Hiperkonsumpcja

Proponujemy zacząć od obejrzenia filmu opowiadającego o naszej napędzanej konsumpcją kulturze - od eksploatacji zasobów naturalnych po spalarnię śmieci - pokazujący prawdziwy koszt działania liniowego systemu konsumpcji zasobów na skończonej przecież planecie.

Daje do myślenia, prawda? Jak to się stało, że doprowadziliśmy do sytuacji, w której niszczymy środowisko naturalne i wyczerpujemy jego zasoby w tempie, dla którego utrzymania potrzebowalibyśmy kilku planet, a nie jednej? Jak to możliwe, że ze wszystkich rzeczy, które kupujemy, po pół roku zostaje u nas w domu jedynie 1 procent? Co to za system, w którym na jeden kosz naszych śmieci przypada po drodze 70 koszy odpadów przemysłowych, często trujących i toksycznych? Jak to się stało, że wielu z nas nie ma czasu dla najbliższych, bo ciężko pracuje, żeby mieć pieniądze na kupowanie rzeczy, które mają wynagrodzić bliskim ich nieobecność i zmęczenie?

W krajach zachodnich żyjemy dziś wygodnie i bezpiecznie, nie grozi nam głód, mamy co na siebie włożyć. W domu zawsze jest ciepło, kiedy zechcemy możemy włączyć telewizor lub komputer i popatrzeć co się dzieje w innej części świata, jeśli to za mało, wsiadamy do samolotu i po kilku godzinach jesteśmy na miejscu. Czynności, które kiedyś zajmowały dużo czasu, dziś stały się proste - po żywność idziemy do sklepu, trzymamy ją w lodówce, pranie zrobi za nas pralka.
Poszliśmy nawet o krok dalej - to, ile konsumujemy i jak wiele rzeczy mamy, staje się miernikiem naszej wartości w społeczeństwie.

Zastanówmy się przez chwilę, jaki jest dzisiejszy przepis na szacunek i podziw otoczenia:

  • duży, bogato urządzony dom, im większy, tym lepiej, najlepiej na przedmieściach,
  • samochód, terenówka lub limuzyna, koniecznie nowa i błyszcząca, obowiązkowo z klimatyzacją,
  • wakacje w egzotycznych krajach, najlepiej jak najczęściej, oczywiście przelot samolotem i 5-gwiazdkowy hotel,
  • wysoka konsumpcja, nowoczesny sprzęt RTV, AGD, modne ubrania. Jeśli masz komputer lub komórkę sprzed 3 lat, lepiej się z tym ukrywać, bo to w wielu kręgach obciach,
  • życie na luzie i bez stresów - wszędzie dookoła wpajają nam "kult dnia dzisiejszego" - nie ważne jest to, co było, nie martw się przyszłością, "żyj jakby nie było jutra" - będziesz szczęśliwy i na topie. Refleksja? Odpowiedzialność społeczna? To nie jest trendy...

Mamy dziś dobra, o jakich mógł tylko marzyć egipski faraon, rzymski patrycjusz czy średniowieczny magnat: samochody, telewizory, lodówki, aparaty fotograficzne, telefony, samoloty, komputery.
Wciąż jednak chcemy więcej. Dlaczego? Psychologia społeczna odpowiada, że jest kilka przyczyn tego stanu rzeczy:

  • dużo warte przedmioty to manifestacja wysokiego statusu społecznego, szczególnie dobrze do tego celu nadaje się samochód - już na pierwszy rzut oka pozycjonuje właściciela na drabinie społecznej. Biedak nie jeździ przecież nowym Jaguarem. Demonstrowany wysoki poziom konsumpcji jest też wyraźnym sygnałem zachętą dla osób płci przeciwnej, w czym celują młodzieńcy z bogatych domów, używając swoich BMW i Porsche do polowań na dziewczyny. W biznesie również spotykamy się z ocenianiem kontrahenta po tym, czym przyjechał na spotkanie.
  • zawsze chcemy więcej, przyzwyczajamy się do tego, co już mamy i szukamy mocniejszej stymulacji. Jeśli udaliśmy się na wędkowanie i złapiemy 30 centymetrową rybę, cieszymy się, jesteśmy podekscytowani. Po minucie łapiemy kolejną 30 centymetrową rybę - super. I tak przez godzinę. W końcu przyzwyczajamy się do tego, nasz mózg oczekuje takiego rezultatu, i żeby wygenerować podniecenie na pierwotnym poziomie, musimy złowić coś większego (lub przynajmniej innego), w poszukiwaniu tego podniecenia przeniesiemy się w inny rejon jeziora. Nawet jeśli zaspokoimy swoje pragnienia, nasze poczucie zadowolenia po pewnym czasie stopniowo wraca do punktu wyjścia i potrzebujemy kolejnego, silniejszego bodźca, a potem jeszcze silniejszego.

Przeczytaj więcej o percepcji szczęścia ang .

Profesor Juliet Schor z Uniwersytetu w Bostonie przeprowadziła badania, demonstrujące, że niezależnie od tego, jak bogaci jesteśmy, zawsze chcielibyśmy jeszcze trochę więcej. Badanym zadawano pytanie ile zarabiają (czerwone słupki) i ile potrzebują, żeby zaspokoić swoje potrzeby (czarne słupki). Pytania zadawano co 2-3 lata. Okazało się, że chociaż średnio ankietowani po tych 2-3 latach zarabiali nawet więcej niż poprzednio deklarowali, że chcieliby zarabiać, to zawsze czuli niedosyt.

Rys. Wzrost dochodów vs wzrost pragnień.

Podobne badania przeprowadził ekonomista UCLA Richard Easterlin, wykuwając nawet termin "Paradoks Easterlina" mówiący o tym, że wskaźnik szczęścia ludzi pozostaje stały niezależnie od wzrostu dochodu. Uczestnicy badania określali na początku 10 rzeczy, których pragną (takich jak samochód sportowy, jacht, dom, prywatny odrzutowiec itp.). W ciągu trwającego 16 lat badania, reprezentanci wszystkich badanych grup wiekowych weszli w posiadanie części/wielu rzeczy, o których marzyli. Jednak, w każdym przypadku, ich pragnienia rosły szybciej niż nabytki. Wyraźnie posiadane jachty i samochody wcale nie czyniły ich szczęśliwszymi. Badania wskazują, że ludzi cieszy i nakręca nie samo posiadanie rzeczy, lecz właśnie stała pogoń za symbolami statusu społecznego.

Przeczytaj więcej o statusie społecznym, pędzie do posiadania większej ilości rzeczy i pieniędzy w kontekście uwarunkowań psychologiczno - społecznych i zużywania zasobów ang.

  • naśladujemy wzorce wpajane przez media pokazujące szczęśliwe życie bogatych ludzi. Nawet w biednych wioskach najuboższych krajów świata, kiedy pojawia się pierwszy telewizor, zbierają się wokół niego ludzie i podziwiają życie w Beverly Hills. I też chcą tak żyć - mieć domy z wygodami i samochody, robić zakupy w galeriach i zwiedzać świat. I jeśli nawet nie jest to od razu możliwe, to mają wzorzec do naśladowania. Jesteśmy otoczeni przez reklamy pokazujące bogatych, szczęśliwych ludzi, cieszących się, bo mają nowy samochód, lodówkę czy inny gadżet. Każdy z nas jest pod takim wpływem, i większość ludzi "kupuje to"... Jak bardzo ta postawa jest powszechna? Cytując za gazetą POLSKA, The Times, z 10.03.2008:

"85,7% badanych Polaków najbardziej pożąda drogiego samochodu. Dość przyziemnych marzeń. Z badania wynika, że większość respondentów nie chce już tylko zaspokajać podstawowych potrzeb, tj. posiadania mieszkania, taniego samochodu, komputera czy możliwości wyjazdu na wakacje. To już mamy, teraz pragniemy luksusu i życiowego komfortu. Dziś marzymy o drogim samochodzie i daczy za miastem".

Czytając taki tekst można się zastanowić, czy naprawdę tak nisko jako społeczeństwo upadliśmy. To ma być cel życiowy osiemdziesięciu kilku procent Polaków..? Drogi samochód..?A może to niezupełnie tak? Może to nie tyle badania społeczne, co artykuł sponsorowany, pokazujący "tak należy żyć, widzicie, to jest właściwe, to jest właściwy cel waszego życia...". Wydaje się nawet specjalne czasopisma, których jedynym celem jest zachęcanie do konsumpcji i kupowania coraz większej ilości gadżetów, które w sumie nie są nam wcale do życia potrzebne. Piękne, kolorowe czasopisma, sugerujące, że jak kupisz tą masę rzeczy, to będziesz na topie i będziesz miał powodzenie - będą się do Ciebie kleić przystojniacy/kobietki (niepotrzebne skreślić) jak z obrazka na okładce. Czyż to nie pociągająca wizja..?

W to wszystko zaangażowany jest potężny przemysł reklamowy. Jego klienci są bardzo bogaci i dołożą wszelkich starań, żebyśmy kupili ich towary. Kup nowy samochód, przeprowadź się do nowego domu, wymień telewizor na 50’ plazmę, czy wreszcie - skorzystaj z naszego kredytu - będzie Cię stać na wszystko czego zapragniesz... I tak razem, wspólnymi siłami, dealerzy samochodów, firmy FMCG, agencje turystyczne i banki osaczają swoje ofiary, a te zaczadzone obiecującymi im szczęście reklamami, biorą kolejne kredyty i ciężko pracują na rzeczy, które koniec końców wcale nie czynią ich szczęśliwszymi. A wychowanie (tresura?) konsumentów zaczyna się bardzo wcześnie...

Film o "tresurze" konsumentów

Warto zapoznać się z całością filmu "The Corporation", pokazującą sposób działania korporacji.

Model konsumpcyjny nie mógłby działać tak skutecznie bez eksternalizacji kosztów. Co to znaczy? Oznacza to, że koszty naszej konsumpcji ponoszą inni. Za przykłady mogą służyć ukryte koszty energetyki węglowej, samochodów i produkcji.

Model konsumpcyjny nie mógłby działać tak skutecznie bez eksternalizacji kosztów czyli przenoszenia kosztów naszej konsumpcji na innych. O eksternalizacji kosztów przeczytaj w artykule: Przenoszenie kosztów na innych.

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto