Ograniczyć zużycie paliw, zbędną produkcję i konsumpcję? Nie ma mowy, to nie w naszym interesie!
Zmiany w sposobie naszego życia i systemie ekonomicznym są przez nas niemile widziane. To sprzeczne z naszym obrazem świata i kryteriami prowadzenia biznesu. Jeśli zmiany i regulacje miałyby wpłynąć negatywnie na interesy korporacji, to naturalne jest, że te będą im przeciwdziałać. Celem korporacji jest przecież zarabiane pieniędzy i dobry raport kwartalny, a nie myślenie o odległej przyszłości. Co więc zrobią? To, co w swoim czasie zrobiły koncerny tytoniowe. Kiedy naukowcy i lekarze zaczęli pokazywać, że palenie zabija - koncerny sfinansowały badania zaprzeczające tym ustaleniom i stworzyły organizacje mające na celu mieszanie w głowach i opóźnianie na wszelkie sposoby podjęcia jakichkolwiek działań.
Kiedy w latach ’70 pojawił się raport, powiązanej z departamentem obrony USA, grupy Jason stwierdzający poważne ryzyko zmian klimatu związanych ze spalaniem paliw kopalnych, rząd USA, nie chcąc stanąć pod pręgierzem światowej opinii publicznej "zamiótł go pod dywan".
Krótko mówiąc - nic pochlebnego. Sceptycy przedstawiają argumenty, które skutecznie wprowadzają w błąd opinię publiczną. Mówią, że to Słońce od zawsze sterowało klimatem Ziemi, zmiany klimatu są naturalne, nasze emisje dwutlenku węgla to tylko 4% naturalnych i nie mają znaczenia w bilansie cyklu węglowego, wpływ pary wodnej w efekcie cieplarnianym to 98% i wiele innych rzeczy. I trafia to do ludzi nie mających głębszej znajomości tematu. Argumenty podlane naukowym sosem i liczbami wydają się wiarygodne.
Załóżmy, jak bardzo nieprawdopodobne by się to wydawało, że mimo wszystko jesteśmy w błędzie, że rację ma NIPCC, globalne ocieplenie albo wcale nie ma miejsca, albo jest naturalne, lub jego następstwa będą mimo wszystko korzystne. Wyobraźmy sobie, że nic takiego właściwie nie dzieje, a my podejmujemy działania, ponosimy koszty, zmieniamy technologię i sposób życia. Co wtedy?


