Jak wskazuje europejski think tank Ember, połowa państw na świecie ma już za sobą szczyt zapotrzebowania na paliwa kopalne w energetyce. Gdyby nie problemy z suszą i elektrowniami wodnymi, globalne emisje CO2 w I połowie 2023 r. zanotowałyby spadek. Jest on jednak nieunikniony.
107 gospodarek przekroczyło szczyt zapotrzebowania na paliwa kopalne w energetyce – i to już przynajmniej pięć lat temu. W rezultacie w ciągu ostatniej dekady emisje CO2 z krajowych systemów elektroenergetycznych tych państw spadły łącznie o prawie 20%.
Wspomniane państwa odpowiadają za 38% światowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Jeśli do zestawienia doliczy się jednak gospodarki, w których od szczytowego poziomu zużycia paliw kopalnych w elektroenergetyce minął co najmniej rok, procent ten wzrośnie do 50%.
Jesteśmy u progu nowej ery
Jeśli chodzi o regiony, pozyskiwanie energii elektrycznej z paliw kopalnych spadło w UE, Oceanii i Ameryce Północnej. W porównaniu ze szczytowym zapotrzebowaniem zmalało ono odpowiednio o 30%, 20% i 15%. W Afryce, Ameryce Łacińskiej i na Karaibach od ponad dekady emisje z energetyki są spłaszczone. Jak wynika z analizy energetycznego think tanku Ember, jedynymi regionami, które nie osiągnęły jeszcze szczytu, są więc Azja i Bliski Wschód.
„Ale w tych regionach są też historie sukcesu: Wietnam ograniczył wytwarzanie paliw kopalnych o 16% w ciągu zaledwie trzech lat, podczas gdy Jordania i Zjednoczone Emiraty Arabskie osiągnęły szczyt prawie pięć lat temu” – wskazuje Ember.
– Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak wiele sektorów energetycznych krajów znajduje się już w fazie upadku paliw kopalnych. W wielu krajach działo się to jednocześnie ze wzrostem zapotrzebowania na energię elektryczną. Taki jest sukces energetyki słonecznej i wiatrowej. Szczyt jest już blisko nawet w wielu kluczowych gospodarkach wschodzących. Jesteśmy u progu nowej ery wycofywania się z paliw kopalnych w światowym sektorze energetycznym – ocenia Dave Jones, główny analityk think tanku.
Globalny szczyt emisji
Opracowanie Ember sprzed kilku miesięcy wskazywało, że 2023 może być pierwszym rokiem, w którym globalne emisje z sektora elektroenergetycznego spadną.
Ostatnio eksperci think tanku przeanalizowali sytuację w połowie roku. I doszli do wniosku, że tak by się faktycznie stało, gdyby nie niekorzystne warunki w elektrowniach wodnych w pierwszym półroczu. Bo choć z jednej strony globalnie wiatr i słońce wytworzyły 12% więcej prądu niż w pierwszej połowie 2022 r., to z drugiej strony elektrownie wodne wytworzyły go o 8,5% mniej.
Z tego powodu ilość prądu wytworzona z paliw kopalnych, zamiast spadać, utrzymała się na podobnym poziomie. A dokładniej – wzrosła o 0,1%. Związane z tym emisje dwutlenku węgla wzrosły zaś o 0,2%.

Wykres pokazujący, o ile procent zmieniały się globalne emisje z produkcji prądu w ostatnich latach. Źródło: Ember.
Na ten moment wciąż nie można więc przewidzieć, czy na koniec roku prądu z paliw kopalnych wytworzymy mniej niż przed rokiem, czy też nie. Tak czy inaczej oznacza to, że próg nowej ery, o którym pisze Ember, faktycznie stoi przed naszymi nogami.
Co nas czeka?
„Ale najważniejsze jest to, co dzieje się później. Aby osiągnąć wymagany w tej dekadzie szybki spadek emisji, należy szybko przyspieszyć wykorzystanie energii wiatrowej i słonecznej” – podkreśla think tank.
I dodaje, że potrojenie globalnej mocy w źródłach odnawialnych do 2030 r. to „największe pojedyncze działanie, jakie rządy mogą podjąć”, aby skierować świat w kierunku powstrzymania globalnego ocieplenia na poziomie 1,5°C.
To właśnie ten próg klimatolodzy określili na względnie bezpieczny. Jeśli emisje nie zaczną szybko spadać, przekroczymy go najpóźniej na początku przyszłej dekady.
Gdzie największe spadki, gdzie największe wzrosty?
W Polsce szczyt produkcji prądu z paliw kopalnych mieliśmy 16 lat temu. Od tego czasu zanotowaliśmy spadek o 9,3%.
Dla porównania Niemcy od szczytu zmniejszyły produkcję prądu z paliw kopalnych o 26,7%, Rumunia o 45%, Czechy o 25%, Węgry o 48,1% (szczyt 15 lat temu), Włochy o 31,7%, RPA o 21%, USA o 14,4%, a Wielka Brytania o 54,4%. W każdym z tych państw największą generację prądu z paliw kopalnych zanotowano w podobnym okresie, co w Polsce.
Żeby znaleźć kraj, który od momentu szczytu podobnie jak my zanotował jednocyfrowy spadek w procentach, trzeba zatrzymać się dopiero na 2014 r. i Armenii (spadek w dziewięć lat o 0,3%).
Jeśli chodzi o ostatni okres, największy spadek emisji z sektora elektroenergetycznego w I połowie 2023 r. zaobserwowano w UE (-17%), Japonii (-12%), USA (-8,6%) i Korei Południowej (-3%).
Dzięki szybkiemu rozwojowi energetyki słonecznej wolniejszy wzrost emisji zaobserwowano w Indiach. W I półroczu 2023 r. wynosił on 3,7% wobec 9,7% w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Przez Chiny nie spada, dzięki Chinom spadnie
Emisje z sektora elektroenergetycznego w Chinach wzrosły zaś o 7,9%. To właśnie ten kraj miał największe ubytki w produkcji z elektrowni wodnych, co w połączeniu z suszami w innych częściach świata przełożyło się na rekordowe spadki.

Wykres pokazujący, jak zmieniała się generacja prądu z elektrowni wodnych. W 2023 r. wyraźnie widać historycznie wysoki spadek. Źródło: Ember.
Spadki, które zastąpiono w znacznej mierze paliwami kopalnymi – zwłaszcza węglem w Chinach. I to właśnie z tego powodu globalne emisje CO2 związane produkcją prądu jeszcze nie spadają.
Z drugiej strony to właśnie dzięki Chinom najbardziej wzrosła ilość prądu wyprodukowanego z energii słonecznej i wiatrowej w I półroczu tego roku. To odpowiednio 43% i 91%.

Ilość dodanej mocy w słońcu i wietrze w pierwszych połowach lat 2020-2023. Źródło: Ember.
Jak więc widać transformacja w tym kraju zachodzi szybko. Problem w tym, że rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną, a w tym roku również susza, przykrywają znaczną część tej technologicznej rewolucji.












