Bez kategorii

Rząd Polski szykuje transformację na miarę XXI w. Problem w tym, że tylko w kawałku

Elektrownia węglowa w Turowie

W ciągu kilku lat Polska przejdzie wielką transformację, a większość energii elektrycznej będzie dostarczać już nie węgiel, lecz wiatr i słońce. Inne kluczowe sektory gospodarki z równie ambitnych założeń są jednak wyjęte. Eksperci mówią jasno: ignorowanie wyzwań w transporcie i rolnictwie to poważny błąd.

Obecnie 60% prądu w Polsce pochodzi z węgla, a niecałe 30% z odnawialnych źródeł energii. Zgodnie z ambitnym scenariuszem transformacji energetycznej już w 2030 r. proporcje te ulegną odwróceniu: węgiel ma dawać 22% prądu, a OZE – 56%.

To jedno z najważniejszych założeń projektu Krajowego Planu w dziedzinie Energii i Klimatu. Jest to dokument, który państwa UE składają do Brukseli co pięć lat. Określają w nim, w jaki sposób przyczynią się do ograniczania emisji gazów cieplarnianych przez wspólnotę. Dobrze przeprowadzana transformacja służy jednak nie tylko temu, lecz także rozwojowi gospodarki, tworzeniu nowych miejsc pracy i poprawianiu jakości życia (od czystego powietrza po zmniejszenie rachunków za prąd).

Termin składania nowych planów dobiegł już końca. Do tej pory zrobiła to połowa państw UE, a połowa wciąż nie. W tej drugiej grupie znajduje się rząd Donalda Tuska, który zakończył właśnie konsultacje KPEiK.

Ambitny scenariusz transformacji rzeczywiście jest najambitniejszym planem, jaki do tej pory opracował którykolwiek z rządów Polski. Rzecz jasna papier wszystko przyjmie, więc kluczowe przy wdrażaniu teorii w praktykę będzie wola polityczna. Zakładając, że jej nie zabraknie, zdaniem ekspertów do projektu KPEiK wciąż można mieć jednak wiele zastrzeżeń.

Jakich?

Transformacja to nie tylko prąd

Jedno z najważniejszych zastrzeżeń dotyczy tego, że KPEiK skupia się przede wszystkim na elektroenergetyce. To zrozumiałe, bo większość emisji gazów cieplarnianych Polski wynika właśnie z tego, jak wytwarzamy energię elektryczną. Ale choć zmiana sposobu produkowania prądu jest faktycznie najważniejszym wyzwaniem, to jednak nie jest jedynym. Podejście do transformacji innych wysokoemisyjnych sektorów gospodarki jest już jednak mocno ograniczone.

„Za redukcję emisji gazów cieplarnianych w polskiej propozycji odpowiada głównie sektor energetyczny. W przemyśle, rolnictwie, a przede wszystkim transporcie planuje się bardzo niski poziom ograniczeń emisji. W 2030 i 2040 roku emisje z sektora przemysłu w Polsce według projektu miałyby być wyższe niż w roku 1990. Podobna prognoza dotyczy sektora transportu, w którym emisje w roku 2030 będą nadal wyższe niż nawet w roku 2010” – zauważa Instytut na rzecz Ekorozowju.

Do tego zakres działań w tych sektorach jest „bardzo ubogi i bardzo słabo opisany”.

„Wśród działań planowanych dla sektora transportu znajdują się wręcz działania przeciwskuteczne, np. dokończenie budowy spójnej sieci dróg krajowych. Dotychczas budowa sieci dróg krajowych była głównie wzmocnieniem dla silnego trendu wzrostu ruchu drogowego oraz wraz z nim emisji gazów cieplarnianych. Nie ma powodów, aby twierdzić inaczej, zwłaszcza że dla Krajowego Planu Budowy Dróg Krajowych do roku 2030 nie ma szczegółowych wyliczeń dotyczących prognozy emisji gazów cieplarnianych z ruchu, który na tych drogach wystąpi” – wyjaśnia Instytut na rzecz Ekorozwoju.

Nie drażnić „wrażliwych”

Na brak ambicji i szczegółów w innych sektorach zwraca też uwagę Michał Smoleń, kierownik programu Energia & Klimat w think-tanku Instrat. Być może po części wynika to z protestów (rolników) lub obaw o potencjalne protesty (kierowców). Uczciwie trzeba jednak przyznać, że transformacja w sektorze ciepłownictwa, a szczególnie transportu, przemysłu czy rolnictwa, jest też po prostu o wiele trudniejsza technicznie.

