Etap 3 kryzysu - Koniec Świata

Etap trzeci kryzysu to końcowe stadium rozpadu społeczeństwa – podjęte zbyt późno działania nie wystarczają, upada organizacja społeczna i porządek prawny, rolnictwo cofa się do epoki przedprzemysłowej, nie wystarcza żywności dla wszystkich – ludzie już tylko walczą o przeżycie. Jeśli pójdzie źle, to świat jak z Mad Maxa i Fallouta, a jeśli lepiej, to jak z Korei Północnej i Orwella...

Ale najpierw poznajmy pojęcie carrying capacity .

W roku 1944 na Wyspę Świętego Mateusza badacze przywieźli 29 reniferów. Okazało się to dla nich wymarzone miejsce – pełno żywności, dobry klimat, bezpiecznie, brak drapieżników. Renifery zadomowiły się na wyspie, a ich populacja zaczęła szybko rosnąć, w 1957 na wyspie było już 1350 osobników, a w 1964 aż 6000.
Ale dwa lata później, w 1966 roku, na wyspie pozostały tylko 42 żywe renifery, wszędzie walały się kości zmarłych zwierząt.

Wyginięcie Populacji

Co się stało? Populacja reniferów nie była w żaden sposób zagrożona i mogła się bez przeszkód mnożyć. Jednak liczba reniferów wzrosła tak bardzo, że zjadły całą jadalną roślinność na wyspie. Zaczął się masowy głód, który przeżyły jedynie nieliczne najsilniejsze i mające najwięcej szczęścia jednostki.

W zasadzie można to było przewidzieć, renifery nie potrafią jednak przewidywać i planować, podobnie jak bakterie w szalce Petriego, które mnożą się ekspotencjalnie, wyjadają całą pożywkę, a potem wszystkie giną.

Głupiutkie te renifery i bakterie... Nie to co my, prawda..?

Pojęcie Carrying Capacity oznacza, jaki jest rozmiar populacji, który może utrzymać się na danym terenie. Przyjrzyjmy się temu pojęciu bliżej z pomocą poniższego wykresu.

Liczba Ludzi

Z początku populacja (np. reniferów na wyspie, lub mieszkańców Wyspy Wielkanocnej) jest niewielka – znacznie poniżej limitu, który może zapewnić środowisko. Limit jest określony przez zasoby odnawialne, np. wodę czy jedzenie. Dopóki populacja zużywa mniej zasobów, niż jest odtwarzanych nie ma problemu. Wszystko może ładnie działać aż do momentu, kiedy katastrofa naturalna czy zmiany klimatu nie obniżą carrying capacity. Albo, kiedy populacja przekroczy ten poziom.

Rosnąca populacja jest z reguły nieświadoma istnienia limitów. O ile tylko może – mnoży się, wykorzystując coraz więcej zasobów. W pewnym momencie liczba osobników wzrasta powyżej progu zrównoważonego rozwoju – zaczyna konsumować więcej, niż środowisko jest w stanie odtworzyć, czy to zjadając rośliny, jak w przypadku reniferów, czy też wycinając drzewa i degradując glebę, jak w przypadku Wyspy Wielkanocnej lub Angkor Wat. To tak zwany „overshoot” – populacja żyje, a nawet może się dalej mnożyć, ale odbywa się to za cenę postępującej degradacji środowiska i wyczerpywania zasobów w tempie szybszym, niż są one odtwarzane. 

W pewnym momencie zasoby się wyczerpują, lub stają się nieproporcjonalnie trudne w pozyskaniu. Jednostki desperacko walczą o przeżycie, rabunkowo grabiąc pozostałe zasoby (czy to jedząc małe młode roślinki, z których nie wyrosną już duże, czy to wycinając ostatnie drzewa i czyniąc tereny pustynią). Carrying capacity drastycznie spada. Populacja musi się dostosować do nowych warunków – przeżywa tylko tyle osobników, ile jest w stanie przeżyć w nowych (zdegradowanych) warunkach. Ponieważ z reguły populacja końcowa jest znacznie niższa, niż początkowa, w przypadku kultur ludzkich dochodzi do głosu mechanizm „jeśli oni zginą, moje szanse wzrosną”. Ludzie organizują się w grupy i zabijają innych – jak na Wyspie Wielkanocnej, to zwykła strategia maksymalizująca jednostkom szanse na przetrwanie.

Carrying capacity można sztucznie zmienić świadomą działalnością. Dobrą tego ilustracją są kolejne transformacje społeczne i środowiska, przechodzone przez ludzkość: od łowców – zbieraczy, przez rolnictwo przedprzemysłowe po obecne rolnictwo przemysłowe.
Kultury zorganizowane jako łowcy – zbieracze, bazując na naturalnych zasobach środowiska, do przeżycia potrzebowały bardzo dużej powierzchni, w zależności od warunków geograficznych na 1 km2 mogło przeżyć od 0.1 do 10 osób.

Wprowadzenie rolnictwa, choć oznaczało znacznie cięższą pracę i mniej czasu wolnego, pozwoliło zwiększyć carrying capacity do poziomu kilkunastu do nawet ponad 200 osób/km2 na terenach delt, dając tym społeczeństwom przy okazji przygniatającą przewagę liczebną i militarną nad społecznościami łowców-zbieraczy.

W starożytności na naszej planecie żyło około 300 milionów ludzi, a nasza populacja przez długi czas pozostawała na relatywnie niezmienionym poziomie. W czasach Oświecenia udoskonalenie metod uprawy i funkcjonowania społeczeństwa pozwoliło na wzrost populacji do 600 milionów.

Zielona rewolucja, związana z wprowadzeniem pestycydów, nawozów sztucznych, mechanizacją rolnictwa i transportem pozwoliła obniżyć pracochłonność i podnieść wydajność rolnictwa oraz ilość dostępnej żywności do bezprecedensowego poziomu. Dziś na Ziemi żyje ponad 6,5 miliarda ludzi, a możliwość utrzymania tak wysokiej (i wciąż rosnącej) populacji zawdzięczamy właśnie zielonej rewolucji. Ta zaś nie byłaby możliwa bez ropy. Gdyby zabrakło ropy, to szacuje się, że nawet przy dobrej organizacji społecznej, carrying capacity spadłoby do poziomu 2 miliardów osób.

Ostatni, trzeci etap kryzysu, następuje, kiedy wysiłki rządów okazują się spóźnione – zasoby paliw wyczerpują się szybciej, niż społeczeństwa są sobie w stanie z tym poradzić. Upada przemysł, całe rejony krajów i kraje obejmują masowe bezrobocie, zamieszki i przemoc. Kraje posiadające jeszcze zasoby ropy zamykają granice i zatrzymują zasoby dla siebie. Dochodzi do wojen o surowce. Nie ma środków technicznych, energii, funkcjonującego przemysłu i organizacji społecznej pozwalających na inwestycje w alternatywne źródła energii.

Upada również infrastruktura energetyki konwencjonalnej – rurociągi nie są w stanie transportować tak małych ilości ropy, zaczyna też brakować części zamiennych, wstrzymywanie pracy fabryk oznacza, że nie ma też komponentów do budowy wymagających technicznie szybów naftowych i platform wiertniczych (aby wybudować taką platformę potrzeba około 50000 różnych, sprowadzanych z całego świata, części).

Załamanie transportu, przemysłu i rolnictwa przemysłowego oznacza spadek carrying capacity do poziomu 2 miliardów ludzi. Co oznacza, że 5 miliardów musi umrzeć...
W Polsce mieszka obecnie 38 milionów ludzi – podobnie, jak pod koniec lat ’30 XX wieku, kiedy to populacja Polski liczyła 35 milionów ludzi. Co prawda, dziś blisko 2/3 ludności mieszka w miastach, a wtedy jedynie 1/3, ale teoretycznie rzecz biorąc, po przeprowadzce kilkunastu milionów ludzi na wieś i podjęciu przez nich uprawy roli, utrzymanie polskiej populacji w warunkach rolnictwa przedprzemysłowego wydaje się jak najbardziej możliwe. Przeszkodą mogą tu być katastrofy klimatyczne, destabilizacja sytuacji zewnętrznej, napływ uchodźców z zewnątrz, wzrost przestępczości, brak możliwości utrzymania ładu społecznego.

Jeśli nie uda się opanować sytuacji – a w wielu krajach byłby z tym problem, związany z carrying capacity i niemożnością przeżycia całości populacji – bandy zdesperowanych ludzi, walcząc o żywność, zaczną napadać i grabić funkcjonujące wciąż gospodarstwa. Uprawa roli i hodowla będą wiązać się ze zbyt dużym ryzykiem i będą zarzucane, co spowoduje dalszy spadek carrying capacity, tym razem już poniżej poziomu rolnictwa przedprzemysłowego. W tym świecie chaosu, gdzie nikt nie uprawia pól, byłoby miejsce już tylko dla populacji na poziomie łowców zbieraczy, czyli kilku na 100 obecnie żyjących osób. Ponad 90 ze 100 osób musiałoby zginąć w ciągu kilku lat.

 Koniec zorganizowanej produkcji rolnej to także koniec miast i zorganizowanego społeczeństwa. To świat jak z Mad Maxa i Fallouta – cena życia spadnie do zera (a nawet poniżej, bo eliminacja każdej osoby przecież zwiększa szanse pozostałych).

Czytaj więcej na drmillslmu.com - Psychologia społeczna a Peak Oil

Kiedy sytuacja zacznie zmierzać w tym kierunku, zdesperowani ludzi zgodzą się na wszelkie kroki, żeby pozostać przy życiu. Zrezygnują z dzisiejszych praw obywatelskich, prawa do sądu, domniemania niewinności i tak oczywistej dziś wolności osobistej. Oddadzą to wszystko za bezpieczeństwo. Od władzy będzie wymagać się wyprowadzenia wojska na ulice, strzelania bez ostrzeżenia do rabusiów, włamywaczy i demonstrantów, totalnej inwigilacji z użyciem zaawansowanej elektroniki – a możliwości w tym zakresie są już rzeczywiście imponujące.

Wiemy już, jak nie chcemy, żeby było. Jesteśmy jednak wciąż na rozdrożu. Z tego punktu mamy kilka dróg. Niektóre z nich zostały już nawet przedstawione w filmach. Jak wyglądają drogi do przyszłości, którymi możemy pójść?

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto