Polskie firmy chcą utrzymać się na rynku i być atrakcyjnym partnerem dla kontrahentów z UE? To muszą na poważnie podejść do swych działań w zakresie klimatu. Przez długi czas wielki biznes był do tego jedynie zachęcany – i wychodziło mu to kiepsko. Więc teraz nie będzie miał już wyjścia, zostanie do tego zobowiązany.
„Jakoś to będzie”, „coś wykombinujemy”, „to nas nie dotyczy”?. Takie postawy już nie przejdą.
Nowa unijna dyrektywa CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive) obliguje firmy do regularnego ujawniania informacji o ich wpływie na klimat, środowisko i społeczeństwo. I jest o wiele bardziej ambitna od dotychczasowych regulacji, bo obejmie znacznie więcej firm i ich cały łańcuch wartości. Czyli działania i własne, i kontrahentów.
Liczy się konkret
Dyrektywa o sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju znacznie bardziej skupia się m.in. na należytym raportowaniu śladu węglowego firm.
– Dane o emisjach nie będą mogły dłużej opierać się na uśrednionych wartościach – niezbędna będzie rzetelna kalkulacja emisji w całym łańcuchu wartości – wyjaśnia Ewelina Sasin, współzałożycielka startupu TerGo, który zapewnia narzędzia do liczenia emisji i wspomaga biznes w ich redukowaniu..
Nowe przepisy obejmą:
- Od 1 stycznia 2024: duże spółki, ponad 500 pracowników.
- Od 1 stycznia 2025: duże przedsiębiorstwa, ponad 250 pracowników (których roczny obrót to min. 50 mln euro lub roczna suma bilansowa to min. 43 mln euro).
- Od 1 stycznia 2026: małe i średnie przedsiębiorstwa notowane na rynku regulowanym, np. giełdzie.
Ale regulacje mogą objąć też wszystkie inne firmy, bo istotny jest cały łańcuch wartości. Jeżeli jakiś kontrahent stwierdzi więc, że chce poznać ślad węglowy swojego dostawcy, to ten będzie musiał go przedstawić.
Eksport padnie
Zagraniczni kontrahenci coraz częściej wymagają, by ich partnerzy nie szkodzili klimatowi. Jeśli będą szkodzić, po prostu stracą kontrakty.
Tymczasem jak wskazuje opublikowany w 2022 r. raport „Lepiej późno niż później”:
- 50% polskiego PKB i 7 mln zatrudnionych opiera się na eksporcie (w 2001 r. tylko 20%),
- 75% tego eksportu trafia do krajów UE,
- a 29% do samych Niemiec (drugie Czechy to 6%).
Zmiana jest już zauważalna. Wielkie firmy i organizacje zaczęły wymagać podawania śladu węglowego nie tylko danego oferenta, lecz także jego produktu czy usługi, którą oferuje. Na przykład jedna z czołowych firm z branży technologicznej rozpisała ostatnio przetarg na organizowane przez siebie wydarzenia. I zapisała w nim, że agencja eventowa musi wziąć pod uwagę, jaki ślad węglowy wytworzą te wydarzenia oraz jak zamierza ten ślad zoffestować (zrekompensować).
Polski biznes odstaje
Aktualnie aż 3/4 ze 100 największych spółek na warszawskiej giełdzie nie wyznaczyło celów redukcji emisji gazów cieplarnianych. Te przyjęte są zaś niewystarczające.
Do tego na koniec 2019 r. odpowiedniego celu klimatycznego nie miała żadna z polskich firm, a jakikolwiek cel przyjęło zaledwie 3% z nich. W tym samym czasie, jak wskazuje raport „Lepiej późno niż później”, w Niemczech czy we Francji odsetek ten wynosił ponad 50%.
Polski biznes wciąż chyba nie zdaje sobie sprawy, że nadchodzi autentyczna rewolucja. Kto się do niej przygotuje, ten ma większe szanse nie tylko na utrzymanie się na rynku, ale i na wygranie.
Nie chodzi tylko o egzekwowanie przepisów czy utrzymanie eksportu. Chodzi też o pokazanie coraz bardziej świadomym konsumentom, że za deklaracjami faktycznie idą czyny. I że rzeczywiście na ochronie klimatu im zależy.












