Pani Urszula jest jedną z dwóch osób, które postanowiły walczyć o odszkodowanie od Skarbu Państwa. Powód? Zanieczyszczone powietrze, przez które jej syn choruje. Konsekwencje pozwu? Potencjalnie ogromne
55-letni pan Andrzej z Rybnika oraz 5-letni chłopiec spod Torunia (którego reprezentuje mama) wkraczają na drogę sądową przeciwko Skarbowi Państwa. Powodem są wieloletnie zaniechania w walce ze smogiem, których efektem jest pogarszający się stan ich zdrowia – obaj cierpią na astmę i inne choroby układu oddechowego.
W związku z tym pozywający domagają się zadośćuczynienia za utratę zdrowia oraz odszkodowania za koszty leczenia. Chodzi o kwotę 200 tys. zł w przypadku pana Andrzeja i 100 tys. zł w przypadku 5-letniego chłopca.
Smog odbiera dzieciństwo…
– Mój syn każdego dnia zmaga się z chorobą, która odbiera mu dzieciństwo. Zwykłe wyjście na dwór może zaostrzyć jego dolegliwości, więc często staramy się unikać przebywania na zewnątrz w sezonie grzewczym. Czyste i bezpieczne powietrze to nie luksus, to potrzeba, bez której normalne życie dla niego staje się niemożliwe. Przecież mój syn ma prawo do normalnego życia – do zabawy i beztroski, jak każdy 5-latek – mówi pani Urszula, matka chłopca.
Zmagający się z astmą chłopiec odczuwa konsekwencje smogu szczególnie w sezonie grzewczym, kiedy to jego problemy z oddychaniem wyraźnie się zaostrzają. Rodzina ponosi też wysokie koszty leczenia. – Jeśli państwo skutecznie i szybciej pomogłoby ludziom wymienić źródła ciepła i ocieplić domy, mniej rodzin musiałoby przechodzić przez to, co my – podkreśla pani Urszula.
Według badań Air Quality Life Index, gdyby jakość powietrza w Toruniu spełniała zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), ludzie w tym mieście żyliby średnio 10 miesięcy dłużej.
… i niszczy zdrowie
Z kolei w przypadku Rybnika dane wskazują, że średnio smog zabiera mieszkańcom miasta prawie dwa lata życia. To miasto, które do niedawna było jednym z najbardziej zanieczyszczonych w Polsce. Choć dziś Rybnik ma już o wiele czystsze powietrze niż jeszcze dekadę temu, wciąż normy jakości powietrza są tu jednak przekraczane regularnie.
Poza tym pozew pana Andrzeja nie dotyczy ostatniego okresu, tylko ponad 20 lat. Bo mężczyzna tak długo cierpi na astmę i inne choroby układu oddechowego, przez które nie raz był już hospitalizowany.
– Każda zimna pora roku oznacza zaostrzenie choroby – bez inhalatora i leków nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Zdarzało się, że nie mogłem wyjść z domu, bo powietrze, którym oddychałem, przypominało truciznę. Smog to codzienność, która niszczy zdrowie nas wszystkich, a obecne działania są niewystarczające – tłumaczy pan Andrzej.
I kontynuuje: – Najbiedniejsi nie otrzymują wystarczającego wsparcia finansowego i organizacyjnego na wymianę źródeł ogrzewania, a ci, którzy inwestują w ekologiczne rozwiązania, nadal zmuszeni są oddychać zanieczyszczonym powietrzem.
Jak ze strzykawkami
– Proszę się nie łudzić, że poprawa jakości powietrza z ostatnich lat przyniesie rozwiązanie problemów. Szkodliwość dla zdrowia ma miejsce nawet w przypadku tych stężeń, które są dopuszczalne przez UE i Polskę – komentuje dr hab. Tadeusz M. Zielonka, profesor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Profesor zauważa przy tym, że konieczność wypłacenia odszkodowania przez Skarb Państwa może doprowadzić do podjęcia działań na znacznie większą skalę niż regularne apele naukowców i ekspertów. Skąd takie przekonanie? Z doświadczenia.
– Pamiętam, jak przez lata tłumaczyliśmy, dlaczego warto przestawić się na jednorazowe igły. Jako lekarze bez przerwy wszczepialiśmy społeczeństwu choroby. Mówiliśmy, że to zabija, że to niszczy zdrowie, że to nieopłacalne, bo ludzie idą na rentę z powodu żółtaczki. Te argumenty jednak nie trafiały, bo koszty wszczepienia nie ponosił szpital, tylko wypłacający renty i chorobowe ZUS. Przejście na igły jednorazowe nastąpiło natychmiast po pierwszym wyroku sądu, który przyznał pacjentowi 40 tys. zł odszkodowania. Szpitale bardzo szybko policzyły sobie, że tylko jeden taki pozew przekracza roczne wydatki na strzykawki jednorazowego użytku. Jako lekarze i eksperci przez lata nie mogliśmy osiągnąć tego, do czego doprowadził jeden wyrok sądu – wspomina prof. Zielonka.
I podsumowuje: – Jako społeczeństwo mamy obowiązki i możemy ponieść szybkie kary za nie wywiązywanie się z nich. Ale państwo też ma obowiązki. Dopóki ktoś nie poniesie jednak odpowiedzialności finansowej, nasze apele pozostaną jednak głuche.
Prawo ludzi jest łamane
Chłopca i mężczyznę pro bono reprezentuje fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi. Organizacja wskazuje, że zaniedbania w zakresie jakości powietrza naruszają prawa obywateli wynikające zarówno z Konstytucji, jak i innych przepisów.
Na przykład Konstytucja mówi, że władze publiczne „prowadzą politykę zapewniającą bezpieczeństwo ekologiczne współczesnemu i przyszłym pokoleniom”, a „ochrona środowiska jest obowiązkiem władz publicznych”. Do chronionych prawnie dóbr osobistych każdego z nas należą zaś m.in. zdrowie i wolność. To, że naruszenie standardów jakości powietrza może te dobra naruszać, wskazuje zaś uchwała Sądu Najwyższego z 2021 r. Prawnicy powołują się również na zapisy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, które wielokrotnie były wykorzystywane w podobnych przypadkach.
ClientEarth wskazuje przy tym, że po raz pierwszy sąd w Polsce będzie musiał zbadać, czy istnieje bezpośredni związek między zanieczyszczeniem powietrza a poważnymi schorzeniami. Według prawników i pomagających im lekarzy nie ma jednak wątpliwości, że taki związek jest.
Tymczasem obecny rząd choć walkę ze smogiem wpisał do umowy koalicyjnej, na razie z obietnicy tej się nie wywiązuje. Co prawda liczba składanych wniosków w ramach „Czystego Powietrza” uległa podwojeniu, ale doprowadziło to do gigantycznych zatorów w wypłatach i wręcz paraliżu programu. W rezultacie rząd zamierza zawiesić na kilka miesięcy „Czyste Powietrze”, co rzekomo ma przysłużyć się jego usprawnieniu.
– Oznacza to, że w najbliższych latach normy jakości powietrza znowu nie zostaną osiągnięte. Być może nastąpi do tego dopiero za 10-15 lat – ocenia Agnieszka Warso-Buchanan, radczyni prawna i członkini zarządu ClientEarth Prawnicy dla Ziemi.
Jej zdaniem spełnieniu rządowych obietnic z pewnością nie przysłuży się też niedawna nowelizacja rozporządzenia dotyczącego paliw stałych. Bo choć przepisy zaostrzono, to jednak delikatnie. – Nawet minister przemysłu między słowami przyznała, że paliwo sprzedawane odbiorcom indywidualnym to odpad węglowy. Oznacza to, że znów będziemy skazani na pojawienie się na rynku paliwa, które nie sprzyja poprawie jakości powietrza – dodaje Warso-Buchanan.












