Kryzys ekonomiczny 2008 - alarm!

Kryzys ekonomiczny 2008 a kryzys energetyczny

Jesteśmy na początku kryzysu ekonomicznego, który jest porównywalny jedynie z Wielką Depresją lat ’30 XX wieku. Załamanie się systemu sięgnęło tak głęboko, że nawet  będący wyrocznią ekonomistów Alan Greenspan, piastujący przez 20 lat stanowiska szefa Rezerwy Federalnej USA, podczas przesłuchania przed Kongresem USA w październiku 2008 stwierdził: „Wolny rynek załamał się. To mnie zaszokowało. Do dziś nie mogę zrozumieć, co się stało. (...) To jest finansowe tsunami, które zdarza się najwyżej raz na sto lat!”.

W ciągu ostatnich miesięcy byliśmy świadkami upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers, nacjonalizacji banków Fannie Mae i Freddie Mac, upaństwowienia giganta ubezpieczeniowego AIG, quasi-nacjonalizacji w następstwie bankructwa banku Washington Mutual, bankructwa szeregu linii lotniczych, wstrzymaniem pracy wielu hut czy fabryk samochodów. Rządy pompują w system bankowy i gospodarki tysiące miliardów dolarów. Gospodarki całych krajów, od Ukrainy po Islandię chwieją się w posadach lub stoją na skraju załamania.
Z rynku wyparowały już tysiące miliardów wirtualnych dolarów i euro, a bazująca na kredytach i konieczności stałego wzrostu gospodarka trzeszczy w szwach.
Pojawia się pytanie – czy te zdarzenia to właśnie wstęp do pierwszego etapu kryzysu?

Przez 5 kolejnych lat, od 2002 roku, ceny ropy rosły o 30% rocznie.
Ceny paliw przekładają się na koszty transportu, produkcji rolnej, rybołówstwa, ogrzewania, przemysłu - wszystkiego.
Wzrastała inflacja, rosły koszty produkcji i transportu. Cena galona benzyny wzrosła z 1 do 4 dolarów, a przewozu kontenera z Szanghaju na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych z 3 do 8 tysięcy dolarów.

Przewidzenie, jaki element systemu pęknie i przy jakim wzroście cen, jest praktycznie niemożliwe. Staje się to widoczne dopiero w perspektywie czasu. W tym przypadku najsłabszym elementem systemu okazał się rynek kredytów hipotecznych w USA. Dlaczego właśnie on?

Stany Zjednoczone żyją na kredyt. Ich deficyt handlowy sięga 1000 miliardów dolarów rocznie. Import coraz większych ilości drożejącej ropy (na poziomie 500 miliardów USD rocznie), kosztowna wojna na Bliskim Wschodzie i rozrzutna polityka w zakresie finansów publicznych podnosząca deficyt budżetowy do niewyobrażalnych rozmiarów 30 000 miliardów dolarów, doprowadziły do nakręcenia spirali inflacyjnej.

Ponadto bank centralny, powołany do kontrolowania płynności na rynku pieniężnym, pompował do banków komercyjnych miliardy dolarów. Stopa procentowa FED została ustalona na poziomie 1%, czyli poniżej poziomu inflacji – w istocie więc FED dotował udzielanie kredytów. Zalane tanim pieniądzem banki oferowały kredyty za pół darmo, w przekonaniu, że na pieniądzach pożyczonych na procent niższy od stopy inflacji nie można stracić. A co najgorsze, kredyt oferowano praktycznie każdemu, kto o niego wystąpił, nawet ludziom bez dochodu, bez pracy i bez majątku. Na tą kategorię niewiarygodnych kredytobiorców ukuto nawet termin NINJA – akronim ten pochodzi właśnie od angielskiego „no income, no job, no assetts” (brak dochodu, brak pracy, brak majątku). Doszło do tego wprowadzenie niezrozumiałych i trudnych do wyceny, nawet dla ekonomistów, spekulacyjnych instrumentów inżynierii finansowej.

A stało to się tak:

 

Przeczytaj całą historię o tym jak doszło do kryzysu hipotecznego pobierz pdf.

Załamanie na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych doprowadziło do tego, że tysiące amerykańskich rodzin nie radzących sobie ze spłatą pożyczek straciło domy. Zachwiał się też system bankowy w Ameryce – od początku roku 2008 upadło już kilkanaście banków komercyjnych. Amerykański rząd znacjonalizował też dwie największe korporacje gwarantujące kredyty hipoteczne (Fannie Mae i Freddie Mac) oraz największego amerykańskiego ubezpieczyciela – AIG. Zniknęła wielka piątka amerykańskich banków inwestycyjnych – Bear Stearns i Merril Lynch zostały przejęte, Lehman Brothers upadł, a Goldman Sachs i Morgan Stanley zajęły się bankowością detaliczną.

Pękniecie tej bańki kredytów hipotecznych i rynku nieruchomości uruchomiło lawinę zdarzeń i efekt domina spowodował rozlanie się kryzysu na inne sektory gospodarki i kraje – zgodnie z ogólnym scenariuszem kryzysu opisywanym w rozdziale. Banki straciły zaufanie do kredytobiorców, a nawet do siebie nawzajem, woląc zachować pieniądze u siebie, niż pożyczać je niewiarygodnym kredytobiorcom.

Ogarniająca świat recesja spowodowała, że ludzie i przedsiębiorstwa zaczęli oszczędzać, jeździć mniej, kupować mniej produktów, wstrzymano inwestycje, a w rezultacie nastąpił znaczący spadek zapotrzebowania na ropę – w samych USA na poziomie 1.2 mln baryłek dziennie. Nagle zapotrzebowanie światowe spadło o około 2%, co przełożyło się na spadek cen ropy o 30-40% (stan na październik 2008).

Więc może to dobrze?

Niezupełnie – upadek sektora finansowego oznacza trudności z finansowaniem kosztownych i obarczonym ryzykiem projektów i inwestycji w nowe technologie – robił to np. ś.p. bank Lehman Brothers. Problemy ekonomiczne, kryzysy bankowe, walutowe i polityczne to także odwrócenie uwagi od problemu leżącego u podstaw – kończących się zasobów energii. Co gorsza, podczas recesji kryzys energetyczny pozostaje ukryty. Jednak, chociaż niewidoczny i nieuświadamiany sobie przez ogół społeczeństwa (oprócz Ciebie i nielicznych innych osób), zbiera siły. W związku ze spadkiem cen ropy ograniczone zostają inwestycje w kosztowne projekty pozyskiwania ropy z trudnych złóż (a łatwe się kończą). Zredukowane zostają też inwestycje w infrastrukturę – platformy wydobywcze, ropociągi, i kształcenie kadr.

W tej sytuacji, kiedy tylko (o ile) system zacznie wychodzić z kryzysu, a ekonomia nabierać sił, za chwilę zderzymy się znowu z sufitem braku zasobów energetycznych. Spowoduje to dalsze nasilenie problemów ekonomicznych i wzmożone próby ich rozwiązania przez ekonomistów i polityków wierzących, że problem można rozwiązać w świecie ekonomii.

Przypomina to niezdiagnozowany przypadek AIDS, kiedy próbujemy leczyć rozliczne objawy związane z licznymi chorobami wtórnymi, a kompletnie ignorujemy przyczynę leżącą u problemów systemu.

A z czasem może być coraz gorzej, bo sufit dostępnej energii będzie coraz niżej, co będzie oznaczać kurczenie się gospodarek i narastający kryzys. Ciekawe, czy kiedy sobie uświadomimy, że klucz do rozwiązania problemu leży zupełnie gdzie indziej, będziemy mieli jeszcze dość energii i działającej gospodarki, żeby nam się udało?

Propozycje w sekcji Rozwiązania bazują na założeniu, że mamy przed sobą przynajmniej kilkanaście lat do dyspozycji, a transformacji można dokonać w sposób relatywnie bezbolesny. Wiele wskazuje jednak na to, że do chwili, kiedy kryzys energetyczny złapie nas za gardło mamy już tylko 3-5 lat. Możemy próbować tych łagodnych metod – ale musielibyśmy zacząć zaraz. Jeśli to nie zadziała i zderzymy się z kryzysem nie przygotowani, to praktycznie mamy zagwarantowane, że na problemach ekonomicznych się nie skończy, a dzisiejsze dylematy „czy cena prądu wzrośnie o 50%” lub „czy wprowadzić opłaty za parkowanie w centrum i kogo z tego wyłączyć” okażą się dyskusjami o tym, kto ma pójść po drabinę, żeby pomalować komin na tonącym Titanicu.

Ale może to dobrze, że wystąpił kryzys ekonomiczny, a związany z nim spadek popytu opóźni wystąpienie rozdźwięku między zapotrzebowaniem na ropę, a jej wydobyciem? Niestety nie – to tylko chwilowa ulga. W horyzoncie kilku lat wpływ kryzysu ekonomicznego jeszcze nasili problem Oil Peak, który wystąpi wcześniej. Dlaczego?

  • Wiele już przygotowywanych projektów zostanie zamkniętych lub zamrożonych w związku ze spadkiem cen poniżej poziomu opłacalności. Niektóre z nich są nieopłacalne przy cenie poniżej 80 dolarów za baryłkę. Dotyczy to rozwoju pozyskiwania paliwa z piasków roponośnych w Kanadzie, eksploatacji złóż w trudnych warunkach i głębokowodnych złóż oceanicznych. Kraje OPEC mogą ograniczać wydobycie i wstrzymać inwestycje. Skala wstrzymanych projektów wkrótce stanie się większa od spadku zapotrzebowania.
  • Nowe projekty wymagają finansowania. W dużym stopniu pochodziło ono ze świętej pamięci banków inwestycyjnych. Otrzymanie kredytu dla wielu firm będzie graniczyć z cudem, szczególnie przy obniżonych przez recesję cenach ropy.
  • Ponadto firmy naftowe posiadające spore zasoby funduszy przeznaczą je na przejęcia, co jest łatwiejszym i efektywniejszym sposobem na zwiększenie przez nie mocy produkcyjnych niż rozbudowa infrastruktury – w każdym razie z ich punktu widzenia – bo sumaryczne wydobycie spadnie.
  • Problemy finansowe spowodują, że dla firm naftowych ważniejsze od dotrzymania terminów inwestycji stanie się utrzymanie ich budżetów.

Jesteśmy na początku kryzysu ekonomicznego, który jest porównywalny jedynie z Wielką Depresją lat ’30 XX wieku. Do problemów gospodarczych dołączą jeszcze trudności społeczne. O tym więcej w Etap 2 kryzysu - problemy społeczne.

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto