Ceny urzędowe, fake news, populizm.

Jan-Werner Muller w jednej z bardziej obiektywnych książek o populizmie podał przykład irracjonalnej, ślepej uliczki, w jaką sami populiści mogą popaść. Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro (następca Hugo Chavesa) próbował zwalczać inflację (i „burżuazyjnych pasożytów”) wysyłając żołnierzy do sklepów RTV/AGD, by przyklejali etykiety z niższymi cenami na produktach. W ostatnich dniach 2018 roku polski Parlament wydał rozkaz prewencyjnego przeklejania etykiet z cenami energii.

Maduro wprowadził też piątki wolne od pracy w sektorze publicznym (parę tygodni później powiększył pulę dni wolnych również o środę i czwartki, itp.). W efekcie jego kraj zaczął się mierzyć z największym kryzysem ekonomicznym od objęcia władzy przez socjalistów w 1999 roku. Sam sfałszował wybory prezydenckie, ale jego partia przegrała wybory parlamentarne z opozycyjną Koalicją na rzecz Jedności Demokratycznej.

A wszystko to przez uzależnienie się od kopalin energetycznych. Od lat 70. dosłownie tonąca w ropie naftowej Wenezuela (10% światowego wydobycia; obecnie 2%) niemal nic nie czyniła w kierunku zmniejszenia swojego uzależnienia od ropy. Całkowita nacjonalizacja sektora naftowego w 1976 (powołanie Petroleos de Venezuela) musiało prowadzić do nieszczęścia. Sugestywnie, w języku polskim, opisał to ekonomista Narodowego Banku Polskiego Paweł Kowalewski w artykule „Ropa mogła dać bogactwo Wenezueli, ale ją pogrążyła”. Kraj i samą siebie pogrążyła energetyka, która nie mogła pokryć swoich rosnących kosztów i zamiast rozwiązywać problemy, tylko je pudrowała.

Rada UE i Komisja uważają, że dezinformacja (potoczne „fake news”) to fałszywa, niedokładna lub wprowadzająca w błąd informacja, stworzona, zaprezentowana i rozpowszechniana dla zysku lub rozmyślnego spowodowania szkody publicznej. Ostrzegają, że może ona służyć manipulowaniu np. polityką klimatyczną, wpływać na bezpieczeństwo i finanse, ochronę środowiska i zdrowia, osłabiać zaufanie do nauki, stanowić narzędzie do manipulowania procesami wyborczymi.

Od dawna w Polsce i jeszcze nigdy w polskiej energetyce nie było takiego nasilenia populizmu wspieranego fake newsami, jak to miało miejsce 28 grudnia 2018. To, co się stało w Parlamencie w czasie sławetnych (przejdą do historii) piątkowych debat w sprawie ustawy o cenach energii i w trakcie głosowań nad jej przyjęciem, to wygrana polityki nad prawem i odpowiedzialnością. W następstwie polityka energetyczna i energetyka rozumiana jako przewidywalny rynek, z końcem br. przestały istnieć; stały się wyłącznie oszukańczą polityką. To, co się stało, to jednocześnie synonim upadku tradycyjnie rozumianego państwa („państwowcy” utożsamiali je kiedyś z odpowiedzialnym i mówiącym prawdę rządem), które przestało dbać o interesy tych obywateli, którzy mają plany na życie po 2019 roku i tych, którzy mają swoje dzieci i z troską myślą o ich przyszłości. To jest też klęska opozycji, która uczestnicząc w populistycznym spektaklu głosowała niemal jednomyślnie za pustym hasłem „ceny energii nie wzrosną”. Poza nielicznymi wyjątkami, bez sprawdzenia wyliczeń, poparła szkodliwą dla Polski propozycję Ministerstwa Energii i nie wykazała się zdolnością do sformułowania jakiejkolwiek szerzej alternatywy.

Wiadomo, że trudno i rządowi i opozycji walczy się z piętrową dezinformacją w czystej postaci (opartej na jednoczesnym, zamąconym powiązaniu kwestii gospodarczych, technologicznych, społecznych, politycznych i ideologicznych). Ale jeżeli zarówno rząd jak i opozycja wiedzą, że zamiast w królewskie szachy kluczowy gracz (cały resort energii) gra w „podwórkowego dupniaka”, to powinna tego gracza najpierw wyeliminować „politycznie” (taki "partyzant" jest bowiem groźny dla obu stron), a potem radzić w ważnych dla Polaków sprawach społecznych i technologicznych.

Były dwa etapy dramatu, z których pierwszy to rządowy projekt ustawy z 21 grudnia o podatku akcyzowym oraz innych ustaw, mających zapobiec podwyżkom cen energii elektrycznej. Była to propozycja niechlujnie napisana, ale do przedyskutowania i poprawienia, była też okazją do dokonania solidnej diagnozy i uzyskania szerszego konsensusu w systemowym rozwiązaniu problemu (zyskałby na tym także rząd).  Jest faktem. że propozycja ta nie pozwalała zrealizować fasadowej obietnicy, że "cena energii nie wzrośnie", ale pozwalała ten wzrost (dla niektórych odbiorców") ograniczyć bez większych szkód. Natomiast skomplikowana autopoprawka przedłożona na dzień przed kluczowymi głosowaniami uniemożliwiła merytoryczną dyskusję i pogrążyła w kłopotach nie tylko opozycję, ale też sam rząd.

Co więc ostatecznie się stało w efekcie bezmyślnych głosowań nad słabymi lub niedobrymi propozycjami:

  1. Zmniejszenie stawki podatku akcyzowego na energię elektryczną z 20 do 5 zł/MWh, co ma kosztować budżet państwa 1,85 mld zł (źródło pokrycia tej wyrwy w budżecie państwa podano tylko dla 2019 roku; w kolejnych latach trzeba będzie zapewne wymyśleć inne podatki lub mechanizm przestanie działać)
  2. Zmniejszenie stawki opłaty przejściowej na rachunkach za prąd o 91-96% (w zależności od grupy taryfowej), co ma kosztować wytwórców energii z węgla 2,24 mld zł (są wątpliwość co do precyzji tych szacunków)
  3. Utworzenie, celem zamrożenia cen energii i kosztów dystrybucji z 2018 roku, Funduszu Wypłaty Różnicy Cen (FWRC) o niejasnych źródłach przychodów (nie ma na to żadnego dowodu np. w ustawie budżetowej, a jedyne wskazane w uzasadnieniu źródło - sprzedaż zaoszczędzonych upewnień do emisji), ma służyć pozyskaniu 4 mld zł na rekompensaty dla spółek energetycznych działających w obszarze obrotu i dystrybucji energii produkowanej z węgla (tej informacji nie ma w OSR)
  4. Utworzenie Krajowego Systemu Zielonych inwestycji (KSZI), który też rzekomo ma być zasilony kwotą 1 mld zł (ale tu przynajmniej wskazane źródła przychodów – sprzedaż niewykorzystanych uprawnień do emisji CO2)

W ten sposób „lekką ręką” już w br. - ku uciesze bawiącego się Sylwestrowo suwerena (nb. bal obowiązkowo sponsorowany przez PGE z rachunków za prąd, co było widać w TVP) - ma zostać spalone 9,09 mld zł, bez trwałego efektu (a przynajmniej 8,09 mld zł - o ile kwota w p. 4 nie pójdzie np. na wskazaną w ustawie kogenerację na węglu, która jeszcze bardziej podniosłaby koszty i ceny energii). Warto też zauważyć, że w p. 4 wśród celów interwencji nie wymieniono energetyki prosumenckiej – "szybkich" inwestycji, które już w 2019 mogłyby niektórym konsumentom energii przynieść ulgę i dać perspektywę braku wzrostu kosztów w 2020 roku, gdy za efekty uchwalonej regulacji trzeba będzie podwójnie zapłacić, a kolejnych 4 mld w kasie państwa po szaleństwach przedwyborczych może już nie być.

Efekty działań wymienione w p. 3 i 4 są także w 2019 roku wysoce iluzoryczne i zależą od zgody Komisji Europejskiej (pomoc publiczna) i rozporządzeń wykonawczych (a te zależą od zasobności kasy publicznej, mądrości i presji politycznej). Konkretnie można obliczyć efekty kosztownych interwencji ujętych w p. 1 i 2. Faktycznie obniżają one rachunek za prąd, ale bez p. 3 nie dałyby zakładanego „dętego” efektu „braku podwyżek” (efekt sformułowany sztucznie, Polacy nie są jeszcze tak ogłupieni fake newsami, aby pewnego uzasadnionego i koniecznego wzrostu nie zaakceptować). Wszystko zależy od faktycznych kosztów energii i taryf oraz ich zatwierdzenia przez regulatora (URE). Dotychczas koncerny za realny (i umiarkowany) w przypadku gospodarstw domowych (różniących się poziomem zużycia energii) uznawały 30% wzrost cen w 2019 roku. Efekty obrazuje rysunek:

Pomimo wprowadzenia ww. mechanizmów osłonowych 1 i 2 , najmniejszy wzrost netto kosztów energii elektrycznej wystąpiłby w gospodarstwach o najmniejszym zużyciu energii poniżej 500 kWh/rok – 24 zł/rok, ale tego typu gospodarstwa to tylko 1% wszystkich gospodarstw domowych (i pomijalny udział zużycia energii w Polsce). Warto zauważyć, że wg GUS już w 2015 roku średnie roczne zużycie energii w gospodarstwie domowym sięgały 2,2 MWh kWh w mieście i przekroczyły 2,5 MWh na wsi, a 20% wszystkich gospodarstw zużywało więcej niż 2,5 MWh/rok. Przy zużyciu energii 2,5 MWh/rok, wzrost netto (po zadziałaniu mechanizmów osłonowych) kosztów energii wyniósłby 125 zł/rok, a przy zużyciu 5 MWh/rok (ponad 3% wszystkich gospodarstw, w tym głównie towarowych gospodarstw rolnych) – 201 zł/rok.

Wszystko zatem zależy od zmienionego, ale (w tym zakresie) niesprecyzowanego w ustawie procesu zatwierdzania taryf i pojemności kasy państwowej. Efekty działań Rządu i Parlamentu byłyby neutralne dla typowego gospodarstwa domowego zużywającego 2,5 MWh/rok, gdyby Prezes URE zatwierdził wzrost taryf G11 dla „Kowalskiego” o 8,5%. Jeśli chodzi o inne grupy odbiorców i taryf, to wiele wskazuje na to, że najbardziej zyskają ci sprzedawcy energii, którzy problem wywołali i z wyprzedzeniem w IV kw. 2018 podpisali najdroższe umowy na sprzedaż energii samorządom i firmom. Czy na tym polega jedyna dobra cecha populizmu -solidaryzm? Leczenie „objawowe” spowodowało, że problem został na krótko wypchnięty poza jurysdykcję Prezesa URE i zepchnięty na system sądowniczy (np. możliwe pozwy na Prezesa URE, gdyby w procesie taryfowania odszedł od zasady kosztów uzasadnionych) oraz na podatnika.

Debata parlamentarna pokazała bezsens walki polityków nie tyle z realnymi problemami, ale ze swoimi własnymi kompleksami („kto podpisał unijny pakiet klimatyczny” lub „kto dzielniej walczy o niskie ceny energii” itp.); ceny energii w przyszłości dalej będą rosły. Parlament za miliardy z kieszeni podatników zawalczył „dzielnie” jedynie z objawami (sam je uprzednio zresztą tworząc, akceptując w podobnym stylu wcześniejsze ustawy energetyczne), gdy przewlekłe choroby w polskiej energetyce już od dekady plenią się w najlepsze. Faktycznie najbardziej bulwersujące jest przeznaczenie autopoprawką 4 mld zł jako „plasterka” dla spółek energetycznych (w nagrodę za to, że … nie pilnowały kosztów i chciały drastycznie podnieść ceny energii ponad wzrost uzasadniony "zewnętrznym" wzrostem cen uprawnień do emisji) i bez wskazania, na jakie konkretne cele środki te mają być przekazane (rozporządzenia, na które wpływ będzie miał minister ds. energii, a nie minister ds. polityki społecznej) zanim rozpłyną się w czeluściach monopolu. Wiele wskazuje na to, że w ramach pionowo zintegrowanych koncernów pokaźne środki w wysokości 4 mld zł trafią do wytwórców energii z węgla (zanim zaczną do nich docierać w II połowie 2020 roku kolejne dopłaty aukcji z już zakończonych 3 aukcji rynku mocy wycenione na kwotę ponad 5 mld zł/rok), aby ... napędzić dalsze wzrosty cen energii.

Społeczeństwu, odbiorcom energii, ale i wytwórcom składane są daleko idące deklaracje i usypiające czujność (i zniechęcające do inwestycji prosumenckich i pro-efektywnościowych) zaklęcia, że ceny energii nie wrosną, wtedy gdy jest olbrzymie ryzyko (graniczące z pewnością), że wzrosną i równie wysokie ryzyko, że tak chaotycznie i na oślep rozdawane cukierki wyborcze zostaną uznane za niedozwoloną pomoc publiczną (do zwrotu). Nie wolo dopuścić do rozrostu energetycznego Bizancjum kosztem konsumentów energii i podatników, tak jak w Wenezueli i dlatego zawczasu należy pohamować kolejne przedwyborcze orgie polityków.

Utworzenie branżowego Ministerstwa Energii w strukturze rządu, z kompetencjami nadzoru nad spółkami skarbu państwa, budziło wątpliwości, ale ostatnie trzy lata pokazały niezbicie, że decyzja ta z pewnością nie służy konsumentom energii, niestety. Ministerstwo powoduje zagrożenie dla odbiorców energii, ale też nie wywiązuje się z funkcji właściciela – wprowadzone zmiany negatywnie odbija się na wartości spółek państwowych (stracą na kilkumiesięcznym trwaniu przy ubiegłorocznych taryfach 1-2 mld zł zanim ew. zaczną odzyskiwać różnice w cenach) oraz na międzynarodową konkurencyjność polskiej gospodarki i samej energetyki. Kto zainwestuje w kraju, w którym ceny detaliczne wyznacza z dnia na dzień rząd, pyta jeden z ekspertów od rynku energii. Jaki bank udzieli kredytu? Tak jak w Wenezueli (czy Rosji), utworzenie i wzmacnianie ministerstwa ds. energii, które jest też właścicielem spółek energetycznych eksploatujących wyczerpujące się zasoby paliw kopalnych, może doprowadzić także Polskę do katastrofy gospodarczej.

Niech gorszące sceny w Parlamencie na koniec ub. roku staną się wezwaniem do zainicjowania w Nowym Roku zobiektywizowanej i odpolitycznionej dyskusji o sprawiedliwych społecznie sposobach wyjścia ze spirali podwyżek oraz uzgodnienia korytarza stopniowej ścieżki ich wzrostu, zharmonizowanego ze stopniową przebudową potencjału wytwórczego i budową inteligentnych sieci, w okresie co najmniej dekady (perspektywa inwestora, konsumenta energii i wyborcy mającego dzieci i plany wychodzące poza 2019 rok).

Autor: Grzegorz Wiśniewski, Odnawialny blog

Komentarze

03.01.2019 23:09 gupol(szukam w OZE)

no wszystko ładnie pięknie, elegancko pan wisniewski pojechał po rządzie, opozycji i firmach energetycznych tylko niech pan wiśniewski napisze jakieś swoje konkretne propozycje jak wyjść z tej nieciekawej sytuacji.

podwyżki cen - źle
blokowanie podwyżek - źle

zdaje się że ten pan sam nie ma zielonego pojęcia co trzeba zrobić bo jedyne co proponuje to... dyskusja nad tym problemem.

04.01.2019 6:52 wsciekly_kot

Proponuję podniesienie cen i taryfę socjalną dla najuboższych. Słyszałeś może o licznikach przedpłacanych? Są montowane dla tych co nie płacą regularnie.
Co szkodzi aby w w ośrodku pomocy doładowywać kartę licznika przy zakwalifikowaniu do pomocy socjalnej? A wzrost cen zmusi wielu do oszczędności, tak jak i moją dalszą rodzinę, gdzie rok temu ciężko było znaleźć coś na prąd co nie było włączone minimum 12h na dobę a teraz chwalą się że obniżyli rachunki o 1/3...

04.01.2019 10:22 Logic

PO oczywiscie dalej święte. A to oni napospisywali w 2009 porozumień klimatycznych na jakie nas nie stac.
A jak teraz PiS próbuje naprawić sytuacje to źle.
Darcie mordy ze brak demokracji.
PiS wiele zeczy robi zle ale tu akurat ich popieram.
Powinni pujsc jeszcze dalej i wypowiedzieć wszystkie porozumienia klimatyczne - sory nie stac nas zeby kupowac drogi prąd od Niemców.

04.01.2019 11:34 Godlike

Trzeba utrzymywać ceny prądu, dopóki UE pod wpływem nadchodzącej recesji nie wycofa się z drogich praw do emisji.

04.01.2019 12:20 BIGENERGY

Proponuje się zastanowić nad jednymi i drugimi cenami:

- te z rynku energii za 2 lata: https://wysokienapiecie.pl/14644-rynek-mocy-pokazal-swoja-moc-ceny-pradu-raczej-z-gornej-polki/

- te obecnie obniżane W RYNKOWY SPOSÓB (czyli bez ingerencji ustaw takich, czy innych): https://wysokienapiecie.pl/15941-poczatek-2019-z-najnizszymi-cenami-pradu-w-historii/

Kiedyś się zderzą te wymuszenia, i co wtedy?

04.01.2019 12:31 Marek Marszałek z Dąbrowy

A ja na tym serwisie pełnym okropnych wpisów pochwalę się skromnymi efektami własnej rewolucji energetycznej.

ZAREJESTROWANA GENERACJA ENERGI ODNAWIALNEJ:

UWAGA:UZYSKANE Z PANELI PV DALEKICH OD OPTYMALNEGO NASŁONECZNIENIA
PANELE 2x60W, 2x260W



maj 2018- 18,6 kWh
czerwiec 2018- 21kWh
lipiec 2018- 31,9kwh
sierpień 2018- 41,8 kwh
wrzesień 2018- 18kwh
październik 2018- 18,9 kwh
listopad 2018 -15,5kwh (od 29 listopada + 1x panel 260W)
grudzień 2018 -12 kwh

łącznie 2018- 177,7kwh

04.01.2019 15:35 observer

@Logic
"PO oczywiscie dalej święte. "

Oczywiście, że PO nie jest święte. Trzymanie się kurczowo węgla przez 8 lat rządzenia PO jest niewybaczalnym błędem. Trzeba było rozpędzić górnicze towarzystwo na 4 strony świata i stopniowo zamieniać energetykę węglową na OZE.

Dzisiaj mielibyśmy 40-50% energii z OZE.

"A to oni napospisywali w 2009 porozumień klimatycznych na jakie nas nie stac."


Nie stać nas na BRAK POROZUMIEŃ KLIMATYCZNYCH.

"A jak teraz PiS próbuje naprawić sytuacje to źle.
Darcie mordy ze brak demokracji.
PiS wiele zeczy robi zle ale tu akurat ich popieram."

Dla ustalenia uwagi: prąd w Polsce jest drogi, nie dlatego, że odchodzimy od węgla, tylko dlatego, że jesteśmy od tego węgla uzależnieni.

Koszty tego uzależnienia zaczynamy właśnie ponosić.

Do tej pory było to ok. 10 miliardów zł rocznie.
Teraz PiS dokłada kolejne 9 mld zł rocznie.

To wszystko trzeba najpierw zabrać Polakom w podatkach, by zasypać czarną dziurę.


"Powinni pujsc jeszcze dalej i wypowiedzieć wszystkie porozumienia klimatyczne - sory nie stac nas zeby kupowac drogi prąd od Niemców."

Nie zrobią tego, bo nie mają jaj. Warunkiem koniecznym wypowiedzenia porozumień klimatycznych jest wyjście Polski z UE (Polexit). Przewiduję, że po wyprowadzeniu Polski w UE w przeciągu pół roku PiS wylądowałby na śmietniku polityki. Większość naszego eksportu to UE. Nie skończyłoby się tak jak z GB. Nawet trudno ocenić, gdzie byłoby dno na wartości złotego: 10-15 zł za Euro? Bezrobocie na poziomie 20-30%? Szybkie przyłączenie do Rosji? Powrót rosyjskich wojsk do Polski?


Ja wiem, że powyższe to twoje marzenie, ale wiedz o tym, że dla 90% Polaków jest to dalekie od ich wyobrażeń od przyszłości.

04.01.2019 15:39 observer

@Gupol
"1. podwyżki cen - źle
2. blokowanie podwyżek - źle"

Ad 1. Działania, których skutkiem jest wzrost ceny prądu (przepowiadaliśmy to na ZnR jakieś 10 lat temu - teraz się sprawdza) - to oczywiście żle. Tutaj nic się nie zmieniło. PiS swoimi działaniami spowoduje jeszcze większe podwyżki w przyszłości.


Ad .2. Nie da się zablokować podwyżek. One już stay siuę faktem. Po prostu rząd zabiera w podatkach pieniądze od ciebie i dopłaca do produkcji prądu z węgla. Cena energii jest taka sama. Nie da się nią sterować.

04.01.2019 16:50 Logic

@obserwer
Wiec ludzie wyjdą na ulice jak we Francji.
Tego chyba chce UE w Polsce.

04.01.2019 17:38 observer

@Logic

Nie wyjdą na ulice jak we Francji. Benzyna w Polsce bywała już droższa niż dzisiaj i ludzie nie wyszli na ulice. Na razie monopol państwa w paliwach pozwala koncernom w Polsce trzymać wysokie ceny oleju napędowego (bywa, że wyższe niż w Niemczech) i nikt nie wychodzi na ulicę.

Przypomnę, że PiS wprowadził nowy podatek, który obciąża benzynę i ropę i jakoś nikt nie wyszedł na ulicę.

Ludzie wyjdą natychmiast jak PiS ogłosi wyjście Polski z UE.

"Tego chyba chce UE w Polsce."

UE niczego nie chce. UE to także Polska, więc jak piszesz, że UE czegoś chce, to tak naprawdę piszesz, że Polska czegoś chce. Decyzje w UE podejmują wszystkie państwa - w tym Polska.


Tak więc jeśli powstaje jakieś prawo unijne, to tworzy je m.in. Polska.

Gdyby nie było UE z regułami i zasadami, to wtedy Polska byłaby w Europie wasalem Niemiec i Francji, które jako silniejsze byłyby w stanie samodzielnie narzucić na Polskę dowolne warunki współpracy, które Polska musiałaby (jako słabsza) zaakceptować. Negocjacje nie odbywałyby się w ramach UE i według zasad (na przykład zgoda wszystkich państw) tylko niegocjowalibyśmy sami z każdym państwem oddzielnie.


Polecam też na spokojnie przeczytać to
https://www.rp.pl/Komentarze/190109733-Bartkiewicz-Czyim-reprezentantem-jest-Donald-Tusk.html

"Abstrahując już od meandrów nieudolnej gry polskiej dyplomacji, która znalazła finał w owym słynnym głosowaniu, w którym Beatę Szydło na placu boju porzucił nawet Viktor Orban, warto zastanowić się, czy dla Polski korzystna jest optyka, w której kolejny przewodniczący RE – może Maltańczyk, może Węgier, a może Niemiec – ma być traktowany jako „przedstawiciel i reprezentant swojego kraju”. Gdyby wygrało takie myślenie o instytucjach UE, to prędko kolejnego Polaka na tym stanowisku – a już na pewno Belga, Węgra czy Greka – byśmy się nie doczekali, bo urząd ten zmonopolizowaliby główni rozgrywający w UE. Paradoksalnie – byłoby to zgodne z tymi, którzy dziś marzą o rozluźnieniu europejskich więzi i Europie Ojczyzn, w której znów na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim narodowe ambicje i interesy – ale niezgodne z interesem Polski.

Dla Polski UE, jako wspólnota nadrzędna wobec narodowych partykularyzmów (nawet jeżeli często wychodzą one na powierzchnię, to jednak jako wyjątek od reguły, a nie reguła) jest geopolityczną wartością dodaną. Pod względem potencjału – przede wszystkim gospodarczego – wciąż jednak gonimy Zachód, co muszą przyznać nawet ci, którzy są przekonani o moralnym upadku państw leżących za Odrą. Forsowanie w tym momencie wizji, w której wracamy do gry opartej na regule „kto, kogo?”, której elementem jest widzenie w Tusku owego „reprezentanta Niemiec”, to zgodzenie się na to, że zostaniemy w blokach, w czasie kiedy ci, których gonimy (Niemcy, Francja) wrócą do świata stosunków bilateralnych. Zawsze musimy pamiętać o smutnym końcu II RP, która w świecie „Europy Ojczyzn” poniosła trudną do uniknięcia z przyczyn geopolitycznych klęskę. UE ma oczywiście mnóstwo problemów, dziś nawet najwięksi euroentuzjaści mają pewnie wątpliwości, czy wyjdzie ona cało z zakrętu, na którym się znalazła. Ale każdy rok istnienia UE w obecnej formie jest dla Polski geopolitycznym zyskiem i daje nam czas na wzmocnienie swojego potencjału. Ostatnim więc, na czym powinno zależeć szefowi polskiego MSZ, jest dolewanie oliwy do ognia, z którym walczy dziś UE."

04.01.2019 18:33 ktoś

@ observer

"Dzisiaj mielibyśmy 40-50% energii z OZE."

myslałem, że mam do czynienia z osoba inteligetna a tu widze czysty przebłysk głupoty. zwykła fantazja, która się nie spełni.

"Gdyby nie było UE z regułami i zasadami, to wtedy Polska byłaby w Europie wasalem Niemiec i Francji, które jako silniejsze byłyby w stanie samodzielnie narzucić na Polskę dowolne warunki współpracy, które Polska musiałaby (jako słabsza) zaakceptować. Negocjacje nie odbywałyby się w ramach UE i według zasad (na przykład zgoda wszystkich państw) tylko niegocjowalibyśmy sami z każdym państwem oddzielnie."

Ladnie podsumowałeś UE tylko, że jest jeden problem my jesteśmy wasalem niemiec i francji a raczej byliśmy za rządów POszołomów, teraz gdy zaczynamy warczeć o swoje okazuję się ze Polska z wasal stała się wrogiem demokracji.

"Ale każdy rok istnienia UE w obecnej formie jest dla Polski geopolitycznym zyskiem i daje nam czas na wzmocnienie swojego potencjału. Ostatnim więc, na czym powinno zależeć szefowi polskiego MSZ, jest dolewanie oliwy do ognia, z którym walczy dziś UE."

Lepiej odpalic starą grupe wyszechradzką z panstwami bałtyckimi

04.01.2019 20:49 Logic

@obserwer
Ależ Polska juz jest wasalem Niemiec dzięki PO
PiS tylko PiS prubuje sie jakos z tego wyplątać.

04.01.2019 21:09 Kukuluops

@ktoś

Polska jest wrogim demokracji, bo dokonywane są zmiany w ustroju, które są niedemokratyczne. Polska na członkowstwie w Unii Europejskiej tylko zyskuje. Unia Europejska też zyskuje. Niemcy i Francja mają pewien wpływ na polską politykę, bo zależy im na stabilnym i godnym zaufania partnerze na wschodzie. Polska do pewnego stopnia też ma wpływ na politykę Niemiecką i Francuską. To nie jest XIX wiek, kiedy państwa mogły pozorować, że są od siebie niezależne.

Grupa Wyszechradzka nawet z państwami bałtyckimi nie ma szczególnego sensu z tego względu, że byłoby w niej jedne państwo, które samo stanowiłoby połowę populacji i gospodarki całej grupy. Taka grupa nie mogłaby funkcjonować, jeśli celowo byśmy nie osłabili naszego głosu w niej.

04.01.2019 23:17 Logic

@kukuluops
O tak a świstak siedzi i zawija je w te sreberka.
Złota pani siedzi w kancelarii rzeszy i myśli od rana do wieczora co by tu dla Polski dobrego zrobic.

Będąc w bloku sowieckim tez mieliśmy do pewnego stopnia wpływ na politykę ZSRR.
Widzę ze propaganda działa swietnie.
Tak sie nam ta UE opłaca ze juz nawet oficjalnie rzadają od nas porzucenia suwerenności na rzecz federacji UE.

07.01.2019 4:09 gupol(szukam w OZE)

@obserwer
"Po prostu rząd zabiera w podatkach pieniądze od ciebie i dopłaca do produkcji prądu z węgla. Cena energii jest taka sama. Nie da się nią sterować."

przynajmniej ma skąd brać te pieniądze. już widzę co by było jakby dalej rządziła POstkomuna. wyszedłby ten gargamel vincent rostowski i powiedział swoje : "piniędzy niema i nie będzie".
bo idą do rajów podatkowych. płaćcie i nie podskakujcie bo jak pis dojdzie do władzy....

pewnie podnieśliby ci wiek emerytalny do 70 i vat do 25 a ty byś się jeszcze cieszył jak debil że masz takich światłych europejczyków za władców.
wystarczy zobaczyć co trzaskowski w wawie zrobił po wyborach. ci ludzie to takie zepsute sku@#yny że tylko ich powywieszać. POstkomuna nasrała lemingom na łby a ci się cieszą bo przynajmniej w głowę ciepło. grunt że pis nie rządzi.



a poza tym co miał rząd robić? miał mieć "jaja" co?

pokazać kto tu rządzi jak przystało na faszystów i brunatne koszule. a tu się okazuje że to rząd miękki jak kobietka co, mimo waszych usilnych starań, zamiast was pałować i gazować na ulicach, jeszcze głaszcze was po rączkach.
jakoś ta propaganda nie trzyma się kupy. ale cóż,
wam POstkomuchom już się w głowach całkiem pop$#$%ło z tej nienawiści do pisu. co zrobić.

@obserwer
"Warunkiem koniecznym wypowiedzenia porozumień klimatycznych jest wyjście Polski z UE (Polexit). "

no to możesz się jeszcze zdziwić. nie wiadomo jak się potoczą najbliższe wybory do PE.
nie wiadomo jak długo macron posiedzi na urzędzie.
angela jest już na wylocie.

jeszcze niedawno straszono że warunkiem wypowiedzenia kwot uchodźców jest wyjście polski z ue. i bruksela zmieniła zdanie.
za rok UE może być całkiem inna od obecnej.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto