tylko ułatwić rozwój OZE w Polsce, ale i regionie.
W jaki sposób można to osiągnąć? Chociażby ułatwiając partnerstwa między sąsiadami i otwierając korytarze przesyłu energii z Morza Bałtyckiego do takich krajów jak Czechy, Słowacja i Węgry. – Wzmocni to bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej, obniży koszty życia i zbuduje dynamikę polityczną i przewagę gospodarczą, na którą region od dawna czekał – przekonuje Czyżak.












