Zamieszanie wokół działalności kompleksu w Turowie doprowadziło rząd PiS do przygotowania zmian w prawie, które pozwolą lekceważyć orzeczenia sądów. Również tych już wydanych.
Organizacje proekologiczne walczą o to, by wstrzymano działalności elektrowni i kopalni w Turowie, które wyrządzają w środowisku znaczne szkody.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie stanął po ich stronie, wstrzymując wykonalność decyzji środowiskowej w sprawie przedłużenia koncesji. PGE, Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska oraz Prokuratura Krajowa złożyły w związku z tym zażalenie, którym teraz ma zająć się Naczelny Sąd Administracyjny.
Jednocześnie politycy obozu władzy przygotowali niezwykle kontrowersyjne zmiany w prawie, które tego typu problemy – czyli orzeczenia sądów – mają „rozwiązać”.
Groźne „Lex Turów”
Na początku lipca na posiedzeniu jednej z sejmowych komisji przedstawiono pakiet poselskich poprawek do tzw. ustawy ocenowej. Wśród nich znalazł się zapis mówiący o tym, że wstrzymanie decyzji środowiskowej nie będzie miało wpływu na realizację przedsięwzięcia.
Wrzutka została już przyjęta przez komisję środowiska, a w najbliższym czasie zajmie się nią cały parlament.
Jak zwracają uwagę organizacje proekologiczne, to ewidentna próba zabezpieczenia się przed konsekwencjami własnych pomyłek. Zwłaszcza że zmienione prawo ma objąć również już istniejące postanowienia, a więc np. to dotyczące kopalni w Turowie.
– Ten przepis jest w oczywisty sposób kuriozalny i bardzo niebezpieczny w kontekście starań naszego kraju, aby wykazać, że wciąż jesteśmy państwem prawa. “Lex Turów” oznaczać będzie, że wyroki sądów będzie można lekceważyć – ocenia Radosław Gawlik ze Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA.
I dodaje: – Nawet gdy sąd uzna, że dana inwestycja może powodować znaczne szkody środowiskowe i zaleci jej wstrzymanie jako środek zapobiegawczy, by do tych szkód jednak nie doszło, to inwestor będzie mógł dalej bez przeszkód realizować to, co zaplanował. Rząd już wcześniej zapowiadał, że nie będzie respektował wyroków i postanowień sądów w sprawie Turowa czy Odry, a teraz podniósł te zapowiedzi do rangi ustawy.
Na sądy to jednak nie wpłynie?
– Wstrzymanie wykonania decyzji środowiskowej powinno skutkować wstrzymaniem prac, inaczej nie da się zagwarantować ochrony środowiska – mówi na łamach wrocławskiej „Wyborczej” Bartosz Kwiatkowski, dyrektor Fundacji Frank Bold, specjalizujący się w prawie ochrony środowiska. – Z drugiej strony nie mamy przepisu, który jednoznacznie określałby, co w takiej sytuacji ma się wydarzyć. Aby uniknąć takich problemów jak obecnie, przez lata powtarzaliśmy, że decyzja środowiskowa – na podstawie której uzyskuje się dalsze zezwolenia inwestycyjne – musi być ostateczna. Tymczasem kiedy postępowanie środowiskowe w sprawie kopalni Turów jeszcze trwało, już wydano koncesję na dalsze wydobycie.
Kwiatkowski zwraca przy tym uwagę, że poselska poprawka może wcale nie rozwiązać sprawy i nie wpłynąć na linię orzeczniczą sądów. Bo dotyczy „wstrzymania wykonania zezwolenia na inwestycję”, a w tym przypadku chodzi o „wstrzymanie realizacji przedsięwzięcia”.












