Jak myślisz - dlaczego, kiedy wzrost gospodarczy jest zerowy, ekonomiści biją na alarm, mówiąc o recesji, zwolnieniach i bankructwach? Wydawałoby się, że brak wzrostu to stabilna gospodarka, w której każdy jest tak samo bogaty jak rok wcześniej, wytwarza się tyle samo dóbr, działa tyle samo fabryk i ma pracę taka sama liczba ludzi, za takie same pieniądze. Więc w czym problem?
Ekonomia mówi, że jeśli podaż nie nadąża za popytem, to ceny rosną. Zwykle stymuluje to inwestycje w dochodowe przedsięwzięcie i podaż rośnie - co jednak, jeśli nowe inwestycje nie są w stanie wystarczająco zwiększyć podaży? Jeśli nowe złoża ropy są tak trudne w eksploatacji, że pomimo naszych wysiłków produkcja w starych złożach spada szybciej, niż rośnie w nowych?
Pomyślmy - co się stanie, jeśli uda nam się zażegnać kryzys finansowy. Gospodarka nabierze tempa, ruszą huty, budowy, fabryki samochodów i turystyka. Zapotrzebowanie na energię wystrzeli w górę - jednak nie będzie dość energii, aby je zaspokoić - zderzymy się z sufitem energetycznym, będącym coraz niżej i niżej. Ceny energii poszybują w górę, zniszczą popyt i ponownie zduszą gospodarkę. Otwartym pytaniem pozostaje, jak długotrwała i głęboka będzie recesja i jak wiele czeka nas takich oscylacji - czy obecny kryzys ekonomiczny to punkt krytyczny załamania systemu, czy dopiero przedsmak tego, co będzie się działo w przyszłości.
Powinniśmy postarać się szybko ograniczyć zużycie pozostałych nam jeszcze zasobów i skierować je do stworzenia alternatywnych źródeł energii. Kluczowe jest przechylenie bilansu opłacalności stosowania odnawialnych źródeł energii w stosunku do paliw kopalnych i stymulowania postępu na tym polu.


