Niemiecki dyskont Penny zmienił ceny wybranych produktów spożywczych tak, by odzwierciedlały „ukryte” koszty dla środowiska. Efekt? Kiełbaski podrożały o 88%, żółty ser o 94%, a wegański sznycel – tylko o 5%. Choć akcja budzi wiele wątpliwości, otwiera też oczy na to, czego na co dzień nie dostrzegamy.
Otwierasz gazetki promocyjne popularnych sieci i co widzisz?
Biedronka: Kiełbasa śląska grillowa – 47% taniej (8,90 zamiast 16,90 zł);
Lidl: Filet z piersi kurczaka – 24% taniej (17,99 zamiast 23,90 zł);
Auchan: Ser edamski – 20% taniej (27,50 zamiast 33 zł);
A co, gdyby sytuację odwrócić i cenę nie obniżać, lecz podwyższyć?
Do 94% drożej
Właśnie na to w ponad 2000 dyskontów zdecydowała się niemiecka sieć Penny. Zmiana objęła dziewięć produktów mięsnych i mlecznych: kilka „bio”, kilka konwencjonalnych i jeden wegański zamiennik.
Klienci Penny musieli liczyć się z tym, że przez tydzień zapłacą więcej za takie produkty konkretnych marek, jak żółty ser w plastrach (podwyżka o 94%), kiełbaski wiedeńskie (88%), mozzarellę (74%) i jogurt owocowy (38-45%).
Podrożały też ekologiczne odpowiedniki tych produktów, choć mniej (odpowiednio o 69, 63, 49 i 31%).
Najmniej zmieniła się cena roślinnego sznycla, która wzrosła zaledwie o 5% – z 2,69 do 2,83 euro (dokładne zmiany wszystkich cen podajemy na końcu tekstu).

Kampania „Prawdziwe koszty” w niemieckiej sieci dyskontów Penny. Źródło: Penny.de.
„Prawdziwa cena”
Zmiana nie była dziełem przypadku. Uzgodniono ją przy współpracy z naukowcami z dwóch uczelni (Politechniki w Norymberdze i Uniwersytetu w Greifswaldzie). Pomogli oni obliczyć, jak powinny wyglądać ceny, gdy uwzględni się w nich koszt, którego aktualnie przy produkcji żywności praktycznie nie bierze się pod uwagę. Koszt dla środowiska. Z tego powodu akcję nazwano „Wahre kosten”, a więc „Prawdziwy koszt”.
Pod uwagę wzięto cztery aspekty. Czyli to, jak wytworzenie produktów na każdym etapie łańcucha dostaw wpływa na klimat, wodę, grunty i zdrowie (szczegóły nieco poniżej).
– Widzimy, że wielu naszym klientom doskwierają utrzymujące się wysokie ceny żywności. Niemniej jednak musimy zmierzyć się z niewygodną wiadomością, że ceny naszej żywności, które są ponoszone w całym łańcuchu dostaw, nie odzwierciedlają kosztów środowiskowych – tłumaczy Stefan Görgens menadżer Penny.
By rozpocząć dyskusję
Naukowcy zaangażowani w akcję podkreślają, że jej celem nie jest przypisywanie winy, tylko zwrócenie uwagi na nadużycia środowiskowe w sektorze spożywczym i wzmocnienie dyskusji na ten temat. A pokazanie tego na przykładzie cen jest o wiele czytelniejsze w odbiorze niż skomplikowane modele.
– Nie chodzi o to, żeby od razu uwzględniać prawdziwy koszt całej żywności. Brakuje kompleksowych podstaw naukowych i odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące sprawiedliwości społecznej. Mamy jednak nadzieję, że zaczniemy dyskutować na ten temat i rozważać ustalanie cen żywności w innej, bardziej sprawiedliwej formie, gdy zanieczyszczający środowisko ponosi za to cenę – wyjaśnia dr Amelie Michalke z Uniwersytetu w Greifswaldzie, cytowana przez Vegconomist.
Naukowcy liczą, że w związku z akcją zwrócą uwagę na „prawdziwe koszty” żywności zwłaszcza polityków. Bo to przede wszystkim do nich należy prowadzenie polityki rolnej kraju i ochrona środowiska.
Klienci podzieleni, rolnicy oburzeni
Reakcja na akcję Penny?
Reprezentatywny sondaż instytutu badania opinii Yougov wskazał, że 16% osób zamierza kupić produkty po wyższych cenach, a 44% – że nie. Kolejne 30% odpowiedziało, że nie ma sklepu Penny w swojej okolicy, a 10% nie miało zdania. Chęć wsparcia kampanii najrzadziej deklarowali respondenci w wieku +55 lat.
Silvia Fräßdorf, jedna z klientek dyskontu, opowiadała dziennikarzom, że „na razie obędzie się bez sera”. – Muszę dokładnie liczyć każde euro – tłumaczy w rozmowie z Nordsee Zeitung emerytka, dla której podwyżka cen w obecnych czasach jest niezrozumiała.
„Ogólnie rzecz biorąc, inni klienci również zastanawiają się, czy Penny nie wybrało niewłaściwego czasu – teraz, gdy inflacja i tak będzie kosztować wielu” – relacjonuje portal.
Ale nie brakowało i głosów poparcia. „Ta akcja sprawia, że to szaleństwo staje się po prostu jasne dla naszych oczu”. „Potrzebujemy właśnie takich podrywów w innych dziedzinach życia, aby zwykli ludzie mogli wreszcie zorientować się, ile tak naprawdę kosztuje nasza konsumpcja – nie tylko w cenie przy kasie” – komentowali internauci pod artykułami o kampanii.
Akcja uświadamiająca czy PR?
Twórcy kampanii tłumaczą, że w ten sposób chcieli zwrócić uwagę na problemy związane z produkcją żywności. Nie brak jednak głosów, że akcja Penny służyła przede wszystkim PR-owi, zaś samemu dyskontowi można wiele zarzucić.
Na przykład w kampanii uwzględniono same produkty zwierzęce i ich roślinny zamiennik. Zabrakło natomiast owoców i warzyw, w tym tych importowanych z odległych kontynentów, które również wyrządzają sporo szkody środowisku. Z kolei w kontekście emisji gazów cieplarnianych bardzo ważne jest to, czy żywność jest świeża, czy przetworzona. W tym kontekście istotny jest także rodzaj uprawy warzyw czy owoców: gruntowy bądź szklarniowy.
Do tego Penny podwyższyło ceny dziewięciu produktów, choć jednocześnie znacznie większy asortyment podobnie szkodliwych produktów sprzedawała ze zniżkami. W kampanii uwzględniono też roślinny zamiennik, który podrożał zaledwie o 5%. Dla przedstawicieli branży hodowlanej wybór produktów przez dyskont miał więc służyć temu, by wypromować sprzedawaną przez siebie wegańską żywność – a nie temu, by zwrócić uwagę na problemy w rolnictwie.
Dowodem na to ma być też to, że dyskonty pokroju Penny prowadzą między sobą wojnę cenową w dół i świadomie regularnie zaniżają ceny produktów. „Najważniejsze jest to, że wielu rolników i producentów otrzymuje coraz mniejszą część ceny sprzedaży w sklepie. Jednak koszty ich produkcji wciąż rosną” – tłumaczy portal BR.de.
Praca rolników nie jest ceniona
W rozmowie z publicznym nadawcą Mitteldeutscher Rundfunk badaczka zaangażowana w kampanię tłumaczy, że rozumie frustrację związaną z rolnictwem i podziela ją. – Nasz system żywnościowy nie jest zrównoważony ani dla społeczeństwa i środowiska, ani dla rolników. Ponadto praca w rolnictwie nie jest wystarczająco ceniona przez społeczeństwo, mimo że zapewnia nam środki do życia. Myślę raczej, że realna kalkulacja kosztów będzie korzystna dla rolnictwa, ponieważ zrównoważone zarządzanie nim powinno się opłacać – ocenia Michalke.
Jednocześnie specjalistka z zakresu zrównoważonego rozwoju tłumaczy, że tego typu kosztów środowiskowych należy unikać od samego początku, a stawki podatkowe powinny „odzwierciedlać ekologiczny sens produktów”. Do tego według niej dotacje dla rolników powinny być wypłacane na podstawie wyników w zakresie zrównoważonego rozwoju, a nie na podstawie wielkości obszaru, jak ma to miejsce obecnie.
Michalke sama wolałaby zapłacić wyższą cenę nie jako „rekompensatę” za już wyrządzone szkody, lecz za to, by tych szkód w całym łańcuchu produkcji żywności uniknąć. Badaczka nie stawia więc tezy, że najlepszym sposobem są podwyżki. Również dlatego, że największe szkody dla środowiska wyrządzają ci, których i tak stać na płacenie za droższą żywność. – To kolejny wymiar niesprawiedliwości społecznej. Niemniej jednak musimy zmierzyć się z nieprzyjemną prawdą, że nasze artykuły spożywcze są po prostu zbyt tanie – komentuje badaczka.
Koszty środowiskowe, czyli…
Jakie koszty środowiskowe uwzględniono w kampanii Penny?
„Klimat” to związane z produkcją emisje z rolnictwa, takie jak metan wytwarzany przez bydło lub CO2 wytwarzany przez ciągniki napędzane olejem napędowym.
„Woda” to wszystkie zanieczyszczenia, które mają negatywny wpływ na wody podziemne lub inne źródła i zbiorniki wodne – np. azot z nawozów czy toksyczność pestycydów, które dostają się do wody.
„Grunty” to obszar gruntów rolnych potrzebnych do produkcji rolnej oraz związane z tym pogorszenie ich jakości, np. poprzez przekształcanie obszarów naturalnych na użytki rolne.
„Zdrowie” to z kolei szkody zdrowotne powodowane przez np. pestycydy i amoniak wytwarzany przez hodowlę zwierząt.
Uwzględnienie tych czynników sprawiło, że ceny produktów wzrosły następująco:
- kiełbaski wiedeńskie – z 3,19 do 6,01 euro,
- ekologiczne kiełbaski wiedeńskie – z 3,29 do 5,36 euro,
- mozzarellę – z 0,89 do 1,55 euro,
- „eko”mozzarellę – z 1,29 do 1,92 euro,
- jogurt owocowy – z 0,99 do 1,44 euro,
- „eko” jogurt owocowy – z 1,19 do 1,56 euro,
- ser Maasdam w plastrach – z 2,49 do 4,84 euro,
- „eko” ser Maasdam w plastrach – z 2,19 do 3,70 euro,
- wegański sznycel – 2,69 do 2,83 euro.