– Brakuje nam jednak w Polsce śmiałej wizji i konkretnego planu działań, który pozwoliłby na osiągnięcie redukcji także w tych sektorach. To był problem poprzednich strategii, ale niestety w sporym zakresie także tej obecnej – wskazuje Smoleń w rozmowie z Gazeta.pl.

Podobnie widzi to Wojciech Szymalski, prezes wspomnianego Instytutu na Rzecz Ekorozwoju. Według niego projekt KPEiK sprawia wrażenie, jakby za jego stworzenie odpowiadało wyłącznie Ministerstwo Klimatu i Środowiska. – Wygląda to tak, jakby na ostatniej prostej ktoś stwierdził, że plan ma nie drażnić tych „wrażliwych” sektorów. I w przemyśle oraz rolnictwie mamy cel oznaczający raczej stagnację, a nie spadek emisji – mówi Szymalski dla Gazeta.pl.

Skąd pieniądze?

Z kolei na inny problem zwraca uwagę Instytut Reform. „Projekt KPEiK nie zawiera spójnej strategii mobilizacji funduszy krajowych i unijnych wspierających transformację. Tymczasem bez jasno określonych źródeł i mechanizmów finansowania zmian Polska nie osiągnie ambitnych celów klimatycznych” – zauważa fundacja.

– Potrzebujemy kompleksowego planu, który uwzględni zarówno krajowe, jak i unijne środki, ale także dostrzeże rolę kapitału prywatnego. Dzięki temu dostępna pula pieniędzy publicznych zostanie wykorzystana tam, gdzie przyniesie to najlepsze efekty – zaznacza Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform.

Zdaniem organizacji dokument w obecnym kształcie koncentruje się na dostępnych funduszach unijnych. Pomija za to przyszłe dochody budżetowe z systemu ETS2 (który za kilka lat obejmie m.in. transport i budownictwo) oraz perspektywę wdrożenia Społecznego Funduszu Klimatycznego.

Wojciech Augustowski, ekspert Instytutu Reform: – Aktualizacja KPEiK to idealny moment na skierowanie wszystkich przyszłych dochodów, zarówno z EU ETS, jak i z nowego ETS2 na finansowanie transformacji energetycznej. Przez lata Polska zarobiła na sprzedaży uprawnień do emisji ponad 100 mld zł, ale na zeroemisyjne inwestycje wydała zaledwie co setną złotówkę, a co dziesiątą przeznaczyła na działania osłonowe dla przemysłu. Jak wskazuje ostatni raport NIK, większość środków rozpłynęła się w budżecie, finansując bieżące wydatki niezwiązane z klimatem.

Konkret pilnie potrzebny

O kolejnym z zarzutów trochę już napisaliśmy. Jest on jednak na tyle poważny, że warto napisać o nim więcej.

Jak wskazują eksperci, KPEiK nie wytycza jasnej drogi prowadzącej do zielonej elektryfikacji, która polega na zastępowaniu paliw kopalnych energią z OZE w transporcie, ogrzewaniu i przemyśle. Brak konkretnych rozwiązań w tym zakresie jest zaskakujący, zwłaszcza że zielona elektryfikacja jest jednym z głównych elementów ambitnego scenariusza przedstawionego w projekcie KPEiK” – odnotowuje Instytut Reform.

Fundacja ta jest jedną z 25 organizacji pozarządowych, które po zakończeniu konsultacji KPEiK wystosowały apel do polskiego rządu. Postulują w nim m.in. o to, by rząd priorytetowo potraktował ambitny scenariusz transformacji. Ale nie tylko o to.

„Oczekujemy także, że nowy Krajowy Plan, po konsultacjach będzie dokumentem konkretnym. Cele i działania dla poszczególnych obszarów powinny być precyzyjnie określone, ze wskazaniem odpowiedzialnych za nie podmiotów, stanowiąc zobowiązanie decydentów do wdrożenia niezbędnych zmian w najbliższych latach. Plan powinien nie tylko uwzględniać cele europejskiej polityki klimatyczno-energetycznej, ale także skutecznie przeprowadzić Polskę przez transformację energetyczną, gospodarczą i społeczną, umożliwiając przy tym osiągniecie neutralności klimatycznej” – apelują organizacje.

Wśród sygnatariuszy apelu znalazły się m.in. ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, Frank Bold, Koalicja Klimatyczna, WWF Polska, Instytut na rzecz Ekorozwoju, Instytut Reform, Polska Organizacja Rozwoju Technologii Pomp Ciepła, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej, Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki, EKO-UNIA, Stowarzyszenia Producentów Cementu i Związek Pracodawców – Producentów Materiałów dla Budownictwa.

Podobne wpisy

Więcej w Bez kategorii