Ptasie wymieranie w Polsce

Jeszcze trochę i frazeologizmu „po ptakach” będziemy mogli używać dosłownie. Taki wniosek płynie z opublikowanego niedawno opracowania, w którym naukowcy z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków oszacowali ryzyko wymarcia awifauny w naszym kraju. Dlaczego zagrożone są nawet gawrony? Czy da się z tym coś zrobić? Rozmawiamy na ten temat z ornitologiem i pracownikiem Parku Narodowego Gór Stołowych Romualdem Mikuskiem.

Z najnowszej edycji Czerwonej listy ptaków Polski dowiadujemy się, że aż 47 gatunków zagrożonych jest wymarciem. To o 30 proc. więcej niż w 2002 roku, kiedy światło dzienne ujrzało poprzednie wydanie analizy. „Aż 12 spośród nich zakwalifikowano jako krytycznie zagrożone – ich przetrwanie w naszym kraju wisi na przysłowiowym włosku” – piszą autorzy zaktualizowanej wersji: Tomasz Wilk, Tomasz Chodkiewicz, Arkadiusz Sikora, Przemysław Chylarecki i Lechosław Kuczyński.

Naukowcy z ubolewaniem odnotowują, że swój debiut w tym niepokojącym zestawieniu zaliczyły m.in. płaskonosy, mewy siwe, zauszniki i błotniaki łąkowe, w trudnej sytuacji znalazły się też np. dziesiątkowane przez myśliwych kaczki głowienki, wszędobylskie gawrony czy popularne we wschodniej Polsce słowiki szare, których wyjątkowy śpiew będziemy zapewne słyszeć coraz rzadziej.

Batalion. Fot. Michał Borucki

Badacze uwzględnili też w swojej pracy populacje wymarłe. Jak czytamy w raporcie, w ciągu ostatnich 200 lat w Polsce wyginęło 16 gatunków ptaków, a liczba ta niemal podwoiła się od czasu publikacji poprzedniej Czerwonej listy. Czy ten fatalny trend uda się zatrzymać?

„Czerwone listy wskazują najbardziej krytyczne elementy świata przyrody, które wkrótce mogą zniknąć, jeśli nie zadziałamy w porę” – głoszą eksperci, którzy nie mają żadnych wątpliwości, że winę za dewastację środowiska ponosi człowiek i to on może je jeszcze uratować.

Ohar. Fot. Michał Borucki

Czy nie jest jednak zbyt późno na zmiany? Między innymi o to spytaliśmy dra Romualda Mikuska, ornitologa, przyrodnika i członka zarządu OTOP.

Paulina Januszewska: Czy lektura raportu czymś pana zaskoczyła?

Romuald Mikusek: Podejrzewam, że sytuacja ptaków wymienionych w Czerwonej liście jest znana większości ornitologów. W moim przypadku zdarzyło się jednak kilka wyjątków, bo o ile dość szczegółowo śledziłem losy gatunków wymarłych, o tyle w kategorii krytycznie zagrożonych wyginięciem smutną niespodzianką okazała się dla mnie obecność rycyka. Jego liczebność – jak wskazują autorzy opracowania – w ciągu ostatnich 23 lat, a więc trzech pokoleń, zmniejszyła się bardzo gwałtownie, bo aż o 84 proc. Podobnie zareagowałem na złe wieści o żyjących w Tatrach pomurnikach, których populacja również wykazuje ostrą tendencję spadkową.

Dlaczego jest ich coraz mniej?

W przypadku rycyka jeden z powodów to osuszanie łąk zalewowych na potrzeby ludzkie. To uniemożliwia mu żerowanie i wiąże się z niszczeniem lęgów. Tempo znikania rycyka i innych ptaków mających swoje siedliska na terenach podmokłych pokazuje dobitnie, na jak wielką skalę pozbywamy się w Polsce mokradeł na rzecz całkowicie nieprzyjaznych przyrodzie i de facto pozbawiających nas zasobów wody inwestycji hydrotechnicznych.

Rycyk jest gatunkiem krytycznie zagrożonym wyginięciem. Fot. Romuald Mikusek

A pomurniki?

Giną m.in. ze względu na wzmożoną aktywność wysokogórskich wspinaczy, zwłaszcza tych, którzy docierają do rejonów do tego nieprzeznaczonych. Pomurniki podlegają w Polsce ścisłej ochronie gatunkowej, dlatego w miejscach ich występowania obowiązują – niestety nagminnie łamane – zakazy wspinania się. Wbrew pozorom nie jest to marginalny problem, bo nielegalna wspinaczka zyskuje na popularności i szkodzi innym górskim ptakom.

Na przykład jakim?

Pracuję w Parku Narodowym Gór Stołowych, gdzie podobny problem dotyczy przepłaszanych przez wspinaczy sokołów wędrownych. Raptem kilka dni temu musiałem usunąć kilka ringów wbitych w skałę w ramach poprowadzonej ścieżki wspinaczkowej, która pięła się w odległości 1,5 metra od gniazda. Trzeba dodać, że jest to gatunek strefowy, co oznacza w jego przypadku, że lęgi chroni prawnie okrąg o promieniu aż 500 metrów.

Na spadki populacyjne wszystkich gatunków należy więc patrzeć jak na reakcję ptaków na czynnik ludzki. Również pod tym kątem Czerwona lista jest nam bardzo przydatna, bo pokazuje, jakie środowiska ulegają największym przekształceniom i w jaki sposób są eksplorowane, a raczej należałoby powiedzieć – niszczone. Natura sama z siebie gwałtownie się nie zmienia. Dlatego także o ociepleniu klimatu, które jest kolejną przyczyną kurczenia się ptasiej różnorodności, nie można mówić w oderwaniu od działań człowieka.

Słowem: sami sobie na to zapracowaliśmy?

Niestety tak. Ta tendencja wynika również z faktu, że ludzie stali się bardziej aktywni w tych obszarach, które uchodziły za przyrodnicze enklawy, a także wykazują się bardzo roszczeniową w stosunku do natury postawą. Mówiąc brzydko, wchodzimy z buciorami i wjeżdżamy koparkami coraz dalej i głębiej w środowisko, nie bacząc na krzywdy, które możemy mu wyrządzić. Chcemy się wspinać, odwadniać bagna, ścinać kolejne połacie lasów i drzewa na stromych stokach, bo uważamy, że nam się to należy. Społeczeństwo bogaci się i rozwija, w związku z czym dysponuje coraz większą ilością pieniędzy i coraz lepszą technologią, które pozwalają nam niemal całkowicie zawładnąć przyrodą. Właśnie to leży u podstaw zagrożeń, które opisuje Czerwona lista.

Nie spodziewałam się, że znajdę tam gawrona. Co sprawiło, że jeden z najpopularniejszych ptaków w Polsce jest zagrożony?

Ornitolog nie będzie zdziwiony, bo wpływają na to dość łatwo definiowalne działania ludzkie. Ale pani zaskoczenie jest uzasadnione, ponieważ gawrony zwykle spotykamy w koloniach i blisko siedzib ludzkich, co każe myśleć o nich jako o wszędobylskich i na potęgę rozmnażających się ptakach. Zimą z kolei licznie odwiedzają miasta. Tu jednak tak naprawdę obserwujemy gawrony przylatujące do Polski ze wschodu. Te lęgowe obok człowieka żerują głównie w krajobrazie rolniczym, ale tam coraz częściej głodują. Są skazane na zbieranie pojedynczych pędraków, bo owady przegrywają w starciu ze stosowanymi przez rolników środkami chemicznymi. Te środki odstraszają również same gawrony.

Ponadto ptaki te są w Polsce traktowane jak szkodniki. W efekcie zwalcza się je masowo, głównie w okresie lęgowym. To możliwe, ponieważ bez trudu można uzyskać pozwolenie na zrzucanie ich gniazd oraz płoszenie. Tymczasem gawron wysiadujący jaja i przepędzony z gniazda nie tylko porzuca rozwijające się młode, ale także w kolejnym roku nie przystąpi do lęgu w tym miejscu. To bardzo inteligentne ptaki, które poważnie traktują zagrożenie. Nie jest im lekko również ze względu na wycinki drzew, w których nie mogą zbudować gniazd i które w tym kraju również uważa się nierzadko za zbędny element.

Autorzy Czerwonej listy przedłożyli rekomendacje działań dla instytucji państwowych. Jak te pańskim zdaniem radzą sobie z ochroną ptaków?

To punkt, na który wcześniej nie zwracano należytej uwagi. Bez dwóch zdań lista zagrożonych gatunków powinna obok wskazywania problemów formułować priorytety związane z ratowaniem ptaków w taki sposób, by organy za to odpowiedzialne, zwłaszcza ministerialne, wiedziały, czym się kierować podczas przyznawania funduszy czy organizacji akcji ochronnych. Jeśli zaś chodzi o ocenę dotychczasowych działań, to tworzenie obszarów chronionych zdaje egzamin, ale nie otrzymuje najwyższych i pożądanych not chociażby z powodu wycinek i łamania rozlicznych zakazów. Objęte ochroną siedliska nie są też obojętne na zmiany klimatyczne, którym nie zawsze da się przeciwdziałać lokalnie. Coraz częściej bywają również naruszane i dewastowane przez różnego rodzaju inwestycje, na które przecież ktoś wydaje pozwolenia.

W tej chwili waży się los bagien Poleskiego Parku Narodowego, gdzie żyje chroniona wodniczka. Ma tam powstać kolejna kopalnia węgla.

Oby nikomu nie przyszło do głowy ruszać bagien biebrzańskich, bo tam mieszka aż 20 proc. światowej populacji tych ptaków, szczęśliwie utrzymywanej na stałym poziomie dzięki zabiegom ochronnym, w tym zachowaniu reżimu wodnego. To – jak się okazuje – wystarcza, by zapewnić im minimum potrzebne do życia. I tak też dzieje się w przypadku większości terenów ochronnych. Spadek różnorodności biologicznej jest tam znacznie mniejszy niż gdziekolwiek indziej, jeśli tylko pozwolimy naturze robić swoje. Poza rezerwatami prymat nad zdrowym rozsądkiem, szacunkiem do przyrody i nauki bierze pieniądz oraz osiąganie doraźnych korzyści. Pomysł budowy kopalni na Polesiu jest tego najlepszym przykładem.

Ale po coś powstają takie publikacje jak Czerwona lista.

To znaczy?

Tego typu opracowania mają motywować decydentów politycznych, ale też resztę społeczeństwa, do porzucania niszczycielskich planów, przeformułowania naszego całościowego myślenia o cywilizacji, gospodarce, zasobach i prawie, a także przyjmowania nowych dogmatów w rozumieniu odpowiedzialności społecznej i przyrodniczej. Nie może się to jednak odbywać bez pomocy naukowców i obrońców przyrody, których status jest niestety wciąż publicznie marginalizowany. Traktuje się ich jak osoby niespełna rozumu, zainteresowane wyłącznie dobrem ptaszków, żabek i muszek, tylko nie człowieka. To jednak nieprawda, bo w dłuższej perspektywie chodzi właśnie o kondycję naszego gatunku.

Największym zagrożeniem dla wodniczki jest utrata siedlisk lęgowych, głównie torfowisk niskich, w wyniku ich osuszania i wydobywania torfu. Fot. Romuald Mikusek

Drugą, równie ważną funkcją czerwonych list – jak piszą autorzy ptasiego opracowania – „jest możliwość powiedzenia sprawdzam w zakresie wywiązywania się z różnorakich – krajowych, unijnych i globalnych – zobowiązań dotyczących ochrony różnorodności biologicznej”. Co tutaj nie działa?

Raport o ptakach pokazuje, że oczekiwań nie spełnił m.in. europejski system ochrony terenów rolniczych, powiązany z dopłatami rolnośrodowiskowymi. Gatunki, które występują na tych obszarach, wykazują ogromny spadek populacyjny zaraz po wszystkich gatunkach związanych z terenami podmokłymi. Intensyfikacja rolnictwa wbrew założeniom dotacyjnym odbywa się kosztem dewastacji środowiska i z pominięciem wymogów dotyczących ochrony fauny i flory czy stosowania różnych środków chemicznych. Odbiło się to m.in. na krasce.

W jaki sposób?

Jej liczebność spada ze względu na ograniczenie bazy pokarmowej. Ptak ten żywi się większymi owadami, które giną z uwagi na przekształcanie terenu, zmiany w uprawach, chemizację rolnictwa i używanie pestycydów. Niestety polskie władze ani myślą o dalekowzrocznych zmianach w tym sektorze. Na domiar złego ignorują zmiany klimatyczne i zalecenia unijne w tej kwestii. Tymczasem nie możemy dłużej działać na swoim podwórku tak, jak chcemy, lecz powinniśmy to robić zgodnie z najważniejszą doktryną przyświecającą przyrodnikom, czyli „myśl globalnie, działaj lokalnie”. Nie możemy też zapominać, że z powodu klimatycznej bierności Polski i całego świata utraciliśmy lub naraziliśmy na wymarcie takie gatunki, jak mewa mała, szlachar, dzierzba rudogłowa czy krzyżodziób sosnowy. Ale jednocześnie musimy zdać sobie sprawę, że nawet najbardziej wzmożone wysiłki nad Wisłą nie będą w stanie uratować wszystkich.

Biegus zmienny wyginął w Polsce jako gatunek lęgowy na początku obecnego wieku i w związku z tym uzyskuje kategorię wymarły regionalnie. Fot. Romuald Mikusek

Dlaczego?

Wyobraźmy sobie sąsiada, który pali np. kiepskiej jakości miałem węglowym czy innym materiałem emitującym szkodliwe substancje do atmosfery. Takich gospodarstw w danej miejscowości może być – powiedzmy – 5 proc. Ale dopiero w większej skali, jak województwo, ten fakt może okazać się ważnym czynnikiem wywołującym zjawisko smogu. Każdy kraj – mały czy wielki – musi poczynić kroki, które wymagają nierzadko dużych wyrzeczeń. Świetnym rozwiązaniem jest tzw. podatek ekologiczny, który można wdrożyć w skali globalnej, gdzie poszczególne kraje traktowane byłyby jak małe przedsiębiorstwa. Trujesz – płacisz. Pieniądze te z kolei zasilałyby najbardziej „zielone” kraje.

Tę koncepcję, pod którą ekolodzy podpisują się obiema rękoma, promują naukowcy skupieni wokół portalu Nauka o klimacie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wiemy, co robić, ale tego nie robimy. Nie powinniśmy przyjmować biernej postawy i przypatrywać się aktywności innych, tylko od razu wdrożyć mechanizmy, które z dnia na dzień ukrócą egoistyczną postawę naszego sąsiada.

Autorzy Czerwonej listy winą za ptasie wymieranie obarczają również myśliwych. To znak, że czas zakazać polowań?

Ze skutkiem natychmiastowym powinniśmy zrezygnować z polowania na większość spośród trzynastki łownych nieszczęśników. Pominąłbym tutaj jedynie bażanta, który jest gatunkiem obcym i utrzymywanym sztucznie, ale na szczęście bez cech gatunku inwazyjnego. Cała reszta, czyli gęsi, silnie spadkowe kuropatwy i kaczki, jak zagrożona wyginięciem głowienka, muszą być wykluczone z możliwości ich zabijania. Jesteśmy na takim etapie zagrożenia, z którym nie można dłużej dyskutować i uginać się pod naciskiem myśliwych. Ich argumenty mają się nijak do dramatycznej sytuacji ptaków, zwłaszcza że Polski Związek Łowiecki nie bada liczebności poszczególnych gatunków i działa w oderwaniu od tych danych.

Tu potrzebna jest ingerencja państwa, które z jednej strony daje fundusze na publikację Czerwonej listy, a z drugiej – zezwala na eksterminację znajdujących się na niej ptaków. To absurd, z którym trzeba skończyć. Ostatnio przyglądałem się dawnym listom łowieckim i zauważyłem, jak wiele – wydawałoby się – drastycznych zmian w nich dokonano. W przeszłości zezwalano np. na polowania do końca maja na cietrzewie, a także dopuszczano całoroczny odstrzał słonki.

Obecnie tego nie ma?

Dziś taki zapis byłby absurdalny, z czym zapewne zgodzą się też co bardziej światli myśliwi. Strzelający do ptaków nie są szkoleni pod kątem rozpoznawania gatunków. Ba, my, ornitolodzy, czasami mamy trudności z identyfikacją szybko lecącego i oddalającego się ptaka, szczególnie w trudnych warunkach pogodowych. Człowiek z bronią niewyposażony w lornetkę i nastawiony wyłącznie na to, żeby coś ustrzelić, tym bardziej nie wie więc, do czego celuje. Przez to giną gatunki silnie chronione, jak podgorzałka czy hełmiatka.

A co się stanie, jeśli ptaki wyginą? Do czego właściwie są nam potrzebne?

Ptaki oprócz dostarczania wrażeń estetycznych i emocji świadczą liczne usługi ekosystemowe, z których cały czas korzystamy, ale ich nie doceniamy. Są ważnym ogniwem łańcucha pokarmowego, a także pozwalają utrzymać bioróżnorodność i równowagę ekologiczną, odpowiedzialną za jakość naszego życia, która w dobie zmian klimatycznych ulega pogorszeniu i destabilizacji. Jaskółki i jerzyki zjadają muchy i komary, sikory i wróble żywią się bezkręgowcami zagrażającymi uprawom, dzięcioły dziesiątkują gąsienice, które co jakiś czas pojawiają się masowo w lasach. Korzyści możemy tu wymieniać bez końca, dlatego tak ważne jest, by człowiek zrozumiał wreszcie, że nie żyje w izolacji.

Puchacz jest szczególnie wrażliwy na płoszenie oraz zmiany klimatyczne. To gatunek blisko zagrożony wyginięciem. Fot. Romuald Mikusek

Skoro raport OTOP nie napawa optymizmem, to czy możemy mieć jakiekolwiek nadzieje, że wymieranie ptaków da się zatrzymać?

Owszem. W wielu przypadkach jesteśmy w stanie temu zaradzić. Czasami wymaga to nietypowych działań, jak u kulika wielkiego. W celu ochrony przed drapieżnikami z gniazd tych ptaków wybiera się jaja, podmieniając je na sztuczne. Następnie te pierwsze wkłada się do specjalnego inkubatora i dopiero w momencie, gdy młode wyklują się i nieco podrosną, są podkładane do gniazd rodziców. W ten sposób udało się zatrzymać trend spadkowy populacji kulika, co daje duże nadzieje na jego przetrwanie. Każdy gatunek musi być jednak rozpatrywany indywidualnie, a jego ochrona – spełniać odpowiednie warunki.

Jakie?

Przede wszystkim powinna opierać się na strategii eliminacji czynników negatywnie wpływających na ich populację albo poprawie tych, które są ważne dla jego bytowania i zachowania siedliska. W przypadku ptaków żyjących na mokradłach, których ochrona ma priorytetowe znaczenie, konieczne będzie wprowadzenie zakazu kopania czy pogłębiania rowów melioracyjnych, np. w okolicach łąk, na których żyją choćby znajdujące się w gronie gatunków zagrożonych wyginięciem czajki. Wydawałoby się, że w Polsce jest ich dużo, ale okazuje się, że choć częściowo przeniosły się na grunty rolne, to nie można ich spotkać w tak dużym zagęszczeniu, jak ma to miejsce właśnie na podmokłych łąkach zalewowych. A te cały czas się osusza w wyniku przekształcania w użytki rolne i w związku z wytyczaniem nowych dróg wodnych oraz regulacją koryt rzek. Albo przeciwnie – broni się przed wysychaniem, budując sztuczne zbiorniki, zamiast przywracać naturalną retencję wody. Tak jak gdyby ludzie nie potrafili pochylić się nad tym, co mają, lecz próbowali na siłę ulepszać dobrze działającą i samodzielną przyrodę.

Czy w ostatnich latach poprawialiśmy ją dużo intensywniej niż kiedykolwiek wcześniej? Porównując najnowszą edycję Czerwonej listy z poprzednią, wydaje się, że tak właśnie jest.

Rzeczywiście, piszą o tym autorzy raportu, wskazując, że „jednym z efektów przemian antropogenicznych jest masowe wymieranie na skalę spotykaną wcześniej jedynie podczas epizodów tzw. »wielkich wymierań« w dawnych epokach geologicznych”. To powinno dać nam do myślenia. Ale nie można pominąć też faktu, że obecnie mamy znacznie lepiej niż dwie dekady wcześniej rozpoznaną przyrodę.

To znaczy?

Czerwona lista bazuje na coraz prężniej rozwijającej się tzw. nauce obywatelskiej (citizen science) i monitoringu środowiska prowadzonym od 2007 roku. Powiększa się też rzesza sprzymierzeńców przyrody, dobrze rozpoznających, z czym mają do czynienia. Dzięki tym narzędziom zbieranie danych na temat liczebności ptaków jest łatwiejsze i dokładniejsze. Wprawdzie w przypadku niektórych gatunków szczegółowe badania nie są konieczne, bo ludzie nie widują ich od lat. Mam na myśli np. bataliona i świstuna, których ostatnie lęgi datuje się na 2010 rok. Ale już wspomnianego wcześniej rycyka nikt nie wpisałby na listę, gdyby nie dostęp do skrupulatnych pomiarów.

W ciągu ostatnich stu lat zarówno zasięg, jak i liczebność głuszca zmniejszyły się kilkukrotnie, a wiele populacji tego gatunku, np. pomorska i sudecka, wygasło całkowicie – piszą autorzy Czerwonej listy. Fot. Romuald Mikusek

A czy są jakieś wyjątki, które z biegiem lat mają się w Polsce lepiej?

Owszem, choć zawsze przy takiej okazji obawiam się o tym mówić. Gdy jest dobrze, przestajemy bowiem myśleć o tym, że powinniśmy działać, bo np. cieszymy się ze wzrostu liczebności łabędzia niemego. I to, rzecz jasna, jest powód do optymizmu. Znany badacz Włodzimierz Puchalski szukał ich po kraju i poświęcił im cały album, obawiając się, że będzie to jedyny ślad, jaki Polakom pozostanie po tych zjawiskowych ptakach. Tymczasem dziś nie możemy się od nich opędzić. Co ciekawe, zwiększenie ich populacji to pokłosie ocieplenia klimatu. Z podobnych przyczyn rośnie też liczebność żołny, która jest gatunkiem południowym, a także rybitwy białowąsej oraz pliszki cytrynowej.

Sceptycy klimatyczni nie posiadają się pewnie z radości.

Oczywiście można się cieszyć, że Polska zmienia się w południową Europę, a jej mieszkańcy nie będą musieli jechać na wakacje aż nad Morze Śródziemne. Niestety ten kij ma dwa końce. Północ naszego kontynentu też ma swoją pojemność. Co stanie się z gatunkami, które wymagają zimniejszego klimatu? Z dużym smutkiem myślę o nie najlepiej rysującej się przyszłości, a z drugiej strony – uśmiecham się na wieść o tym, że np. czapla biała, która w czasach mojej młodości była przyrodniczym rarytasem, dziś występuje liczniej niż do niedawna najpopularniejsza w tej rodzinie czapla siwa. Można więc stwierdzić, że są gatunki, które wygrywają na globalnym ociepleniu, ale z całą pewnością nie wygrywają one w bezpośrednim konflikcie z człowiekiem. Dlatego tak bardzo potrzebują naszej uwagi i ochrony.

W Polsce zaliczana do zagrożonych wyginięciem gatunków sieweczka obrożna gniazduje obecnie na wybrzeżu Bałtyku, a także w dolinach Wisły i Bugu. Fot. Romuald Mikusek

Dr Romuald Mikusek – jest ornitologiem, doktorem nauk przyrodniczych, specjalistą ds. ochrony przyrody w zakresie badań naukowych i obszarów Natura 2000 w Parku Narodowym Gór Stołowych. Jego zainteresowania naukowe dotyczą głównie biologii i ekologii lęgowej ptaków oraz ich zachowań. Bada różne gatunki ptaków, a w szczególności sowy, w tym sóweczki, puchacze, włochatki i uszatki błotne. Od 1995 roku należy do Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, w którym pełni obecnie funkcję członka zarządu (w kadencji 2020–2023).

Paulina Januszewska, Krytyka polityczna

Komentarze

21.02.2021 3:28 gupol(szukam w OZE)

no i co. w końcu chcemy być równi zachodnim europejczykom. więc musimy szybko gonić ZACHÓD. a jak gonić to gonić. w każdym aspekcie. życie ptaków złożyć trzeba na ołtarzu postępu, rozwoju i dobrobytu. chyba nie chcemy być gorsi....

21.02.2021 13:13 Carlinfan

Serce krwawi...

21.02.2021 14:07 Baśka

@Gupol @Carlifan
''Ta tendencja wynika również z faktu, że ludzie stali się bardziej aktywni w tych obszarach, które uchodziły za przyrodnicze enklawy, a także wykazują się bardzo roszczeniową w stosunku do natury postawą. Mówiąc brzydko, wchodzimy z buciorami i wjeżdżamy koparkami coraz dalej i głębiej w środowisko, nie bacząc na krzywdy, które możemy mu wyrządzić. Chcemy się wspinać, odwadniać bagna, ścinać kolejne połacie lasów i drzewa na stromych stokach, bo uważamy, że nam się to należy. Społeczeństwo bogaci się i rozwija, w związku z czym dysponuje coraz większą ilością pieniędzy i coraz lepszą technologią, które pozwalają nam niemal całkowicie zawładnąć przyrodą.''

Bo ludzie w większości są zwierzętami i zachowują się jak zwierzęta dążąc do poszerzenia sfery swoich wpływów.
Tylko zwierzętami o gigantycznych możliwościach mordowania konkurencji. Dzierzba Gąsiorek gdyby tylko mogła to nabiłaby na ciernie wszystkie zwierzęta w okolicy które by znalazła i mogła zabić.Tylko krwiożercza ptaszyna tego nie jest w stanie tego zrobić swoim dziobem,szponami i pazurami.
Myślenie ‘’Środowisko naturalne to wszechobecne zło wcielone które trzeba zniszczyć ,ujarzmić,stłamsić ’’
jest dobre ale dla ~150 osobowej bandy jaskiniowych troglodytów która swoim arsenałem 60 dzid 40 toporóków i 60 łuków własnej produkcji może zabić wszystkie zwierzęta z jednej okolicy by się później przenieść w inną i wrócić jak się odrodzą bo nie są w stanie pozabijać wszystkich.

Takie podejście jest dalej u ludzi bo genetycznie są dalej na sawannnie.Tam żyli dziesiątki tysięcy lat a dopiero od 300 lat mają narzędzia które w połączeniu z takim myśleniem są doskonałą autostradą do zagłady.
(Można nad tym zapanować niestety abstrakcyjne myślenie i przez to możliwość zorganizowania nawet 10000000 ludzi z karabinami,czołgami,działami,lotnictwem która mogłaby zajmować się ‘’zwalczaniem przyrody’’ jest bardziej domyślne a przepisy o ochronie środowiska nie chronią go w wystarczającym stopniu.)

Abstrakcyjne myślenie u ludzi powoduje gigantyczną niemożliwą do osiągnięcia dla zwierząt przewagę ilościową i jakościową w zdolnościach do zabijania konkurencji. Zwierzęta nie potrafią tak jak ludzie ustalić ze sobą współpracy z ‘’głównym wodzem’’ i jego ‘’wodzami poszczególnych oddziałów’’ w celu zorganizowania działających powiązań w grupie tak dużej że nikt nie zna ani nie zapamięta wszystkich innych członków.
Zwierzęta za nic nie zrozumieją hierarchi innej niż sytuacja w której znają wszystkich bezpośrednio
(Szczytem tej zdolności przy zachowaniu jednolitości i spójności grupy są państwa narodowe)
W wielu krajach już brakuje dzikich zwierząt które można zabić.Cywilizacja przemysłowa zamienia masę zwierząt i roślin dzikich na masę zwierząt ,roślin udomowionych i ludzi. Tylko że nie ma już czego zamieniać bo jest teraz mniej niż 4% stworzeń dziko żyjących. Reszta to masa ludzi i zwierząt hodowlanych.

Ciężko mi się skupić się na czymkolwiek innym niż wypatrywaniu zagrożeń i radykalnej trochę przesadzonej druchowej reakcji na nie tak na wszelki wypadek. https://www.tygodnikpowszechny.pl/musimy-rozmawiac-o-klimacie-164143 Może we mnie samej odzywają się skłonności które do tego doprowadziły ?

przedwczoraj o 16:59 WJ

@BAŚKA
Już kiedyś, na bieżąco przyswoiłam podlinkowy tekst. Wtedy zakująco, bo poczułam się lepiej, że to jednak racjonalne, że przytłacza mnie świadomość postępującej destrukcji tego co mnie zachwyca w życiu.
Jestem Ciebie ciekawa :)

wczoraj o 0:46 Baśka

@WJ
Jestem ciekawa ze względu na to że próbowałam wymyślić dlaczego do tego doszło ?
Dlaczego ludzie zachowują się jak jaskiniowi troglodyci którzy traktują środowisko naturalne jak wroga chcącego ich zniszczyć zawsze i wszędzie ?
Sama środowiska naturalnego w ogóle nie kocham. Mam wrażenie że wszystko chce mnie pożreć żywcem jak jestem w lesie. Ale jestem na tyle rozgarnięta że je toleruję i go nie niszczę mimo tego że w świecie zwierząt odbywają się krwiożercze zbrodnie w ilości niepojętej dla większości ludzi.
Środowisko naturalne to ''zło konieczne''. Lepsza brutalna selekcja naturalna zabijająca słabszych niż tolerowanie upośledzeń i degeneracja.

To co robią ludzie opiekując się trwale niepełnosprawnymi jest z punktu widzenia selekcji naturalnej totalną degeneracją która nie ma racji bytu. Niepełnosprawni w środowisku naturalnym są mordowani i niszczeni dla zasady by nie marnowali zasobów i nie psuli populacji. W środowisku naturalnym zawsze jest ''odcedzanie'' słabych od silnych gdzie śmiertelność wynosi 50-80% tych najsłabszych.

wczoraj o 5:00 gupol(szukam w OZE)

@baśka
"Niepełnosprawni w środowisku naturalnym są mordowani i niszczeni dla zasady by nie marnowali zasobów i nie psuli populacji."

heh widać że nie zgłębiłaś jeszcze tego tematu i dlatego piszesz tylko połowę prawdy.
okazuje sie że świat "poza ludzki" nie różni się tak bardzo od ludzkiego. tam też zdarzają się wyjątki.

np niedawno widziałem film przyrodniczy w którym pokazali pień drzewa w lesie. martwy od kilkuset lat. ale jego korzenie (czyli głowa u roślin) wciąż były żywe.
okazało się że sąsiednie drzewa nie pozwoliły mu umrzeć i przekazywały jego korzeniom swoje substancje odżywcze. po co? przecież to kompletny idiotyzm z punktu widzenia bezlitosnej "walki o byt".

a co do środowiska naturalnego które jest "wrogiem" rodzaju ludzkiego to też tylko częściowo prawda.
ludzie nie chcą tak po prostu zniszczyć wszystkich dzikich ekosystemów bo lubią martwe pustynie. chcą zmienić je w "rajski ogród" gdzie rosną tylko smakowite i przydatne rośliny a nie ma tych trujących i kłujących. no i oczywiście chcą mieć ten raj tylko dla siebie i swoich dzieci a nie dla "ptactwa i robactwa".
tak to wygląda.

wczoraj o 8:09 Fox

Wśród szympansów też występuje pomoc osobnikom upośledzonym/ niepełnosprawnym

wczoraj o 10:40 Baśka

@Fox @Gupol
Wiem wiem ludzie nieprzyzwyczajeni do kontaktu ze środowiskiem naturalnym są do niego wrogo nastawieni bo komar gryzie,bo kleszcz na drzewie bo to bo tamto. Bo co z tego że trujące dla ludzi rośliny są pożywieniem dla innych zwierząt że to ptactwo i robactwo jest potrzebne żeby mogły istnieć rajskie drzewa i krzaki z owocami.
Dlatego ludzie się ''huśtają'' od fascynacji i miłości do natury po wrogość i izolację.

A temu obumarłemu drzewu pomagają tylko po to by nie mieć silniejszej konkurencji od kierunku w którym ono rośnie.
Ciężko mi uwierzyć w to że zwierzęta i rośliny przy ograniczonych zasobach pomagają trwale upośledzonym by poczuć się lepiej. No może w szympansy jeszcze ale tylko pod warunkiem że chwilowo mają nadmiar zasobów.

wczoraj o 12:49 Fox

Myślę, że szympansy pomagają dokładnie z takich samych powodów z jakich my pomagamy.

wczoraj o 14:53 WJ

@BAŚKA
Jestem Ciebie ciekawa, bo pomimo innej od mojej motywacji, masz podobnie "dociążoną " świadomość.
Czasem myślę, że tymi,bywa, prowokującymi poglądami pokrywasz własną frustrację i bezsilność. Każdy ma jakiś sposób.
Mam nadzieję, że jeszcze zdążymy trochę ewoluować w samorozwoju w zgodzie ( na jaką nas stać) z wszechświatem :);)

wczoraj o 18:42 Baśka

@Fox
Ludzie są tolerancyjni i dobroczynni dopóki mają nadmiar zasobów.
W paleolicie i starożytności miejsce niepełnosprawnych i słabych było w jakiejś dziczy rzucone na śmierć.
https://www.youtube.com/watch?v=ef1K72OR2ys
Jeśli brakowało żywności przez wahania zmian klimatu,robactwo,drapieżniki to chyba oczywistek żołądki których były pełne a które puste.
Empatia wymaga nadmiaru zasobów. Pomagali niepełnosprawnym bo mogli sobie na to pozwolić mając wystarczające zasoby.
@Wj
Ja się urodziłam po to by prowokować widzimisię. Nie jestem bezradna ani bezsilna bo zabicie zwierzęcia (nawet człowieka jak się mocno wścieknę),zebranie dzikich roślin w lesie i przenocowanie w leśnej głuszy 2 tygodni nie jest dla mnie żadnym problemem. Uwielbiam wypady do lasów by się odciąć od nierozgarniętych ludzi. Dopiero jak jestem głęboko głęboko w lesie widzę ilu jest ludzi zaradnych,rozgarniętych i sprawnych fizycznie. Czyli prawie tyle co nic bo dość rzadko kogokolwiek spotkałam kto byłby na tyle sprawny by przechodzić przez ściółkę i gęste gałęzie na których roi się od robactwa żeby dotrzeć do polan i dalekich gęstwin.

Jestem rozdrażniona czekaniem na gigantyczną serię tych kataklizmów klimatycznych.
Czy to ‘’jednorazowy wyskok’’ i wszystko się niedługo uspokoi czy początek ‘’draki’’ z którą ludzie sobie nie poradzą a z instytucji państwowych i porządku społecznego nic nie zostanie?
Drugą rzeczą która mnie drażni to widok jak cywilizacja zrobiła z ludzi nierozgarnięte kaleki narzekające że 15 stopni powyżej zera to straszne zimno. Jak można w ogóle narzekać na 15-20cm śniegu i -12C mrozu?
Dopiero od -25C i 50cm śniegu zaczynają się ‘’prawdziwe problemy’’bo śnieg jest trudny do przejścia a mróz porządnie daje po twarzy,rękach i nogach. Dlatego piszę co mi na serduchu leży w poczekaniu pomiędzy przygotowaniami i ‘’zwyczajnym życiem w areszcie domowym’’
Liczę że selekcja naturalna pozbędzie się takich nierozgarniętych słabeuszy bo to naprawdę jest uwłaczające żeby tak żenujące osoby żyły pasożytując na silniejszej reszcie społeczeństwa.
Nie mówię o ludziach tymczasowo chorych tylko o ludziach trwale i nieuleczalnie chorych upośledzonych fizycznie i psychicznie.

wczoraj o 20:03 pole torsyjne

@Baśka
czyha wiele potencjalnych okoliczności które mogą umieścić każdego po stronie bezsilnych którymi dziś bezczelnie i lekkomyślnie pogardzasz, chociaż nie życzę ci tego ani nikomu.

o godz. 6:49 Baśka

@Pole Torsyjne
Rozumiem że mogą być okoliczności w których najbardziej rozgarnięci i silni fizycznie twardziele są bezradni. Ale jak można jęczeć z przerażenia i strachu że będzie -5 stopni mrozu i 10 cm śniegu ?
Chyba są jakieś granice ludzkiej godności ? Narzekanie na pewne zwykłe problemy jest dla mnie ekstremalnie upokarzające jeśli ma się możliwość łatwego ich rozwiązania lub przetrzymania.
(Każdy chyba ma ubranie na taką pogodę)

Ze wstydu bym sobie palnęła w łeb jakbym musiała powiedzieć że będąc całkowicie zdrowa nie dam rady sprawnie przemaszerować 2 kilometrów w lekkim mrozie i śniegu trochę ponad kostki.
Może byłoby trochę nieprzyjemnie ale jakoś to będzie.
Ty nie widzisz jak cała cywilizacja zdegenerowała większość ludzi ?
Ludzi którzy nie uważają za nic niewłaściwego obnoszenie się ze swoją nieudolnością na takie proste drobne codzienne problemy. To jest już wyjątkowo żałosne.

o godz. 7:12 pole torsyjne

@Baśka
"Liczę że selekcja naturalna pozbędzie się takich nierozgarniętych słabeuszy bo to naprawdę jest uwłaczające żeby tak żenujące osoby żyły pasożytując na silniejszej reszcie społeczeństwa.
Nie mówię o ludziach tymczasowo chorych tylko o ludziach trwale i nieuleczalnie chorych upośledzonych fizycznie i psychicznie.

Odniosłem się do dwu ostatnich twoich zdań a zwłaszcza ostatniego które jest haniebnym uogólnieniem,
a chodzić po śniegu może się nauczyć każdy najpierw w butach np. sto metrów, aż w końcu boso kilometr lub dwa, a nawet kąpać się w przeręblu, ale jeżeli od tego stać by się miał zarozumiałym to niech już lepiej nosi się ciepło i popija ziołowe herbatki oczywiście "z imbirem".

o godz. 17:18 Baśka

@Pole Torsyjne
Nie każdy od urodzenia wszystko umiał ale przypadki dorosłych ludzi majacych z tym problem są zbyt częste.
Żeby dorosły zdrowy człowiek bał się tak ''delikatnie niekorzystnych warunków''
Bestia ze wschodu będzie aż 5 C mrozu i 10 cm śniegu. Po prostu żałosne.

o godz. 18:18 Carlinfan

@BAŚKA o czym ty bredzisz ? Wiesz czym jest warunkowanie ? Ludy z koła podbiegunowego ze względu na środowisko naturalne, w którym się narodzili, są warunkowani przez swoje życie do przetrwania w niskich temperaturach, jedzenia samego mięsa i innych jeszcze sytuacji. Ludy które przyszły na świat w obszarze równikowym są warunkowani w zupełnie inny sposób niż ci z koła podbiegunowego. Dla jednego środowisko drugiego będzie niemożliwym do przetrwania piekłem.
A mróz ? Są ludzie bardzo wrażliwi na niskie temperatury, np tacy ze słabym krążeniem i niskim ciśnieniem. Twoje uogólnienie szufladkuje tych ludzi jako żałosnych, a stąd jeden krok do wytykania słabości i chełpienia się swoją sprawnością vide rasa aryjska najlepciejsza nad tym łez padole.

o godz. 19:05 Baśka

@Carlifan
O niczym nie bredziłam. Jestem zdziwiona niezaradnością ludzi którzy są dostosowani do klimatu umiarkowanego takie mrozy powinni znosić bez zająknięcia. Źle toleruję upały ale dopiero od 35C i więcej.
Każdy ma swoje progi wytrzymałości ale u niektórych ludzi są one stanowczo za niskie by zostawić je bez krytyki.
Ps. Z wysoką aryjską kobietą nie mam nic wspólnego (152cm i więcej nie będzie)

o godz. 19:13 Carlinfan

@BAŚKA
Ciekawe jakby ciebie wystawić poza te progi wytrzymałości, ile byś godności zachowała nim żałosną byś się stała.
Całe miasta nie potrafią pływać ! a ty się dziwisz, że ktoś źle znosi temperatury, do których nie przywykł !?

Teoria niby mówi, że aryjczycy są wysocy, ale co to znaczy wysoki ? Chory na nadczynność przysadki mózgowej ? :)

Dodaj komentarz

Kod
gra kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    Marcin Popkiewicz - notka biograficzna w TVN"O co chodzi"

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto