Etap 2 kryzysu - problemy społeczne

Etap drugi kryzysu to kolejne stadium rozpadu społeczeństwa - dotychczasowe reguły funkcjonowania gospodarki i społeczeństwa nie wytrzymują konfrontacji ze zmienionymi warunkami - to rzeczywistość, którą możemy porównać z czasami wojennymi lub najgłębszą recesją Wielkiego Kryzysu.

Na ulicy znajduje się niespotykana ilość nieprzystosowanych ludzi. Specjaliści od PR, transportowcy, informatycy - w epoce zaciskania pasa nikt nie potrzebuje ich usług. Stracili pracę, domy, samochody, nie wiedzą, co mogą ze sobą zrobić. Ich świat się załamał. To masa sfrustrowanych ludzi, którzy tylko czekają, żeby ktoś pokazał im winnych. To mogą być obcokrajowcy, mogą też być ich bogaci sąsiedzi. Z początku ukradnie się im benzynę z baku. Później okradnie mieszkanie. A następnie... ale to już trzecie stadium kryzysu.

Kraj ma trudności z uregulowaniem rachunków za ropę. Eksporterzy mówią - nie ma sprawy - i tankowce płyną gdzie indziej - chętnych na ropę nie brakuje. Cena jest słona, ale kto ma pieniądze - dostanie ją.

Następują okresowe wyłączenia prądu (blackouty). Przerwy w dostawie prądu paraliżują działanie reszty wciąż funkcjonujących przedsiębiorstw. Gospodarka krajów uprzemysłowionych to bardzo efektywny, ale jednocześnie skomplikowany i delikatny mechanizm. Działanie praktycznie wszystkich firm zawiera w sobie domyślne założenie, że dostawy energii są stałą częścią rzeczywistości, że na stacji benzynowej będzie benzyna, a w gniazdku prąd.

Zaburzenie w rodzaju permanentnego kryzysu energetycznego może ujawnić, że ta struktura to domek z kart, a wyciągnięcie z domku karty "paliwa kopalne" spowoduje rozsypanie się całości układanki.

Rządy są bezradne - problem braku paliw nie może być rozwiązany na poziomie narodowym, a w każdym razie nie w czasie krótszym od dekady, a i to, gdyby były dostępne zasoby (a na tym etapie już nie są).

Czytaj więcej w "Oil Peak" czy "Granice Wzrostu" pl

Recesja do pary z inflacją tworzą zabójczą dla gospodarki mieszankę. Banki centralne mogą podnieść stopy procentowe i walczyć z inflacją, ale to oznacza zabranie kapitału z rynku i kolejne bankructwa, a także, politycznie nieakceptowany, wzrost odsetek od zaciągniętych przez ludzi kredytów. Alternatywnie mogą utrzymać niskie stopy procentowe, ale to oznacza nakręcanie spirali inflacyjnej, i na dłuższą metę jeszcze gorszą sytuację. Stagflację można by przezwyciężyć przywracając dostawy brakującego surowca - ale to nie jest możliwe. W gospodarce robi się naprawdę gorąco.

Pierwsze upadają przedmieścia. Kiedyś symbol statusu i dobrobytu, ich istnienie było warunkowane tanim i powszechnym transportem osobowym. Kiedy dojazdy stały się zaporowo drogie - nikt nie chce już tu mieszkać.
Do społeczeństwa wreszcie dociera prosta prawda o życiu na przedmieściu. Jeśli nie masz na paliwo, nie dostaniesz się do pracy. Jeśli nie dojedziesz do pracy, nie zarobisz pieniędzy. Jeśli nie zarobisz pieniędzy, nie będziesz mógł kupić jedzenia. Ups.

Przy dystrybutorach stacji benzynowych dochodzi do zamieszek.

W próbie ratowania sytuacji rządy wprowadzają racjonowanie paliwa i reglamentację towarów. Do podjęcia są trudne decyzje - dla kogo będzie paliwo (i dla kogo paliwa nie będzie). Lista, "komu zabrać" jest długa:

  • prywatny transport samochodowy
  • komunikacja publiczna
  • drogowy transport towarów
  • policja
  • straż pożarna
  • oświetlenie miast
  • ogrzewanie
  • przemysł
  • rolnictwo
  • budownictwo i infrastruktura
  • rybołówstwo
  • szpitale i opieka medyczna
  • lotnictwo
  • wojsko
  • energetyka
  • wydobycie surowców
  • koleje

A decyzje?

  •  Pierwsze odpadają z listy auta osobowe - zużywają połowę spalanych w kraju paliw, a gospodarka jest w stanie bez nich jakoś funkcjonować. Można w ogóle zakazać ich używania, drastycznie ograniczyć przydziały benzyny, zaporowo ją opodatkować - to już technikalia. Samochody osobowe pierwsze znikną z ulic.
  • Komunikacja publiczna - jest energetycznie wielokrotnie efektywniejsza od aut prywatnych. Jeśli gospodarka ma jakoś działać - transport publiczny trzeba jakoś utrzymać. Najłatwiej utrzymać działanie tramwajów i kolei elektrycznych - do ich działania nie potrzeba ropy. Na krótki dystans zaleca się korzystanie z rowerów.
  • Drogowy transport towarów zostaje silnie zoptymalizowany - transport między miastami tylko koleją, na transport ładunku koleją wystarczy 1/10 paliwa spalanego podczas transportem TIRem.
  • Policja - jej również dotykają obostrzenia. Mniej patroli autem, więcej pieszo, konno i rowerem. Wywołana biedą przestępczość wymusza utrzymanie, a nawet wzmocnienie sił policyjnych.
  • Straż pożarna - zanim wozy gdzieś wyjadą, 3 razy trzeba się upewnić, że jest to konieczne. Jeśli coś przez to spłonie - mówi się trudno - i tak jest mnóstwo niezamieszkałych domów.
  • Oświetlenie miast - rosnąca przestępczość wyklucza zupełne wyłączenia. Pali się co piąta latarnia. Żadnych neonów, iluminacji mostów, budynków i innych sposobów na ekstrawaganckie marnowanie energii.
  • Ogrzewanie - w domach są instalowane czujniki temperatury, wprowadzone zostają limity temperatury w domach do 15 stopni. Trzeba przeprosić się ze swetrem i polarem.
  • Przemysł - najbardziej energochłonne gałęzie przemysłu zostają zawieszone - można jakiś czas przetrwać bez hut i cementowni - kto by w takich czasach budował domy lub infrastrukturę.
  • Rolnictwo - zużycie energii jest optymalizowane. Komasacja pól, redukcja zużycia nawozów sztucznych, redukcja pracy maszynowej na rzecz ręcznej - przy okazji będzie zajęcie dla bezrobotnych PR-owców, informatyków, ekonomistów i hutników.
  • Budownictwo i infrastruktura - jedynie minimalna konserwacja istniejącej infrastruktury. O ile to możliwe - prace nad infrastrukturą umożliwiającą wyjście z kryzysu - odnawialne źródła energii, zelektryfikowane linie kolejowe i itp.
  • Rybołówstwo - nie bardzo jest na to paliwo. Pozostaje powrót do statków żaglowych. Ryby będą miały wytchnienie.
  • Szpitale i opieka medyczna - żadna opieka medyczna nie jest w stanie uleczyć wszystkich. Standardy się obniżają. Nie ma już mowy o leczeniu chorego, którego trzeba leczyć za miliony. Szpitale mają zapewnić opiekę jak najszerszemu gronu ludzi jak najniższym kosztem i z jak najniższym zużyciem energii. Pozostają jednak priorytetem energetycznym. To symbol istnienia porządku społecznego.
  • Lotnictwo. Żegnamy. 
  • Wojsko - o ile nie grozi konflikt zewnętrzny następuje zmiana roli. Nie będą potrzebne bombowce i czołgi - w obliczu zamieszek wojsko ma wspomóc policję. Jest z tym problem - żołnierz jest szkolony, żeby zabijać, a nie aresztować, ale w pewnych sytuacjach może to być nieodzowne. Konieczna może być też ochrona granic - w sąsiednich krajach sytuacja może wyglądać jeszcze gorzej. W przypadku pojawienia się napadających gospodarstwa rabusiów ochrona farm stanie się priorytetem. W każdej wiosce drużyna wojska, a w miejscowościach powiatowych grupy szybkiego reagowania?
  • Energetyka - zapomnijmy o tym, że prąd w gniazdku ma być i przypomnijmy sobie, co to znaczy 20-ty stopień zasilania (jak będzie dobrze). Być może prąd będzie w sieci o pewnych godzinach, w niektóre dni. Być może niektóre firmy (np. produkujące panele słoneczne) czy organizacje (np. służby medyczne) będą potraktowane priorytetowo. Komputery i Internet także czekają ciężkie czasy...
  • Wydobycie surowców - bez stałego dopływu metali, minerałów, węgla i całej reszty fabryki staną. Nie ma towarów, nie ma pracy. Nawet przy drastycznym ograniczeniu konsumpcji i rozwinięciu odzysku surowców wtórnych, utrzymanie działania tego sektora będzie krytyczne dla istnienia społeczeństwa przemysłowego.
  • Koleje - zelektryfikowane koleje to właściwie jedyny sposób na utrzymanie masowego transportu lądowego osób, surowców i towarów. Załamanie transportu kolejowego oznaczałoby najprawdopodobniej rozpad społeczeństw do poziomu lokalnego.

Świat bez ropy...
Niewesoła wizja. W biednych krajach, których nie stać na ropę, to już rzeczywistość dla całych grup społecznych: Indonezja, Kuba, Nikaragua, Gwatemala, Salwador, Honduras, Dominikana, Korea Północna, Zimbabwe, Pakistan... Elektrownie nie pracują, wodociągi nie działają, transport kołowy zamiera i wraca do standardów XIX w.

Wszystko to jednak relatywnie ubogie kraje, których gospodarki i społeczeństwa nie uzależniły się aż tak jak my od konsumpcji energii i wiedzą jeszcze, że jedzenie nie bierze się z supermarketu, a ubranie z galerii handlowej. Dla krajów uprzemysłowionych brak ropy to upadek z dużej wysokości, szok psychiczny, dezorientacja i panika społeczna.

Pierwszą odsłonę kryzysu naftowego mieliśmy w 1973 roku. Kryzys trwał kilka miesięcy i został relatywnie łatwo zażegnany. Wszystkie kraje uprzemysłowione wprowadziły drastyczne ograniczenia. W Holandii od 4 listopada zaczął obowiązywać „paliwowy stan nadzwyczajny", polegający m.in. na zakazie używania prywatnych samochodów w niedziele. We Włoszech potrojono opłaty za autostrady i nakazano zamykanie stacji benzynowych w soboty i w niedziele. W Japonii prywatnym samochodem w ogóle już nie było wolno wjechać na autostradę. Rząd Wielkiej Brytanii, korzystając z doświadczeń II wojny światowej, zaczął przygotowania do wprowadzenia systemu kartkowego na paliwo, choć wstrzymywał się z tym, poprzestając na wydaniu nakazu dystrybutorom ograniczenia jego sprzedaży o 10 proc. Francuzi wprowadzili ograniczenie temperatury w budynkach publicznych i mieszkaniach. Witryny musiały być wygaszane po godz. 22. Rozpoczęto również propagandową akcję, nakłaniającą ludzi do oszczędzania energii. Wśród rad, dawanych obywatelom, znalazły się m.in. takie: "Zainstaluj w każdym pomieszczeniu termometr, aby kontrolować temperaturę", "Nakryj naczynie, kiedy chcesz zagotować wodę", a nawet: "Lodówka wymaga mniej prądu w pomieszczeniu chłodnym".

Od 19 listopada w USA, temperatura w urzędach, szkołach, sklepach, a nawet prywatnych mieszkaniach nie mogła być wyższa niż 19ºC. Rządowe samochody i ciężarówki otrzymały zakaz przekraczania prędkości 50 mil na godzinę. W wielu stanach takie limity prędkości wprowadzano dla wszystkich pojazdów. Nawet okręty wojenne USA nie mogły pływać z prędkością większą niż 16 węzłów bez wyraźnej potrzeby. Żeby dać przykład obywatelom, na korytarzach w Pentagonie wykręcono większość żarówek. Modne stały się wspólne dojazdy do pracy sąsiadów, promowane przez lokalne rozgłośnie radiowe.

Dzisiejszy świat jest znacznie bardziej uzależniony od energii, niż ponad 30 lat temu. W kwietniu 2008 roku na kilka godzin zabrakło prądu w Szczecinie. Kilka godzin. Jedno miasto. A rezultat?

Miasto zostało całkowicie sparaliżowane. Przestały działać telefony, lodówki, komputery, wodociągi, telewizory, windy, sygnalizacje świetlne, przepompownie ścieków - wszystko, co tylko jest zasilane prądem elektrycznym. Szpitale korzystały z zasilania awaryjnego. Nie jeździły tramwaje, nie działały banki i bankomaty. Sklepy były w większości pozamykane, nie działały kasy, a na stacjach benzynowych dystrybutory. Zawiodło także miejskie centralne ogrzewanie. Nie działała telewizja i Radio Szczecin. Porządku na ulicach pilnowały wzmożone siły policji i wojsko. Biznes za to robili właściciele warzywniaków i przyczep z hot-dogami.

A teraz wyobraźmy sobie, że brak energii staje się permanentny.
Straty przedsiębiorców liczone byłyby w milionach. W razie takiego kryzysu nasiliłaby sie przestępczość, mogłyby też wybuchnąć zamieszki. Po prostu należy sobie wyobrazić sytuację taką, jak w Szczecinie, ale trwająca nie kilka godzin, ale kilka dni czy tygodni. Wielu rodzinom skończyłyby sie zapasy pożywienia. Chorzy musieliby być ewakuowani ze szpitali. Naziemna łączność telefoniczna zostałaby przerwana, przeciążone łącza telefonii komórkowej także by nie wytrzymały - w takim kontekście pomysły z wyeliminowaniem pieniędzy i zastąpieniem ich płatnościami elektronicznymi z użyciem sieci komórkowej brzmią jak dalsze uzależnienie społeczeństwa od techno-świata i proszenie się o katastrofę. Miasto takie pogrążyłoby sie w całkowitym chaosie. Należy zadać sobie pytanie, co by było, gdyby bez prądu przez dłuższy czas pozostawiony zostałby większy region, np. województwo? Jak szybko załamałaby się struktura państwa? Jak szybko poza częścią stolicy, centrami większych miast i bazami wojskowymi załamałby się porządek społeczny?

Droga od braku paliw ciekłych do braku elektryczności jest bardzo krótka, a ryzyko, że brak ropy przeniesie się na energetykę gazową, węglową czy jądrową bardzo poważna (czytaj więcej w The Oil Drum ). Tu postawimy symboliczną granicę drugiego stadium kryzysu, podczas której społeczeństwo i rząd centralny jeszcze w ogóle funkcjonują. To wstęp do fazy trzeciej, kiedy dochodzi do zupełnego załamania świata, jaki znamy. Nie chcielibyśmy tego oglądać ale zawczasu zapobiec temu ryzyku! Ale jak to zrobić?

Wizja przyszłości wygląda dość ponuro. Można jednak jeszcze wiele zrobić, aby zmienić naszą przyszłość. Dowiedz się w jaki sposób uniknąć katastrofy?

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto