Katastrofa już nadeszła. Jest procesem, nie zdarzeniem.

Wiele osób spodziewa się zbliżającego się załamania – gospodarczego, środowiskowego lub społecznego – wierząc, że w porę rozpoznają sygnały zagrożenia.

Tak jakby miało być ono całkowicie oczywiste, niczym w hollywoodzkim filmie. Poprzedzone wyraźnymi ostrzeżeniami naukowców, polityków i mediów. Tak, żeby każdy mógł ruszyć do panikowania lub stawania się bohaterem.

Katastrofa tak nie działa.

Katastrofa to proces, nie zdarzenie.

Proces, który już trwa i jest widoczny wszędzie wokół nas.

Katastrofa już trwa.

Jednak w przeciwieństwie do hollywoodzkiej wizji początkowe etapy katastrofy popychają ludzi do jeszcze bardziej kurczowego utrzymywania status quo. Zamiast paniki na ulicach widzimy po prostu więcej tego, co już dobrze znamy – rządzących, desperacko usiłujących pozostać u władzy, podczas gdy większość społeczeństwa próbuje ignorować narastające problemy tak długo, jak to tylko możliwe.

Zarówno w przypadku elity, jak i większości z nas światopogląd i tożsamość opierają się na elementach trwałych, które nie rozpadają się wokół nas, dlatego świadomie pozostajemy ślepi na przejawy takiego rozpadu.

W obliczu kłopotów, o których ostrzegamy, wczesne rozpoczęcie rozważnej zmiany sytuacji osobistej ma istotne znaczenie strategiczne i taktyczne. Wielu naszych czytelników już poczyniło roztropne kroki w swoim życiu, aby zwiększyć swoje szanse na przetrwanie.

Jednak większość osób nie podejmie działań, dopóki nie będzie stanowczo za późno, aby cokolwiek zmienić.

Co jest smutne, ale być może nieuniknione, biorąc pod uwagę ludzką naturę.

Jeśli wszyscy wokół ciebie mówią, że "wszystko jest super!", może upłynąć dużo czasu, zanim dojdziesz do wniosku, że w rzeczywistości tak nie jest.

Do prawdziwej katastrofy dochodzi powoli, często bez jakiegokolwiek potwierdzenia ze strony tzw. elit politycznych i ekonomicznych, aż do nagłego ostatecznego końca.

Stopień zepsucia w Związku Radzieckim pozostał niewykryty aż do ostatecznej implozji, zaskakującej prawie wszystkich na Zachodzie (jak również w samym ZSRR!).

Podobnie pewnego dnia ludzie budzili się, a gołębi wędrownych już nie było - wymarły. Ptaki te zwykły dosłownie przyciemniać niebo na kilka dobrych godzin, kiedy migrowały w liczonych w miliardach stadach. Nikt nie planował ich wyniszczenia i praktycznie nikt nie przewidział ich wymarcia. Oczywiście jak zwykle pojawiło się kilku alarmujących dziwaków na obrzeżach społeczeństwa, ale zostali oni zignorowani, aż w końcu było za późno.

Uważam, że doświadczamy rozpadu dotychczasowego sposobu życia. Znaki są wszędzie wokół nas. Moją intencją jest zachęcenie was do zauważenia tych znaków i krytycznego rozważenia ich konsekwencji – niezależnie od narracji obecnie prowadzonej przez rządzących i media.

Podczas gdy elity finansowe starają się wykrzesać jeszcze jeden dzień, tydzień, miesiąc, rok "stabilności rynkowej", zanikają ekosystemy, od których zależy życie na Ziemi. To tak, jakbyśmy doświadczali chrześcijańskiego Wniebowzięcia, z tą różnicą, że to owady, rośliny i zwierzęta wznoszą się do niebios zamiast nas, ludzi.

Popełniając ekobójstwo

Bądź bardzo sceptyczny, kiedy przyczyny każdego nowego ekologicznego koszmaru są nazywane "naturalnymi".

Chociaż jest to możliwe, aby dany ekologiczny wypadek spowodowany był naturalnym cyklem, przypisywanie tej samej przyczyny dziesiątkom niepokojących zdarzeń na całym świecie zakrawa na grube uproszczenie.

Jak mawiają w wojsku: Raz to wypadek. Dwa razy to zbieg okoliczności. Ale trzy razy to działanie wroga.

Kończące się Australijskie lato pobiło wszelkie rekordy temperatury. Oczywiście australijskie lata są upalne, ale czegoś takiego jeszcze nie było. Wpływ upałów jest druzgocący.

Australia w obliczu bezprecedensowego kryzysu ekologicznego, podczas gdy reszta świata milczy 9 stycznia 2019

Zaczęło się w grudniu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia.

Odkryto setki martwych ptaków pływających wzdłuż brzegów rzeki Darling – ofiar "brudnego, zgniłozielonego" kwitnienia glonów rozprzestrzeniających się w spokojnych wodach małego wiejskiego miasteczka Menindee w Australii.

Sytuacja nie uległa poprawie. Setki martwych zwierząt przeszły w tysiące, gdy kryzys rozprzestrzenił się i pochłonął życie 10 tysięcy ryb wzdłuż 40-kilometrowego odcinka rzeki. Jednak najgorsze miało się dopiero wydarzyć.

Niedawno katastrofa ekologiczna eksplodowała do nowego przerażającego poziomu - nazwanego przez pewnego użytkownika Twittera "degradacją wody na poziomie wymierania". Pojawiły się doniesienia sugerujące, że nawet milion ryb zostało zabitych w tych bezprecedensowych warunkach kwitnienia toksycznych glonów.

Władze stanu New South Wales potwierdzają jedynie, że w tym zjawisku zginęły "setki tysięcy" ryb – jednak niezależnie od dokładnej liczby ofiar oczywiste jest, że ta śmiertelna klęska jest bezprecedensową katastrofą ekologiczną rzek tego regionu.

"Nigdy wcześniej nie widziałem dwóch masowych wyginięć ryb o takiej skali w tak bliskich odstępach czasu, w dodatku na tym samym odcinku rzeki" – powiedział kierownik działu rybołówstwa Iain Ellis z Wydziału Przemysłu Pierwotnego (DPI) w NSW (ABC News).

Za destrukcyjny wpływ kwitnienia glonów na lokalne leszcze, dorsze i gatunki okoni według DPI jest odpowiedzialna trwająca susza w połączeniu z wysokimi temperaturami i chronicznym niskim stanem wody (wraz z wysokimi stężeniami substancji odżywczych w wodzie), co skutkuje powstaniem toksycznej zupy glonowej (Źródło)

Widok dorosłych mężczyzn płaczących nad śmiercią 100-letniej ryby jest głęboko przejmujący. Śmierć ryby określana jest jako "bezprecedensowa" i opisywana jako "zdarzenie na poziomie wyginięcia", co oznacza, że żadna z ryb tego gatunku na długim odcinku rzeki nie przetrwała.

Możemy próbować się pocieszać, że być może było to jedynie jednorazowe zajście, zbieg niefortunnych zdarzeń i złego zarządzania infrastrukturą żeglugi śródlądowej, które doprowadziły do tego koszmaru – ale wcale tak nie było.

Jest to część większego obrazu cierpienia wywołanego upałami, z którymi przyszło mierzyć się Australii.

Jak jedna fala upałów w Australii wybiła jedną trzecią gatunku nietoperzy 15 stycznia 2019

W ciągu dwóch dni w listopadzie rekordowo wysokie temperatury na północy Australii wybiły prawie jedną trzecią tzw. latających lisów. Zwierzęta te, znane także jako nietoperze owocowe, nie były w stanie przetrwać temperatur przekraczających 42°C.

"Było to bardzo przygnębiające" – wyznaje ratownik David White w wypowiedzi dla BBC.

Eksperci twierdzą, że latające lisy nie są bardziej wrażliwe na ekstremalne upały niż inne gatunki. Ale ponieważ często gromadzą się na obszarach miejskich w dużej liczbie, ich śmierć może być bardziej widoczna i łatwo udokumentowana.

"Budzi to obawy co do losu innych stworzeń, które prowadzą bardziej skryty tryb życia" - mówi dr Welbergen. „Nietoperze za pewnego rodzaju detektory zmiany klimatu.” (Źródło)

Dwudniowa fala upałów w listopadzie zeszłego roku wystarczyła, by zabić nawet jedną trzecią wszystkich znanych rudawek (gatunku nietoperza) w Australii, gatunku wrażliwego, który już był zagrożony. Ponieważ nietoperze te są dobrze zbadane, a ich śmierć jest łatwo widoczna dla obserwatorów, rodzi się ważne pytanie: jak wiele innych mniej zbadanych gatunków wymiera w tym samym czasie?

A parada śmierci trwa nadal.

Ponad 90 dzikich koni umarło w fali upałów w Australii. (24 stycznia)

Australijska fala upałów: Masowa śmierć zwierząt i topnienie dróg spowodowane rekordowymi temperaturami (19 stycznia)

Australijska fala upałów odpowiedzialna za zgon koni, wielbłądów (24 stycznia)

Czy te dane są wystarczająco ekstremalne, żebyś uznać je za oznaki trwającej katastrofy?

Poprzednie lato było dla Australii okresem ekstremalnej suszy i upałów, a tego lata sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Może to być "nowa normalna" sytuacja w kraju, jeśli jest ona spowodowana zmianami klimatycznymi, a nie zwykłym cyklem gorąca. Jeśli tak jest, to te fale ciepła prawdopodobnie z czasem nasilą się i całkowicie zniszczą istniejące systemy biologiczne w Australii.

W pobliżu, w Nowej Zelandii, również giną gatunki.

"Jak utrata członka rodziny": to mogą być ostatnie chwile dla najświętszego drzewa Nowej Zelandii

Lipiec 2018

Najstarsze i najświętsze drzewo Nowej Zelandii znajduje się 60 metrów od śmierci z powodu choroby grzybiczej znanej jako zamieranie kauri, która nieustająco rozprzestrzenia się w całym kraju.

Tāne Mahuta (Lord of the Forest) to gigantyczne drzewo kauri znajdujące się w lesie Waipoua na północy kraju, uznawane za święte przez Maorysów, którzy uważają je za swojego żyjącego przodka.

Źródło: Wikipedia

Przyjmuje się, że drzewo ma około 2,5 tysiąca lat, obwód 13,77 metra i wysokość ponad 50 metrów. Tysiące miejscowych i turystów odwiedza drzewo każdego roku, by złożyć wyrazy szacunku i zrobić sobie zdjęcie przy jego pniu.

Obecnie przetrwanie tego drzewa, uważanego za najstarsze żywe drzewo Nowej Zelandii, jest zagrożone zamieraniem kauri. Drzewa kauri oddalone o zaledwie 60 metrów od Tāne Mahuta są już zarażone.

W wyniku wymierania kauri większości najbardziej zarażonych drzew grozi wyginięcie, a w związku z tym może dojść do całkowitego zniszczenia najcenniejszych gatunków drzew Nowej Zelandii, cenionych za ich piękno i siłę, wykorzystywanych do budowy łodzi, rzeźb i budynków.

"Nie mamy czasu, aby wykonywać zwykłe badania naukowe, musimy zacząć reagować od razu, we wszelki możliwy sposób; nie jest to idealny sposób działania, ale nie mamy już czasu" - mówi Black, dodając, że chociaż nie ma lekarstwa na wymieranie drzew kauri, istnieje szereg środków, które mogą spowolnić jego postęp. (Źródło)

Ludzie próbują uratować drzewa kauri, chociaż nie wiadomo dokładnie, jak powstrzymać rozprzestrzenianie się nowego inwazyjnego grzyba i dlaczego stał się nagle tak patogenny. Może to być spowodowane jakimś naturalnym cyklem (jeśli pominiemy fakt, że grzyb został wprowadzony i rozprzestrzeniony przez ludzi) lub może to być kolejny wskaźnik zapaści, który musimy wreszcie dostrzec.

Okazuje się, że Nowa Zelandia nie jest sama. Gigantyczne drzewa giną na całym świecie.

Baobaby w Afryce w nagły i tajemniczy sposób wymierają. Te drzewa przetrwały szczęśliwie 2 tysiące lat, a teraz nagle giną. Czy śmierć najstarszych drzew na całym świecie jest procesem naturalnym? Czy stoi za tym inny winowajca, którego musimy rozpoznać?

W Japonii lamentują z powodu rekordowo niskich połowów kalmarów. No cóż, może to po prostu przełowienie? Czy może to być kolejny sygnał, który musimy wziąć pod uwagę?

Do tego wszystkiego możemy dodać liczne artykuły naukowe poruszające temat obecnie trwającej "owadziej apokalipsy" na półkuli północnej. "Guardian" wydał niedawno następujące ostrzeżenie: “Upadek owadów: 'Niszczymy nasze systemy podtrzymywania życia’”. Badacze w portorykańskich lasach zanotowali spadek masy owadów o 98 procent w ciągu 35 lat. Czy spadek o 98 procent ma naturalne wytłumaczenie? A może dzieje się coś znacznie większego?

Wymieranie motyli także postępuje z alarmującą prędkością. Rzadko widuję je ostatni w lecie, nad czym bardzo ubolewam. Widok motyla stał się równie ekscytujący i rzadki, co zaobserwowanie smugi meteoru na niebie.

Liczebność motyli monarchów w Kalifornii spada o 86 procent

7 stycznia 2019

Camarillo, Kalifornia - liczba motyli monarchów zimujących w Kalifornii, według organizacji Xerces Society, corocznie inwentaryzującej te kultowe stworzenia, spadła o 86 procent w porównaniu do roku ubiegłego.

To zła wiadomość dla gatunku, którego liczebność już spadła o prawie 97 procent od lat 80. XX wieku.

Każdego roku w zachodnich Stanach Zjednoczonych motyle te migrują z obszarów śródlądowych do wybrzeży Kalifornii, aby spędzić tam zimę, zwykle od września do lutego.

"To był najgorszy rok, jaki kiedykolwiek widzieliśmy" - powiedziała Emma Pelton, biolożka zajmująca się konserwacją w Xerces Society, która pomaga prowadzić doroczne liczenie motyli na Święto Dziękczynienia. "Wiemy już, że mamy do czynienia z naprawdę małą populacją, a teraz mamy naprawdę zły rok i nagle jesteśmy w trybie kryzysowym, w którym mamy bardzo mało motyli".

To, co powoduje ten dramatyczny spadek liczebności, pozostaje poniekąd zagadką. Eksperci uważają, że spadek ten jest spowodowany przez zbieżność niefortunnych czynników, w tym późnych burz deszczowych w całej Kalifornii w marcu, skutków wieloletniej suszy w tym stanie, bezlitosnych pożarów, które pochłonęły kilometry kwadratowe siedlisk, a bywało, że przesycały powietrze toksycznym dymem. (Źródło)

Zwróćmy uwagę, że podane "wyjaśnienie" wini procesy w większości naturalne: niedawne sztormy, susze i pożary lasów. Uważam, że dzieje się tak dlatego, że artykuł pojawia się w amerykańskiej gazecie, więc nie wolno wspominać o neonikotynoidowych pestycydach czy glifosatach. Oba związki bardzo skutecznie dziesiątkują populację insektów - są jednak bardzo opłacalne dla rolnictwa korporacyjnego, więc póki co żadna krytyka nie jest dozwolona.

Pewnie spadek o 97 procent od lat 80. może wynikać z pożarów, suszy i deszczów. Ale to naprawdę mało prawdopodobne. Zawsze były pożary, susze i deszcze. Coś innego zmieniło się od lat 80. A "tym czymś" jest ludzka działalność, która wszędzie zwiększyła swoją gotowość do niszczenia siedlisk i rozpylania trucizn w poszukiwaniu tańszej żywności i łatwiejszego zysku.

Utrata owadów, którą obserwujemy po wyginięciu pięknego i ikonicznego motyla monarchy, jest gigantyczną flagą ostrzegawczą, którą musimy traktować poważnie. Jeśli podstawa naszej sieci żywnościowej, liczącej setki milionów lat, rozpadnie się, możemy być pewni, że skutki dla ludzi będą dramatyczne i niesamowicie trudne do naprawienia. W żargonie naukowym skutki te nazywane są "oddolną kaskadą troficzną".

W kaskadzie troficznej utrata pojedynczej warstwy piramidy pokarmowej kruszy całą strukturę. Starannie dopracowane sieci żywieniowe, które tworzyły się od miliardów lat, zostały nagle zdestabilizowane. Życie nie może się wystarczająco szybko przystosować, więc całe gatunki szybko giną. Kiedy liczba wymarłych gatunków osiąga pewien pułap, sieć nie może się odtworzyć, a życie... po prostu się kończy.

Jak wyglądałaby kaskada troficzna w prawdziwym życiu? Och, może coś w tym stylu:

Śmiertelny deficyt w sercu środowiskowej zagadki

16 października 2018

Wiosną i latem kolonie ruchliwych kaczek edredonów zwyczajnych (Somateria mollissima) i innego dzikiego ptactwa są zwykle widywane na obszarach lęgowych na skalistych wybrzeżach Morza Bałtyckiego. Tysiące podekscytowanych nowych rodziców walczy o najlepsze miejsca do budowania gniazd i łowienia pokarmu dla wymagającego potomstwa.

Jednak Lennart Balk, biochemik środowiskowy na Uniwersytecie w Sztokholmie, był świadkiem dramatycznie odmiennych scen, gdy odwiedzał szwedzkie kolonie przybrzeżne w ciągu pięciu lat od 2004 r. Wiele ptaków nie było w stanie poderwać się do lotu. Inne były całkowicie sparaliżowane. Ptaki nie jadły i miały trudności z oddychaniem. Tysiące ich cierpiało i umierało z powodu porażającej choroby. "Weszliśmy do kolonii ptaków i byliśmy zszokowani. Jasno można było zobaczyć, że coś było naprawdę nie tak. To była przerażająca sytuacja na tę porę roku" - mówi.

Na podstawie swojej wcześniejszej pracy dokumentującej podobny kryzys u kilku gatunków ryb z Bałtyku Balk nabrał podejrzeń, że choroba ptaków była spowodowana niedoborem tiaminy (witaminy B1). Tiamina jest niezbędna w krytycznych procesach metabolicznych, takich jak produkcja energii i prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego.

Ten niezbędny mikroelement otrzymuje się głównie z roślin, w tym z fitoplanktonu, bakterii i grzybów; ludzie i zwierzęta muszą go pozyskiwać w pokarmie.

"Odkryliśmy, że niedobór tiaminy jest znacznie bardziej rozpowszechniony i poważniejszy, niż wcześniej sądzono" – mówi Balk. Biorąc pod uwagę jego zakres, badacz sugeruje, że wszechobecny niedobór tiaminy może stanowić jedną z przyczyn globalnego spadku liczebności populacji dzikich zwierząt. Na przykład w ciągu 60 lat do 2010 r. ogólnoświatowe populacje ptaków morskich zmniejszyły się o prawie 70 procent, a na całym świecie gatunki znikają tysiąc razy szybciej niż naturalne tempo wymierania. Badacz ten zaobserwował niedobór tiaminy w kilku różnych gromadach. "Taka sytuacja wprawia w osłupienie. To większy problem, niż początkowo sądziliśmy". (Źródło)

To więcej niż niepokojące. To powinna być główna informacja w każdej gazecie i programie telewizyjnym na całym świecie. Powinniśmy pilnie rozmawiać o tym zaniepokojonym głosem i poświęcać ogromne pieniądze na badanie i naprawianie tej sytuacji. Minimum działań, jakie powinniśmy podjąć, to zaprzestanie odławiania małych ryb i kryla z oceanów, co pomogłoby ustabilizować łańcuch pokarmowy i pozwoliłoby zająć się odkręcaniem tego bałaganu.

Pewnie jeszcze pamiętacie ostatnie doniesienia o odkryciach wskazujących, że poziom fitoplanktonu spadł o 50 procent (tak na marginesie – jest on głównym źródłem tiaminy). I tutaj mamy do czynienia z możliwym trwaniem kaskady troficznej.

(Źródło)

Mniej fitoplanktonu to zmniejszona produkcja tiaminy. Czyli znacznie mniejsza ilość tiaminy wędrująca w górę łańcucha pokarmowego. Nim się obejrzymy, populacja ptaków morskich spadnie o 70 procent.

Jest to zjawisko, o którym już się wypowiadałem i którego bezpośrednio doświadczyłem podczas moich corocznych pielgrzymek na wybrzeże na przestrzeni ostatnich 30 lat, gdzie mewy były bardzo powszechne, a teraz praktycznie ich nie ma. Mewy!

Nim się obejrzymy, kolejny istotny łańcuch pokarmowy zniknie i zostaniemy z oceanami pełnymi meduz zamiast ryb. A może jakiś niegroźny gatunek pleśni zacznie rozrastać się w najlepsze, ponieważ sieć pokarmowa, która niegdyś trzymała go w ryzach, ulegnie załamaniu i nagle "zielona rewolucja" rolnictwa korporacyjnego zamieni się w szarobrązowy pył pełen zarodników.

Do tego przerażającego zestawienia wiadomości ekologicznych dodać należy nagłą i szybką utratę gatunków płazów na całym świecie. Jeśli jest to jakiekolwiek pocieszenie, znaleziono potencjalnego sprawcę; choć odkrycie to nie określa jeszcze rozwiązania tego smutnego problemu.

Znaleziono strefę zero apokalipsy płazów

10 maja 2018

Wiele gatunków płazów na całym świecie stoi w obliczu poważnego zagrożenia: jest nim pradawny pożerający skórę grzyb, który w mgnieniu oka może wybić żaby w całym lesie.

Ten ekologiczny superzłoczyńca, grzyb chytrydowy Batrachochytrium dendrobatidis, doprowadził ponad 200 gatunków płazów do wyginięcia lub wysokiego zagrożenia wymarciem – radykalnie zmieniając ekosystemy na całej Ziemi.

"Ze względu na jego wpływ na różnorodność biologiczną można obecnie uznać, że to najgorszy patogen w historii świata" – mówi Mat Fisher, mikolog z Imperial College London, który zajmuje się badaniem grzybów.

Obecnie międzynarodowy zespół złożony z 58 naukowców odkrył historię powstania tego pasożyta. Przełomowe badanie opublikowane w "Science" pokazuje, gdzie i kiedy grzyb ten najprawdopodobniej się pojawił: na Półwyspie Koreańskim mniej więcej w latach 50. XX wieku.

Naukowcy twierdzą, że działalność człowieka nieumyślnie rozprzestrzenia go w odległe miejsca świata, co prowadzi do wymierania płazów w obu Amerykach, Afryce, Europie i Australii. (Źródło)

Żaby, ropuchy i salamandry były absolutnie krytycznymi elementami mojego dzieciństwa i cieszyłem się ich obecnością. Nie wyobrażam sobie świata bez nich. Jednak faktem pozostaje, że przy tak długiej liście zagrożonych gatunków tak właśnie może wyglądać nasza rzeczywistość.

Ta parada okropnych ekologicznych wiadomości jest nieskończona i stale się pogarsza. I nie ma realnej perspektywy, abyśmy naprawili to na czas, by uniknąć poważnego ekologicznego cierpienia. Absolutnie żadnej.

Przecież nie potrafimy nawet prawidłowo zarządzać naszymi rzekami i jeziorami. A to jest akurat bardzo proste w porównaniu do innych problemów. Woda spada z nieba w (przeważnie) przewidywalnej objętości, a następnie dystrybuuje się ją (po uwzględnieniu strat na parowanie). Jest to liniowy i prosty proces w porównaniu do próby rozwikłania wielu problemów leżących u podstaw wymierania gatunków.

Ale takie wyzwania pojawiają się na całym świecie.

Strach i żałoba w Las Vegas: Administracja Rzeki Kolorado walczy z niedoborem wody

14 grudnia 2018 r

Na scenie w sali konferencyjnej w Caesars Palace Las Vegas, Keith Moses powiedział, że pogodzenie się z ograniczoną ilością wody w rzece Kolorado to jak utrata bliskiej osoby.

"Przypomina mi siedem etapów żałoby" - powiedział Moses. "Bo myślę, że przez długi czas tkwiliśmy w zaprzeczaniu."

Moses jest wiceprzewodniczącym grupy czterech plemion indiańskich w regionie rzeki Kolorado, w pobliżu Parker w Arizonie. Przemawiał na dorocznym zjeździe Colorado River Water Users Association.

Zaprzeczanie, o którym mówi było bólem i poczuciem winy, gdy okazało się, jak duże były luki podaży i popytu na rzece, która zapewnia wodę 40 milionom ludzi na południowym zachodzie.

Przez ostatnie sześć miesięcy przywódcy wody w Arizonie doświadczali trzeciego etapu żałoby: gniewu i negocjacji.

Spośród siedmiu stanów USA, które czerpią wodę z rzeki Kolorado, Arizona mierzy się z najtrudniejszym zadaniem ograniczenia zużycia wody i uniknięcia obniżenia poziomu wód największych zbiorników wodnych – jeziora Meada i Powella – do wyjątkowo niskich poziomów.

Kathryn Sorenson, dyrektor zakładu wodnego Phoenix, scharakteryzowała proces w ten sposób: "Interesujące. Skomplikowane. Niektórzy mogą powiedzieć nawet, że jest to trudne. "

Jeden z najgłośniejszych głosów w debacie pochodzi od małej grupy rolników z wiejskiego hrabstwa Pinal w Arizonie, na południe od Phoenix. Jeżeli obecne przepisy nie ulegną zmianie, istnieje ryzyko, że rolnicy ci mogą w ciągu dwóch lat zobaczyć, jak zasoby rzeki Kolorado sięgają zera.

Największy hodowca bawełny i lucerny w hrabstwie, Brian Rhodes, próbuje do tego nie dopuścić. Ziemia na jego polach przypomina proch, z każdym krokiem uwalniając maleńkie brązowe chmury. "Będziemy musieli zrobić duże cięcia", powiedział Rhodes. "Wszyscy to rozumiemy." (Źródło)

Mój Boże. Jeśli nie potrafimy zrozumieć, że marnowanie cennej wody z rzeki Kolorado na uprawę bawełny jest złym pomysłem, to po prostu nie ma żadnej nadziei, że uda nam się ogarnąć, aby zająć się sprawą utraty fitoplanktonu oceanicznego.

To najprostsze połączenie kropek, jakie kiedykolwiek można było zrobić. Sam Kinison, komik z lat 80., krzyknął: "TO PUSTYNIA!! PRÓBUJECIE UPRAWIAĆ ROŚLINY WYMAGAJĄCE DUŻEJ ILOŚCI WODY NA PIEPRZONEJ PUSTYNI! NIE WIDZICIE TEGO PIASKU DOOKOŁA?!? TO OZNACZA: 'NIE UPRAWIAJ TU BAWEŁNY!'".

Świat na krawędzi

Najważniejszy wniosek jest następujący: niszczymy świat przyrody. A to oznacza, że niszczymy siebie.

Wiem, że wiadomości z głównego nurtu zepchnęły tę dyskusję na ostatnie strony (o ile w ogóle ją uwzględniały), więc nie jest ona w centrum uwagi większości ludzi. A powinna.

Wszystko, co nam drogie, jest podzbiorem środowiska. Jeśli ono zniknie, zniknie wszystko. Nic innego nie ma znaczenia, jeśli aktywnie niszczymy zdolność utrzymywania życia przez środowisko Ziemi.

Niestety, tkwimy w skrajnie niebezpiecznym złudzeniu, które umieściło pieniądze, finanse i gospodarkę na najwyższym miejscu w naszej świątyni codziennego kultu.

Każdy pomysł spowolnienia lub zatrzymania wzrostu gospodarczego jest "szkodliwy dla biznesu" i z góry odrzucany jako "niepraktyczny", "niepożądany" lub "nierozsądny". Najwyraźniej nigdy nie ma dobrego momentu, żeby pomówić o końcu wzrostu gospodarczego.

Jeżeli jednak, jak coraz więcej młodych ludzi dziś zauważa, "prowadzenie biznesu" jest tylko kiepską wymówką dla nieudanego zarządzania naszymi oceanami i ziemią, to jest to idea, która wymaga ponownej oceny. Nie jest warta zachowania w obecnej formie.

Paradę strasznych ekologicznych katastrof podanych wyżej może zobaczyć każdy, kto jest gotowy otworzyć oczy. Czy jesteś gotowy? Każdy upadający ekosystem krzyczy na nas w naglących, ostrych słowach, że posunęliśmy się za daleko w naszym ciągłym wyścigu po "więcej".

Być może jesteśmy w stanie wyjaśnić każdą porażkę z osobna. Ale jako całość? Schemat jest ewidentny: mamy do czynienia z akcją wroga. To nie są przypadkowe zbiegi okoliczności.

Natura ostrzega nas głośno, że nadszedł czas, aby zmienić nasze postępowanie. Nasz model "niekończącego się wzrostu" przeterminował się. W rzeczywistości staje się już wręcz zagrożeniem życia.

Katastrofa jest w toku. Po prostu nie została zekranizowana (jeszcze).

Davos jako Przeznaczenie

Nie oczekuj, że ktoś przybędzie na ratunek.

Nasi rządzący absolutnie nie spełniają tego zadania. Jeśli konferencja w Davos jest oznaką czegokolwiek, to tego, że sami siebie skazujemy na zagładę.

Świat został przejęty przez bankierów i finansistów, którzy są zbyt pochłonięci zamiłowaniem do pieniędzy, aby zauważyć coś poza nimi lub być w jakimkolwiek stopniu przydatnymi dla świata.

Ilustrującym to przykładem jest wielki technologiczny wynalazek na dobre samopoczucie zaprezentowany w drugim dniu konferencji. Konferencyjny tłum zupełnie oszalał na jego punkcie.

Tak, moi drodzy, właśnie tego najbardziej potrzebuje teraz świat! /sarkazm

Choć jestem pewien, że książki dostarczane przez drony są wzruszającą historią, jest to kompletne odwracanie uwagi od tego, co naprawdę ważne i zupełnie pozbawione sensu w obliczu rozsypujących się oceanicznych i lądowych sieci życia.

Niestety, jest to właśnie rodzaj absurdalnego odwracania uwagi, który Davos lubi najbardziej, ponieważ pomaga uczestnikom konferencji poczuć się trochę lepiej z powodu ich niezasłużonego bogactwa. "Zobaczcie! Wspieramy dobre rzeczy!". Niewygodna prawda jest taka, że głównym celem wielkiego bogactwa jest zakłócenie procesów politycznych i reguł, aby zapewnić jego posiadaczom utrzymanie go, a nawet zgromadzenie więcej.

Drony dostarczające książki do indonezyjskich dzieci zapewniają uczestnikom Davos tego samego rodzaju dopaminę co facebookowy like 14-latkowi. Jest to tymczasowe, tanie, powierzchowne i w ostatecznym rachunku pozbawione znaczenia.

To samo dotyczy innych punktów programu mających na celu polepszenie samopoczucia. "Naukowcy" odkryli enzym zjadający plastik.

Wspaniale… Ale wiecie, co byłoby nawet lepsze? Przede wszystkim nieużywanie butelek w ogóle. Co da się osiągnąć - wystarczy zapewnić dostęp do bezpiecznej wody możliwej do zaczerpnięcia jako podstawowego prawa człowieka i stosować pojemniki wielokrotnego użytku. Oczywiście to utrudniłoby akumulację prywatnego majątku, więc zamiast tego ekipa z Davos skupia się na rozwiązaniach, które są korzystne dla nich, a nie słuszne z systemowego punktu widzenia.

W prawie każdym przypadku ekipa z Davos chce utrwalić za pomocą technologii i sztuczek przemysł i naszą kulturę konsumpcyjną takimi, jakimi są, przy tych priorytetowych założeniach próbując zaradzić powstałym szkodom. Wszystko kręci się wokół pieniędzy.

Jedyne, czego brakuje temu podejściu, to przyszłość. Ponieważ całkiem ewidentnie opiera się na ciągłym "rozwoju". Nieskończony gwałtowny wzrost. Dokładnie ten sam wzrost, który zabija wiekowe drzewa, ptaki morskie, owady, płazy i fitoplankton.

Kto chce tego więcej? Szaleńcy.

Innymi słowy, nie miejcie żadnej nadziei, że w Davos, które reprezentuje tzw. elitę z każdego znanego narodu na Ziemi, w jakiś dzielny sposób zaoferują nam wgląd w nasze ogromne kłopoty i rozwiązania nadciągających problemów. Są zbyt pochłonięci swoim własnym ego i zajęci konkurowaniem o władzę i pieniądze, by zauważyć niebezpieczeństwo, czy też w ogóle się przejąć.

Gdy bezsensownie marnują czas i zasoby na kolejne drogie zgromadzenie, świat przyrody rozpada się wokół nich. Oceany stają się jałowymi pustkowiami. Wiekowe drzewa umierają. Fale upałów topią asfalt i zabijają życie. Sieć życia pęka nitka po nitce i nikt nie jest w stanie przewidzieć, co stanie się dalej.

Innymi słowy, jeśli mieliście resztki nadziei, że "oni" w jakiś sposób uratują sytuację, lepiej pogódźcie się z jej utratą. Nic dziwnego, wybucha społeczny gniew wymierzony w głuche łupieżcze elity.

Ta sytuacja ma tylko dwa prawdopodobne wyjścia:

(1) My, ludzie, nie będziemy umieli się zorganizować, aby zająć się tą trudną sytuacją i będziemy kontynuować nasze działania aż do gorzkiego końca, aż dojdzie do jakiejś katastrofy i załamią się systemy podtrzymywania życia.

(2) Dostrzeżemy światło, zbierzemy się na odwagę i zrobimy to, co należy. Konsumpcja zostanie szybko i znacząco ograniczona, tak jak zużycie paliw kopalnych, a standardy życia mierzone ilością rzeczy przepływających przez nasze codzienne życie spadną do zrównoważonych poziomów.

Każda z tych ścieżek oznacza, że nadchodzą ogromne zmiany – prawdopodobnie dla Ciebie, a już na pewno dla Twoich dzieci i wnuków.

Podkreślę: Ogromna zmiana jest już nieunikniona i już trwa. Katastrofa już się rozpoczęła.

Kosma Lechowicz (Obóz dla Klimatu) na podst. Chris Martenson Collapse Is Already Here

Komentarze

20.03.2019 12:22 WJ

Wiecie poczułam się lepiej (o ironio...), bo zdałam sobie sprawę, że pomimio, że jestem w mniejszości, to jednak moja percepcja dostarcza mi potwierdzonego przez artykuł obrazu Świata.

Każdego dnia zmagam się z tym ciężarem, jakoś daję radę, ale chyba tylko dzięki kontaktowi z Przyrodą, jak pozostanie technologia, to "wysiadam".. A można było ją tak pięknie wykorzystać w "czynieniu Świata lepszym miejscem "

20.03.2019 12:45 Carlinfan

Czyli wszystko jak należy, wg planu - problem, reaction, solution. Nadchodzi moment, kiedy demokracja zostanie zastąpiona przez ekofaszyzm, którego charakter dyktować będą zdegenerowani do granic, władcy tego świata.

20.03.2019 13:36 Miro

Doskonały, obrazowy tekst.

@CARLINFAN

Zdefiniuj, co to jest ten "ekofaszyzm"? Kolejna teoria spiskowa? Jacyś ekofaszyści wymyślili katastrofę przyrodniczą, żeby przejąć władzę? Gdzie widzisz władzę tych "eko"? Gdzie widzisz w tym tekście zachętę do przejęcia władzy przez zdegenerowanych władców tego świata? Wymowa i argumentacja tekstu jest ODWROTNA.

Złośliwie powiem, wybacz, że za niespełna dwa miesiące matura, a nie niej test na czytanie ze zrozumieniem ;)

Niestety, większość ludzi, choćby im pod oczy podsunąć milion dowodów - to i tak nie zobaczy realnego świata - tylko spiski jakichś wirtualnych "ich", wizję zgodną z apriorycznymi poglądami osobistymi. No i jak się tu dziwić, że ludzkość nie umie rozpoznać sytuacji świata...

@WJ

Mam podobne odczucia.

20.03.2019 14:02 Carlinfan

@MIRO
Założenia tego ustroju są zawarte w dokumencie Agenda 21.

20.03.2019 14:21 Miro

No dobrze. Agenda pochodzi sprzed ponad ćwierć wieku, a jej założenia zostały zrealizowane w stopniu znikomym, przy czym realizacja wielu z nich jest nierealna w ramach obecnego systemu polityczno-ekonomicznego.
Przy tym, jaki jest związek tej Agendy z "ekofaszyzmem"?

20.03.2019 14:21 Mariusz

Carlinfan
Trzeba było myśleć drogie liberały zanim naprodukowaliście 7 mld ludzi. Ale wy podpuszczacie te 7 mld do wyprodukowania 14 mld. Wg was ma być jakoś tak, że każdy będzie sobie robił co zechce - jadł ryby, miesko jak bozia przykazała, równał z ziemią lasy, palił drzewa itp itd. A jak ktos powie że tak sie nie da, bo sie załamują ekosystemy to zaraz się go zbluzga że jest ekofaszystą. I wyjdzie po waszemu. Co nie?

20.03.2019 15:01 Carlinfan

@MIRO
Bo katastrofa jeszcze nie nadeszła. Ale system jest tak skrojony, że nadejdzie - czy to przez brak wody czy brak paliwa, co architektom systemu nie przeszkadza, bo im się nic nie stanie - są 1 procentem posiadającym ponad połowę zasobów PLANETY !!!
Jedyne co robią to ruchy pozorne, bo czy coś uczyniono z wyzyskiem krajów 3ego świata, sprowadzaniem ich do roli darmowego supermarketu i wysypiska śmieci w jednym ? No właśnie.

20.03.2019 15:02 Carlinfan

@MARIUSZ
Twoja szklana kula jest zepsuta, bo mylisz mnie z kimś innym.

20.03.2019 16:29 BIGENERGY

Trza by wykupić czas reklamowy i puszczać tego typu informacje / filmy w najbardziej oglądalnym czasie - najlepiej jeszcze z wytycznymi czego nie kupować albo nie jeść itp - hahaha - tylko jaka "popularna" telewizja na to pójdzie?

20.03.2019 18:02 rnr

Co to wlasciwie bedzie i jak swiat sie ulozy, tego nie wie nikt.
Jak swiat mialby sie przestawic z patrzenia na wszystko przez wzrost i wiecej kasy- bez jakiejs ogromnej katastrofy to chyba niemozliwe.

Co robić? Oprocz proby przynajmniej przekonywania innych, chyba faktycznie najlepiej cieszyc sie tym, co (jeszcze) jest, mniej wiecej jak napisala WJ (pozdrawiam). Spacer do lasu, w gorach, poogladanie ptakow, poki sa jeszcze takie dobre chwile mozliwe.

20.03.2019 19:50 logic

Należało by założyć żółte kamizelki póki jeszcze czas.
I pogonić elyte nawet za cenę ofiar.
Inaczej zostanie nam jedno. Jak w tym filmie Ostatni Brzeg - podać truciznę najpierw dzieciom a potem sobie.

20.03.2019 19:55 logic

@Miro
A ty naiwny jesteś jak dziewica orelańska jak byś sie wczoraj urodził.
Mając miliardy można wiedzieć wcześniej co się dzieje.

Nomenklatura uważam ma jedno wyjście - wywołanie III wojny światowej. Po pierwsze wybiją ze 4-5 mld ludzi i rozwiążą problem przeludnienia i narastających zanieczyszczeń. Głód i choroby wyeliminują resztę. Niedobitki ok 0,5 mld mają przyjąć NWO czyli super totalitaryzm gdzie człowiek będzie w zasadzie tylko żywym zombi.

20.03.2019 21:01 Witch

czy wiecie, że rozwinęła się "turystyka lodowcowa" umożliwiająca podziwianie procesu zagłady ? ludzie na wszystkim zrobią interes, póki się da...
oglądając to i słuchając okrzyków gawiedzi czułam się jak na Titanicu...

https://youtu.be/sy2ItGtC5Wk

https://youtu.be/NOMrtU_b5Jc

21.03.2019 7:27 wsciekly_kot

@ Carlinfan
tak, żaby popełniają samobójstwo bo są islamistami i to jest forma ich ekoterroryzmu. Kacza brygada samobójcza protestuje przeciwko strajkom szkolnym, a reptlianie i masoni wspólnie jeżdzą na rowerach na bar micwę.

Jutro przylatują kosmici, ale biorą na statek tylko tych w kaftanach.

Pora się obudzić i powiedzieć: to myśmy tak spieprzyli.....

Albo wykupić wycieczkę. i popatrzeć na ginące lodowce....

21.03.2019 8:02 Logic

Cielawy jestem ostatniego artykułu na ZNR o czym będzie ?
Chyba bedzie tylko - ratuj sie kto może !
Admin tylko musi zadbać zeby całe archiwum artykułów i dyskusji zachować jakoś dla przyszłych pokoleń o ile te będą.

21.03.2019 8:46 olo

Ludzie sami z siebie się nie ogarną, bo za bardzo przyzwyczaili się do wygody. Musi coś pierd.... Musi wybuchnąć jakiś wielki konflikt, albo dojść do jakiegoś wydarzenia, które odczuje cały świat w tym samym momencie. Dzisiaj większość nie patrzy na rok, dwa pięć do przodu. Ważne jest dzisiaj, teraz. Jedyna przyszłość, nad którą się zastanawiają, to na jakie wakacje się wybrać, jaki smartfon kupić na premierę, na co pójść do kina. Życie jest tu i teraz. To jest naprawdę porażające, że mamy rok 2019 a gdzie nie spojrzeć, tam można czytać idiotów głoszących, że globalne ocieplenie, to tak naprawdę naturalne i cykliczne okresy w dziejach Ziemi i człowiek nie jest w żaden sposób odpowiedzialny... W czasach, kiedy informacja jest na wyciągnięcie ręki, na dwa kliknięcia. Kiedy z każdej strony widać, że świat idzie w ruinę, nadal jest legion pierd... lemingów z klapkami na oczach, które niczego nie zauważają, albo, po prostu, nie mają zamiaru przyznać, że stoimy nad przepaścią. Dla młodzieży, która najbardziej ucierpi, bo nie zdąży nawet pożyć, ważny jest lans, lajk na FB i premiera nowej gry na konsolę. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że to wszystko w którymś momencie zniknie a oni obudzą się w świecie filmu katastroficznego, który nie skończy się po dwóch godzinach napisami końcowymi...

21.03.2019 9:42 Carlinfan

@OLO
Naprawdę porażające, że mają niezbite na to dowody to znajdzie się kolejny oszołom co sądzi, że Ziemia od tysięcy lat jest w stanie równowagi klimatycznej.

21.03.2019 13:07 Winicjusz

@ OLO
W pełni się z Tobą zgadzam, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że tak będzie.
Takie komentarze trzeba też pisać na popularnych stronach, wbić się w mainstream, takie portale jak ten mają za mało odwiedzających i cała dyskusja zanika w eterze głównego nurtu.

21.03.2019 13:22 Logic

@winicjusz
Tylko co napiszesz ? Mozna pisać na FB sam tak czasem robie.
Raz podżuciłem jednemu gostkowi blog Exignoranta przeczytał i powiedział ze tam przeczytał ze nic sie juz nie da zrobić i przestał odpisywać. Wiec pewnie dotarło i najprawdopodobniej to wyparł ze świadomości.
Potrzebna by była strona ze słodkimi kłamstwami.
Ze wystarczy cos tam poprawić i bedzie lepiej w każdym razie nikt nic nie straci.
Jesli powiesz prawdę to tak jak ZNR - komentujących stale widzę jest kilkunastu. Czytelników moze kilkuset.
To strona o tym ze ziemia jest płaska ma wiecej czytelników.
Do póki jest micha w miarę stabilnie nikt nie bedzie czytał o takich tematach. Choćby dla tego ze a nóż ten kto to pisze ma racje - wiec ja wole nie wiedziec co mnie czeka.
Chciał byś znać datę swojej smierci ?

21.03.2019 13:39 Winicjusz

Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, ale można przynajmniej próbować, przekonywać, może ktoś weźmie sobie to do serca, na serio, wyjrzy poza swoją strefę komfortu i codzienności. Chociaż z tego co obserwuję, to tylko pobożne życzenia. Z tego punktu widzenia, to wynika że powinniśmy żyć tak jak zwykle i czekać na nieuniknione, a to że są inni, którzy myślą i żyją inaczej to tylko wyjątek od reguły, nielicząca się mniejszość.

21.03.2019 15:12 Misha_XL

@WINICJUSZ
Trzeba pisać, przekonywać, próbować... W porządku. Ale co pisać, do czego przekonywać DOKŁADNIE? Bo że do ratowania planety i ludzkiego gatunku przy okazji, to wiem. Ale JAK ratować? Albo inaczej: co poświęcić dla ratowania planety i ludzkości? Tu jest właśnie pies pogrzebany... Bajeczki o zbawiennym wpływie segregowania śmieci i i jeżdżenia rowerem (no chyba że zimno, albo pada, albo daleko...) miały swój sens czterdzieści lat temu. Teraz jest za późno na metodę małych kroczków, na teksty w stylu "edukowanie społeczeństwa trzeba od czegoś zacząć".Nie ma czasu.
Wcale nie twierdzę, że nic nie da się zrobić. Da się, tylko ludzkość tego nie zrobi, choćbyśmy nie wiem jak przekonywali - ponieważ jedyne, co można dzisiaj zrobić, to PRZESTAĆ TYLE ŻREĆ, zarówno dosłownie (widziałeś ulice amerykańskich miast?) jak i w każdym innym sensie.
Problem w tym, że jeśli przestaniemy żreć, światowy system gospodarczy padnie na mordę. To nie będzie kryzys, tylko całkowita ruina. Pieczołowicie zbierane papierki z nominałami staną się nic niewartą makulaturą. Zabezpieczenie socjalne: emeryturki, zasiłki, publiczna służba zdrowia - zostanie wspomnieniem.
Wyobraź sobie, że Greta Thunberg przekona w rok trzy czwarte ludzkości do rezygnacji z podróży samolotem. Bankrutują linie lotnicze, producenci maszyn, ich podwykonawcy, lotniska. Tracą fundusze emerytalne, które utopiły miliardy w akcjach bankrutów. Gospodarka chwieje się w posadach - a to tylko jeden niewielki wycinek Wielkiego Żarcia Ludzkości, z którego trzeba zrezygnować.
Oczywiście można ten proces rozłożyć - dajmy na to - na czterdzieści lat, wtedy gospodarka nie ucierpi. Problem w tym, że nie mamy czterdziestu lat.
I jak tu nie być pesymistą?

21.03.2019 15:26 wsciekly_kot

@Misha
Sama prawda.

21.03.2019 16:04 SONAER

Systemu gospodarczego oderwanego od praw przyrody nie da się naprawić. Musi powstać nowy i kiedyś powstanie - bez pieniędzy i bez takich pojęć jak zysk czy wzrost gospodarczy. Jednak zanim ludzkość do tego dojrzeje, kilka czy kilkanaście pokoleń przejdzie gehennę.

21.03.2019 17:52 olo

@ Sonaer
Jeśli elity na czas nie zwieją na Marsa to z ludzi zostanie pył. Jeśli temperatura skoczy w górę, to uruchomią się dodatkowe sprzężenia zwrotne. Do CO2 dojdzie Metan z Syberii, z dna Oceanu, z innych miejsc. Kto miałby tu przeżyć w temperaturach wyższych o kilkanaście stopni? Z roztopionymi biegunami? Z jednym wielkim oceanem, podgrzanym do takiej temperatury, że wiejące wiatry mają prędkość huraganu F7? Ogrzewająca się planeta, od pewnego momentu ogrzewa się już bez niczyjej pomocy... zresztą to już się dzieje. Po takim obrazie Ziemi, następne, to już tylko drugie Wenus w Układzie Słonecznym.

21.03.2019 18:16 Carlinfan

No, no. A ja wam mówię, że za 5000 tyś lat będzie o wiele zimniej niż teraz. Zapamiętajcie moje słowa ;)

21.03.2019 19:53 Miro

MISHA_XL
To jest niestety prawda. Jednak może mamy więcej czasu niż 12 lat, żeby złagodzić upadek i liczyć, że w miarę stopniowego pogarszania się sytuacji ludzi będą się stopniowo opamiętywać i przestawiać na lepsze tory. Jednak szansa nawet na taki w miarę "optymistyczny" scenariusz też jest znikoma. Bo prawda jest taka, że prawie nikt z nas nie zdobędzie się na oddanie ze swojej pensji (pomijam problem milionerów) np. 10% na wykupienie za nie choćby jakiegoś terenu na park narodowy albo na spalenie w piecu tych 10% - w celu redukcji wzrostu. Statystyczny człowiek 100 zł dla tej sprawy nie poświęci...
Jeszcze jakaś szansa na odsuniecie wyroku w czasie leży wg mnie w technologii energetyki termojądrowej albo chociaż w masowym zastosowaniu energetyki jądrowej. Odsunięcie wyroku w czasie.
Druga opcja to liczenie na to, że w niedalekiej przyszłości ludzkość znajdzie jakieś inne rozwiązanie, którego teraz nie widać (kiedyś miasto tonęły w końskim nawozie i nie widziano rozwiązania problemu, a nagle pojawiły się samochody i konie z miast zniknęły).
Na razie pozostaje taka postawa jak przedstawiona w tym wywiadzie (jego druga połowa):

https://www.youtube.com/watch?v=Va_F0QVaO8A

21.03.2019 21:20 Wojtek Sz.

Ja jestem gotowy poświęcić te 10%, ale na razie nie ma wielu takich inicjatyw, które by miały przełomowe znaczenie, aby tę kasę poświęcać.

21.03.2019 21:29 Logic

@Miro
Ja moge te 10% dac na butelki z benzyną dla żółtych kamizelek. Obalenie edtablischmentu od tego uwazam należy zacząć.

21.03.2019 21:30 Ktos

Miro
oddać 10 % z miliona a oddać 10% ze 100 zł nie ma co porównywać ile pierwszy wniesie porównując do drugiego. Jednak ten pierwszy będzie dalej zyl na niezmienionym poZiomie a drugi moze może nie zamknąć domowego budzetu

21.03.2019 22:33 Miro

Mnie chodziło o zasadę, nie o precyzyjne liczby. Ale pomijając osoby naprawdę biedne, przytłaczająca większość mieszkańców np. Europy nawet by nie zauważyła odjęcia tych 10%, gdyby sobie trochę myślenie i priorytety przestawiła. Parę gadżetów na miesiąc mniej, parę szmat mniej, trochę talerzy w domu mniej, parę piw czy obiadów w Pizza Hut mniej, wczasy krótsze o trzy dni itd. No powiedźcie, że nie mam racji?

21.03.2019 22:40 Ktos

Miro no masz ale mało kto tak zrobi

21.03.2019 23:19 adaś

@Miro
Ja odjąłem sobie nawet więcej jak 10%. Pracuję trochę mniej ostatnimi czasy, mniej zarabiam i mniej wydaję. Za to wiecej odpoczywam.
Natomiast nie mam zamiaru być prorokiem co do przyszłości, tak jak wielu.
Spodziewam sie że będzie inaczej niz teraz, ale jak tego nie wiem. Jeden dobry wybuch na Słońcu albo wybuch Yellowstone i co ? Nawet gdybyśmy wiedzieli że któreś z tych zdarzeń wystąpi to skutków do końca nie przewidzimy.

21.03.2019 23:23 logic

@Adaś
Nastawiaj się raczej na wybuch jądrowy i wybuch kryzysu gospodarczego.

22.03.2019 11:03 Marcin Leszczyński

Problem w tym, że po osiągnięciu szczytu wydobycia ropy naftowej (w tym roku, albo w ciągu kilku dosyć prawdopodobne) zakłada się spadek produkcji światowej o 3-7% rocznie.

Poziom życia w 19 wieku - to jest to co nadchodzi - i to optymistycznie, może plus trochę więcej wiedzy naukowej, trochę OZE, ale równoważone nieco przez większe zaludnienie, zanieczyszczenia, zaburzone ekosystemy, zmiany klimatu i brak umiejętności np. uprawy żywności przez większość ludzi.

Także mówię o farmerach wielkoobszarowych.
Co innego robić to maszynami, nawozami sztucznymi, wodą kopalną i pestycydami, a co innego robić to bez tego wszystkiego plus zubożała gleba, zmniejszoną bioróżnorodność, zmiany klimatu...

Pesymistycznie może dojść do wielkiej wojny o zasoby jak w falloucie... i każdy scenariusz pośrodku

22.03.2019 11:33 Carlinfan

Rok 1984 George Orwell - poczytajcie to z grubsza poznacie przyszłość, chyba że kosmos wygładzi naszą pasożytniczą cywilizację.

22.03.2019 12:13 Winicjusz

Albo wybuch III WŚ...
pytanie tylko czy byłałby to wojna nuklearna.
USA byłoby na rękę gdyby Korea Pn. Iran i inne państwa tej broni nie miały, tylko Ameryka i Rosja. A może taka wojna miałaby charakter cybernetyczny - paraliż systemów finansowych i gospodarki konkretnych krajów?

22.03.2019 12:24 Carlinfan

@WINICJUSZ
Gdyby państwa przeciwne systemowi narzucanemu z USA nie miały opcji obrony, to już dawno były by tym czym dziś jest Timor Wschodni, Irak albo Libia.

22.03.2019 12:54 SONAER

Kolejna wojna światowa, jeśli do niej dojdzie, będzie wojną nuklearną, która zniszczy życie roślinne i zwierzęce na północnej półkuli.
Byłaby to już czwarta wojna światowa, ponieważ pierwszą o zasięgu globalnym była wojna siedmioletnia:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_siedmioletnia

22.03.2019 17:27 PL

WEDŁUG WYLICZEŃ SUPERKOMPUTERA Z AUSTRALIJSKIEGO MIT ZAGŁADA LUDZKOŚCI ZACZNIE SIĘ W 2020 I ZAKOŃCZY W 2040

https://menway.interia.pl/obyczaje/nauka/news-koniec-swiata-w-2040-za-rok-posypie-sie-apokaliptyczne-domin,nId,2835800

W 2017 r. hakerzy przekroczyli krytyczną granicę

https://exignorant.wordpress.com/2019/03/18/w-2017-r-hakerzy-przekroczyli-krytyczna-granice/

22.03.2019 18:17 Paweł

Nie ma się co dziwić, że świat wygląda jak wygląda, skoro ludzie są idiotami. Wystarczy poczytać taki portal "zmiany na ziemi". To, co tam wypisują ludzie w komentarzach, to jakiś dramat. Ciemna masa żyjąca spiskami i chodząca z klapkami na oczach, jak konie - wio i do przodu... Mając takie społeczeństwa, ludzkość w jakiś sposób zasługuje chyba na swój los... przykre to bardzo.

22.03.2019 19:17 Logic

@Paweł
Sądząc po tym co wyprawia tzw. elyta to te teorie nie są pozbawione podstaw.

22.03.2019 19:27 Marcin Leszczyński

@Paweł

Tu też piszą różne ciekawe rzeczy np. o kosmitach ^^.

Myślę, że ludzie są łatwi w manipulowaniu.
Wystarczy zobaczyć ilu ludzi wierzy w takie rzeczy jak lewoskrętna witamina C, witamina b17, chemtrails, dr. Zięba, nanochipy w coli, szczepionki wywołujace autyzm, leczenie autyzmu, detoks organizmu, leczenie boreliozy miesiącami... można tak wymieniać.

A wystarczy sprawdzić to co się czyta, pomyśleć trochę i zaakceptować prawdę - z tym ostatnim chyba ludzie mają największy problem...

23.03.2019 9:18 pole torsyjne

@ Marcin Leszczyński niektórzy wierzą w ocieplanie się klimatu, teorię strun, teorię wielkiego wybuchu, splątanie kwantowe, i diabli wiedzą w co jeszcze, a ilu jeszcze wierzy w Boga prawdziwego ?
nauka najprostsze kwestie rozstrzyga metodą długotrwałych często kosztownych badań a wyniki wtłacza do młodych głów na podobieństwo tuczu gęsi
nie pytając o zgodę, szkoła nakazuje uczniom rozumieć te wyniki cudzych dociekań szybko i bez szemrania pod groźbą wykluczenia, zepchnięcia na margines
a ostatecznie liczy się tylko to co jest naszym doświadczeniem reszta to tylko teorie i namiary ewentualną Prawdę
osobiście nie mam doświadczenia kulistości ziemi
mój dziad chodził po płaskim, mój ojciec i ja tak samo.

23.03.2019 9:39 Carlinfan

@POLE TORSYJNE
Czym się różni Bóg prawdziwy od fałszywego ? To znaczy, który jest który ?
Bo na chłopski rozum, ten prawdziwy to pieniądz, a reszta jest fałszywa, wyimaginowana, czyli taka w których trzeba wierzyć, bo dowodów się nie uzyska. A prędzej uzyska się dowód na splątanie kwantowe niż istnienie Boga, w postaci starego pana w chmurach :)

23.03.2019 14:00 Miro

No to mamy na forum - jak by nie było - popularnonaukowym - wroga nauki i prawdopodobnie płaskoziemca :)

@POLE TORSYJNE

Doświadczenia Australii też nie masz, zatem Australia nie istnieje, a szkoła ucząc - pod groźbą wykluczenia - wtłacza do młodych głów na podobieństwo gęsi "teorię" o Australii?

Jak chcesz mieć doświadczenie kulistości Ziemi - to poleć samolotem do Australii, a potem leć dalej w tym samym kierunku, a wrócisz do Polski. Po płaskim to się nie uda :)

Jak to powiadają: g...ch nie sieją :)

24.03.2019 10:36 Mariusz

Marcin Leszczyński
Co prawda nie wierzę w chemtrailsy, chipy w coli czy podobnie głupie rzeczy ale ... w inne juz bardziej :-). Jedno zdiagnozowane na różne sposoby jako autystyczne dziecko zostało wyleczone przez bliską znaną mi osobę przez półgodzinny zabieg uzdrawiający wykonywany NA ODLEGŁOŚĆ. Na drugi dzień dziecko juz zaczęło normalnie mówić(wczesniej nie mówiło w ogóle).

24.03.2019 13:08 pole torsyjne

@Carlinfan
różni się prawdziwością, bóg fałszywy wprowadza dysharmonię, zgrzyt. jest natrętny i upierdliwy, chce ulepszać.
https://www.youtube.com/watch?v=fZqrMaAzYco
@Miro
wiem o Australii bo byłem w zoo i widziałem kangura. samolot to zły pomysł
https://www.youtube.com/watch?v=4cK6nYpKNvc

24.03.2019 18:07 pole torsyjne

https://www.youtube.com/watch?v=hsSGJlA3vuw

24.03.2019 19:08 adaś

A ja wrócę do początku artykułu
"katastrofa jest procesem, nie zdarzeniem "
Właśnie wróciłem z dwudniowego wyjazdu do Puszczy Drawskiej.
Co mogę powiedzieć ? Na oko żadnej katastrofy nie widać.
Po drodze i na miejscu widziałem to co zawsze od 37 lat tam widuję.
Dzik, zajaczek, sarenka, w oddali stado jeleni.
Na gniazdach pierwsze bociany.
Na polach żurawie ( pierwszy raz w życiu widziałem stado ponad 40 szt )
Nad jeziorem łabędzie, kaczki, kormorany.
Odzywał się bąk ( taki ptak co wydaje odgłos jakby ktos dmuchał w butelkę )
W strumyku widziałem raka, cztery okonie, i wielkie stado uklejek.
W wodzie larwy chruścików, jakieś żuczki i nartniki.
Dwie żaby, jedna w wodzie, druga w lesie.
W powietrzu latały złotooki, jakieś muszki i kilka motyli. Jeden duży, bardzo ładny, może Rusałka żałobnik. Były pierwsze dwa trzmiele.
Rano budził mnie ptasi koncert i stukanie dziecioła.
Jedyne co mogło wzbudzić podejrzenia to to że jest koniec marca a nie połowa kwietnia.

Gdy ktoś tam mieszka, gazet nie czyta, włączy czasem TVN i usłyszy jak to strasznie że PiS rządzi. Potem obejrzy jakis serial i skoki narciarskie...
O znikaniu lodowców nic nie wie, o przełowieniu oceanów cos tam słyszał, ale na razie bardziej go interesuje czy będą grzyby których zbieraniem sobie dorabia. A grzyby będą.

Nie dziwcie sie zwykłym ludziom, są miejsca gdzie naprawdę żadnej katastrofy nie widać

24.03.2019 20:47 Ludomir

Adasiu
Dramat tej katastrofy polega na tym, że czy ją widać czy nie, nic nie możemy zrobić by ją powstrzymać. Jedynymi wygranymi są ci z wierzących, którzy w swoim sumieniu maja pewność , że zasłużyli na zbawienie. Pozostałym pozostaje wyparcie lub odnalezienie sensu w bezskutecznym działaniu dla przeciwdziałaniu katastrofie. Wielu z użytkowników tego portalu bierze udział w tym boju o imponderabilia. Rozumiem ich bo to jedyne sensowne działanie. Nie dotyczy to sprawców tej katastrofy, głosicieli poglądów, że chciwość jest dobra. Z reguły mają dość zasobów by miło spędzić pozostały czas choć nie zazdroszczę samopoczucia na końcu drogi. Jestem bowiem z racji wieku przekonany, że sensem życia jest gaśniecie w świadomości, że zrobiliśmy w dobrej sprawie wszystko co w naszej mocy. .

25.03.2019 0:12 Miro

@ADAŚ

Oczywiście, masz rację, często zmiany (na razie) są w wielu miejscach subtelne. Zapewne miejsce, o którym piszesz, kilkaset lat temu było nieporównywalnie bogatsze przyrodniczo, a od jakiegoś czasu jest w miarę stabilne, aż do następnej zapaści. To jest tak jak z kwiatkiem doniczkowym - rośnie latami bez zmian, chociaż w promieniu kilku kilometrów wyrąbano 100 hektarów lasu. Na razie ten kwiatek ma stabilne warunki. Do czasu.

@LUDOMIR

Sprawcami katastrofy nie są jacyś wybrani głosiciele poglądów, że chciwość jest dobra, czyli milionerzy, prezesi itd. Sprawcami tej katastrofy jesteśmy wszyscy, jako gatunek - psychopatyczni milionerzy nie wzięli się znikąd (w jeśli ich rozebrać "na czynniki pierwsze" - to ich motywacje są takie same jak mieszkańców M3), przy tym większość niemilionerów bardzo pragnie nimi być i szaleć na przysłowiowych Szeszelach.
O degradację Ziemi obwinia się ostatnio neoliberalizm. To jest niestety za tanie wyjaśnienie.
W historii ludzkości było mnóstwo ustrojów, a degradacja środowiska postępuje od tysięcy lat. Prawdopodobnie najprostszym (i najprawdopodobniejszym) wyjaśnieniem jest sama konstrukcja ludzkiej natury, czyli nadmiar świadomości, świadomości śmierci, która to świadomość skutkuje chęcią zalepienia egzystencjalnej dziury posiadaniem, chciwością, pragnieniem władzy, religiami itd.
Dlatego katastrofa będzie dalej postępować. Ropa będzie wydobywana, lasy wycinane, nowe technologie pozyskiwania energii opracowywane w imię dobrostanu wydobywających lub ich dzieci. A jak wybuchnie wojna nuklearna - to tak samo w imię upragnionej nieśmiertelności danego narodu.
Co do złego samopoczucia "chciwców" na końcu drogi, wątpię, by mieli jakieś wyrzuty sumienia w tej chwili ostatecznej. Bo niby skąd mieliby wziąć poczucie moralności w chwili śmierci, jeśli całe życie go nie mieli?
Trafnie o tym pisał Mickiewicz. Twierdził, że chwila śmierci jest pointą, wnioskiem naszego życia, a nie oświeceniem.

25.03.2019 12:19 WJ

@LUDOMIR
Twoje komentarze, choć są boleśnie realne, to dają ulgę, że Autor Jest i Rozumie.

25.03.2019 13:12 adaś

@Miro
Co do chwili śmierci to sądzę że się mylisz.
Ostatnie słowa mojego wujka : Gdybym wiedział że tak to się kończy to bym żył inaczej.
Bardzo wielu ludzi ma właśnie taką refleksję.

25.03.2019 14:35 Ghost

Z Globalnym Ociepleniem, jest jak z nieuleczalną chorobą. Ludzie mają silny system wyparcia i tak naprawdę w wielu przypadkach są tchórzami, dużymi dziećmi, które nie potrafią wziąć odpowiedzialności za swoje działania i życie. Jest przecież wielu takich, których coś boli, coś im dolega, ale zamiast iść z tym do lekarza, to wolą szukać pocieszenia w Internecie i oszukiwać się jeszcze pół roku, miesiąc, jeszcze jeden dzień, byle nie dowiedzieć się, że to może coś poważnego... Taka to nasza mentalność, że musi się coś potężnie spier...ić, żeby człowiek otworzył oczy. Tyle tylko, że jak w przypadku ciężkich chorób, zbyt późna diagnoza w niczym już nie pomoże. Upadek ludzkości można było cofnąć, ale wiele lat temu, kiedy był na to czas. My jesteśmy takim pacjentem, który mino, że wiele lat temu otrzymał diagnozę, to koniec końców nie zdecydował się na leczenie. Głupi płaci często najwyższą cenę.

25.03.2019 14:44 wsciekly_kot

@Ludomir
Dziękuję za towarzystwo, zawsze milej w grupie.
Samemu więcej bym pił żeby zagłuszyć dni kiedy naprawdę się boję. To powoli zaczyna wyglądać jak forum wzajemnego wsparcia dla nadwrażliwców......

25.03.2019 15:27 WJ

@WSCIEKLY_KOT

"To powoli zaczyna wyglądać jak forum wzajemnego wsparcia dla nadwrażliwców......
To moja południowa myśl- konstatcja była . Przechwyciłeś ją? :))));)

25.03.2019 18:08 Tummeq

Nie wiem czy dla "nadwrażliwców". Raczej dla tej części populacji Homo Sapiens, w której umyśle istnieje dalsza perspektywa czasowa i przestrzenna.
Nie wiem czy ogladacie / czytacie Guya McPhersona. Mówi on, że możliwe, że może było za późno na zatrzymanie tego procesu już gdy Homo Sapiens wynalazł sposób na kontrolę ognia. Wydaje się nam, że jesteśmy lepsi od reszty istot, ale przecież mamy też wady, które bardzo utrudniają refleksję. Wielu z nas nie przepada za rzeczywistością: uciekamy w używki, telewizję, internet. Musimy przyjmować substancje, żeby nie zwariować. W takiej sytuacji brak jutra nie jest taki zły. W takiej sytuacji liczy się człowiek, a nie ekosystem. W takiej sytuacji wybieramy polityków, którzy pomogą nam ten ból istnienia zagłuszyć pieniędzmi. Wiecie, że są (chyba polskie) badania pokazujące, że liczenie banknotów zmniejsza lęk przed śmiercią? (przy okazji polecam the Death Hangout)
Guy McP mówi też, że należy czynić dobrze niezależnie od efektów. Czynienie dobrze niezależnie od efektów to w psychologii tzw. spójność - oznaka zdrowia psychicznego. A Homo Sapiens tak lubi naciągać zasady: przejśc na czerwonym świetle. Niewielu osobników osiąga stan spójności: wyższego człowieczeństwa. Większość z nas ma to w nosie. Chcemy zjeść, wypić i zrobić dziecko.
Myślę, że najlepsze co możemy teraz zrobić to pracować nad osiąganiem tego wyższego człowieczeństwa. Tylko tyle i aż tyle mamy do zrobienia.

25.03.2019 18:09 Felek

W istocie, mnie ostatnio uspokaja już tylko obcowanie z naturą, las, jezioro, rzeka i nieco pomaga też muzyka, którą lubię i ASMR, który bardzo mi się spodobał.

25.03.2019 19:33 Logic

@wsciekly_kot
Widzę ze nie jestem sam.

26.03.2019 12:43 wsciekly_kot

@WJ
Nie umiem się ładnie wyrażać, prosty człowiek ze mnie. Więc pewnie przechwyciłem^^

Żona mi zawsze dogryza jak coś ładnie powiem że albo usłyszałem od kogoś i powtarzam, albo przeczytałem i zapadło mi w pamięć.
@Tummeq
"Myślę, że najlepsze co możemy teraz zrobić to pracować nad osiąganiem tego wyższego człowieczeństwa. Tylko tyle i aż tyle mamy do zrobienia."

Też tak uważam.

26.03.2019 12:53 Felek

@WSCIEKLY_KOT

Jak Cie żona chwali i tak nawet dogryza, że coś od kogoś usłyszałeś bo się za ładnie wyrażasz, to znaczy, że Cie kocha i lubi sobie z Tobą pożartować. Ciesz się, doceniaj to i niech ten stan trwa jak najdłużej. Z własnego doświadczenia wiem, że to chyba najważniejsza rzecz w związku dwojga ludzi. A być może to jest jedna z ostatnich rzeczy jaka nam została, doceniać się wzajemnie i bliskość drugiej osoby, a nie cierpieć samotność w świecie sytuacji beznadziejnych, które otaczają nas z każdej strony.

26.03.2019 20:26 Ludomir

@Miro
Patrząc na niezaplanowany eksperyment na Wyspie Świętego Mateusza można powiedzieć, że przyczyną katastrofy jest nasza zwierzęca natura https://www.focus.pl/artykul/megakrach-przyszlosci
Tyle, że nie natura a kultura dała nam moc nie tyko samozagłady, na co stać renifery, ale moc cofnięcia ewolucji o miliony lat a możne nawet zniszczenia życia jeśli ziemia utraci w wyniku naszej aktywności atmosferę. Dlatego upatruję źródeł upadku w chciwości jako produkcie kultury. A co do sensu życia to jest on zawsze indywidualnym przeżyciem. Pisząc o samopoczuciu chciwca miałem na myśli wyłączne wymiar straty jaka musi być, w chwili śmierci, jego udziałem.

27.03.2019 11:09 Marcin Leszczyński

@Mariusz

1. Może dziecko nie miało autyzmu?
2. Brak mowy nie jest wyznacznikiem autyzmu.
3. Autyzm to inna budowa umysłu, a tego nawet media nie potrafią zmienić, co dopiero jakiś oszołom, który wierzy, że to potrafi.

Rodzice niestety przechodzą często przez takie etapy wyparcia i robią eksperymenty na swoich dzieciach (np. chelatacje, albo leczenie latami boreliozy antybiotykami aż do grzybicy wewnętrznej organizmu), co paradoksalnie utrudnia wdrożenie np. AAC.

Rodzice często chcą wyleczyć, zamiast zaakceptować własne niepełnosprawne dziecko i skupić się na poprawie funkcjonowania.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto