Bez kategorii

„Afera” wiatrakowa. Hipokryzja odchodzącego rządu czy kompromitacja przyszłego?

Wiatraki

Nowego rządu jeszcze nie ma, a pierwsza noworządowa burza już się rozkręciła. Czy „afera” wiatrakowa to jednak naprawdę afera?

Poselski projekt ustawy zakładał m.in., że najcichsze wiatraki będzie można stawiać 300 m od zabudowy wielorodzinnej i parków narodowych oraz 400 m od domów jednorodzinnych. „Afera” wywołała się duża. Na tyle, że propozycje zmian na ten moment już wycofano.

Ale właśnie… czy to w ogóle afera?

Hipokryzja PiS

„Aferę” wiatrakową nakręcają politycy PiS.

Przyszły rząd wyśmiewają m.in. za to, że proponuje zmiany bez konsultacji. Tymczasem wiosną sami w ostatnim momencie wyrzucili do kosza gotowe i uzgadniane przez dwa lata zmiany ws. wiatraków. Ich odległość od zabudowy miała być zmniejszona do 500 m, została do 700 m.

PiS wprowadziło też ustawę „lex knebel”. Umożliwia ona realizację wielu rządowych inwestycji bez konsultacji i z lekceważeniem dokumentów planistycznych, a nawet wyroków sądu.

Hipokryzja odchodzącego rządu nie oznacza jednak, że problemu nie ma.

Wiatrakiem w czoło

Zmiany zaproponowano jako projekt poselski, faktycznie bez konsultacji społecznych. To bardzo słaby początek przyszłego rządu, który miał działać inaczej. I tak, to skandal.

Zarówno to, jak i nieprzemyślane zapisy, to według mnie wynik niedoświadczenia i słabości polityków, którzy właśnie przejęli władzę. Prosty argument: autopoprawka do projektu była… dłuższa niż sam projekt.

Przyszły rząd liczył na szybki wiatr w żagle, a zamiast tego uderzył się wiatrakiem w czoło.

Skąd tak mała odległość?

Pomysłodawcy ustawy tłumaczą, że chodziło o umożliwienie budowy mniejszych i cichszych wiatraków.

Nie był to jednak wynik lobbingu, co sugeruje PiS. Bo o odległość 300 m… nikt nie walczył. Włącznie z branżą wiatrakową, która chce wprowadzenia uzgodnionej wcześniej z rządem PiS i samorządami odległości 500 m.

Gdyby projekt skonsultowano, zapewne zapisy o 300 nigdy by się w nim nie pojawiły. Czy będzie to nauczka dla nowego rządu?

Czemu połączono?

Zmiany w ustawie wiatrakowej miały wejść wraz z ustawą o mrożeniu cen energii w I połowie 2024 r. To również standardy, których rząd nowej koalicji miał unikać. W skrócie: przy remoncie kuchni nie ustalasz koloru karoserii w samochodzie.

Taki tryb zaproponowano, bo Andrzej Duda nie raz sprzeciwiał się wiatrakom. Mógłby się jednak bać zawetować zmiany, gdyby oznaczało to, że wetuje też niższe ceny prądu dla obywateli.

Teraz zmiany ws. wiatraków będą jednak wprowadzane osobną ustawę. I trudno wierzyć w to, by za czasów prezydenta Dudy zostały przyjęte.

Dlaczego potrzebujemy wiatraków?

Elektrownie węglowe mamy przestarzałe i niedługo będzie je trzeba wyłączać.

Węgla w Polsce wydobywamy coraz mniej i coraz drożej, za to importujemy go coraz więcej.

W elektrowniach można spalać gaz ziemny, ale to oznacza nieustające uzależnienie od importu i duże koszty dostosowania.

Do tego od paliw kopalnych warto odchodzić. Ze względu na i bezpieczeństwo energetyczne Polski, i niższe rachunki nas wszystkich, i ochronę klimatu.

Czystym źródłem prądu mogą elektrownie jądrowe, ale te jeśli w ogóle powstaną, to za kilkanaście lat i dadzą niewiele energii elektrycznej.

W skrócie: wiatraki, podobnie jak inne odnawialne źródła energii, to konieczność.

Dlaczego 500 m to dobra odległość?

Bo to dobry kompromis, nad którym przez dwa lata pracowały wszystkie zainteresowany strony. W tym m.in. branża wiatrakowa, samorządy, organizacje pozarządowe i odchodzący rząd. Sama Koalicja Obywatelska zgłaszała też zmniejszenie odległości do 500 m w kampanii wyborczej.

Bo to wystarczająca odległość, by wiatraki w Polsce rozwijały się zgodnie z celami klimatycznymi. I by pomogły w zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju.

Bo to odległość, która nie wpływa negatywnie na zdrowie. Właśnie taką odległość zarekomendował w raporcie z 2022 r. Komitet Inżynierii Środowiska PAN.

Polacy chcą

I jeszcze jeden argument za (mądrym) uwolnieniem energii z wiatru:

Według badania Kantar Public (2022 r.) i CBOS (2023 r.) ok. 80% osób w Polsce popiera przyspieszenie rozwoju lądowej energetyki wiatrowej. Większość na „tak” znajdzie się wszędzie. WSZĘDZIE, a więc wśród zwolenników tak KO i lewicy, jak PiS i Konfederacji.

Problemem nie są więc Polacy. Była nim Zjednoczona Prawica, która pod przykrywką „obrony węgla” i „walki z klimatystami” broniła swoich interesów.

Odpowiedź na pytanie, czy teraz problemem nie do przejścia okażą się błędne decyzje nowego rządu, dopiero przed nami.

Podobne wpisy

Więcej w Bez kategorii