Temperatura Ziemi wzrosła o niecały 1°C. To dopiero początek zmian klimatu, a już świat zmienia się na naszych oczach.
Już teraz, przy podniesieniu się średniej temperatury o niecałe 0.8°C, obserwujemy szereg niespotykanych wcześniej zjawisk: rekordowe upały, przesuwanie się stref klimatycznych, topnienie lodowców, silniejsze huragany, rozpad czapy lodowej Arktyki i lodów Antarktydy, podnoszenie się poziomu oceanów, rozmarzanie wiecznej zmarzliny, burze i nawałnice, pustynnienie, susze, pożary i powodzie. Według prognoz specjalistów, do końca stulecia średnia temperatura Ziemi temperatura wzrośnie o 3-4°C, a temperatura lądów zmieni się w granicach 4-7°C i wcale nie będzie to koniec wzrostu.
W ciągu ostatnich 13 lat, 12 z nich należało do najcieplejszych w historii pomiarów. Najbardziej oczywistym następstwem globalnego ocieplania się klimatu są rekordowe temperatury. Naukowcy przewidują, że w ciągu kolejnych 100 lat średnie roczne temperatury w Polsce mogą wzrosnąć nawet o 4°C. Styczeń może stać się cieplejszy średnio nawet o 5°C. Latem możemy spodziewać się częstych temperatur sięgających 35°C, a nierzadko nawet upałów rzędu 40°C.
Polskie zimy są coraz cieplejsze, zima nadchodzi późno i szybko się kończy, wydłuża się okres wegetacji. Nie występują już tak kiedyś powszechne wiosenne powodzie opadowe. Bałtyk od lat ’40 XX wieku nie zamarza. Na południu Polski zaczęliśmy uprawę afrykańskiego sorgo, a klimat Dolnego Śląska już dziś odpowiada klimatowi słynnego z uprawy winorośli węgierskiego rejonu Tokaju sprzed 20 lat.
Alaska, Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia, Himalaje, Andy, Alpy, we wszystkich tych miejscach lodowce topnieją. W związku z topnieniem lodowców w Himalajach, do połowy stulecia Chiny stracą 2/3 swoich lodowców. W Szwajcarii banki odmawiają kredytów ośrodkom narciarskim położonym poniżej 1500 metrów n.p.m. W Andach zanik wypływających z lodowców rzek nie tylko prowadzi do problemów z zapewnieniem wody rolnictwu i mieszkańcom miast, ale też wyłączeń elektrowni wodnych. W Montanie, w Glacier National Park w 1850 roku było 150 lodowców, dziś pozostało 27, a w 2030 roku nie pozostanie ani jeden. Trzeba będzie zmienić nazwę parku narodowego?
Lodowce pełnią stabilizującą rolę w gospodarce wody słodkiej, szczególnie w sytuacji, kiedy opady w ciągu roku nie są rozłożone równomiernie, lecz występuje obfita w deszcze pora deszczowa i następująca po niej pora sucha. Lodowce gromadzą wodę opadową w porze deszczowej, uwalniając ją w miarę równomiernie przez cały rok i działając stabilizująco na ilość wody w rzekach. Dzięki lodowcom, mimo braku opadów, poziom wody w rzekach nie spada do nazbyt niskiego poziomu. Gdyby nie stabilizująca obecność lodowców ten cykl wyglądałby zupełnie inaczej - w porze deszczowej wody spływałaby w olbrzymich ilościach powodując powodzie, a w porze suchej rzeki wysychałyby.
Arktyka to obszar wyjątkowo czuły na zmiany klimatu, a zachodzące w niej zmiany można traktować jak system wczesnego ostrzegania dla klimatu planety. Wzrost temperatury powoduje topnienie lodu, na którego miejsce pojawia się woda lub ziemia. Lód odbijał energię słoneczną, woda i ziemia pochłaniają ją. Wzrasta temperatura i topnieje jeszcze więcej lodu. Spirala nakręca się.
Wieczna zmarzlina pokrywa obszar 10 milionów kilometrów kwadratowych. W znacznej części jest zmrożona od tysięcy, a nawet milionów lat. Przez cały ten czas "uśpione" w torfie bakterie produkowały metan i CO2, przez co w zmrożonej zmarzlinie nagromadziły się ich tysiące miliardów ton. Wraz ze wzrostem temperatury aktywność bakterii rośnie, a wyzwalający energię proces - jak dla wielkiej masy kompostu - powoduje dalsze wewnętrzne podgrzewanie i przyspiesza rozmarzanie.
Grenlandia leży wśród lodów Arktyki, a tamtejszy wzrost temperatury powoduje coraz szybsze topnienie jej lodowców. Nawet w środku grenlandzkiego lądolodu w lecie pojawiają się rzeki, które penetrują szczeliny i docierają do skał leżących pod lodem, dodatkowo przyczyniając się do jego szybszego zsuwania się w stronę oceanu.
Za obserwowanym podnoszeniem się poziomu oceanów stoją dwie przyczyny - termiczne rozszerzanie się wody wraz ze wzrostem jej temperatury oraz spływanie do oceanów wody z topniejących lodowców lądowych. W ostatnim stuleciu poziom wody podniósł się raptem o 20 centymetrów, jednak proces ten przyspiesza, wyprzedzając prognozy naukowców.
Ciepły prąd oceaniczny Golfstrom ogrzewa Europę leżącą na szerokości geograficznej Labradoru i Kamczatki. Po dotarciu na północny Atlantyk woda ochładza się i tonie. Pomaga w tym również wytrącanie się soli z powstającego lodu, co dodatkowo czyni wodę gęstszą. Co może się stać, jeśli woda w Arktyce stanie się cieplejsza i mniej słona? Czy Golfstrom zaniknie? Mogłoby to trwać raptem kilka lat.
Cyklony tropikalne tworzą się nad wodami oceanicznymi, gdy temperatura w warstwie powierzchniowej oceanu o grubości przynajmniej 50m przekroczy 26.5°C. Im wyższa temperatura wody, tym silniejszy huragan. Obserwacje wskazują, że w przeciągu 30 lat obserwowana moc huraganów podwoiła się. Zaczęły one występować też w nowych miejscach - na południowym Atlantyku, blisko równika, docierają nawet do Europy. A przecież jesteśmy dopiero na początku zmian klimatu. Pojedynczy huragan, taki jak Katrina, potrafi spowodować straty rzędu 100 miliardów dolarów, a wraz ze wzrostem mocy huraganów zagrożenie dla ludzi i straty będą rosnąć.
powietrza pociąga za sobą wzrost zgromadzonej w atmosferze energii i wzrost dynamiki zachodzących w niej zjawisk. Rezultat to gwałtowne opady i powodzie opadowe, burze, sztormy i osunięcia wzgórz. Zabezpieczenia, dotychczas projektowane tak, aby nic mniejszego niż "katastrofa możliwa raz na tysiąc lat" ludziom nie zagroziło, okazują się niewystarczające w sytuacji, kiedy ekstremalne zjawiska zamiast raz na 1000 lat, zdarzają się co lat kilkanaście, jak ostatnio powodzie na Missisipi.
Zmiany klimatu to także przesuwanie się stref klimatycznych, zmiany układów ciśnień i kierunków wiatrów. Zmienią się okresy deszczowe a obszary opadów przesuną. Rezultatem będzie przesuwanie się pustyń. Zagrożone są m.in. południe Europy, południe Stanów Zjednoczonych, Afryka Południowa, dorzecze Amazonki i Australia. Według raportu IPCC z 2007 roku, w 2080 roku bez wody pozostanie od 1.1 do 3.2 miliarda ludzi. W tym samym czasie ponad 600 milionów ludzi będzie cierpiało głód. Rezultatem braku wystarczającej ilości wody będą też migracje i konflikty między różnymi grupami etnicznymi, często prowadzące do walki o skąpe zasoby.
Pożary, szczególnie te największe - megapożary, są nasilane przez kilka czynników. Potrzebne są wysokie temperatury, susza, nagromadzenie łatwopalnych materiałów i wiatr. Dokładnie tego mogą dostarczyć zmiany klimatu.
Przekształcamy środowisko planety. Wielkie połacie lasów umiarkowanych w Europie, Ameryce Północnej i Azji zostały wykarczowane pod pola uprawne, pozyskanie drewna oraz rozwój miejscowości i infrastruktury. Teraz przyszedł czas na lasy tropikalne. Wspomagana przez ludzi i ich środki transportu inwazja szkodników, konkurentów lub drapieżców wzrasta wykładniczo, a nadmierne odłowy ryb i polowania na zwierzęta, prowadzone aż do punktu zagłady, pozostaje raczej regułą, niż wyjątkiem. Ostoje zwierząt są pofragmentowane na oddzielone od siebie enklawy.
Wzrost temperatur to przyspieszony metabolizm owadów i bakterii, a więc lepsze warunki dla ich rozmnażania. Może to oznaczać boom w populacjach owadów i bakterii. Wzrost temperatury i zmiany wilgotności oznaczają możliwość migracji owadów na nowe tereny oraz eksplozję chorób - także na nowych obszarach, gdzie wcześniej nie były notowane.
Prawdopodobnie nic z tych rzeczy. O ile nie dojdzie do najgroźniejszych zmian takich jak anoksja oceaniczna i destabilizacja pokładów hydratu metanu, to same zmiany klimatu nie zagrożą istnieniu ludzkości. Umiemy się adaptować do różnych warunków. Żyjemy w tropikach, żyjemy w Arktyce, żyjemy w dżunglach i na pustyniach.
Większa koncentracja CO2 w atmosferze skutkuje rozpuszczaniem się tego gazu w wodzie. W ciągu godziny oceany pochłaniają ponad milion ton tego gazu. W rezultacie następuje wzrost kwasowości wody - tak, jakby oceany stawały się wodą gazowaną.
Wulkany wyrzuciły do atmosfery olbrzymie ilości dwutlenku węgla. W wyniku wzmocnionego działania gazów cieplarnianych wzrosła temperatura atmosfery, a potem oceanów. W wyższej temperaturze zdestabilizowały się leżące w dnie oceanicznym pokłady hydratów metanu. Metan odtlenił oceany, po wydostaniu się do atmosfery wzmógł efekt cieplarniany. W odtlenionych oceanach powstały korzystne warunki dla przydennych bakterii beztlenowych produkujących siarkowodór. Po przekroczeniu krytycznego stężenia siarkowodoru w strefie przydennej strefa beztlenowa przesunęła się aż do powierzchni oceanu. 


