Czy katastrofa w Zatoce Meksykańskiej jest największym wyciekiem ropy w historii?

Czy katastrofa w Zatoce Meksykańskiej będzie największym wyciekiem ropy w historii?

Wiele na to wskazuje. Choć plama ropy nie zalała kompletnie południowego wybrzeża USA, najgorsze może dopiero nadejść

płonąca ropa

Płonąca ropa

Minął miesiąc od wybuchu na platformie wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej. Wszyscy pytają: gdzie jest ta ropa? Plaże czekają na turystów, rybacy chcą wypłynąć w morze. Choć ciężka, gęsta maź pojawiła się u wybrzeży Luizjany, jak dotąd zginęło tylko kilka ptaków i ryb. Nafciarzom z British Petroleum udało się podpiąć do dziurawej rury i odpompowują część ropy do czekającego na powierzchni tankowca. Czyli, nic się takiego nie dzieje, dzień jak co dzień? Niekoniecznie.

Bo, co najważniejsze, ropa wciąż cieknie. To zresztą chyba złe określenie - głęboko pod wodą gejzer ropy buzuje i tryska. Co się z nią dzieje dalej, tego nikt nie jest pewien. Teoretycznie, jako lżejsza od wody, ropa wypływa na powierzchnię. Jednak nie jest wykluczone, że jej frakcje częściowo ulegają rozdziałowi i te najcięższe rozlewają się nawet kilkaset metrów pod wodą. Taką głębinową "plamę" zidentyfikowali kilka dni temu naukowcy ze statku badawczego "Pelican", o czym donosi "Nature". Niewykluczone jednak, że podwodną plamę zasilają opadające w głębiny kropelki powstałe na skutek działania rozpylanych na powierzchni środków rozpraszających.

Naukowcy z niepokojem rozważają scenariusz, według którego dryfująca pod wodą ropa doprowadzi do wyczerpania zapasów tlenu na dużych głębokościach zużywanego przez rozkładające ją mikroorganizmy. Potencjalne skutki ekologiczne, w tym zaburzenie łańcucha pokarmowego morskich zwierząt zasiedlających Zatokę Meksykańską, choć rozłożone w czasie i ukryte przed ludzkimi oczami, mogą być bardzo poważne.

Najgorszy scenariusz

Z wielką plamą walczy już ponad tysiąc statków i blisko 20 tys. ludzi. Tymczasem w USA narasta krytyka amerykańskiej Narodowej Agencji Badania Oceanu i Atmosfery (NOAA) zajmującej się koordynacją rządowych działań ratunkowych podjętych w odpowiedzi na katastrofę.

Krytycy podkreślają, że NOAA za bardzo polega na wiadomościach dostarczanych przez BP. - To zdumiewające, że wciąż nie wiemy, ile właściwie ropy wycieka ani gdzie dokładnie się rozlewa - mówiła w Kongresie USA Sylvia Earle, znana oceanografka i była przełożona naukowej części NOAA. Rzeczywiście, jest już niemal pewne, że wstępne szacunki dotyczące ilości ropy dostającej się do morza z uszkodzonego odwiertu były znacznie zaniżone. BP zrewidowało swój wcześniejszy "najgorszy scenariusz", teraz górną granicą dobowej wielkości wycieku jest 60 tys. baryłek (czyli blisko 10 tys. ton). Jeśli ten "najgorszy scenariusz" miałby się zrealizować (a są naukowcy, którzy mówią, że i ta ocena jest zaniżona), to do 19 maja do morza dostało się już ponad 280 tys. ton ropy! To siedem razy więcej, niż wyciekło z tankowca "Exxon Valdez" w 1989 r., podczas najgorszej katastrofy ekologicznej w historii USA.

Pierwsze próby opanowania wycieku - wysłanie podwodnych robotów mających uruchomić głowicę przeciwerupcyjną, która nie zadziałała podczas katastrofy, a także opuszczenie nad wyciekającą ropę specjalnej kopuły, z której udawałoby się jej większość odciągać na tankowiec i utylizować - spełzły na niczym. Rozważano też opuszczenie mniejszej kopuły, z systemami które mają przeciwdziałać jej zatkaniu, oraz montaż dodatkowej głowicy przeciwerupcyjnej - z tych planów jednak na razie zrezygnowano. 17 maja inżynierom BP udało się "podłączyć" do głównej rury, z której tryska ropa, i na bieżąco odprowadzać jej część do tankowca. To jednak tylko częściowy sukces, bowiem większość i tak wycieka do morza.

Nie udała się też ostatnia operacja "Top kill", będąca próbą zaczopowania otworu wiertniczego wstrzykiwanym pod ciśnieniem błotem a następnie zabetonowanie korka.

Jeśli pasmo porażek akcji mających na celu powstrzymanie wycieku nie zostanie przerwane, to dopiero wydrążenie szybów ratowniczych obniżających ciśnienie w złożu może przynieść sukces. Dwie awaryjnie ściągnięte na miejsce platformy już wiercą - skończą, być może, za dwa miesiące.

Olej na bagnach

Plama ropy rozlewa się coraz szerzej. Skaziła już około 50 km linii brzegowej Luizjany. Niestety, zaczyna też docierać do terenów lęgowych wielu gatunków zwierząt (ptaki i żółwie rozpoczęły właśnie sezon godów). - To nie są już żadne kulki starej ropy, żadna złota mgiełka. Ciężki olej dotarł na nasze bagna - ogłosił Piyush Jindal, gubernator stanu Luizjana, wyraźnie przejęty tym, co widział podczas wyprawy w rejon skażenia. Pojawiły się też informacje, że ropa dotarła do rejonu, gdzie porywają ją ze sobą prądy morskie, które w ciągu kilku najbliższych dni przyniosą ją na plaże Florydy. Te same prądy zasilają też docierający do Europy Golfsztrom.

martwe ryby

Martwa ryba. Fot: TerraDaily

Dwudziestego pierwszego maja prezydent Obama powołał specjalną komisję do przeprowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy i ustalenia jej przyczyn, a także przygotowania rekomendacji do zmian w prawie, kończących - cytując prezydenta - "erę nadzwyczaj miłej współpracy pomiędzy firmami naftowymi i agencjami je nadzorującymi".

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto