ArtykulyZmiany klimatu

Nieprzyjazna Ziemia (cz. 2/3)

Na początku lipca tego roku w gazecie New York Magazine ukazał się dość obszerny i mocny w brzmieniu artykuł na temat globalnego ocieplenia, autorstwa Davida Wallace-Wellsa. Publikacja będąca wynikiem wnikliwych prac (wywiady z naukowcami, zbieraniem rozlicznych materiałów naukowych) autora, wywołała silny odzew ze strony czytelników. Artykuł pod tytułem „Nieprzyjazna Ziemia” składa się z trzech części poświęconych problematyce globalnego ocieplenia.

III. Koniec żywności: Modląc się o pola kukurydzy w tundrze

Warunki klimatyczne są zróżnicowane, rośliny również, jednak w pierwszym przybliżeniu można przyjąć, że dla roślin rosnących w korzystnych dla nich warunkach termicznych wzrost temperatury o jeden stopień Celsjusza oznacza spadek plonów o 10%. Są też szacunki mówiące o spadku sięgającym nawet 15-17%. Biorąc pod uwagę, że już teraz większość upraw rośnie w klimacie cieplejszym od optymalnego, jeśli planeta ogrzeje się o 5oC do końca tego wieku, możemy spodziewać się, że światowe rolnictwo wyprodukuje o około 50% mniej ziarna (być może wartość ta będzie większa). Jednocześnie wykarmić będzie trzeba 50% ludzi więcej niż dziś, bo ludzka populacja cały czas rośnie. Gorsze warunki termiczne przełożą się także na ilość białka w ziarnie. Mięso jest jeszcze gorsze: trzeba 16 kalorii ziarna, by wyprodukować 1 kalorię mięsa wołowego na hamburgery, a co więcej, mająca być zarżnięta na mięso krowa po drodze będzie dodatkowo wybąkiwać obficie metan.

Fizjolodzy roślin, idąc nurtem reguły Pollyanny (zmniejszania dramatyzmu raportów) wskazują, że problem zbóż dotyczy miejsc, w których już panują szczytowe wartości temperatur. W sumie mają rację, bo wzrost temperatur, a tym samym cieplejszy klimat otworzy możliwość uprawy np. kukurydzy na Grenlandii. Tyle tylko, że jak wykazały przełomowe prace Rosamonda Naylora i Davida Battisti, strefy tropikalne już teraz są zbyt gorące dla wzrostu zbóż. Z kolei w miejscach, gdzie obecnie uprawia się zboże w optymalnych warunkach, nawet niewielkie ocieplenie doprowadzi do spadku wydajności upraw. Co do wymienionej wyżej Grenlandii, to nawet jak rozmarzający lądolód ustąpi (co zajmie stulecia), to odsłoni gołą pozbawioną gleby skałę, na której niestety łany zbóż nam nie wyrosną. Nie jest też łatwo przenieść uprawy na północ do takich państw jak Kanada czy Rosja. Głównym powodem jest nieodpowiednia jakość gleb. Potrzeba wielu stuleci, by gleby Dalekiej Północy dały możliwość takiej uprawy, jaka ma miejsce w umiarkowanych szerokościach geograficznych.

Susza może być jeszcze większym problemem niż sama temperatura, bo niektóre obszary mające wysoką produktywność, szybko mogą przemienić się w pustynię. Opady są trudne w modelowaniu, ale prognozy na koniec wieku są spójne: bezprecedensowe susze uderzą niemal w każde miejsce na świecie. Jeśli emisje CO2 nie zostaną radykalnie zredukowane, to do 2080 roku południowa część Europy wejdzie w stan permanentnej suszy, gorszej od tej z czasów amerykańskiego Dust Bowl. Podobnie będzie na Bliskim Wschodzie, w tym Syrii i Iraku. Susze obejmą także gęsto zaludnione obszary Chin, Afryki, Ameryki Południowej, a także uderzą w Australię. Obszary rolne będącymi obecnie ważnymi producentami żywności przestaną nimi być. Odnośnie amerykańskiego Dust Bowl, to będzie ono znacznie gorsze niż kiedyś. Jak wynika z analiz NASA, przyszłe susze na amerykańskich równinach nie będę gorsze od Dust Bowl – będą gorsze od wszystkich susz z ostatniego tysiąca lat. Nawet susza z okresu 1100-1300, która doprowadziła do upadku cywilizację Anasazi, kiedy to wyschły wszystkie rzeki na wschód od gór Sierra Nevada, wyda się łagodniejszą. Po prostu klimat ociepli się znacznie bardziej niż w czasie najcieplejszych okresów holocenu.

Pamiętajmy też, że nie żyjemy w świecie bez głodu. Liczba ludzi, którzy cierpią z jego powodu, według różnych szacunków, w tym ONZ ,wynosi blisko 800 mln. Zapewne nie wiesz o tym, że tej wiosny głód na wielką skalę nawiedził Afrykę i Bliski Wschód. ONZ ostrzegła, że w tym roku w wyniku głodu w takich państwach: Somalia, Sudan Południowy, Nigeria oraz Jemen, może umrzeć 20 mln ludzi.

IV. Plagi: Co się dzieje gdy topnieje zmarzlina?

Śmiało możemy stwierdzić, że nadchodzą czasy rodem z Apokalipsy Św. Jana. Obok głodu będą także choroby i plagi. Układające się w warstwy skały są geologicznym zapisem historii niczym wielka księga. Zamarznięte ziemie Arktyki kryją też biologiczną przeszłość. Jednak te zamarznięte gleby mogą kryć choroby z przeszłości. Znajdują się w nich zamarznięte od tysięcy, a nawet milionów lat bakterie, z którymi ludzie mogli nigdy nie mieć do czynienia. Z tego względu te bakterie mogą okazać się dla nas śmiertelnie groźne, bo nasze układy odpornościowe nie miały z nimi styczności i nie wiedziałyby, jak z nimi walczyć.

Arktyka przechowuje w sobie też straszne mikroby z nieodległej przeszłości. Na Alasce odnaleziono pozostałości po grypie z 1918 roku, która dotknęła 500 mln osób, z czego 100 mln zmarło na skutek choroby. BBC poinformowało niedawno o podejrzeniach naukowców o zamarzniętej w syberyjskiej ziemi ospie i dżumie. Teraz choroby te wystawione są na coraz silniejsze arktyczne ciepło. Część z tych bakterii nie przetrwa rozmarzania, ale naukowcy ostrzegają o zgubnych skutkach laboratoryjnego ożywania bakterii. W 2005 roku przywrócono do życia bakterię sprzed 32 tys. lat, w 2007 ożywiona została bakteria sprzed 8 mln lat. Rosyjski naukowiec sam sobie z ciekawości wstrzyknął do ciała bakterię sprzed 3,5 mln lat. To dobre warunki, by przywrócić do życia pradawne plagi. Niedawno dowiedzieliśmy się o pladze wąglika, którą uwolniło ciało rozmarzającego renifera. Bakteria sprzed 75 lat zabiła ponad 2000 reniferów i co najmniej jedną osobę, a wielu ludzi zostało zarażonych chorobą.

To, co wywołuje obawy epidemiologów nawet bardziej od przywróconych do życia starożytnych bakterii, to zmiany występowania i mutacje tych znanych. Przed epoką odkryć geograficznych ludzkie populacje – oraz towarzyszące im bakterie i wirusy – były od siebie odseparowane. Gdy statki zaczęły przewozić ludzi i towary po świecie, doszło do szeregu wielkich epidemii. Wciąż jednak prowincjonalność i wzajemne separacje społeczności stanowiły bariery przed epidemiami. Dziś mamy epokę wyjątkowej mobilności, zwiększającej nasze narażenie, ale ekosystemy wciąż pozostają w większości stabilne. Globalne ocieplenie może to zmienić.

Nie przejmujesz się obecnymi chorobami tropikalnymi jak malarnia czy denga, bo mieszkasz na północy. Ale strefy klimatyczne się przesuwają, a wraz z nimi choroby. Migrują np. komary, jeszcze kilka lat temu nikt nie przejmował się wirusem Zika. Zika może być dobrym przykładem niepokojącego efektu mutacji. Ciekawostką jest to, że Zika był endemicznym wirusem z Ugandy, a nie Brazylii, którą znamy właśnie z powodu tego wirusa, gdzie stał się on naprawdę groźny. Są pewne fakty, z których powinniśmy zdawać sobie sprawę. Nie chodzi tylko o to, że choroby takie jak malaria istnieją w tropikach, bo występują tam przenoszące ją komary – ważnym faktem jest też to, że wzrost temperatury o każdy stopień Celsjusza 10-krotnie przyspiesza reprodukcję przenoszącego chorobę pasożyta Plasmodium. Oczywiście ten fakt dotyczy miejsc, do których choroby wkraczają lub dopiero wkroczą. Jest to jedna z przyczyn, dla których Bank Światowy oszacował, że do 2050 roku aż 5,2 mld ludzi będzie żyć na obszarach zagrożonych malarią.

V. Trujące powietrze: Smog duszący miliony ludzi

Nasze płuca potrzebują tlenu, ale wdychamy też inne substancje. Jedną z nich jest dwutlenek węgla, którego stężenie w atmosferze przekroczyło już 400 ppm (części na milion), a skrajne szacunki mówią, że do 2100 roku wartość ta wejdzie na poziom 1000 ppm. Skok z 400 do 1000 ppm CO2 zmniejszy nasze zdolności poznawcze o 21%.

Inną niepokojącą rzeczą w ocieplającym się klimacie są zanieczyszczenia. Ich niewielki wzrost może skrócić życie człowieka nawet o 10 lat. Im cieplej, tym więcej gromadzi się w atmosferze ozonu. Według oszacowań National Center for Atmospheric Research do połowy stulecia Amerykanów dotknie wzrost koncentracji ozonu aż o 70%. Według szacunków WHO do 2090 roku aż 2 mld ludzi będzie oddychać powietrzem, zawierającym w sobie niebezpieczne ilości ozonu. Nadmiar ozonu w powietrzu jest szkodliwy dla zdrowia, a działając na kobiety w ciąży łącznie z innymi czynnikami stresu środowiskowego może powodować aż 10-krotny wzrost ryzyka wystąpienia autyzmu u dziecka po urodzeniu.

Już dziś z powodu oddychania powietrzem zanieczyszczonym cząsteczkami pochodzącymi ze spalania paliw kopalnych umiera codziennie ponad 10 tysięcy osób. Zaś 339 tys. osób co roku umiera z powodu działania dymu z pożarów lasów i zarośli – a zmiany klimatyczne wydłużają okres występowania pożarów. W USA sezon pożarów lasów wydłużył się od 1970 roku o 78 dni. Według US. Forest Service do 2050 roku pożary lasów staną się dwa razy bardziej destrukcyjne niż są teraz. Tegoroczna fala upałów (określona mianem Lucyfer), w połączeniu z suszą doprowadziła do 3-krotnego wzrostu powierzchni spalonych terenów.

W niektórych miejscach powierzchnia obszaru spalonego wzrośnie pięciokrotnie. To poważny problem, który nie dotyczy tylko zdrowia ludzi, a dodatkowej puli emisji, szczególnie gdy weźmie się po uwagę pożary lasów borealnych i torfu. Ale nie chodzi tylko o torf i zmarzlinę. W 1997 roku pożary tropikalnych torfowisk w Indonezji zwiększyły globalną emisję CO2 nawet o 40%. Więcej pożarów biomasy oznacza więcej emisji CO2, a tym samym większe ocieplenie i dalsze pożary. Istnieje przerażająca możliwość, że Amazonia, która doświadczyła w 2010 roku drugiej „suszy stulecia” w ciągu pięciu lat, może uschnąć na tyle, że stanie się podatna na niszczycielskie pożary. Taka perspektywa wiązałaby się nie tylko z wyrzuceniem do atmosfery ogromnych ilości CO2, ale też ze zmniejszeniem powierzchni puszczy.

Sama pogoda i klimat poprzez swoją zmienność mogą stworzyć problemy z zanieczyszczeniami. W 2013 roku topnienie lodu w Arktyce doprowadziło do zmian pogodowych w Azji. W wyniku tego Chiny zostały pozbawione naturalnej wentylacji powietrza, która rzecz jasna prowadzi do rozpraszania zanieczyszczeń. Północna część kraju zaczęła wręcz dławić się smogiem. Indeks jakości powietrza (AQI) posiada przedziały, ostatni to zakres od 301 do 500 (w różnych krajach skala jest inna). Zanieczyszczenia powietrza w tym przedziale wiążą się z poważnym pogłębieniem chorób serca i płuc. To także przedwczesne zgony ludzi cierpiący na różne choroby związane z układem krążenia i oddychania. W 2013 roku w Chinach wartość indeksu przekroczyła 800. Smog był odpowiedzialny wtedy za jedną trzecią wszystkich zgonów.

Hubert Bułgajewski na podstawie: The Uninhabitable Earth, New York Magazine

Część pierwsza. Część trzecia

Podobne wpisy

Więcej w Artykuly