Zaniepokojeni sytuacją w kraju i rozpisaniem nowych wyborów
Grecy w poniedziałek i wtorek wycofali
z banków ponad 1,2 mld euro. Nawet greccy bankierzy przyznają powagę sytuacji. W opinii
jednego z bankierów "doświadczenie z ostatnich dni daje podstawy do obaw,
że ucieczka pieniędzy może się nasilić". Kolejny w wywiadzie z Financial
Times stwierdził: "Obserwujemy coś bardzo nietypowego, klienci likwidują
lokaty długoterminowe".
Kryzys polityczny w Grecji czyni coraz bardziej prawdopodobnym scenariusz jej
wyjścia ze strefy euro i bankructwa. Kiedy dojdzie do tego
bezprecedensowego zdarzenia – bankructwa kraju rozwiniętego, inwestorzy
zaczną zadawać sobie pytanie, na ile bezpieczne są ich pieniądze
ulokowane w innych krajach mających trudności finansowe, w szczególności
w Hiszpanii i Włoszech.
Wysokie ceny metali i paliw kopalnych napędzają szybki wzrost ich wydobycia. W ostatniej dekadzie globalny przemysł wydobywczy i górnictwo rozwijały
się tak szybko, że miejsce ma przejmowania gruntów na wielką skalę,
zagrażające rolnictwu i zasobom słodkiej wody.
Udzielenie przez europejski Bank Centralny europejskim bankom wartej
1000 mld euro pożyczki oprocentowanej na 1% zamiotło pod dywan problem
wypłacalności europejskich banków. Za pożyczone pieniądze banki skupują
oprocentowane na 6% obligacje, na czym dobrze zarabiają, a rządy krajów
PIIGS cieszą się, że mają kupców na obligacje za niższy niż dotychczas
procent. Wszystko pięknie.
Poziom wydatków konsumpcyjnych w USA wzrósł (skorygowanych na ilość dni
roboczych i fluktuacje sezonowe) wzrósł w lutym o 1,1% względem stycznia, a
zarazem 6,5% względem lutego zeszłego roku. W prasie i telewizji pełno jest
komentarzy, jak to gospodarka amerykańska staje na nogi, a wysokie ceny ropy
jej nie szkodzą.
Jednak dochody Amerykanów wcale nie wzrosły, pojawia się więc pytanie, skąd wzięły się pieniądze na tę konsumpcję? Jeśli nie ma wzrostu dochodów osobistych, to wzrost sprzedaży może pochodzić z kredytów – jednak te też nie rosną. A więc skąd te pieniądze?
Aby ominąć ryzyko potencjalnego załamania finansowo-monetarnego, rządy musiałyby uciec się do zastosowania nadzwyczajnych środków awaryjnych. Przy pomyślnych wiatrach mogłoby dać nam to więcej czasu na stworzenie długoterminowych rozwiązań problemu malejących dostaw energii i zmian klimatu. Rozwiązań takich, jak przeprojektowanie systemów transportu, produkcji i transmisji energii elektrycznej, systemów produkcji żywności itp. Oczywiście nie ma gwarancji, że zyskany czas będzie dobrze wykorzystany, niemniej jednak możemy odwlec katastrofalne zderzenie z murem.
Widoki na najbliższe pięćdziesiąt, sto, a nawet dwadzieścia lat są
bardziej niż ponure. Rozwinięte gospodarki doszły do granic swoich
możliwości i uginają się pod ciężarem długów, których nie będą w stanie
nigdy spłacić. Reszta świata ochoczo zmierza w tym samym kierunku.
Surowce naturalne – od ropy przez wodę po najróżniejsze metale –
zaczynają się w szybkim tempie kurczyć i wkrótce przestanie ich
wystarczać, a to będzie miało katastrofalne skutki dla jakości życia we
wszystkich krajach świata.
Stany Zjednoczone, podobnie jak wiele innych krajów rozwiniętych
odczuwają szereg nierozwiązanych problemów wyeksponowanych przez kryzys
finansowy. Duże bezrobocie, rosnące długi publiczne, spadające ceny
nieruchomości i nieustająca fala eksmisji, rosnąca ilość mieszkańców
żyjących poniżej progu ubóstwa, to tylko kilka przykładów tych
problemów.
Jeśli obecne trendy nie ulegną zmianie, stały wzrost światowego zużycia metali doprowadzi do ich niedoborów na rynku, nasili problem kryzysu energetycznego i stanie na przeszkodzie stworzenia zrównoważonej gospodarki.
Wielkim problemem stojącym przed tymi, którzy chcą uratować świat jest to, że ludzie wcale nie chcą nic zmieniać. Po drugie zaś, Ci, którzy próbują go ratować, nie zgadzają się co do tego, dlaczego właściwie należy go ratować i jak się do tego zabrać.
Kiedy mówię o "uratowaniu świata", mam na myśli zapobieżenie rozpadowi ludzkiej cywilizacji w chaotyczny, gwałtowny sposób, który przyniesie niezmierzoną ilość przemocy, cierpień i śmierci. Mam na myśli także zachowanie otaczającej nas przyrody, ograniczenia do minimum wymierania gatunków i utraty ekosystemów.
Ekonomiści i politycy liczą, że jak tylko ogarniemy problemy rynku nieruchomości w USA,
deficyt Grecji i reszty krajów strefy Euro, słabą kondycję banków i parę innych "drobiazgów" to gospodarka wróci do
"normy", czyli dalszego wzrostu. Jednak mylą symptomy z przyczynami. Wzrost gospodarczy napotkał na twarde ograniczenia, od wysokości długu, przez deficyt i rosnące ceny paliw kopalnych, żywności i innych surowców.
Jeszcze na początku 2008 roku światowa gospodarka wydawała się silna i
odporna. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Wraz ze zbliżaniem się końca
epoki wzrostu po kolei sypią się najsłabsze ogniwa systemu. Gdzie jesteśmy dziś?
Uważa się, że XIX-wieczni twórcy neoklasycznej ekonomii - teorii, która
służy nam dziś za podstawę działań globalnego systemu rynkowego -
dokonali transformacji ekonomii w dyscyplinę naukową. Jednak większość
ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, jak Ci legendarni ekonomiści -
William Stanley Jevons, Léon Walras, Maria Edgeworth i Vilfredo Pareto -
rozwinęli swoje teorie dostosowując do swoich celów XIX wieczne
równania fizyczne sfalsyfikowanej później teorii. Co gorsza, staje się
oczywiste, że neoklasyczną ekonomię również czeka ten los. Teoria bazuje
na nienaukowych założeniach, które powstrzymują wdrożenie skutecznych
rozwiązań ekonomicznych względem globalnego ocieplenia oraz innych
poważnych problemów środowiska i jego zasobów.
"Running the Numbers" to obrazowy rzut oka na współczesną kulturę konsumpcyjną chłodnym okiem statystyki.
Liczby wiele nam nie mówią. Ale kiedy zobaczymy to na własne oczy, to już zupełnie inna sprawa.
Zobacz, jak wygląda:
Światowy system finansowy, pomimo kreatywnej inżynierii
finansowej, do istnienia wymaga stałego wzrostu – jednak w świecie zbliżającym
się do granic nie jest w stanie już dalej rosnąć równie szybko jak wcześniej,
co szczególnie dotyczy gospodarek rozwiniętych, w których nagromadzona piramida
długu, problemy demograficzne, wyczerpanie własnych kluczowych zasobów oraz
brak dalszych możliwości poprawy wydajności przez specjalizację tworzą lepką mieszaninę,
w której ugrzęzły marzenia ekonomistów i polityków o dalszym wzroście. Długo zamiataliśmy
problemy pod dywan, braliśmy na siebie coraz większą górę długu, od finansowego
po środowiskowy, kupując czas i odkładając czas zapłaty „na jutro”. Cóż, dla
coraz większej ilości krajów i grup społecznych to jutro właśnie nadeszło lub
nadchodzi. Nikt nie wie, kiedy
nastąpi krach rynkowy, jednak pojawia się coraz więcej sygnałów wskazujących,
że może on być niepokojąco blisko.
Ekonomiści uczestniczący w dyskusji "Rynki finansowe – szansa czy
zagrożenie" zgodnie zgodzili się, że nie ma prostych recept na wyjście z
obecnego kryzysu.
Brytyjskie media nie mogą ochłonąć po szokująco szczerej wypowiedzi niezależnego brokera finansowego Alessio Rastaniego, który przyznał, że marzy o ponownym kryzysie finansowym i recesji.
Globalizacja doprowadziła do problematycznej przepaści między bogatymi a biednymi.
Jedną z charakterystycznych cech globalizacji jest jej tendencja do tworzenia zwycięzców i przegranych poprzez polaryzację społeczeństwa-ekonomiczną, społeczną i polityczną- zarówno wewnątrz narodów, jak i między nimi.
Prezydent Obama oraz republikański spiker Izby Reprezentantów John
Boehner w swojej kłótni o cięcia budżetowe obaj mają rację, a
jednocześnie obaj koszmarnie się mylą. I dopóki w jakiś sposób nie
przebudzą się i nie zrozumieją, dlaczego się mylą, wszyscy będziemy
przegrani.
Złoto zrobiło istotny krok milowy, przełamując barierę 1600 dolarów. Ale
tak, jak pewne jest, że mówimy o tym w tym tygodniu, tak samo pewne
jest to, że będziemy jeszcze mówić o kolejnym studolarowym skoku ceny,
ponieważ światowi inwestorzy szukają bezpiecznej przystani dla swoich
inwestycji.
Amerykańska telewizja Fox News ostro skrytykowała premiera Rosji Władimira Putina za wypowiedź, w której oskarżył Stany Zjednoczone o "pasożytowanie" na gospodarce światowej swoim długiem. Amerykańscy dziennikarze wytknęli Rosji i jej premierowi niedostateczną pomoc dla dotkniętej klęską głodu Afryki - podał serwis newsru.com.
Portal współfinansowany ze środków Funduszu Inicjatyw Obywatelskich
Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch, opieka merytoryczna DS Software.