Oil Peak - Kącik sceptyka

Kącik sceptyka, czyli, „ropa była, jest i będzie”

Wielu ludzi nie dostrzega problemu, nie wierzy, że ropa może się skończyć – przecież była zawsze. I ma być dalej, to jasne.

Postawieni w obliczu problemu ludzie przechodzą kilka stadiów percepcji:

  • Negacja. "Peak oil? Bzdury! Ropa była zawsze i starczy jej na stulecia. Odkrywa się nowe złoża, uruchamia nowe platformy wiertnicze, wdraża nowe technologie. Bez stresów, kolego.
  • Złość „Ceny rosną przez te pijawki z ... (firm naftowych, rządów, OPEC, ...)”, strajk w Nigerii i Wenezueli, mroźna zima w Europie i USA, huragan w Zatoce Meksykańskiej, rebelianci w Iraku, napięcia Izrael-Iran, do tego ci spekulanci...
  • Złudzenia A co z nowymi technologiami wydobycia? Co z ciężką ropą? Co z biopaliwami? Są też piaski roponośne w Kanadzie. Niedługo będą auta na wodór. Będę mógł dalej jeździć autem, prawda? Ktoś, jakieś nowe odkrycia uratują sytuację... prawda?
  • DepresjaCholera... Nie mamy dostępnego alternatywnego źródła energii które mogłoby zastąpić ropę... No to mamy przegwizdane...”
  • AkceptacjaOK, nawet jak kończy się ropa i czekają nas ciężkie czasy, to co mam zrobić? Co ma zrobić rząd? Jak mam się przystosować? Jak doprowadzić do przełomu w technologii?"

Większość Polaków, wliczając to naszych polityków, jest na tym pierwszym etapie – kompletnie nie zdają sobie sprawy z sytuacji. W USA, a częściowo i w krajach Unii Europejskiej, wzrost cen paliw i szok tym spowodowany przeniósł świadomość znacznej części społeczeństwa do stadium 2 – złości na bliżej nieokreślone siły (bo przecież jaki sens miałoby obrażanie się na rzeczywistość geologiczną lub własny sposób życia?). Wysoka akcyza i podatki stabilizujące ceny paliwa oraz wzrost kursu złotówki nie zwróciły na razie uwagi Polaków na problem. Spytaj się swoich znajomych – wytrzeszczą oczy i zanegują.

Co bardziej świadomi rzeczywistości opowiedzą, że przecież ropy jest sporo, a przecież są biopaliwa, piaski roponośne w Kandzie, samochody elektryczne, tanieje energia słoneczna i wiatrowa. To wszystko prawda. Ale zapominają o jednym. Skala. Powtórz. SKALA. S-K-A-L-A. Skala. Dobrze. Znasz już liczby, wiesz, w jakim stopniu możemy skalować eksploatację piasków roponośnych czy biopaliw. Wiesz, że z szeroko pojętych źródeł odnawialnych czerpiemy jedynie kilka procent energii. Wiesz, że 98% paliw w transporcie to ropa. Owszem, jeśli będzie czas, możemy przejść od paliw kopalnych do alternatywnych źródeł energii. Ale przy skoncentrowanym wysiłku zajmie nam to przynajmniej kilkanaście lat.

Osoby, które przeszły przez ten etap, stają oniemiałe i myślą „jak mogliśmy wpakować się w takie szambo..?”. I niektórzy zostają w tym stanie, starając się wyprzeć te myśli z głowy – „nie chcę o tym myśleć, i tak nic nie mogę zrobić, będę więc korzystał z życia póki można”. Taka postawa to niestety część problemu, a nie rozwiązania.

Jeśli jednak człowiek ma w głowie trochę oleju, nie siada, czekając aż problem do niego przyjdzie, tylko dochodzi do wniosku, że ludzie osiągnęli tak wiele nie dzięki bezmyślności, lecz działaniu. Jak mam zmienić świadomość swego otoczenia, jak przebić się z wiedzą do mediów i osób decyzyjnych? Jak mam zmienić swoje życie i dać przykład innym?
Liczymy na Ciebie.

Czytaj: dyskusja wprowadzająca na The Oil Drum

Znaczna część „kącika sceptyka” pochodzi z portalu www.oilpeak.pl. Gorąco polecamy odwiedzenie tej strony. Oryginalne pytania i odpowiedzi z tej strony są oznaczone przez 'OP'. Ich uzupełnienia ze strony Ziemi Na Rozdrożu są oznaczone 'ZNR'.

Podobno mamy jeszcze biliony baryłek złóż, więc jak ropa może się skończyć?

OP: Przede wszystkim ropa nigdy się nie skończy. Fizyczna ekstrakcja złóż w 100% jest po prostu fizycznie niemożliwa. Cały problem polega jednak na malejącej produkcji, a nie na pozostałych złożach, czy nawet wysokości rezerw. Odpowiedź jednak na to pytanie jest bardziej złożona. W tej kwestii występują dwa poziomy ignorancji. Jeden, dosyć powszechny, będący typowym przekonaniem o nieograniczonych zasobach Ziemi, nie precyzuje, jakiej wielkości są złoża, po prostu ropy jest dużo. Drugi opiera się na błędnych (lub błędnie interpretowanych) danych USGS i powtarzanych przez kilka innych ośrodków takich CERA, czy EIA. Dane te były przygotowywane pod zamówienie polityczne i tak do rezerw wlicza się każdą kropelkę znanych złóż (np. łupki bitumiczne, substancja o wartości opałowej porównywalnej z pieczonymi ziemniakami), jak i te nieznane (czyli to co może kiedyś zostanie odkryte). W ten sposób z pozostałych złóż wielkości biliona baryłek, robi się ponad trzy biliony rezerw. Kreatywna księgowość w pełnej krasie. Dokładniejsze wyliczenia na ten temat znajdują się tutaj.

ZNR: Faktycznie, „ostatniej kropli” ze skorupy ziemskiej nigdy nie wyciśniemy, zawsze coś tam zostanie. Ale jeśli spojrzeć na problem pod kątem „kiedy wydobycie ropy przestanie zaspokajać nasze potrzeby”, to odpowiedź może brzmieć: już dziś sięgamy po coraz trudniejsze w eksploatacji złoża, nie robilibyśmy tego, gdyby ropę można było pozyskać z łatwiejszych i tańszych. Ten proces będzie się nasilał, aż w końcu nie będziemy w stanie utrzymać wydobycia na poziomie potrzeb.

Podobno ropy starczy nam jeszcze na 40 lat

OP: Współczynnik R/P, czyli rezerw do produkcji jest wyjątkowo mylący i w dodatku nigdy nie będzie równał się zero, tylko dąży do pewnej asymptoty wraz z malejącą produkcją. Wydobycie ropy nie odbywa się na podobnej zasadzie jak ma to miejsce w samochodzie, gdzie paliwa ubywa nam w dosyć równym tempie, do momentu, gdy bak jest niemal pusty. Produkcja w pewnym momencie osiąga szczyt i później stopniowo maleje, tak jak to miało miejsce w USA w roku 1970. Pozostałe zasoby ropy są coraz trudniej dostępne i niższej jakości.

ZNR: Nie wspominając o wiarygodności podawanych przez OPEC rezerw, „Oil Gap”, „Oil Export Gap” i „Political Oil Export Gap”.

Gdyby problem Peak Oil istniał na prawdę z pewnością rządy i duże korporacje by coś robiły, a media byłyby pełne informacji o zbliżającym się kryzysie.

OP: Pytanie na pierwszy rzut oka wydaje się logiczne, ale przynajmniej część rządów dobrze wie jaka jest sytuacja (np. USA, Szwecja, Australia). O działaniach rządów poszczególnych państw, czy też Unii Europejskiej, jak i mediów można już było przeczytać tutaj. Dość powiedzieć, że nawet Pentagon zamierza uniezależnić się od ropy do 2050r. i przejść na elektryczność i wodór. Należy zadać sobie pytanie, jaki Departament Obrony miałby powód, aby wprowadzać np. czołgi napędzane wodorem. Kwestia mody na ekologiczne rozwiązania?

ZNR: Zapraszamy do lektury aktualności. Polecamy też lekturę raportu Securing the UK’s energy future (pdf.)

Jeśli ceny ropy pójdą w górę, popyt spadnie i wszystko wróci do normy.

OP: Ropa jest dobrem o kluczowym znaczeniu, podobnie jak leki, czy żywność. Wysoka cena odtwarzaczy DVD, czy koszulek z podobizną Spidermana mogłaby “zniszczyć” popyt na dany produkt, ale nawet kilkukrotne podwyższenie ceny żywności nie zmniejszy znacznie zapotrzebowania na jedzenie. Są to tak zwane dobra o niskiej elastyczności popytu. Kryzysy naftowe, takie jak ten z 1973r. pokazują, że nawet znaczny wzrost cen obniża popyt jedynie o kilka procent. Dodatkowo ropa i jej produkty zaspokajają, bezpośrednio lub pośrednio, podstawowe potrzeby społeczeństwa, więc wysokie ceny paliw nie zmniejszą popytu na gaszenie pożarów, czy interwencje pogotowia, o produkcji żywności nie wspominając.

ZNR: W dużym stopniu stwierdzenie jest prawdą. Niska podaż podnosi ceny i niszczy popyt do poziomu podaży. Kiedy w USA w ciągu roku ceny paliwa dwukrotnie wzrosły, zużycie ropy spadło o 5%. Ludzie przesiedli się do mniejszych samochodów, przestali jeździć dla przyjemności, zaczęli współdzielić samochody itp. Ale też wyższe ceny to inflacja, oszczędzający ludzie to recesja. Pytanie, co nazywamy normą. Gospodarka jest w stanie łagodnie przyjąć na siebie nawet spory wzrost cen. Ale po przekroczeniu pewnego progu zaczyna się rozsypywać, a tego „normą” już raczej nikt by nie nazwał.
A przede wszystkim – problemem nie jest już nawet zmiana zapotrzebowania, ale coroczna utrata 4-5% mocy wydobywczych związana z wyczerpywaniem się eksploatowanych złóż.

Z pewnością znajdziemy jeszcze dużo ropy.

OP: Z pewnością od lat 60-tych znajdujemy coraz mniej ropy. Stany Zjednoczone, kraj który pod względem kapitałowym, technologicznym i politycznym, miał wyjątkowo dobre warunki do eksploracji nowych złóż, szczyt odkryć osiągnął w latach 30-tych! Predykcja USGS odnośnie przyszłych odkryć, okazała się jak dotąd przesadnie optymistyczna i jak do tej pory poziom rzeczywistych znalezisk wynosi niecałe 20% planowanego poziomu.

ZNR: Trochę znajdziemy, szczególnie w słabo eksplorowanych rejonach. Jednak ostatnie wielkie rejony roponośne odkryliśmy pod koniec lat ’60 XX wieku. To, co jeszcze znajdziemy, to będą małe, trudnodostępne złoża w Arktyce albo pod dnem oceanicznym. Koszty ich eksploatacji będą wysokie za to tempo wydobycia i EROEI niskie.

Czy biorąc pod uwagę rozwój naukowy i technologiczny nie można jednak mieć nadziei, że znalezione zostaną alternatywne źródła energii.

OP: Nadzieję zawsze można mieć. Nikt rozsądny jednak nie będzie opierał długofalowych decyzji na nadziei na opracowanie technologii, tak jak większość z nas nie zaciąga krociowych pożyczek w nadziei na wygrana na loterii, czy nawet na dostanie świetnie płatnej pracy. Z pewnością pojawią się nowe technologie, ale bez jasnego określenia celów a przede wszystkim wdrożenia, dostępnych już dziś rozwiązań, nadchodzące wyzwania mogą nas przerosnąć. Aktualnie nie stać nas na luksus bezczynnego oczekiwania na cudowne rozwiązanie.

ZNR: Sprawa jest zbyt poważna, żeby liczyć na łut szczęścia. Jak poczekamy zbyt długo, będzie za późno na program rozbudowy alternatywnych źródeł energii. Powinniśmy go uruchamiać jak najszybciej, bo wszystko wskazuje na to, że szczyt wydobycia ropy naftowej nastąpi w latach 2011-2012.

Już wielokrotnie mówiono, że ropa się skończy i jak do tej pory nic się nie wydarzyło.

OP: Na tak logiczne stwierdzenie można odpowiedzieć jedynie “nosił wilk razy kilka…”. Wszystkie obecne przewidywania opierają się na konkretnych danych i fakt, że ktoś w przeszłości popełnił błąd, czy też opierał się na niepełnych danych nie zmienia wartości obecnych opracowań i z pewnością nie wpłynie na rzeczywistą produkcję ropy.

ZNR: Już w latach ’50 XX wieku Marion King Hubbert wyliczył, że światowy Oil Peak będzie miał miejsce około roku 2000. Nie mógł wziąć pod uwagę długotrwałego kryzysu lat ’70  i ’80 i recesji, która spowodowała drastyczny spadek zużycia ropy oraz niesamowitego wzrostu efektywności wydobycia ropy ze znalezionych źródeł. Pomyłka o 10-15 lat w tak złożonej sytuacji to doskonały wynik. Cieszmy się, że to 10-15 lat na plus, niestety, z punktu widzenia przygotowań do kryzysu, kiepsko wykorzystanych. Poza tym, nieprzerwana i rosnąca eksploatacja zasobów nieodnawialnych koniec końców MUSI doprowadzić do ich wyczerpania, oczywiście można zastanawiać się kiedy...

Ludzkość z czasem znajdowała nowe źródła energii. Najpierw było drewno, później węgiel, a teraz ropa. Jak przyjdzie czas na pewno coś znajdziemy.

OP: Problem polega na tym, że czas na znalezienie nowego źródła energii już nadszedł, a my nadal nie posiadamy alternatywy. Wcześniejsze zmiany odbywały się stosunkowo łagodnie a niewykorzystane złoża węgla nadal są ogromne i wybór ropy i gazu ziemnego nie był dyktowany wyczerpaniem się zasobów.

ZNR: Czasu jest coraz mniej. Bierzmy się do roboty, bo jak będziemy udawać strusia i wsadzimy głowę w piasek, to skończymy w „wąwozie Olduvai” - czytaj o Teorii Olduvai na Wikipedii 

Przecież niedługo ma powstać reaktor termojądrowy. Ludzkości już nigdy nie zabraknie energii.

OP: To zależy od definicji “niedługo”. Planowany termin oddania pierwszego reaktora to 2040r. Kilka lat wcześniej mają się rozpocząć prace nad pierwszym komercyjnym projektem, który, jak dobrze pójdzie, zostanie uruchomiony w połowie XXI wieku. Moc takiego reaktora wynosić będzie 0,5GW, czyli zastąpienie elektrowni Bełchatów wymagałoby zbudowania 8 takich reaktorów i inwestycji w wysokości budżetu średniej wielkości państwa. Jest jednak teoretycznie możliwe, że w okolicach roku 2100 na Ziemi większość energii będzie pozyskiwana z tego źródła.

ZNR: Byłoby świetnie. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie mamy 30-40 lat. Do tego nie inwestujemy w badania środków proporcjonalnych do wagi wyzwania. USA i Europa co roku mogą spalać ropę za blisko 2000 miliardów USD, ale na badania nad fuzją termojądrową w przeciągu 50 lat wydatki wyniosą 60-80 miliardów euro, czyli niewiele ponad miliard rocznie – USA czy UE codziennie spalają ropę o takiej wartości.

To wszystko wina Chin, Indii i pozostałych państw rozwijających się. Gospodarki najbogatszych państw są coraz bardziej wydajne.

OP: Zużycie energii w przeliczeniu na głowę mieszkańca jest co najmniej kilkukrotnie wyższe w krajach rozwiniętych niż w krajach rozwijających się. I tak na przykład przeciętny Hindus zużywa ponad dziesięciokrotnie mniej ropy niż statystyczny mieszkaniec USA, więc nawet dynamiczny wzrost konsumpcji energii w Indiach powoduje, że wzrost liczony ilościowo (a nie procentowo) jest mniejszy. Wyjątkiem są Chiny (w 2004 wzrost rzędu 15%!), które niedługo mogą wyprzedzić Stany Zjednoczone, pod względem zużycia ropy. Jest to jednak kraj pięciokrotnie liczniejszy, więc ciężko obarczać kraje rozwijające się winą za nadmierną konsumpcję.

ZNR: Nawet jednak bez wzrostu popytu problem się pojawi – co roku tracimy 4-5% istniejących mocy wydobywczych w wyniku wyczerpywania się aktualnie eksploatowanych złóż ropy. To blisko 4 miliony baryłek/dzień, w porównaniu ze wzrostem zapotrzebowania na poziomie 1-1.5 miliona baryłek/dzień.

OP: Postulowanie zmniejszenia zużycia energii, to czysty bolszewizm. Zwolennicy PEAK OIL chcieliby, żebyśmy wszyscy wrócili do lepianek.


Przeświadczenie, że wysokość konsumpcji surowców i energii wpływa pozytywnie na poziom życia, czy też poczucie “szczęścia” (wartość trudno mierzalna) niestety nie znajduje odzwierciedlenia w faktach. Konsumpcja energii w USA jest dwukrotnie wyższa niż np. w Irlandii, przy identycznym poziomie PKB per capita. Irlandia nie jest tutaj wyjątkiem i cała Unia Europejska wykazuje niższy poziom zużycia energii niż Stany Zjednoczone czy Kanada. Tak samo zużycie energii w Arabii Saudyjskiej, jest o 50% wyższe niż w Danii, a poziom życia nieporównywalnie niższy. Kuba, która zużywa kilkakrotnie mniej energii w przeliczeniu na mieszkańca niż USA, podobnie jak Polska, zapewnia za darmo swoim obywatelom opiekę zdrowotną i edukację, czego pozytywne efekty daje się zauważyć w takich wskaźnikach jak niska śmiertelność niemowląt, czy też poziom czytelnictwa. Pewne ważne aspekty życia z punktu widzenia potrzebnych surowców, czy energii kosztują nas bardzo niewiele, dlatego mniejsze zużycie energii nie musi oznaczać niewygód, gorszego zdrowia, czy też zapaści kulturowej i cywilizacyjnej. Pewne czynności, od lat zalecane jako element zdrowego trybu życia (np. spożywanie organicznej żywności, czy też jazda na rowerze), są jednocześnie bardzo wydajne pod względem energetycznym. Żarówka LED jest około dziesięciokrotnie bardziej wydajna niż zwykła, a mówiąc prosto “świeci tak samo”. Przykłady można mnożyć i wiele spraw wystarczy robić inaczej, niekoniecznie z ujemnym skutkiem dla jakości życia, a z pewnością oszczędne gospodarowanie energią nie oznacza mieszkania w lepiankach. Dysproporcje w energetycznym koszcie osiągania pożądanego poziomu życia w poszczególnych krajach widać już przy analizowaniu “tradycyjnych” wskaźników, takich jak PKB, czy długość życia. Gdyby analizować zagadnienie z pomocą mniej popularnych wskaźników (czyt. czysto bolszewickich), takich jak Happy Planet Index, czy też bhutańskie “Szczęście Krajowe Brutto” dysproporcje byłyby jeszcze bardziej widoczne.

ZNR: Nie postulujemy powrotu do lepianek. Pomijając już to, że bez nowoczesnego rolnictwa na Ziemi mogłoby przeżyć maksymalnie 2 miliardy (z ponad 6.7 miliarda żyjących obecnie ludzi), to tak już jesteśmy przyzwyczajeni do wygody, że większość ludzi prędzej by chyba popełnilibyśmy zbiorowe samobójstwo, niż wróciła do lepianek. A rozwiązania: efektywność (np. Du Pont po wdrożeniu programu zwiększania efektywności zredukował zużycie energii o 72%, fabryka Opla w Gliwicach o 50%) i rozwój odnawialnych źródeł energii (im więcej chcemy ropy, tym więcej za nią płacimy, im więcej produkujemy ogniw słonecznych, tym mamy lepsze technologie i wynikający z masowej produkcji spadek cen).

Przecież są już samochody na wodór, które nie emitują spalin a przede wszystkim nie potrzebują ropy.

OP: Nie potrzebują ropy, a dokładniej jej pochodnych do napędzania silnika, ale potrzebują wodoru, który trzeba wyprodukować (sam w sobie nie jest źródłem energii, a jedynie jej nośnikiem). Obecnie na skalę przemysłową uzyskuje się go z gazu ziemnego, a jedyna metoda produkcji wodoru, nieograniczona przez skończone zasoby surowca, to elektroliza wody, tutaj jednak problem pojawia się ze sporą stratą energetyczną, (co najmniej 50%) spowodowaną sprawnością samego procesu elektrolizy jak i ogniwa paliwowego. Jeśli więc nie będziemy używać ropopochodnych do napędzania samochodów i nasz wybór padnie na wodór, powstaje pytanie, jakie będzie źródło energii używanej do elektrolizy. Jedynie węgiel i energia nuklearna mają wystarczający potencjał, aby teoretycznie zaspokoić zwielokrotnione zapotrzebowanie na energię elektryczną. W praktyce jednak w przypadku węgla oznacza to katastrofę ekologiczną (jak i nieunikniony peak coal do końca XXIw.), a w przypadku reaktorów jądrowych poza częstymi obawami o możliwość skażenia, awarii czy ataku terrorystycznego, powstaje pytanie czy możliwe byłoby wybudowanie tysięcy reaktorów (obecnie na świecie istnieje niewiele ponad 400). Nawet przy rozłożeniu tego procesu budowy na pół wieku, praktycznie co 1-2 dni powinna być rozpoczynana budowa kolejnego reaktora. Oprócz ograniczeń skali, są jeszcze pewne drugorzędne, choć niepomijalne wady tego rozwiązania. Ogniwa paliwowe wymagają drogich i rzadkich metali takich jak platyna, tu na szczęście można zaobserwować znaczący postęp technologiczny. Drugi problem dotyczy przechowywania wodoru. Ma on tak małe rozmiary, że w postaci gazowej “ucieka” z zamkniętych pojemników i praktycznie każda metoda ma swoje minusy (np skraplanie pochłania bardzo dużo energii). Rozwiązanie to ma jednak swoje niewątpliwe plusy i przy ograniczeniu zapotrzebowania na paliwa płynne ma szanse w przyszłości stać się praktycznym nośnikiem energii wszędzie tam gdzie dostarczenie jej za pomocą tradycyjnych sieci przesyłowych jest niemożliwe, lub nieopłacalne. Jak każda technologia ma swoje plusy i minusy.

ZNR: Kluczowym problemem OZE jest brak możliwości magazynowania energii (ropa, gaz i węgiel same z siebie są jej magazynami). Produkcja wodoru, kiedy jest energia, a następnie czerpanie energii z wodoru jako z jej magazynu, jest jakimś rozwiązaniem, na skalę pilotażową nawet stosowanym w praktyce, jednak wciąż odległym, ze względu na niską efektywność (wydajność cyklu prąd-wodór-prąd to 25%, w porównaniu do 86% dla baterii Li-ion), brak infrastruktury, krótki czas przechowywania (dni, maksymalnie tygodnie).

Gdyby wszyscy przesiedli się na samochody hybrydowe, potrzebowalibyśmy dużo mniej ropy.

OP: Faktycznie zużycie paliwa przez samochody hybrydowe jest mniejsze niż średnia dla pojazdów obecnie znajdujących się w użyciu. Jednak najnowsze małolitrażowe silniki Diesla są często bardziej wydajne, a jednocześnie mniej kosztowne. W dodatku pomysł zamiany samochodów spalinowych na hybrydy jest prosty jedynie na poziomie deklaracji. Dziś szacuje się, że na świecie w użyciu znajduje się 600 milionów pojazdów i ciężko spodziewać się szybszego niż dwudziestoletniego procesu wymiany na pojazdy hybrydowe.

ZNR: Nawet, gdyby wszystkie samochody od ręki zastąpić hybrydami (a projekt ich produkcji spowodowałby eksplozję „Oil Gap”) to Oil Peak przesunąłby się o 5 do 7 lat.

Przecież możemy jeździć na biodieslu, albo bioetanolu.

OP: Biopaliwa są obecnie jedyną alternatywą dla paliw płynnych i produkcja większości uprawianych w tym celu roślin, jest opłacalna zarówno ekonomicznie jak i energetycznie, (czyli otrzymujemy więcej energii niż zużyliśmy do produkcji). Są niechlubne wyjątki takie jak etanol uzyskany z kukurydzy czy zbóż, które balansują na granicy opłacalności energetycznej, jednak prace nad kilkoma perspektywicznymi technologiami, takimi jak etanol celulozowy, są na dobrej drodze i w niedługim czasie niewykluczone jest wprowadzenie ich na masową skalę. Jedyne zastrzeżenia, jakie można mieć do biopaliw do przede wszystkim wielkość produkcji. Mówiąc krótko mamy zbyt mało ziemi uprawnej, aby zaspokoić nawet znaczną część zapotrzebowania na paliwa płynne. Produkcja biopaliw wpływa też niekorzystnie na ceny i dostępność żywności, a w dodatku często potrafi być szkodliwa dla środowiska (np. wycinanie lasów pod pola uprawne w Ameryce Południowej).

ZNR: Biopaliwa dają obecnie niecałe 2 miliony baryłek/dzień, czyli niecałe 2% tego, co pozyskujemy z ropy, a już powodują ogromne problemy żywnościowe i wycinanie lasów tropikalnych. A nawet te 2% to rachunek optymistyczny, nie uwzględniający EROEI bliskiego, (a czasem poniżej) 1.  Biopaliwa 1, a nawet 2 generacji, nawet przy zajęciu całego możliwego areału uprawnego i uprawnych nieużytków (co rzecz jasna sprowadziłoby głód) zaspokoiłyby może ze 20% naszych potrzeb energetycznych, dopiero biopaliwa 3 generacji (z alg) pozwoliłyby na rzeczywiste zaspokojenie naszego zapotrzebowania na paliwo – tyle, że takie instalacje są dopiero na etapie pilotażu.

Energia Słońca, czy energia oceanów jest wielokrotnie większa niż zapotrzebowanie ludzkości na energię, wystarczy ją wykorzystać.

OP: Problem wykorzystania tej energii polega na skali naszych potrzeb. Pokrycie setek tysięcy kilometrów kwadratowych drogimi panelami fotowoltaicznymi, ze względów ekonomicznych, jak i praktycznych nie wchodzi w grę. Ta tzw. energia oceanów, pod którą przede wszystkim rozumie się energię pływów, ale także różnice temperatur czy też zasolenia wody morskiej, stanowią energię bardzo rozproszoną i przez to bardzo trudną do wykorzystania na nasze potrzeby. Dobre warunki do wykorzystania energii pływów występują w niewielu miejscach na Ziemi, a w pobliżu znacznych skupisk ludności w grę wchodzą praktycznie tylko wybrzeża Wielkiej Brytanii i Norwegii.

ZNR: Owszem, nie jest to proste. Ale uważamy, że wykonalne w horyzoncie kilkunastu lat.

Ludzie wymienią żarówki na energooszczędne, a sprzęt AGD na nowy o klasie A i zużycie energii znaczenie spadnie.

OP: Pomijając zjawisko paradoksu Jevonsa, oszczędności niestety szukać powinno się tam gdzie jest największe zużycie energii - w przemyśle, przy ogrzewaniu budynków, w transporcie etc. Nawet całkowite wyłączenie światła w domu, nie spowoduje takiego spadku zapotrzebowania na energię, jaki może dać obniżenie temperatury w domu o 1-2 stopnie, czy też dojazdy do pracy na rowerze, lub publicznymi środkami komunikacji. Oszczędności oczywiście należy szukać wszędzie, jednak tak postulowane przez niektórych całkowite wyłączanie sprzętu elektronicznego, (czyli niepozostawianie go w trybie stand-by) spowoduje bardzo nieznaczny spadek zużycia energii (w dodatku poza szczytem). Zakup energooszczędnej żarówki, czy kupno nowego sprzętu AGD ze znaczkiem A+, nie rozgrzesza nas z pewnością i warto przemyśleć specyfikę działania danego urządzenia, aby nie okazało się, że bardziej oszczędna technologia powoduje zwiększenie zużycia energii. Tak może się stać jeśli zainstalujemy żarówki CFL w miejscu gdzie światło jest włączane jedynie na krótki okres czasu (korytarze, łazienki), jako że przy starcie pobór energii jest znacznie wyższy niż wskazywałaby nominalna moc oświetlenia. I pamiętajmy zawsze, że do produkcji nowych urządzeń potrzeba sporo energii, czasami więcej niż dane urządzenie zużyje w trakcie swojego funkcjonowania.

ZNR: To dobry kierunek, ale sam w sobie nie rozwiąże problemu. Przyjrzyjmy się liczbom – w domach jest zużywana ¼ energii, w przemyśle ¾. Przemysł może zredukować praktycznie od ręki zapotrzebowanie o 20-30%, a przy większych inwestycjach do 50% - bez zmiany technologii. W domach liczby te są jeszcze wyższe. Zmiana sprzętu, a szczególnie włączanie go we właściwej ilości (np. 1 żarówka we właściwym miejscu zamiast 3) i czasie, pozwala na oszczędności w zużyciu prądu na poziomie 40-70%. Podobnie jest ze zużyciem wody (w mieszkaniach, największy efekt daje prysznic zamiast siedzenia w wannie i przelewania wody).

Wyższe ceny ropy spowodują rozwój nowych technologii, a wydobycie ze złóż dotychczas nieopłacalnych nabierze ekonomicznego sensu.

OP: Ta strona jest poświęcona przede wszystkim zagadnieniu peak oil, którego podstawy leżą w nauce i prawach fizyki. Kwestie ceny ustala rynek, (czyli omylne ludzkie istoty) i jak dotąd większy wpływ na ten czynnik miały wydarzenia na Bliskim Wschodzie, czy wypowiedzi Hugo Chaveza, niż np. zasada zachowania energii. Nawet astronomiczna cena ropy nie zmaterializuje nowych zasobów. Mówiąc krótko Z pustego i Salomon nie naleje. Ekonomiczność należy też rozpatrywać pod względem energetycznym. Jeżeli musimy zużyć więcej energii niż będziemy w stanie uzyskać, to całe przedsięwzięcie traci sens z punktu widzenia nie tylko ekonomii, ale i realiów czysto fizycznych. W Stanach Zjednoczonych, gdzie znajdują się jedne z najbardziej wyeksploatowanych złóż, przeciętnie trzeba zużyć 4 baryłki ropy do uzyskania 10. Zainwestowanie tych samych 4 baryłek w produkcję biopaliw mogłoby dać większy zysk energetyczny.

ZNR: W dużym stopniu wyższe ceny paliw (wraz z perspektywą ich dalszego wzrostu, a także wprowadzenia stopniowo rosnących podatków węglowych) stymulują postęp technologiczny w OZE i energooszczędności, zmieniają też praktyki wykorzystania energii (mniejszy samochód, współdzielenie, jazda kiedy to naprawdę niezbędne, ocieplenie domów itp.). Wydobycie trudniejszych złóż rzeczywiście nabiera sensu ekonomicznego, jednak do pewnego momentu – spadek EROEI do 1 lub brak słodkiej wody przy eksploatacji piasków roponośnych i łupków bitumicznych może spowodować zahamowanie eksploatacji.

Pójdź dalej - o co chodzi z tymi zmianami klimatu? Przeczytaj wprowadzenie do zmian klimatu.

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto