ArtykulyPowiązania

Zaplanowane starzenie się produktów

Świadomie projektujemy rzeczy tak, aby się psuły, a klienci musieli kupować kolejne. Jeden z moich znajomych, inżynier, opowiedział mi, jak jego zespół na żądanie producenta miał „poprawić” zaprojektowany przez siebie zegarek, tak, aby był mniej wytrzymały, bo dotychczas produkowane egzemplarze zbyt długo się nie psuły. Musieli więc zmienić konstrukcję tak, żeby po określonym czasie zegarki te ulegały uszkodzeniu.

Takie podejście daje korzyści biznesowe i przewagę nad firmami, które nie stosują takiej strategii. Dotyczy to nie tylko jednorazowych sztućców czy zegarków, ale i całej reszty przedmiotów – od mopów i pończoch, przez żarówki, odbiorniki radiowe i drukarki po lodówki i auta.

Zaczęło się to już w latach ’20 XX wieku od kartelu producentów żarówek, którzy uzgodnili, że ich produkty nie powinny działać dłużej, niż 1000 godzin, a na firmy produkujące żarówki o średniej trwałości powyżej 1500 godzin nakładane były kary. Kiedy w latach ’50 XX wieku „zaplanowane starzenie się” zaczęło się przyjmować, projektanci piszący na łamach branżowych czasopism przemysłowych zupełnie otwarcie dyskutowali, jak szybko rzecz może się popsuć, nie zniechęcając jednocześnie konsumenta do produktu, aby kupił kolejny. W innym przypadku klient po jednorazowym nabyciu produktu nie wróciłby po kolejny, zapewniając producentowi stałe wpływy. Na tej zasadzie nylon w pończochach został celowo osłabiony, w pralkach zaczęto stosować „starzejącą się” gumę i słabe mocowania bębnów, w drukarkach atramentowych poduszeczki odsączające tusz po pewnym czasie blokujące wypływ atramentu lub wręcz oprogramowanie blokujące ich pracę po wydrukowaniu zadanej liczby kopii, a w iPhone niewymienialne baterie celowo zaprojektowane na krótki czas życia.

O wszystkim tym dowiesz się z filmu „Piramidy Odpadów”.

Podobne wpisy

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Więcej w Artykuly