Czy umiesz sobie wyobrazić nasz świat po Oil Peak - świat bez ropy? Postaraj się, bo za kilka lat zacznie jej brakować.
Paliwa kopalne pozwoliły nam na stworzenie i używanie niezliczonych urządzeń i narzędzi ułatwiających pracę i życie codzienne. Bez nich nie ma przemysłu, energetyki, transportu, a nawet rolnictwa przemysłowego. Nie ma naszego świata.
Większość z nas nie zadaje sobie pytania, czy to w ogóle możliwe, żebyśmy w ciągu dekad wyczerpali zasoby surowca, który powstawał przez dziesiątki milionów lat. Tymczasem, w ciągu życia jednego pokolenia wyczerpujemy ponad połowę światowych zasobów ropy i gazu. Coraz więcej krajów ma już szczyt wydobycia ropy (Oil Peak) za sobą. Wszystko wskazuje na to, że właśnie wchodzimy w epokę energii coraz niższej jakości, droższej, trudniejszej do pozyskania i brudniejszej. I prawdopodobnie tej energii nie wystarczy dla wszystkich...
Ten wyjątkowy surowiec spalamy w samochodach z 1% efektywnością, zupełnie, jakbyśmy jako społeczeństwo uparli się, żeby zużyć ropę jak najszybciej, jak najmniej wydajnie i jak najbardziej bezsensownie.
Nie przewidzieli... Jeszcze po szczycie wydobycia zaprzeczali, że miał on miejsce.
Jesteśmy bardzo uzależnieni od ropy i ograniczenie jej zużycia jest bardzo trudne. Dołożymy więc wszelkich wysiłków, aby zapewnić sobie dopływ tego paliwa. Jednak w miarę wyczerpywania się złóż, ropa będzie coraz trudniej dostępna. Spowoduje to sięganie do coraz trudniejszych i droższych w eksploatacji złóż, nienadążanie podaży za popytem, a także problemy w gospodarce, w której wzrost cen paliw wywoła ogromne napięcia, prowadząc do wzrostu inflacji, trudności w spłacie kredytów, problemów banków i recesji.
Pole naftowe po polu, kraj po kraju, kontynent po kontynencie. Najpierw wydobycie rośnie, potem osiąga szczyt, a następnie zaczyna spadać. Można to przedłużyć stosując nowoczesne techniki efektywnego wydobycia ropy, pozwalające wydobyć ze złoża większą część ropy.
Jeśli zwyczajnie podzielić znane rezerwy ropy przez roczne zużycie, to otrzymujemy odpowiedź, że za mniej więcej 40 lat. Jednak złoża ropy to nie zbiornik samochodu, z którego czerpiemy tyle ropy, ile chcemy. Łatwo dostępne złoża ropy już znaleźliśmy i wykorzystujemy.
Ropa będzie cennym surowcem. Kraje eksportujące ropę wzbogacą się. Będą rozbudowywać infrastrukturę, kupować samochody, zwiększać konsumpcję. Na eksport pozostanie coraz mniej surowca. Tak wyglądała droga Indonezji - od członka kartelu OPEC do importera ropy, tą ścieżką podąża Meksyk, a wkrótce podąży też Rosja i kolejni dzisiejsi eksporterzy.
Oczywiście, rosną ceny. Przez ostatnie 5 lat cena baryłki ropy rosła w tempie 30% rocznie. Szacuje się, że zmiana popytu lub podaży o 1% wpływa na zmianę cen ropy o 20%. Co się dzieje w takiej sytuacji? Przy ograniczonej podaży rynek reaguje w jeden sposób - następuje zniszczenie popytu za pomocą rosnących cen. Dla niektórych ropy nie będzie - dla biednych krajów i osób, które zostaną wypchnięte z rynku. W pewnym momencie na rynku dochodzi do załamania, powodującego recesję. Chwilowo popyt maleje, a ceny spadają. Chwilowo.
Cóż. Tania energia to już była. Najdroższy jest jednak brak energii, więc skoro ropa się kończy, należy czerpać energię z innych źródeł. Jest gaz i węgiel. Są też ciężkie piaski roponośnie, łupki bitumiczne, biopaliwa i odnawialne źródła energii, prawda? Prawda, tylko że żadne nich nie jest w stanie szybko, skutecznie i trwale (choćby na czas życia pokolenia) zastąpić ropy.
Unia Europejska już dziś wydobywa jedynie kilkanaście procent zużywanej ropy. Za 10 lat będzie to jedynie kilka procent. Stany Zjednoczone wydobywają 30% zużywanej przez siebie ropy, a za kilkanaście lat również ten odsetek spadnie do około 10%. Już teraz deficyt handlowy USA idzie w setki miliardów dolarów rocznie, z czego większość to wydatki na ropę. Podobnie uzależnione są Japonia, Australia i inne kraje uprzemysłowione.
Droga ropa już teraz powoduje przepływ miliardów dolarów dziennie od importerów ropy do jej eksporterów. Do tego może dojść szantaż energetyczny producentów, ich decyzje ekonomiczne "zarabiamy dość, po co wydobywać więcej?", "ceny rosną, poczekajmy aż wzrosną bardziej..." i "zachowajmy ropę na przyszłość". Spowoduje to dalszy wzrost napięć pomiędzy producentami, a krajami uzależnionymi od importu.
Ceny ropy (a także gazu i węgla) są w cenach energii, transportu, wydobycia, produkcji żywności, plastików, produkcji. Wszystkiego.
Jesteśmy na początku kryzysu ekonomicznego, który jest porównywalny jedynie z Wielką Depresją lat ’30 XX wieku. Załamanie się systemu sięgnęło tak głęboko, że nawet będący wyrocznią ekonomistów Alan Greenspan, piastujący przez 20 lat stanowiska szefa Rezerwy Federalnej USA, podczas przesłuchania przed Kongresem USA w październiku 2008 stwierdził: „Wolny rynek załamał się. To mnie zaszokowało. Do dziś nie mogę zrozumieć, co się stało. (...) To jest finansowe tsunami, które zdarza się najwyżej raz na sto lat!”.
Etap drugi kryzysu to kolejne stadium rozpadu społeczeństwa - dotychczasowe reguły funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa nie wytrzymują konfrontacji ze zmienionymi warunkami - to rzeczywistość, którą możemy porównać z czasami wojennymi lub najgłębszą recesją Wielkiego Kryzysu. Na ulicy znajduje się niespotykana ilość nieprzystosowanych ludzi. Specjaliści od PR, bankowcy - w epoce zaciskania pasa nikt nie potrzebuje ich usług. Stracili pracę, domy, samochody, nie wiedzą, co mogą ze sobą zrobić. Ich świat się załamał.
Słowa te wypowiedział dr Robert L. Hirsch, z US Department of Energy, autor raportu poświęconego możliwości kryzysu spowodowanego brakiem ropy. Wnioski raportu są jednoznaczne - z kryzysem paliwowym można sobie poradzić, jeśli zaczniemy działać z 20 letnim wyprzedzeniem, lecz jeśli będziemy czekać z działaniami aż do ujawnienia się kryzysu, rezultaty mogą być katastrofalne.
Etap trzeci kryzysu to końcowe stadium rozpadu społeczeństwa – podjęte zbyt późno działania nie wystarczają, upada organizacja społeczna i porządek prawny.
Tak?
Tak?
A może tak?
Postawieni w obliczu problemu ludzie przechodzą kilka stadiów percepcji:


