Dajmy ludziom to, co chcą usłyszeć

Uświadomienie sobie skali zagrożenia przytłacza. Przeciwdziałanie zmianom klimatycznym wymaga potężnego wysiłku, wymaga przebudowania społecznej świadomości, zainwestowania wielkich środków i rezygnacji z postaw konsumpcyjnych. Wymaga od ludzi przyznania, że są częścią problemu, porzucenia trybu beztroski i podjęcia wysiłku. Albo przyznania samemu przed sobą, że odpowiedzialność za swoje postępowanie i przyszłość naszych dzieci nic nas nie obchodzi. Ale to zepsułoby nasz wewnętrzny obraz jako człowieka. A tego nikt nie lubi... 

Jednak ludzie dysponują praktycznym mechanizmem obronnym - wyparciem niewygodnych myśli. Jeśli tylko przekonamy siebie, że w zasadzie to nic złego właściwie się nie dzieje, że ropy starczy na stulecia, że wcale nie wiadomo czy klimat Ziemi się zmienia, a jeśli nawet tak to pewnie następstwa będą korzystne...Tak! Wtedy jesteśmy rozgrzeszeni! Można dalej nic nie zmieniać, jeździć SUVem, wcinać przewożone przez pół świata sushi i latać na wakacje w tropiki. Fantastyczne rozwiązanie!
Nastawiamy więc ucha na argumenty dezawuujące zagrożenie.

Jest wiele grup, którym zależy na utrzymaniu status-quo. Dokładają one starań, aby nie podejmować działań, albo żeby były one podejmowane w jak najwęższym zakresie i jak najpóźniej. Szeroko znany jest przykład metody "zasłony dymnej" w temacie szkodliwości tytoniu, jaką stosowały koncerny tytoniowe.

Kiedy pojawiły się wyniki badań medycznych pokazujących szkodliwość palenia, koncerny tytoniowe podjęły działania mające na celu ukrycie wyników badań przed społeczeństwem. A kiedy w końcu wyniki te wypłynęły na światło dzienne koncerny wydały olbrzymie fundusze na zdyskredytowanie tych badań. Opłacano własne badania, fałszowano ich wyniki, wprowadzano w błąd opinię publiczną. Wszystko po to, żeby te fakty nie dotarły do świadomości ludzi i żeby Ci nie zaczęli rzucać nałogu, oraz żeby opóźnić i osłabić przyjęcie uregulowań prawnych dotyczących użycia, sprzedaży i reklamy papierosów. A że umierali ludzie? To nie było ważne.

Doktorzy palą Camele

Biznes ma tendencje do podejmowania decyzji korzystnych ekonomicznie. Tak działają korporacje. Jeśli jakaś decyzja jest korzystna finansowo, ale niekorzystna ekologicznie - większość firm podejmuje decyzję korzystną dla niej ekonomicznie. Nawet, kiedy w grę wchodzi naruszenie przepisów ekologicznych (albo prawa pracy, praw autorskich itp.) zarząd firmy rozważa wysokość kary i prawdopodobieństwo jej zapłacenia vs korzyści finansowe takiej decyzji. I jeśli uzna, że wysokość kary jest niewielka albo prawdopodobieństwo jej zasądzenia jest niewielkie - podejmuje decyzję korzystną ekonomicznie.

Dziś przeżywamy uczucie Déjà vu z czasów protytoniowej kampanii American Tobacco... Wiele materiałów pojawiających się w prasie czy w Internecie sceptycznych wobec globalnego ocieplenia, ośmieszających osoby aktywnie walczące o przyszłość planety zostało sfinansowanych przez właśnie przez takie instytucje.

Przykładem może tu być firma naftowa Exxon, która założyła think tank dedykowany właśnie lobbingowi, dyskredytowaniu faktów naukowych, finansowaniu badań "konkurencyjnych", rozpowszechnianiu wątpliwości, wypuszczaniu publikacji, dezinformowaniu mediów i polityków, finansowaniu ośmieszających filmików internetowych, prowadzeniu kampanii czy tworzeniu fikcyjnych fundacji i organizacji społecznych i ekologicznych które niby pełne dobrej woli działają na korzyść firmy-matki. (Argumenty sceptyków)

Stopniowo jednak rządy i koncerny finansujące dotychczas organizacje sceptyków pod ciężarem argumentów wycofują się z dotychczasowych pozycji, przyznają, że zmiany klimatu to rzeczywisty problem i ograniczają swoje wsparcie.

Świat zużywa coraz więcej energii z paliw kopalnych i coraz szybciej rośnie emisja CO2 do atmosfery. W przyszłości staniemy w obliczu katastrofalnego kryzysu energetycznego grożącego nam załamaniem się podstaw istnienia naszej cywilizacji. Następny artykuł: Życie na kredyt, czyli zapłacą dzieci.

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto