Dlaczego rok 2070 a nawet 2050 to za późno? Zmiany klimatyczne mają charakter progowy

Kilka dni temu prawie wszystkie kraje Unii Europejskiej zaakceptowały plan osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. Prawie wszystkie, bo:

Na tym etapie jedno państwo członkowskie nie może zobowiązać się do realizacji tego celu (…).

Tym państwem jest Polska, która wywalczyła sobie specjalne traktowanie: neutralność klimatyczną netto mamy osiągnąć dopiero w roku 2070.

(Neutralność klimatyczna netto to sytuacja, kiedy emitujemy tyle samo gazów cieplarnianych ile ich pochłaniamy. Jednak pochłanianie dwutlenku węgla bezpośrednio z atmosfery – choć konieczne, jest też kosztowne energetycznie i trudne technicznie. Musimy więc przede wszystkim drastycznie ograniczyć nasze emisje, co również jest dużym wyzwaniem technicznym i ekonomicznym.)

Komentując postawę polskiego rządu jedni mówią, że stało się dobrze: wreszcie mamy dyplomację z prawdziwego zdarzenia. Taką, która twardo negocjuje korzystne dla nas stanowisko i potrafi postawić się silniejszym. Choćby dość bezwzględnie realizującym swoje interesy ekonomiczne Niemcom. Dzięki temu ugramy (a nawet już ugraliśmy) dodatkowe środki na transformację energetyczną, przez co koniec końców szybciej zdekarbonizujemy naszą gospodarkę.

Inni z kolei twierdzą, że działania naszych polityków ze zręczną dyplomacją nie mają nic wspólnego. Że był to klasyczny „strzał w stopę”, osłabiający naszą pozycję w negocjacjach o fundusze tak potrzebne na rewolucję energetyczną. Unia będzie „zazieleniać” gospodarkę tak czy siak, nie oglądając się na nas. A my zostaliśmy na peronie, z którego właśnie odjeżdża pociąg o nazwie „Nowy zielony ład”.

(Niezależnie od tego jakie mają Państwo zdanie na ten temat, warto – choćby w ramach intelektualnego ćwiczenia – na poważnie podejść do argumentów „drugiej strony”.)

W tym – chwilami bardzo gorącym – sporze partyjnym, politycznym czy światopoglądowym umyka nam jednak kilka spraw o fundamentalnym znaczeniu.

Dlaczego 2050?

Po pierwsze: skąd się w ogóle wzięła data 2050? Dlaczego nie na przykład, no właśnie: 2070, jak chciała Polska? Poza tym że 2050 to bardzo „okrągła” liczba w systemie dziesiętnym, którego używamy bo… mamy dziesięć palców u rąk.

Stąd, że parę lat temu jako prawie cała ludzkość uznaliśmy – przynajmniej deklaratywnie – że chcemy uniknąć ocieplenia naszej planety o więcej niż 1,5°C. A nawet jeśli już mamy te 1,5°C przekroczyć, to najlepiej tylko troszkę, bo większy wzrost temperatury (zwłaszcza przekroczenie 2°C) będzie miał katastrofalne skutki. W opublikowanym w październiku 2018 roku streszczeniu Specjalnego Raportu IPCC dotyczącego globalnego ocieplenia klimatu o 1,5°C czytamy :

W modelowych scenariuszach, w których próg 1,5°C nie zostaje przekroczony lub zostaje przekroczony w niewielkim stopniu, globalne antropogeniczne emisje CO2 netto spadają o około 45% do 2030 roku w porównaniu z poziomem z 2010 roku (przedział międzykwartylowy 40-60%), osiągając zero netto około 2050 roku (przedział międzykwartylowy 2045-2055).

No właśnie. I z grubsza stąd w planach Unii Europejskiej mamy ów 2050 rok.

Ale 2050 to i tak za mało

Niestety, nawet gdyby cała Unia – łącznie z Polską – faktycznie osiągnęła neutralność klimatyczną do roku 2050, to oczywiście nie wystarczy, by powstrzymać katastrofę klimatyczną.

Jasne – powiecie. Emisje krajów Unii to ok. 10% emisji światowych. Neutralne klimatycznie musiały by się więc w tym samym czasie stać także Chiny, USA, Rosja, Japonia czy Indie. I praktycznie każdy inny kraj, którego emisje są znaczące.

To prawda, ale nie o to mi tu chodzi. Nawet gdyby cały świat do połowy wieku osiągnął neutralność klimatyczną to i tak najprawdopodobniej będzie zbyt mało, by uniknąć katastrofy. Mamy znacznie mniej czasu – o czym już kiedyś pisałem, ale nigdy dość mówienia i przypominania o tym.

Zmiana klimatu postępuje szybciej niż nam się wydaje

Oszacowania opublikowane już po ukazaniu się raportu IPCC mówią bowiem, że klimat ociepla się szybciej niż jeszcze niedawno sądziliśmy. Dzieje się tak z kilku powodów, przede wszystkim przez szybszy niż zakładano wzrost emisji dwutlenku węgla (CO2). Dlatego przekroczenie progu ocieplenia o 1,5°C nastąpi najprawdopodobniej już około 2030 roku, a być może jeszcze wcześniej.

To nie koniec złych wieści: „budżet węglowy na 1,5°C” (czyli ilość CO2 jaką maksymalnie możemy jeszcze wyemitować, aby uniknąć wzrostu temperatury o więcej niż 1,5°C) wyczerpiemy najprawdopodobniej jeszcze szybciej. Dużo szybciej.

Natomiast granica 2°C „pęknie” gdzieś ok. 2045 roku. Raczej nie później, a niestety być może i szybciej. Tak czy siak, to o wiele wcześniej, niż wynikałoby z prognozy z ostatniego Specjalnego Raportu IPCC.

Co gorsza, zmiany klimatyczne mają charakter progowy. Oznacza to tyle, że jeśli podgrzejemy naszą planetę za bardzo – jeśli przekroczymy tzw. „próg planetarny”- to ruszy samonapędzający się mechanizm, którego już nie zatrzymamy. W ziemskim systemie klimatycznym uruchamiać się będą (i nawzajem napędzać) kolejne sprzężenia zwrotne: na przykład pożary lasów, uwalnianie dwutlenku węgla i metanu z topniejącej wiecznej zmarzliny czy utrata morskiego lodu w Arktyce. Procesy te będą wzmacniać wpływ, jaki na klimat ma emisja gazów cieplarnianych związana bezpośrednio z naszą działalnością: spalaniem paliw kopalnych i biomasy, wylesianiem czy produkcją żywności.

Właściwie to użycie czasu przyszłego jest tu nie na miejscu. Zgodnie z przewidywaniami część ze sprzężeń zwrotnych ma uruchomić się przy ociepleniu ziemskiego klimatu o ok. 1°C, czyli takim jakie mamy obecnie. I faktycznie, wymienione wyżej zjawiska obserwujemy już dziś.

W miarę wzrostu temperatury będą się jednak uaktywniać kolejne sprzężenia zwrotne, a te aktywne już dziś będą coraz silniejsze. Jeśli tego nie powstrzymamy, grozi nam destabilizacja systemu klimatycznego, czyli przekroczenie wspomnianego wyżej. „progu planetarnego”. Jeśli tak się stanie, będzie już za późno na zmniejszanie emisji czy nawet osiągnięcie neutralności klimatycznej.

A kiedy to nastąpi? Podobno przy przekroczeniu progu ocieplenia o ok. 2°C. Czytaj: za jakieś ćwierć wieku, przy dużym szczęściu trochę później, ale nie wykluczone że i dużo szybciej.

Czyli co? Nie ma sensu się starać, bo jednak i tak wszystko stracone? Nie. To znaczy, że trzeba starać się bardziej. Dużo bardziej. Wszystkie ręce na pokład, wszystkie siły na front walki ze zmianą klimatu.

Ale czemu to my mamy coś robić?

Wciąż słychać wielu polskich polityków, publicystów i zwykłych obywateli pytających dlaczego to Polska – niezbyt wielki, średnio zamożny kraj – ma się starać zmniejszać emisje? Dlaczego ma na tym tracić konkurencyjność naszej gospodarki? Przecież i tak wszystko zależy USA, Chin, Japonii, Rosji, Indii, Niemiec, które emitują znacznie więcej CO2 od Polski. W dodatku świat z roku na rok emituje tego gazu coraz więcej…

Biorąc pod uwagę to co wiemy o grożącym nam załamaniu się systemu klimatycznego jakoś dziwne wydaje się roztrząsanie, jakie korzyści i straty dla naszej gospodarki przyniesie dekarbonizacja prowadzona w takim czy innym tempie. Bo ile będzie naszą gospodarkę kosztować zmiana naszej planety w gorące piekło, w którym będą mogły żyć jedynie bakterie, niesporczaki i niewiele więcej? No dobrze, ale z tych ponurych apokaliptycznych prognoz niestety nie wszyscy zdają sobie sprawę.

Najzabawniejsze jest jednak to, że nasza gospodarka najpewniej wcale nie straci na szybkiej transformacji energetycznej. Straci raczej na jej odwlekaniu, nie mówiąc już o braku. O czym przekonująco jakiś czas temu pisał Tomek Borejza w tekście “Dawniej węgiel traktowano jako źródło dobrobytu. Dziś szanse na rozwój i modernizację są gdzie indziej.”

No i naprawdę stać nas na znacznie ambitniejsze działania dla ochrony klimatu niż to co robiliśmy przez ostatnie dwie dekady. Po prostu wydajemy pieniądze nie na to, co trzeba, od lat dotując polski, rosyjski a ostatnio także m. in. amerykański przemysł wydobywczy paliw kopalnych. I opartą na paliwach kopalnych energetykę. A przecież wcale tak nie musi być.

Postscriptum

A co do kwestii naszego udziału w emisji i odpowiedzialności za stan Ziemi: polskie emisje CO2 na głowę są wyższe niż średnia światowa. Porównywalne z chińskimi, dużo wyższe niż w Indiach. Z drugiej strony są niższe niż w wielu krajach europejskich, uchodzących za wzór odpowiedzialnej polityki ekologicznej. To prawda. Odpowiadamy jednak za ok. 1% światowej emisji dwutlenku węgla. A to nie jest wcale tak mało jak na kraj liczący niespełna 40 milionów mieszkańców. Po za tym jakaś część chińskich emisji to efekt produkcji i transportu towarów, dóbr z których my sami korzystamy. Tu w Europie, tu w Polsce.

Co więcej, jesteśmy częścią Unii Europejskiej, co wzmacnia naszą pozycję i wpływ na losy świata. Niestety jeśli chodzi o walkę ze zmianą klimatu wpływ ten jest póki co negatywny. To że od lat jesteśmy hamulcowym unijnej polityki klimatycznej jest oczywiste. Tak jak i to, że postawa naszego kraju osłabia stanowisko Unii w negocjacjach choćby z takimi Chinami. Mamy więc większy wpływ na zmiany klimatu niż wynikałoby to po prostu z naszego udziału w emisjach.

No i jeszcze jedno. Każdy jest odpowiedzialny za swoje postępowanie. Ta zasada powinna obowiązywać i na poziomie jednostek, i na poziomie społeczeństw. Jasne, można (a nawet należy!) zżymać się na Niemców że zamiast wyłączać elektrownie węglowe robią to samo z przyjaznymi dla klimatu elektrowniami atomowymi. I pytać, dlaczego do cholery to robią. Albo krytykować Chińczyków, Hindusów, i Bóg wie jeszcze kogo na przykład za to, że mają w planach budowę wielu nowych elektrowni węglowych.

Ale zrządzeniem losu większość z nas jest obywatelami Rzeczypospolitej Polskiej, a nie Republiki Federalnej Niemiec czy Chińskiej Republiki Ludowej. Wspólnie jako społeczeństwo i jednostki odpowiadamy w jakiejś mierze za to co dzieje się na terenie naszego kraju. Nawet jeśli tam w niemieckim czy chińskim oku wciąż tkwi większa belka niż w polskim, to to jest nasze oko! Zajmijmy się wreszcie swoimi emisjami zamiast pokazywać palcem na innych.

Jakub Jędrak, SmogLab

Komentarze

20.12.2019 13:31 Felek

Przede wszystkim myślimy antropocentrycznie. Lubujemy się w okrągłych datach, stąd te limity do 2 stopni C, stąd czas do 2050 albo 2070 albo 2100. W hiatorii planety to my jesteśmy jakimś krótkożyjącym acz wyjątkowy zjadliwym wirusem. Nie my pierwsi nie my ostatni zapewne, przyszliśmy i odejdziemy. Zapomnieliśmy tylko, że fizyka ma nas kompletnie za nic jej praw żaden cwaniaczek typu pinokio, makaron czy inny kłamczuszek-bajkopisarz tudzież prezesina korporacyjny - nie zmienią. Nie posłuchali naukowców fizyków chciwi ludzie więc teraz procesy klimatyczne zrobią porządek zgodnie z wytycznymi. A ponieważ człowiek nie jest nieomylny to zapewne wiemy tylko odrobinę na temat procesów globalnego ocieplenia. Tak więc nagle okazuje się, że topnienie jest szybsze niż zakładano, uwalnianie co2 i ch4 ze zmarzlin również lawinowo przyśpiesza a my dalej kłótnie przepychanki i od nowa apiać - kto się bardziej nachapie tym razem: konserwatywni bossowie mafii surowcowych czy proekologiczni producenci i wytwórcy instalacji OZE albo pojazdów elektrycznych. Dla mnie to wciąż ten sam zabawny spektakl od dziesięcioleci, w którym głównym poszkodowanym jest masa roślin, zwierząt, ludzi oraz pięknych miejsc zniszczonych do cna. A po co? Po to, żeby jakaś kutwa woziła się po świecie prywatnym samolotem czy jachtem, obrastała w piórka i wymyślała jak jeszcze sobie w życiu dogodzić bo jeszcze jej mało luksusów. Dzięki zbytkom jednostek przez ostatnie 200 lat, przez kolejne 200.000 lat być może nikt nie będzie mógł żyć, ani my ludzie ani zwierzęta ani rośliny. Do tej pory co gorsza, masa ludzi uważa że sensem ich istnienia na Ziemi jst mieć, posiadać, zabierać i anektować. Ile tylko można, bez żadnych skrupułów, bez samokontriki, bez hamulców, nieodpowiedzialniei niedojrzale jak małe, głupie dzieci. Trzeba by genetycznie wyplenić z nas syndrom wyparcia i ignorancję. Wtedy albo staniemy się w pełni odpowiedzialni i rozsądni albo poumieramy ze zgryzoty i żalu nad własnymi (licznymi i ciężkimi) porażkami.

21.12.2019 7:04 Rafał

Wy tu ciągle na tym forum odkrywacie banały o których wiadomo od tysięcy lat.
Człowieka posiada grzech pierworodny, jest słaby fizycznie, psychicznie.
Komuszkowie różni chcą za pomocą takiego oto materiału stworzyć nowy świat. Oczywiście nie wychodzi, bo nie może. Dodatkowo rozmontowują religijne hamulce i to już jest niewybaczalne.

Tak naprawdę czytając wasze wypowiedzi mam wrażenie że macie po kilkanaście lat i niewiele w główce.

Bo to ciągłe naiwne zdziwienie że ludzie to nie aniołki jest już irytujące.
Bo żeby z człowieka stworzyć człowieka trzeba poddać go już za młodu jak najbardziej stresującemu procesowi wychowawczemu. Trzeba mu wpoić że on jest niczym a Bóg wszystkim, po to aby nauczyć pokory i aby zrozumiał że nie jest pępkiem świata.

Takiego człowieka dopiero można edukować ekologicznie. Współczesne pokolenie wyhodowane przez lewych rodziców jest niezdatne do jakichkolwiek wyrzeczeń. Oczywiście można zapędzić ich na jakąś demonstracje, przyjdą w modnych ciuszkach i sobie zrobią fajną czaderską imprezkę eko.

Jestem tylko ciekaw co się stanie kiedy tym "nowym postępowym ludziom" zacznie się odbierać ich zabaweczki. Komórki, furki, ciuszki. Nie mówiąc już o ciepłej wodzie w kranie, prądzie z wrażego wungla, srajtaśmy.

21.12.2019 11:04 Miro

@RAFAŁ

Tym razem się z Tobą zasadniczo zgodzę.

Przekonuje mnie Twoje rozumienie grzechu pierworodnego jako słabości fizycznej i psychicznej - będę go podawał dalej.

Bardzo mądrze też piszesz, że "lewi' (ja to po swojemu interpretuję jak "leniwi" w szerokim rozumieniu tego słowa) rodzice wychowują niezdolne do jakichkolwiek wyrzeczeń dzieci. W rezultacie "ekologiczne" protesty i akcje tych dzieci dążą tylko do zachowania swojego wygodnickiego status quo.

Bardzo mądry głos.

Mam też kilka zastrzeżeń.

Trochę nietrafiony jest termin "komuszkowie" - chyba że przez niego rozumiesz ludzkie dążenie do wygody, powszechnej równości, niegodzenie się z wrodzonymi przypadłościami, które "prawa człowieka" mają "zagłaskać". Nie mówię, że prawa człowieka są złe - dzięki nim poziom społeczny naszego życia podniósł się niezmiernie - jednak owe prawa człowieka nie powinny nam przysłaniać brutalnej i bezwzględnej natury rzeczywistości.

Jeśli tak to rozumiesz - to tym bardziej mądrze prawisz.

Inna sprawa - na jakiej podstawie sądzisz, że tylko hamulce religijne są ok?

Wg mnie jeśli utożsamiasz hamulce z religią - to unieważniasz głębszy wymiar religii - sprowadzasz ją do "bata" na głupców, którzy bez tego bata staną się też komuszkowaci.

Przy tym religia zdejmuje z ludzi odpowiedzialność, jest wentylem bezpieczeństwa. Mój kolega - bardzo szczery katolik, przy tym człowiek niezwykle pracowity, dążący do głębokiej uczciwości, gotowy do rzeczywistych poświęceń, a w życiu rodzinnym wzór do naśladowania - zawsze powtarza, że nie żyjemy na najlepszym z możliwych światów - dlatego musi istnieć inny, lepszy świat, który wyrówna niespójność pomiędzy naszymi dobrymi uczynkami oraz intencjami oraz niedoskonałą rzeczywistością.

Ja to rozumiem, ale taki tok myślenia (niewątpliwie pozwalający zachować pion moralny) skazuje biosferę (w tym nas, ludzi) w obliczu kryzysu ekologicznego na zagładę - bo unieważnia logicznie wszelkie działania prośrodowiskowe.

Po co ratować ziemską biosferę, jeśli ona z gruntu jest niedoskonała, a przy tym "przyszłe życie" będzie i tak nieskończenie razy lepsze? Pomijam niedowodliwość istnienia "przyszłego życia" - chodzi mi o prostą logikę.

Rozumiesz, w czym tkwi haczyk?

Powiedz to milionom hakowanych ryb i żółwi, milionom zarzynanych przed Świętami ssaków, które niewątpliwie czują strach itd.

Dlatego lepszym "hamulcem" powinien być ROZUM i empiryczna NAUKA (nie religia, która - jak powiedziałem - zwalnia od odpowiedzialności za realny świat, także ludzki, nie tylko zwierzęcy i roślinny) - bo one wystarczająco dobrze potrafią wykazać, że powinniśmy się kontrolować, ograniczać i zakumać, że człowiek nie jest żadnym pępkiem świata (psychologia porównawcza i ewolucyjna bezustannie, radykalnie to podkreślają).

21.12.2019 11:18 Miro

@RAFAŁ

"co się stanie kiedy tym "nowym postępowym [oraz wszystkim innym] ludziom" zacznie się odbierać ich zabaweczki. Komórki, furki, ciuszki"

Stanie się to, co zawsze: wściekłość, bunt, ryk, poczucie zawodu i niesprawiedliwości. Bez względu na to, czy ktoś jest "komuszkiem", katolikiem, lewakiem czy "liberałem".

"Najtwardsi" będą sobie dawać po mordach, ludzie religijni będą tworzyć intelektualne spekulacje na temat "głębokiego" sensu tych wydarzeń, a naukowcy będą rejestrować wydarzenia, analizując ich powiązania z prawami fizyki - i jak zawsze będą najmniej słyszani, bo emocje (w tym tzw. "duchowe") wezmą górę.

22.12.2019 21:49 Misha_XL

@RAFAŁ
A ja jestem ciekaw, co się stanie, kiedy Twojemu bogobojnemu stadu baranów odbierze się ich zabaweczki:
- Biblie, komunie, klechy, kościoły
- i wszystkie inne śmieszne pierdoły
Pomówmy o srajtaśmie: co zrobisz, jeśli rzeczywistość postawi Cię przed wyborem - albo podetrzeć się Pismem Świętym, albo chodzić z zaskorupiałym Sam Wiesz Czym z tyłu?
Co bardziej znieważy Boga?
Przeczytaj "Mszę za miasto Arras" a zrozumiesz, do czego są zdolne bogobojne osobniki w obliczu nieuchronnego i rychłego spotkania ze Stwórcą.

@MIRO
Podziwiam. Ja tak nie potrafię, głupota mnie uradykalnia i nic nie potrafię na to poradzić,

23.12.2019 12:37 Felek

W obliczu takich rozważań, co zrobimy gdyby - jak widać; nawet my tutaj uświadomieni z przyszłością, mamy problem by jednoznacznie powiedzieć co byśmy uczynili. Jedno to powiedzieć co by się zrobiło a drugie to naprawdę coś zrobić lub nie zrobić. Często człowiek myśli, że zachowa się tak a zachowa się jednak inaczej. Również się zgadzam z tym, że mamy bardzo dziwny przekrój społeczeństwa, którzy zaczną szaleć pozbawieni swoich zabawek lub czegoś w czym byli ugruntowani jak fundament wiary czy to w Boga czy w nieomylność pieniądza. Utrata stabilności może popchnąć każdego do strasznych czynów ale nie sądzę by warto było posuwać się do zabijania. Ani w imię własnego przeżycia, ani w imię obrony samego siebie czy bliskich ani w imię wiary. Życie mamy jedno i trwa ono kilkadziesiąt lat jeśli mamy szczęście. Nieżycie mamy wieczne i trwa ono wiecznie, przykro by mi było odchodzićz tego świata wiedząc, że pozbawiłem życia iluś tam istot (choć oczywiście i tak zabiłem w swoim życiu zdecydowanie zbyt wiele owadów, płazów czy ptaków - ale cóż, młodzieńcza głupoto-ciekawość zrobiła swoje)

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    "O co chodzi"TEDx - Czy globalne ocieplenie jest faktem?, maj 2017 Klimatyczne fakty i mi(...)

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto