Komentarz Richarda Heinberga do sporu pomiędzy niektórymi z członków i członkiń Extinction Rebellion a Jemem Bendellem, twórcą Głębokiej Adaptacji.

Zostałem niedawno poproszony o komentarz do sporu pomiędzy niektórymi z członków i członkiń Extinction Rebellion (zobacz: Thomas Nicholas, Galen Hall i Colleen Schmidt, “The Faulty Science, Doomism, and Flawed Conclusions of Deep Adaptation”) a Jemem Bendellem, założycielem Głębokiej Adaptacji (zobacz jego “Letter to Deep Adaptation Advocate Volunteers about Misrepresentations of the Agenda and Movement”). Ponieważ wydaje się, że kwestie poruszone podczas tej polemiki mogą być istotne dla czytelników Resilience.org, pomyślałem, że może warto przyjąć to zaproszenie i dorzucić własne zdanie.

Dla niezorientowanych: Głęboka Adaptacja (ang. Deep Adaptation – DA) Jema Bendella przyjmuje za punkt wyjścia diagnozę, że w konsekwencji ujawniających się skutków spowodowanych przez człowieka zmian klimatu, całkowity rozpad społeczeństwa w niedalekiej przyszłości jest prawie nieunikniony. Extinction Rebellion (XR) jest ruchem aktywistycznym stosującym nieposłuszeństwo obywatelskie, aby zmusić rządy do działania w celu uniknięcia punktów krytycznych dla klimatu, które uruchomiłyby nieodwracalne procesy prowadzące ostatecznie do ekologicznego i społecznego załamania. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że Głęboka Adaptacja oznacza akceptację realności spowodowanego przez zmianę klimatu załamania i radzenie sobie z nim, zaś Extiction Rebellion (Bunt przeciwko wymieraniu) działanie, aby się przed nim uchronić.

Sedno sporu jest następujące: niektórzy ludzie zaangażowani w działania Extinction Rebellion uważają, że Bendell jest zbyt fatalistyczny, zniechęcając tym samym swoich zwolenników do podejmowania działań, które mogłyby jeszcze ocalić cywilizację i globalne ekosystemy. W odpowiedzi Bendell oskarża swoich krytyków o ignorowanie dowodów i fałszywe przedstawianie jego poglądów

Nie zamierzam wchodzić w szczegóły, rozsądzając każdą kwestię podniesioną w poszczególnych esejach. Zamiast tego wolę się zdystansować i przedstawić moją własną interpretację dostępnych danych i dowodów, a następnie omówić podtekst tego sporu.

Po wielu latach studiowania literatury z dziedziny nauk o środowisku doszedłem do wniosku, że jakaś forma załamania społecznego jest rzeczywiście wysoce prawdopodobna już w tym stuleciu, ale zależy to również od tego w jaki sposób definiujemy „załamanie”. Całkiem sporo znanych mi naukowców specjalizujących się w ochronie środowiska zgadza się z tą opinią. Jeśli chodzi o zmiany klimatu, problemem nie jest to, że globalne ocieplenie posunęło się już zbyt daleko, by można je było zahamować (w tej kwestii jestem agnostykiem: zgadzam się z autorami z XR, że nauka jeszcze tego nie rozstrzygnęła, i ich teksty zawierają w tym względzie pewne trafne stwierdzenia); szkopuł raczej w tym, że rzeczy, które musielibyśmy zrobić, aby zminimalizować zmiany klimatu, podkopałyby fundamenty społeczeństw przemysłowych w inny sposób. To ostatnie stwierdzenie wymaga nieco uzasadnienia.

Jedynym realistycznym sposobem na ograniczenie zmian klimatycznych jest zaprzestanie spalania paliw kopalnych – i w mojej ocenie nie da się tego zrobić bez znacznej redukcji zużycia energii, a co za tym idzie zmniejszenia aktywności gospodarczej (Swoją argumentację w tej kwestii przedstawiłem w innym miejscu, powtarzanie tego tutaj, uczyniłoby ten esej zbyt długim). Również dalsza zależność od paliw kopalnych prowadzi do kurczenia się gospodarki, ponieważ oprócz tego, że destabilizują one klimat, są wyczerpującymi się, nieodnawialnymi źródłami energii, które eksploatowaliśmy zgodnie z zasadą „nisko wiszącego owocu”: wydobycie tego, co z nich jeszcze zostało będzie coraz droższe, zarówno pod względem finansowym, jak i zużycia energii. A energia jest główną siłą napędową gospodarki, jeśli stanie stanie się trudniej dostępna, nieuchronnie spowoduje to ograniczenie produkcji i handlu. A więc, tak czy siak, musimy zaakceptować kurczenie się gospodarki. Jednak nie wiemy, jak zmniejszyć naszą gospodarkę w sposób dający się kontrolować, szczególnie w kontekście ogromnej globalnej bańki zadłużenia. Ponadto struktury demokracji przedstawicielskiej, które reagują na krótkoterminowe obawy elektoratu, sprawiają, że planowanie kurczenia gospodarek staje się jeszcze trudniejsze. Od dziesięcioleci decydenci obiecują tylko więcej wzrostu, a ekonomiści wbrew podstawowym zasadom logiki przedstawiają uzasadnienia, dlaczego wzrost zużycia materiałów i surowców może trwać w nieskończoność na planecie o ograniczonych zasobach. Ponieważ nie jesteśmy przygotowani do trwałego skurczenia gospodarki, jest bardzo mało prawdopodobne, że przeprowadzimy to dobrze.

Co więcej, globalne ocieplenie nie jest naszym jedynym kryzysem związanym z brakiem zrównoważenia. Do innych należą: wyczerpywanie się zasobów naturalnych, co raz większe zanieczyszczenie środowiska, system żywnościowy, który wyjaławia gleby i niszczy różnorodność biologiczną, nadużywanie długu jako sposobu na przeniesienie konsumpcji z przyszłości do teraźniejszości, powiększające się nierówności gospodarcze prowadzące do destabilizacji politycznej oraz narastające przeludnienie i nadmierna konsumpcja (szczególnie wśród bogatych), usprawiedliwiane i pobudzane przez błędne przekonanie, że Ziemia zawsze będzie w stanie utrzymać więcej ludzi zużywających więcej zasobów na głowę mieszkańca.

Ponadto złożone interakcje pomiędzy znanymi nam systemowymi czynnikami stresogennymi – nie mówiąc już o tych, których nie znamy – jeszcze bardziej pogarszają sytuację. Zmiany klimatu zwiększają nierówności gospodarcze, podczas gdy niestabilność społeczna spowodowana narastającymi nierównościami utrudnia przywódcom państw skupienie się na kryzysie klimatycznym. Podobnie wzmagające się kryzysy demokracji na całym świecie (z bogatymi i posiadającymi władzę, którzy czują się odseparowani od zagrożeń i blokują konieczne zmiany), potęgują zagrożenia, utrudniając społeczeństwom poradzenie sobie z którymkolwiek z tych problemów.

Podsumowując, stworzyliśmy całkowicie niezrównoważony sposób życia. W ostatnich dekadach, gdy pojawiało się coraz więcej problemów, aby je rozwiązać, nauczyliśmy się polegać na napędzanym paliwami kopalnymi wzroście, ale teraz ten wzrost tylko pogłębia te problemy, a my nie mamy żadnego innego planu.

Wskazywanie na te wszystkie rzeczy nie jest skutecznym sposobem na zdobywanie przyjaciół i wpływanie na ludzi – i to prowadzi nas do głównego argumentu XR. Przypuśćmy, że całość dowodów przemawia na korzyść konkluzji Bendella (a w moim przekonaniu tak właśnie jest, za wyjątkiem kilku zastrzeżeń). Krytyczna ocena XR wypływa z przekonania, że jeśli ludzie, którzy są najbardziej świadomi kryzysu klimatycznego i z tego powodu prawdopodobnie najbardziej predestynowani do przeprowadzenia zmiany, świadomie zaakceptują nieomal całkowitą nieuchronność załamania, doprowadzi ich to do bierności i cynizmu, co tylko pogorszy sytuację. Ta krytyka wymaga wciąż odpowiedzi.

Jedną z możliwych odpowiedzi jest przedefiniowanie upadku. Przeszłe cywilizacje upadły, i proces ten trwał zwykle dwa lub trzy stulecia, a na końcu prowadził do jakiegoś rodzaju odrodzenia. Podobne cykle akumulacji i uwalniania (ang. buildup and release) obserwujemy w ekosystemach (naukowcy zajmujący się odpornością opisują tę uniwersalną tendencję jako cykl adaptacyjny).

Upadek nie musi oznaczać, że prawie wszyscy naraz umrą lub że ci, którzy przetrwają, staną się kanibalami. Oznacza on raczej, że nasze dzisiejsze instytucje w mniejszym lub większym stopniu przestaną funkcjonować i będziemy musieli znaleźć alternatywne sposoby zaspokajania naszych podstawowych ludzkich potrzeb – sposoby, które są wolniejsze, bardziej lokalne i działają na mniejszą skalę. Nawet jeśli nie możemy całkowicie zapobiec fazie uwalniania cyklu adaptacyjnego, w której się znajdujemy, możliwe że złagodzenie przebiegu uwalniania i reorganizacji leży w zasięgu naszych możliwości. Być może, jeśli pomyślimy o załamaniu pod tym kątem, akceptacja niemal pewnej nieuchronności załamania nie będzie tak osłabiająca.

Lecz szczęśliwa wersja upadku jest prawdopodobna tylko pod warunkiem, że będziemy działać. Przeszłe cywilizacje nie miały paliw kopalnych (a więc również zmian klimatu) ani broni nuklearnej. Bez dużej dozy szczęścia i ciężkiej pracy, możemy mieć do czynienia z załamaniem, którego rzeczywiście nie przetrwamy lub które przetrwa tylko garstka.

Czy możemy pogodzić się z tym, że nasze szanse na sukces są bardzo niewielkie, a mimo to działać – przytomnie i z zapałem? Sądzę, że wskazówek co do odpowiedzi na to pytanie można poszukać w dziedzinie psychologii znanej jako teoria opanowania trwogi ( ang. Terror Management Theory) – którą Bendell omawia w dokumencie założycielskim Głębokiej Adaptacji, “Deep Adaptation: A Map for Navigating Climate Tragedy”. (polskie tłumaczenie: http://lifeworth.com/DeepAdaptation-pl.pdf)

Wydaje się, że organizmy pozaludzkie nie są świadome nieuchronności swojej własnej śmierci, więc nie muszą radzić sobie z tą świadomością. Niektóre inteligentne zwierzęta (w tym wrony i słonie) zauważają śmierć swoich towarzyszy i wydaje się, że odczuwają żałobę, ale nie wiemy, czy potrafią rozważać swoją własną śmiertelność. Natomiast my – ludzie, ze względu nasz język i umiejętność racjonalnego myślenia, nieuchronnie, zazwyczaj zaczynając od późnego dzieciństwa, uświadamiamy sobie, że każdy prędzej czy później umrze, a my nie jesteśmy wyjątkiem. Świadomość śmierci powoduje psychologiczny konflikt pomiędzy naszym instynktem samozachowawczym a naszą wiedzą o nieuniknionym odejściu, i jako gatunek zadaliśmy sobie wiele trudu, by przezwyciężyć ten konflikt. Według teorii opanowania trwogi, wyjaśnia to szeroki wachlarz kulturowych wierzeń i instytucji, które wprost lub w sposób ukryty obiecują nieśmiertelność – włączając w to, chociaż nie tylko, nauki i rytuały religijne.

W rezultacie zaprzeczanie stało się głęboko zakorzenioną ludzką zdolnością. W swojej książce Denial: Self-Deception, False Beliefs, and the Origin of the Human Mind, Ajit Varki i Danny Brower sugerują, że gdy rozwinęliśmy język, nasze wyłaniające się oczekiwanie własnej śmierci, uczyniłoby nas tak przygnębionymi i ostrożnymi, że nie bylibyśmy w stanie skutecznie konkurować z innymi gatunkami lub mniej obciążonymi członkami naszego własnego gatunku, gdyby symultanicznie nie pojawiła się adaptacja – nasza zdolność do zaprzeczenia śmierci. W ten sposób zaprzeczenie pełniło ewolucyjną funkcję podstawowego narzędzia opanowania trwogi. W miarę upływu czasu nasza zdolność do zaprzeczania zwiększyła się – zapewne szczególnie w ostatnich dekadach, gdy wielka, kolektywna zagłada na skutek wojny nuklearnej bądź zmiany klimatu stała się realną możliwością.

Zaprzeczenie może przybierać różne formy. Jedna z nich wynika z dysonansu poznawczego – mechanizmu motywacyjnego, który leży u podłoża niechęci do przyznawania się do błędów lub zaakceptowania rezultatów badań naukowych, jeśli są one sprzeczne z naszymi obecnymi poglądami (stąd osoby nieskłonne do wiary w zmiany klimatu usilnie starają się znaleźć jakiekolwiek dowody, nieważne jak marne, które potwierdzają ich poglądy). Inną jest wyparcie, stan, w którym jesteśmy świadomi zmian klimatu i ich konsekwencji, ale znajdujemy sposoby na uniknięcie związanego z tym niepokoju, a co za tym idzie konieczności działania.

Zaprzeczanie zmianom klimatu (a więc również prawdopodobieństwu społecznego załamania) jest zatem czymś więcej niż tylko politycznym narzędziem służącym do utrzymania korporacyjnych zysków przemysłu paliw kopalnych. Jest ono kolektywnym mechanizmem radzenia sobie z niezwykle trudną sytuacją. Wszyscy zaprzeczamy – na rozmaite sposoby i w różnym stopniu.

Członkowie XR mają rację: jeśli pogodzimy się z nieuchronnością załamania, możemy, posługując się tymi psychologicznymi mechanizmami, zmniejszyć naszą zdolność do działania na rzecz złagodzenia jego konsekwencji i zwiększenia szans na przetrwanie. Z drugiej strony jednak, jeżeli zanurzymy się się głębiej w zaprzeczanie, możemy beztrosko robić to, co do tej pory, również nie robiąc niczego dla podwyższenia prawdopodobieństwa naszego przetrwania. Czy rozwiązaniem jest pozwolenie sobie na właściwą dozę zaprzeczenia? Jaka jest ta idealna dawka i w jaki sposób mamy monitorować dozowanie stosowane przez wszystkich innych?

Możliwe że każdy i każda z nas jest w stanie znieść inną dawkę „czarnowidztwa”. Jeśli tak jest, u podłoża sporu pomiędzy XR a DA przynajmniej po części mogą leżeć różnice poziomu psychologicznej tolerancji u poszczególnych osób, które następnie tworzą grupy odgradzające się od innych przy pomocy mechanizmu dysonansu poznawczego.

Jednakże taka ocena w jakiś sposób trywializuje tę debatę – tutaj chodzi o coś więcej. Tylko jeden dodatkowy punkt widzenia: może załamanie już nastąpiło, tylko po prostu jeszcze nie wszyscy w równym stopniu odczuwają jego konsekwencje. Setki milionów, a być może parę miliardów biednych ludzi na całym świecie już doświadcza potworności, które prawdopodobnie wydarzą się w następstwie upadku nowoczesnego społeczeństwa przemysłowego (nie mówiąc już o miliardach, które nie skorzystały na nim w równym stopniu lub stały się ofiarami globalnego, przemysłowego kapitalizmu i imperializmu). Ci ludzie, których ciężki los prawdopodobnie jeszcze bardziej się pogorszy, nie mogą pozwolić sobie na to, by usiąść w wygodnym fotelu i filozofować na temat przyszłości – spędzają każdy dzień robiąc to co konieczne, by przetrwać, co czasami oznacza walkę z siłami kapitalistycznego wyzysku, które zwykle pokrywają z głównymi przyczynami zmian klimatu. Być może zwolennikami Głębokiej Adaptacji są przede wszystkim ludzie uprzywilejowani, których bańka została przebita przez świadomość zmian klimatu i którzy, przynajmniej na chwilę, mogą pozwolić sobie na pewne znieruchomienie na skutek tej nagłej dezorientacji.

Ludziom skłaniającym się ku punktowi widzenia Głębokiej Adaptacji poradziłbym, by nie tracili energii na próby przekonania swoich krytyków z Extinction Rebellion, że katastrofalne załamanie jest naprawdę nieuniknione w ciągu najbliższych kilku lat. Nie dajcie się zwieść pułapce pewności: nikt z nas w tym momencie nie wie, czy wyginięcie ludzkości w niedalekiej przyszłości jest nieuniknione, ani czy zdecydowane, wspólne działanie może sprawić, że doświadczymy relatywnie łagodnej wersji załamania. Zamiast tego skoncentrujcie się na tym, co do czego się zgadzacie i działajcie razem z waszymi krytykami z XR – co, poza innymi rzeczami, jest skutecznym sposobem na radzenie sobie z naszym lękiem. Odrzućcie skłonność do bezczynności i wpatrywania się we własny pępek.

Tymczasem, kilka rad dla krytyków DA z XR: bądźcie uważni. Pomimo swojej kontrowersyjnej skłonności do fiksacji na najgorszym scenariuszu, Głęboka Adaptacja oferuje system wsparcia, w ramach którego ludzie mogą podjąć wewnętrzną pracę związaną z konfrontacją z realiami zbliżającej się wielkiej dezintegracji. Podczas gdy praca wewnętrzna nie powinna być celem samym w sobie, podkopując tym samym wysiłki na rzecz zmniejszenia szkód dla ekosystemów i ludzkich społeczności, jest ona jednak niezbędnym etapem na drodze wyjścia poza zaprzeczanie.

Być może moglibyśmy w tej kwestii skorzystać z mądrości zawartej w starożytnej hinduskiej księdze, Bhagawadgicie. Gita jest dialogiem pomiędzy księciem Ardżuną a jego przewodnikiem i woźnicą, Kriszną, który ma miejsce obok pola bitwy podczas wojny między krewnymi Ardżuny a innym klanem. Pomimo przekonania o słuszności swojej sprawy, Ardżuna czuje się przytłoczony lękiem moralnym związanym z przemocą i śmiercią – całkowitą zagładą wszystkiego! – i swoją współodpowiedzialnością za nie, i zastanawia się czy nie zrzec się swojego tytułu i obowiązków i nie poświęcić się filozofii. Kriszna doradza Ardżunie wypełnienie jego żołnierskich zobowiązań, ale również działanie bez myślenia o sobie czy też przywiązania do rezultatu.

Podobnie, ci z nas, którzy są świadomi nadciągających kryzysów, muszą zrozumieć, że konsekwencje podjętego działania będą w dużej mierze nieprzewidywalne. Konieczność działania wynika po prostu z faktu, że jesteśmy świadomi; jednakże nasza wiedza jest tylko częściowa. Pomimo tych ograniczeń, jesteśmy zobowiązani do odegrania naszej roli w obronie natury i ludzkości w sposób tak czysty i bezinteresowny – a także skuteczny – jak to tylko możliwe.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas Źródło: Post Carbon Institute/Zielone Wiadomości

Komentarze

02.09.2020 8:34 Felek

Niemal wszystko co Ziemskie leży w zasięgu naszych możliwości. Być może poza ścisłym jądrem i płaszczem planety. W to wlicza się również gwałtowny regres i upadek w kształcie klifu. Nie widzę innnego wyjścia dla obecnej cywilizacji. Te gorsze kulturowo od wieków zabijały te lepsze i jednocześnie czyniły się jeszcze gorszymi w tym procesie. Nie są gotowe ani chętne do świadomego pogodzenia się z nieuchronnością więc nie dojdzie do scenariusza krzywej dzwonowatej. Nawet jeśli sytuacja zmusi nas do powolnego z początku zwijania wszystkiego to stopniowo, najwyżej w kilku tąpnięciach wiele z dotychczasowych gałeęzi goapodarczych w obliczu znacznie mniejszych możliwości energetycznych po prostu zaniknie. Chociaż ja osobiście uważam, że odpowiednie akumulatory energii i OZE movą pozwolić na całkiem wygodne życie lokalne. Trudno powiedzieć na ile to energia pozwalająca na opalanie pieca martenowskiego i napędzanie orzemysłu produkcyjnego obexnego kalibru, w to powątpiewam. Nie mniej jednak taka sytuacja u ludzi światłych (a jeszcze trochę ich zostało i ma się dobrze) zazwyczaj prowadzi do nowych inwencji. Może rozwinie się materiałoznawstwo powiązane z biotechnologią i powstaną organiczne, czy nawet biologiczne materiały. Nie widzę przeszkód by powstawały drzewa, które będą produkować bioplastiki celulozowe - łatwe w obróbce, łatwe w implementacji w codziennym życiu i przede wszystkim nie trujące całej biosfery. Również prace nad fuzją na pewno bardzo przyśpieszą. Na ile praca takich poszukiwaczy nowych rozwiązań będzie skuteczna, to już zależy od poziomu ładu społecznego jaki pozostanie. Póki co patrząc na high-end-culture amerykański i ich wyczyny na całym świecie to może być podobnie jak w filmie Idiokracja z 2006 roku (POLECAM!)
Zamiast zajmować się poważnymi sprawami to tłum ludzi marnuje obecnie czas zdrowie i życie na kretyńskie protesty LGBT, BLM, AntiFasi/AntiNazi a władze kierowane przez elity i korpokracje tylko wymyśla kolejne punkty zapalne.
Na szczęście Chiny mają potencjał i dyscyplinę by być może zorganizować swoją przyszłość mądrze. Chociaż w dobroć i mądrość cywilizacji anglosaskiej i jej popleczników średnio wierzę. Dorowadzą do upadku do końca upierając się, że te znakomite, tanie i skuteczne pomysły zamknięte w sejfie nie mogą wyjść na światło dzienne, bo wtedy brać korporacyjna traci haka na miliardy ludzi i swoją władzę oraz wpływy pieniężne.
A szkoda, bo z pewnością już teraz są koncepty albo wręcz gotowe plany odpowiednio wydajnych akumulatorów by raz na zawsze pozbyć się żałośnie niewydajnych silników spalinowych.

02.09.2020 15:12 adaś

@Felek
"tanie i skuteczne pomysły zamknięte w sejfie nie mogą wyjść na światło dzienne,"
"z pewnością już teraz są koncepty albo wręcz gotowe plany odpowiednio wydajnych akumulatorów by raz na zawsze pozbyć się żałośnie niewydajnych silników spalinowych"
Nie oszukuj się ! Mity o pomysłach zamkniętych w sejfie mają tylko jeden cel. Uspokoić ludzi że wszystko jest pod kontrolą, że w razie czego przecież sobie poradzimy... wystarczy tylko włamać się do sejfu i zdobyć ten genialny pomysł. Ale nic z tego. Gdyby były takie genialne akumulatory to chińska armia by na nich jeździła zamiast kupować ropę u Saudów.
Za to od dawna wiadomo jak robić rzeczy dobre i trwałe. A że produkuje się nietrwałe błyskotki to nie tylko wina zachłannych korporacji. Konsumenci też mają w tym swój udział poszukując produktów najtańszych a nie najlepszych. UE też ma w tym wielkim marnotrawstwie niemały udział. Na większości produktów które za chwile się rozlecą jest znaczek CE- wyprodukowane zgodnie z normami europejskimi.

02.09.2020 20:01 Mariusz

Chiny to akurat są w fazie moralnego upadku
https://www.youtube.com/watch?v=Rohq4hClRkk to drobny przykład

03.09.2020 3:35 gupol(szukam w OZE)

no ale przecież ten spór jest powierzchowny i wynika z nieporozumień.
czy ludzie z ex rebel naprawdę nie rozumieją że zaprzestanie spalania paliw kopalnych nie jest panaceum na bolączki współczesnego świata? przecież to tylko przyśpieszy załamanie bo nie mamy alternatywnego systemu który mógłby przejąć "obowiązki" obecnego.

adaptacja to nie jest żaden fatalizm ani apatia tylko najrozsądniejsze wyjście. racjonalna próba ocalenia tego co sie jeszcze da.

bo czego właściwie oczekuje ER? co rozumie przez "ocalenie"? powrót do 350 ppm CO2 w atmosferze i populacji ludzkiej na poziomie 3 mld jeszcze w tym stuleciu? to drugie jeszcze dałoby się wykonać ale pierwsze raczej nie.
w sumie dobrze byłoby ustalić konkretne cele obu stron sporu zanim zacznie się jakąkolwiek dyskusję ;p.

03.09.2020 6:01 Carlinfan

A kto to jest ER ? Na swojej stronie umieścili taki o to tekst - "Extinction Rebellion is an international movement that uses non-violent civil disobedience in an attempt to halt mass extinction and minimise the risk of social collapse."
W tym świetle zabawny jest fakt, że są sponsorowani głównie przez bardzo bogatych ludzi, którzy to ludzie w dużej mierze mają aktualnie ogromne zyski z obecnego status quo i jakiś udział w tym, że świat zmierza ku upadkowi.
A tak serio to nawet podobają mi się ich postulaty, ale póki co, widzę ich jako narzędzie (coś jak Greta) w rękach tych bogatych ludzi, aby np zabronić zwykłym ludziom korzystać z samolotów. Przyczyną będą rosnące koszty wydobycia paliw kopalnych i tym podobne. Tylko kasta bogaczy i władzy będzie mogła sobie pozwolić na ten luksus. Podobny los spotka mięso. I tu powoli zaczyna się wkradać Rok 1984. Bo kto nam zagwarantuje, że 'zielony ład' obejmie wszystkich ?
Tak jak z tymi żołnierzami wysyłanymi do Iraku po 9/11. Gdy Michael Moore pytał kongresmenów o wojnę, czy słuszna i w ogóle, to słyszał odpowiedzi, że tak trzeba rozpocząć wojnę, bronić wolności, itp, itd. A jak się zapytał czy synowie kongresmena też pójdą na wojnę to zobaczył wielkie niedowierzanie i grymas zniesmaczenia na twarzy polityka.

03.09.2020 12:12 adaś

@CARLINFAN
''aby np zabronić zwykłym ludziom korzystać z samolotów."
Pozwól, że jako zwykły człowiek wypowiem się w tej sprawie. Samolotem nigdy nie latałem i na razie nie zamierzam. Powodów jest wiele.
1. nie mam po co ani dokąd latać.
2. nawet gdybym miał po co, to jest to dość drogie i szkoda mi pieniędzy.
3.odczuwam jakiś lęk przed lataniem, który jest silniejszy niż ciekawość.
4.latanie wiąże się z dużymi emisjami.
Więc gdyby nawet zabroniono mi latać to nie zmienia to mojej sytuacji. Mógłbym ewentualnie poczuć się dotknięty że nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Ale ja wiem że nie ma. Gotów jestem zaakceptować że jakiś naukowiec musi polecieć zbadać coś osobiście w Australii a mój wyjazd turystyczny nie jest tam konieczny.
Znam przypadek, że tzw. zwykli ludzie, stwierdzili że zima w Polsce nieciekawa a zdalnie pracować można z różnych miejsc. Dlatego wynajęli na zimę domek na Teneryfie i mieszkali tam kilka miesięcy. Skorzystało z tego ich rodzeństwo, rodzice i znajomi, którzy odwiedzali ich tam. Oczywiście latali tam samolotami i przy okazji wyemitowali tyle CO2 ile przez resztę życia jeżdżąc samochodem. Na razie nic w tym dziwnego- w końcu zrobili to za własne pieniądze. Ale pomału zmierzam do konkluzji. Otóż te osoby to gorliwi czytelnicy GW. Rzadko biorę tę gazetę do ręki. Jednak zdążyłem się zorientować że oprócz krytyki PiS i promocji LGTB gazeta ta poświęca sporo miejsca zmianom klimatu i ekologii. Po rozmowach z tymi osobami można się zorientować że propaganda GW w dwóch pierwszych tematach przyniosła skutki. A w sprawach klimatu jakoś nie... ciekawe dlaczego ?
To może jednak lepiej aby istniały jakieś zakazy ? Podobnie jak istnieje zakaz wyrzucania śmieci do lasu i kary za śmiecenie ( a nie tylko liczenie na odpowiedzialność i wysoką świadomość obywateli)

03.09.2020 14:18 WJ

@ADAŚ
Dobrze, że Jesteś :)

Dla mnie istotne są poniższe wersy i myślę, że one uwiargodniają Każdego( odbierającego podobnie sytuację w jakiej znajduje się globalny Ekosystem, włączne z naszym gatunkiem) bez wzgledu na sympmatię do którejś z przedstawionych opcji, bo te mają drugorzędne znaczenie. Cel jest ten sam- ocalenie Cudu naszego istnienia. Oj, znowu mnie egzatlacja unosi :);)

" ci z nas, którzy są świadomi nadciągających kryzysów, muszą zrozumieć, że konsekwencje podjętego działania będą w dużej mierze nieprzewidywalne. Konieczność działania wynika po prostu z faktu, że jesteśmy świadomi; jednakże nasza wiedza jest tylko częściowa. Pomimo tych ograniczeń, jesteśmy zobowiązani do odegrania naszej roli w obronie natury i ludzkości w sposób tak czysty i bezinteresowny – a także skuteczny – jak to tylko możliwe."

03.09.2020 14:25 Baśka

Adasiu muszę ci powiedzieć że są zakazy na które ludzie się nie zgodzą.
Większość ludzi jest tak głupia że następstw latania nie zauważa.
99% ludzkości jest od bezmyślnego konformistycznego powtarzania bo tylko do tego ma jakiekolwiek predyspozycje umysłowe. W przeciwieństwie do 90% tutejszych bywalców forum do których zaliczasz się ty i ja między innymi.
Ludzie nienawidzą się ograniczać. Ludzie za nic w świecie nie zgodzą się na zakaz latania samolotami.
Po prostu chęć nowych wrażeń i konsumpcji. Nie widzę sensu w turystyce jako takiej. Owszem można się przelecieć ale z głową. Ludzi nie zmienisz. Ludzie zawsze tacy byli i będą aż do śmierci.
Ile razy mówiłam w szkole żeby nie zezwalać na budowę parkingu bo nie będzie się dało funkcjować to wszyscy mnie mieli gdzieś.

Technologia zaburzyła starą dobrą selekcję naturalną. Oczywiście technologia sprawiła że nie musisz umierać z byle błahostki która się każdemu może zdarzyć jak choćby skaleczenie czy stan zapalny ucha.
Bez technologi choćby najprymitywniejszej ludzie nie istnieją. Technologia jest dobra bo bez niej życie by wyglądało jak u dzikich plemion. 25 urodziny i jesteś martwy, 50 h pracy tygodniowo z ogromny zagrożeniem zdrowia i życia,
Ochrony przed warunkami atmosferycznymi brak, Brud , syf i nędza.
Tylko że takie warunki wymuszały presję na najlepsze cechy. Niepełnosprawnych nie było wogóle bo umierali.
A teraz się ich podtrzymuje przy życiu ku chwale ''humanitaryzmu'' i patologicznej empati.
Wd, wielu ludzi humanitarnejest trzymanie kogoś kogo nie można wyleczyć przy życiu żeby się męczył.
Nie humanitaryzm a zwykły sadyzm i ciamajdowata niezdolność do decydowania o cudzym życiu.
Postęp technologiczny zrobił z 99% ludzi zbieraninę degeneratów umysłowych i fizycznych, mięczaków i nieudaczników. Ja używam komputera i internetu do wzbogacania swojej wiedzy i umiejętności.
Zawsze można doczytać to i owo i się czegoś nauczyć z poradników i instruktaży .
A 99% ludu używa go do głupich filmików, kretyńskich zabaw, i ścieku.
Każda technologia to sposób na pomnożenie danego zjawiska i chęci zrobienia czegoś.
Technologia daje potencjał nad którym większość ludzi zwyczajnie nie panuje.
Są po prostu za tępi by zrozumieć jak potężne narzędzia dostali do ręki i jakie mogą być efekty uboczne.

Żyjemy w świecie pełnym hipokryzji, w którym nikt nie ma odwagi nazywać rzeczy po imieniu. Chcemy o sobie dobrze myśleć, więc myślimy schematami. Nasze dzieci wierzą, że mięso pochodzi ze sklepu, a nie z ciała zwierzęcia – z krówki, która kiedyś była słodkim cielaczkiem. Takim samym jak w bajkach czy filmach familijnych. Ale w końcu ten cielaczek dorósł i ktoś musiał go zabić. Po to, aby można było zjeść pysznego burgera lub nosić piękne skórzane buty.
Hipokryzja przez technologię bo daje możliwość ''zlecenia zabójstwa '' komuś innemu.
Nie ma tak jak 100 lat temu że trzeba było samemu wziąć zaprowadzić ofiarę na miejsce egzekucji i siekierą zdzielić po karku by łeb odpadł od tułowia. Zawsze można się wykręcić i zlecić to komuś innemu
Bez zabijania się nie obejdzie przy zdobywaniu mięsa.
Technologia robi z ludzi bandę degeneratów nie rozumiejących istoty rzeczy.
Ludzie są tak głupi że muszą poczuć na własnej skórze bo mają za słabą wyobraźnię.
Musi ich coś zaboleć by cokolwiek zrobili. Nie ma samodyscypliny w stylu.
''-Kurza twarz muszę solidnie posprzątać w tym pokoju żeby późnie nie było tu robactwa , żeby nie było z tego chorób''
Są ślepi i głupi niewykraczający myślą poza 5 minut. Ważne że teraz nie ma żadnego robactwa i mi nic z tego brudu nie dolega.
I co z kimś takim zrobisz jak na słowne tłumaczenia nie reaguje bo jest za głupi ?
1 - Wyręczyć go to będzie jeszcze głupszy.
2- Ukarać go tak by zabolało to będzie unikał bólu za wszelką cenę wymigując się.
Nie mylić brudu z bałaganem. Bałagan to po prostu porozwalane przedmioty. A brud to zanieczyszczenia typu kurz,piach, resztki, ekskrementy i te sprawy.
Po prostu inaczej się nie da z takim defetystycznym, głupim i nieudolnym podejściem.
Pozostaje tylko ręce załamać jak się ma do czynienia z taką rozlazłą grupą bez zaangażowania i rozumu w głowie.

Kolejnym mitem – choć tym razem bardziej typowym dla naszych pobratymców zza oceanu – jest przeświadczenie, że demokracja to najlepszy system społeczny. Pewnie tak jest, ale tylko… w naszym kręgu kulturowym. Powszechnie zapominamy, że demokracja powstała na gruncie państw narodowych. To naturalne, bo tylko taka jedność pozwalała ludziom odczuwać realną wspólnotę i skupić się na ideach, a nie stopniu pokrewieństwa i zbieżności interesów plemiennych. Dlatego ten system nie działa w Afryce i części Azji. W tych regionach wybory sprowadzają się do plebiscytu, czyje plemię lub grupa wyznaniowa są liczniejsze. Demokracja nie ma prawa tam zadziałać i zamiast do pokoju, próby jej wprowadzenia prowadzą do wojny. Ale Ameryka tego nie dostrzega, tak samo jak kiedyś ZSRR równie bezskutecznie próbował przeszczepić swoją ideologią państwową – socjalizm – na grunt państw do tego nieprzystających kulturowo. Wtedy też się nie udało.
Zniszczyliśmy funkcjonujące państwa północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, które chroniły nas zarówno przed masową imigracją do Europy jak i powstaniem tworów takich jak Kalifat. Lecz zamiast naszej cudownej demokracji dzisiaj panuje tam teraz anarchia i stan permanentnej wojny domowej. To wszystko dało się przewidzieć – ale nie z punktu widzenia ideologii, tylko trzeźwego patrzenia na rzeczywistość. Brutalną rzeczywistość. Ale jednak dużo mniej brutalną niż obecnie, po interwencjach zachodnich mocarstw naiwnie szerzących ideologię demokracji.

Pięknie. Demokratycznie.https://www.youtube.com/watch?v=mkeLpbgBybg
Lepiej mieć mądrego i obeznanego władcę księcia czy króla który arbitralnie wyda decyzję w danej sprawie niż musieć się użerać z tłumem do głosowania.
Demokracja jest skrajnie głupia i nieudolna wręcz żałosna.
Z drugiej jednak strony zaobserwowałam że każdy totalitaryzm to jakby ciężka reakcja alergiczna na demokrację i głupotę z niej wynikającą.
Kiedy człowiek przebywa w zakurzony pomieszczeniu i jego oskrzela nie wydalają zaczynając wytwarzać śluz blokujący oddychanie to ciało ma za nic to że się udusi w konsekwencji umierając.
Analogicznie totalitaryzm to ciężki atak astmy dla całego ciała (Państwa) które ma dosyć kurzu ( demokracji)
Masowe mordowanie własnych i cudzych obywateli, terroryzowanie wszystkich naookoło, obsesyjne szukanie wroga i szastanie wyrokami śmierci i torturami jak popadnie, traktowanie każdej prozaicznej przypadłości jak upuszczenie szpulki nici w szwalni na podłogę czy spóźnienie się do pracy o 2 minuty jak akt zdrady i sabotażu.
Obsesyjne pilnowanie ludzi, bestialskie naloty, donosicielstwo, absurdalne decyzje rządu itp, itd,
Prowadziły do uduszenia gospodarki państwa i upadku, ZSRR o mały włos by się (udusił) w 1942-43 roku gdyby nie leand lese który był kroplówką dla zrujnowanej gospodarki ,
Wymordowali swoich inżynierów, architektów, zdławili produkcję idiotycznymi wymysłami stalina ,
Brakowało im najbardziej elementarnych rzeczy takich jak buty, odzież, manierki, żywność.
Sam ZSRR rozleciał się przez niewydolność. Teraz jest to samo. Ludzie mają dość demokracji.
A najgorzej jak władzę posiądą tacy wariaci którzy zaczną niszczyć wszystko dookoła.
Nikt ich nie będzie w stanie powstrzymać bo ludzie nie przejrzą na oczy i sami tacy będą.

Europejczycy nie lubią konfrontować się ze sprzecznościami, które mogą budzić dysonans. Tak właśnie działa ideologia, czyli przekonania, które z założenia nie potrzebują weryfikacji, a nawet ich unikają. Powszechną współcześnie ideologią są „europejskie wartości”, które łączą idee multikulturalizmu, feminizmu i gender studies. Zrezygnowaliśmy z asymilowania przybyszów z innych kręgów kulturowych na rzecz ich integrowania. Pozwalamy rozwijać się w Europie ruchom islamistycznym, które domagają się własnych praw i przywilejów, np. oddzielnego sądownictwa opartego o szariat. A nawet sami te ruchy wspieramy finansowo. Zupełnie nie biorąc pod uwagę, że wspomniane grupy negują inne europejskie wartości, takie jak prawa kobiet czy homoseksualistów. Boimy się oskarżeń o rasizm, choć zupełnie nie o rasę tu chodzi. Problemem nie jest kształt nosa czy kolor skóry, ale obca kultura i stojące za nią wartości – sprzeczne z europejskimi. W końcu, czy można być jednocześnie zwolennikiem równości i akceptować grupy, które tę równość chcą z definicji ograniczać? Logicznie rzecz biorąc – nie. Ale praktycznie, jak najbardziej. Wystarczy o tych sprzecznościach nie myśleć.
Nasz zachodni świat jest pełen hipokryzji. Ale Europa nie chce tych sprzeczności zauważać, a tym bardziej nazywać po imieniu. Jesteśmy jak ludzie z bajki Andersena. Boimy się powiedzieć „król jest nagi” w obawie, że inni wezmą nas za głupców lub rasistów. Na takim zbiorowym konformizmie żerowali właśnie oszuści, którzy sprzedali królowi jego tytułowe „nowe szaty”. Tyle, że były one niewidzialne, a tak właściwie nieistniejące, tylko wszyscy bali się o tym głośno powiedzieć, aby nie wyjść na głupców.

Jakbym miała władzę to bym żadnych imigrantów nie wpuszczała i stworzyła ultrahomogeniczne państwo pod wględem sposobu myślenia. Podobną mentalność łatwiej ożenić ze sobą.
Podobieństwa łatwiej zgrać. Są przeciwieństwa które można jeszcze ze sobą pogodzić na przykład hybryda spalinowa i elektryczna z tą różnicą że na raz tylko jedno.
A są takie których nie pogodzisz.
Niby cudze oszczerstwa są nieszkodliwe ale zawsze można dostać rykoszetem.
To że ja w nie nie uwierzę to nie oznacza że nie można podburzyć bandy durni by mi zrobili krzywdę.
Tu jest pies pogrzebany.

Obecny poziom życia świat zachodni osiągnął dzięki naszej laickiej, naukowej kulturze. Ale to nie kulturę chcą od nas brać imigranci oraz kraje trzeciego świata. One wolą pomoc materialną, choć czasem dochodzi do takich paradoksów jak w Gambii, gdzie otrzymywana pomoc humanitarna jest dodatkowo opodatkowana przez państwo. Czyli, trzeba płacić państwu, aby móc pomagać jego mieszkańcom. Prawdziwie afrykańska to logika.
Nie wszystko da się wytłumaczyć dawnym kolonializmem. Niegdyś Afryka stanowiła ląd pełen małych plemiennych państewek, w których ludzie także umierali wskutek wojen i głodu. Tyle, że kiedyś zabijali się dzidami, a dzisiaj karabinami maszynowymi. Wymowny jest nawet fakt, że popularny kałasznikow trafił na godło państwowe Mozambiku. Kraju tyleż niepodległego, co jednego z najbiedniejszych na świecie. Poza tym, czy nie jest paradoksalne, że dawni poddani państw kolonialnych tak bardzo chcą teraz przyjechać do swoich byłych „panów” ? Dlaczego europejczycy zostali panami afryki ?
Przez technologię wziętą z kultury obiektywnej myśli i krytycyzmu oraz realizmu.
Wiernego nazywania rzeczy po imieniu, kreatywności i pomysłowości, umiejętności wzięcie pod uwagę każdego aspektu. W europie udało się stworzyć dostatecznie dobre warunki by znaleźć jakiś odsetek uczonych i wynalazców zdolnych do tych cech.
Poza wspomnianą większością zdolną jako tako obsłużyć te wynalazki ale prywatnie wierzącą w androny i głupstwa.
Co muszę zrobić by ten rewolwer celnie strzelał ? Co zrobić by go szybko przeładować ?
Myślał taki brytyjczyk w 1890 roku który miał odwagę przyznać ze ten mechanizm nie działa bo nie ma materiałów na niego albo coś spaprał.
Myślał i wymyślił rewolwer wobec którego grupa 12 murzynów była bezsilna.
Zanim do niego dobiegli z dzidami to padali na kolana przed
''białym panem i władcą ciskającym gromy z ręki ''
Po prostu myśl techniczna wzięta z tej kultury pozwoliła stworzyć narzędzia dające europejczykom absolutną władzę nad życiem i śmiercią tubylców. Stworzyli sobie sami narzędzia władzy.
Od tej władzy ich potomkom zaczęło coraz bardziej odbijać aż do dzisiaj.
Bo nie rozumieli jak coś działa . Po prostu za mało krytycyzmu.
Stworzyli dobrobyt z grabieży i wyzysku koloni. Długo by wymieniać wykity ludzkiej głupoty i nieudolności.

Wszystko się pierniczy i problemy z każdej dziedziny się na nas zbiorowo mszczą za lata niedbalstwa i głupoty. Bo głupota się mści zawsze i wszędzie czasami natychmiast czasami z odroczeniem.

03.09.2020 15:05 zakrecony

@ Baśka


Ludzie nienawidzą się ograniczać. Ludzie za nic w świecie nie zgodzą się na zakaz latania samolotami.
Po prostu chęć nowych wrażeń i konsumpcji. Nie widzę sensu w turystyce jako takiej. Owszem można się przelecieć ale z głową. Ludzi nie zmienisz. Ludzie zawsze tacy byli i będą aż do śmierci.
Ile razy mówiłam w szkole żeby nie zezwalać na budowę parkingu bo nie będzie się dało funkcjować to wszyscy mnie mieli gdzieś.

Dlatego jestem zwolennikiem podrózy po Polsce, pociag rower, namiot. Mamy dużo zabytków, piekne góry. nic tylko jedzic rowerm czy przechadzać sie pieszo po naszym kraju

03.09.2020 15:10 Carlinfan

@ADAŚ
Ja odbyłem łącznie 2, słownie dwa loty samolotem, i to na terenie kraju ojczystego. Nawet do UK tłukłem się 25h autokarem. I nie dlatego, że nie lubię czy się boję, ale zwyczajnie z powodu kosztów. Jeżeli ma nastąpić ekofaszym to powinien mieć ludzką twarz i np w zależności od zajęcia powinien przysługiwać limit km, które można pokonać samolotem ;) Tak samo jak powinien być limit posiadanych samochodów. Ale nie dla biednych tylko dla wszystkich. I tym sposobem dochodzimy do momentu, że bez jakiegoś NWO i rządu światowego się to nie uda, bo każdy (kraj) będzie ciągnąć w swoją stronę, ci silniejsi będą ciągnąć silniej. Problem w tym, że NWO będą tworzyć ludzie odpowiedzialni za obecne tworzenie coraz większych dysproporcji między biednymi a bogatymi, i Rok 1984 staje się rzeczywistością.
Na koniec @Adaś pamiętaj, że szczęśliwi niewolnicy są największymi wrogami wolności.
Pokrótce, biedni mają przechlapane.

03.09.2020 15:37 Baśka

@ Zakręcony
Ja właśnie jestem zapalona rowerzystką. Nie jedną eskapadę sobie zrobiłam.
150 kilometrów dziennie przejadę jak się zawezmę.
Rower to wspaniała rzecz. Narzędzie pozwalające pomnożyć efektywność samego ludzkiego ciała w przenoszeniu siebie i bagażu.
Po co samochód w mieście skoro lepszy rower ?
O niebo efektywniejszy, cichszy, czystszy i zdrowszy. Może mniej wygodny ale to betka jak ma się silne nogi. Tylko że ludzie to za przeproszeniem leniwe k**** a nie zdrowo myślący ludzie.
@ Carlifan
NWO jest skazane na upadek z samej racji.
Skończy ja mityczna wieża babel. Nie da się pogodzić ludzi o wzajemnie wykluczających poglądach. Doprowadzi to do spięć i wojny.

03.09.2020 15:49 Carlinfan

@BAŚKA
Ogólnie to NWO nie istnieje. Natomiast twory typu Grupa Bliderberg jak najbardziej.
W kwestii rządu światowego to niestety, ale bez niego cywilizacja nie zrobi kolejnego znaczącego skoku cywilizacyjnego. Od tego jacy ludzie będą tworzyli ten rząd zależy jaki charakter będzie miał skok - czy stabilizowania i rozciągania dobrobytu na wszystkie szczeble społeczeństwa na całym świecie (co z grubsza oznacza inteligentne 'rozdawanie' bogactwa przez bogatych ku dobru wspólnemu) czy podziału i tworzenia czegoś na kształt rzeczywistości z Orwella.

03.09.2020 17:23 adaś

@CARLINFAN
Aby coś kontrolować musisz mieć do tego narzędzia. Aby kontrolować terytorium z jego mieszkańcami musisz mieć administrację, łączność, wojsko. Do tego potrzeba sporo taniej energii. Jeżeli czeka nas jakiś upadek to nie wierzę żeby mógł go przetrwać jakikolwiek rząd światowy.
Życie tych którzy przetrwają będzie bardziej lokalne.
Wracając do przykładowych lotów samolotem, to sądzę że lepiej aby był to przywilej garstki bogatych ( nawet jeśli obiektywnie jest to niesprawiedliwe )
Nie uważam przy tym, aby miarą mojej wolności była możliwość dowolnego przemieszczania się po całym globie.( to tylko chwilowa fanaberia którą na krótki czas dała nam technologia, lecz to się niebawem skończy, nieważne czy przez zakazy czy w sposób,nazwijmy to, naturalny )
Rozumiem że każdy poczucie wolności ma nieco inne i co innego go zaboli gdy będą próbowali go ograniczać.
Ja jestem zadowolony że władza łaskawie zezwala mi na budowę własnej łodzi.( jest to zdumiewające, że w UE, pełnej nakazów, zakazów, homologacji itp obywatel może zbudować łódkę wg własnego pomysłu i pływać nią bez żadnych uprawnień, są tylko limity co do wielkości tej łódki )
Właśnie byłem 9 dni na Wdzie na własnej łódce. Piękne lasy, cisza ,czysta woda. Także dzikie biwaki- wykorzystuję ową słabość państwa które nie ma sił i środków na śledzenie każdego turysty.;)
Gdyby mi to zabrano byłbym naprawdę niezadowolony. A czy mogę lecieć do Australii czy nie- zupełnie mi jest to obojętne.

03.09.2020 17:39 adaś

@WJ
Na te same słowa co Ty zwróciłem uwagę. Myślę że to trudne- podejmować działania, których skutki są niepewne, a nawet nieprzewidywalne.Cieszę się że pan Heinberg tak trafnie to ujął.

03.09.2020 18:25 Carlinfan

@ADAŚ
Już są do tego narzędzia, do tego takie które ludzie z ochotą trzymają 24h godziny przy sobie. Elektroniczne płatności też już mamy. Od tego już niemal jeden krok do zlikwidowania fizycznych pieniędzy. Chyba nie muszę Ci tłumaczyć jak szeroki zakres kontroli to daje.

03.09.2020 22:29 Baśka

@ Carlifan .
Kontroli która można obalić bardzo łatwo np.
Srebro i złoto. A jak to zechcą zabrać to trzasnąć IEM domowej roboty na złość.
Jestem zdolna im wbić szpilę w pojedynkę.
Można samodzielnie zrobić ''bombę elektromagnetyczną '' zasilaną z akumulatora.
Cała elektronika padnie na raz biorąc pod uwagę jej delikatność.
Telefon można też przerobić demontując obwody by uniemożliwić namierzanie GSM.
Trzeba tylko rozebrać go na części pierwsze , znaleźć i zmodyfikować obwody odpowiedzialne za nadawanie sygnału. Czy jakoś tak. Nie wiem dokładnie jak to wygląda ale słyszałam że kartel Los Zetas skutecznie nabijał i nabija do dziś w butelkę służby USA i Meksyku.
Są różne sposoby by się postawić rządowi i być nieuchwytnym.
Przykład można wziąć z karteli narkotykowych z meksyku.
13-40 tysięcy ludzi może zagrać na nosie rządowi mającemu do dyspozycji 310 milionów ludzi i większe środki.
Starcie asymetryczne w którym przegrana następuje w wyniku znalezienia kontrmetody lub co częstsze zdrady.

Światowy rząd żeby miał rację bytu to musiałby być to tylko i wyłącznie JEDEN NARÓD.
Ludzie nie dzielą się na narody bez powodu. Ludzie zbierają się w narody bo mają podobny sposób życia zbiorowego i muszą walczyć z innymi od siebie.
Między wieloma narodami są różnice niemożliwe do pogodzenia w jednym miejscu i czasie.
Albo po Polsku albo po Chińsku. Nie da się inaczej.
Sam widzisz jak wygląda arena międzynarodowa.
Cały świat chodzi pod dyktando USA, UE, Chin,Rosji
Każde państwo ciągnie pod siebie i wyzyskuje państwo słabsze.
Po prostu każde silne państwo się rozpycha kosztem innych słabszych.
Chiny chcą więcej ziemi i władzy więc żrą się z sąsiadami mordowali tybetańczyków, mongołów.
Teraz hongkong , tajwan . Po prostu chcą władzy.
USA też chce tego samego i też robi z innych państw swoje kolonie i konglomeraty.
Cała historia ludzkości to niekończące się wojny , napaści , odwety , zemsty , kontrataki i walki o zniewolenie lub zabicie swoich wrogów. Patrząc na to :
https://www.cda.pl/video/1762702e5/vfilm
https://www.cda.pl/video/1762630b8/vfilm
Tacy ludzie byli są i będą. Zawsze będą się ze sobą zwalczać krwawo.
Państwo to najwyższa forma scalenia. Podobne plemiona na ile się dało na tyle się zjednoczyły.
Pewne różnice można pogodzić ale do czasu. O ile Polaka i Słowaka da się zjednoczyć trwale pod wspólnym sztandarem to zawsze będzie czuć że
'' może i wspaniali przyjaciele ale jednak czuć że nie są jednymi z nas '' Bo zawsze jakieś różnice w podejściu będą. No i właśnie do masowych rzezi i wojen dochodzi wtedy gdy różnice są za wielkie. Po prostu różnica poglądów i wyznawanych wartości jest tak wielka że obydwie strony są zmuszone do gigantycznego wysiłku by uszanować coś co sami uznają za barbarzyństwo.
I im większa ta różnica tym mniejsza szansa że obie strony podejmą ten wysiłek i utrzymają pokój

Państwo jest po to by chronić i dbać o swoich obywateli. Państwo jest fundamentem dla ludzkiej tożsamości i siły. Sama świadomość że można zwołać bardzo liczną grupę która się stawi by komuś pomóc. Ciągnie swój do swego. Liczebność rzędu milionów czy setek tysięcy ludzi daje dużą moc i efekt skali. W pojedynkę wskórasz prawie nic.
A w takiej ławicy podzielonej na podgrupy sprawnie zorganizowane i skordynowane rezultaty mogą być spektakularne. Sami sobie zapewnić możecie w zasadzie wszystko od najdrobniejszych rzeczy po największe.

03.09.2020 23:34 adaś

@CARLINFAN
Zgadzam się z Tobą. Sądzę jednak że właśnie te narzędzia mogą być najmniej odporne na poważny kryzys i związane z nim np. kłopoty w dostawach energii. A co dopiero gdy naszą cywilizację spotka coś takiego :
https://pl.wikipedia.org/wiki/Burza_magnetyczna_roku_1859

Jeśli chodzi o telefony komórkowe to na spływie mam większość czasu wyłączony telefon. Gdy chcę nim robić zdjecia czy filmiki to mam włączony tryb samolotowy. Nad Wdą czasem nie ma zasięgu i telefon wtedy szuka go intensywnie i szybciej pada. A mi bateria starczyła na 9 dni( no i większość czasu byłem nienamierzalny ;) ) Ale córki się tym nie przejmują bo korzystają z ładowarki solarnej. Czyli teoretycznie można stwierdzić jaką trasę przebyliśmy oraz kiedy nocowaliśmy na dziko. Jednak mandatu za to nie dostaniemy. To państwo jest jeszcze za słabe na totalną kontrolę i myślę że jeszcze długo takie pozostanie. Nie wystarczy, jak widzisz, mieć narzędzia. Trzeba jeszcze mieć możliwości aby z nich korzystać w pełni.
Co do pieniędzy to myślę że wielu ludzi w tym kraju w jakimś stopniu korzysta z szarej strefy i rozumie że fizyczne pieniądze to jedna z ostoi ich osobistej wolności. Mam nadzieję że likwidacja fizycznych pieniędzy tak szybko nie pójdzie. Myślę też , że szybciej doczekamy się krachu finansowego i na własne oczy zobaczymy jak wyparowały miliardy wirtualnych pieniędzy. A to jeszcze wzmocni chęć zachowania tych fizycznych, mimo że karty płatnicze to niewątpliwa wygoda.

04.09.2020 2:06 gupol(szukam w OZE)

@carlinfan
"A tak serio to nawet podobają mi się ich postulaty, ale póki co, widzę ich jako narzędzie (coś jak Greta) w rękach tych bogatych ludzi, aby np zabronić zwykłym ludziom korzystać z samolotów.".

no nie wiem. to brzmi trochę nie logicznie. w końcu owi bogaci ludzie czerpią zyski np z biletów na przelot które kupują zwykli ludzie. źródłem bogactwa i wpływów ze status quo są szarzy konsumenci.
po co więc podcinać gałąź na której się siedzi?

moim zdaniem prawda jest bardziej ponura. jeśli ER (i wspomniana przez ciebie greta) są narzędziem w rękach bogatej elity to służą zniechęceniu zwykłych ludzi do tego tematu i realnej zmiany.

niewielka lecz krzykliwa i agresywna mniejszość rodzi w milczącej wiekszości opór i niesmak. tym większy im bardziej jest głośna i agresywna. zwłaszcza że nie ma do zaproponowania atrakcyjnej alternatywy. dla "zwykłych" ludzi ER będzie grupką "oszołomów" tudzież ekoterrorystów. i w taki właśnie sposób utrzymuje się status quo.

04.09.2020 18:08 Carlinfan

@BAŚKA
Bardzo wąsko postrzegasz możliwości rozwoju cywilizacji. Do rządu światowego nie potrzebny jest jeden naród, tylko jeden język, a w bardziej ucywilizowanej części świata już ten cel jest osiągnięty. Niewykluczone, że w przyszłości nastąpi zmiana na inny w zależności od tego, kto będzie większościowym hegemonem.

04.09.2020 20:28 Baśka

@ Carlifan.
Bardzo ciekawa jestem czy ten twój jeden język np arcypospolity angielski którym włada i ortodoksyjny muzułmanin z europy i działacz LGBT wystarczy by zapanował ''pokój i dobrobyt'' ?
Język to nie wszystko. Zjednoczenie świata pod jednym sztandarem trwale uważam obecnie za równie skuteczne co Powstanie Jugosławi lub ZSRR.
To że mówię w jednym języku z głupiutką i arcy-naiwną córką mojej sąsiadki za parkanem wiele nie zmienia.
Bo za nic jej nie wytłumaczę że świat nie jest taki infantylny jak jej się wydaje.
Każde zjednoczenie musi być na czyjąć modłę. Żeby było trwałe musi opierać się na dobrowolnej i świadomej zgodzie. Musi być również w nim siła przewodnia.
Pod czyim przewodem się jednoczymy ? Kto tym zrzeszeniem kieruje ?
Nie może być 2 stolic w jednym państwie. Nie może być 2 pułkowników w jednym pułku, nie może być 2 wzajemnie wykluczających się światopoglądów w tym samym miejscu i czasie to i nie może być
takiego zjednoczenia .
Wiesz co się dzieje w miejscu gdzie stykają się 2 wzajemnie wykluczające wartości ?
Naprawdę wierzysz w to że Chiny ze swoim zamordyzmem i tyranią gardzącą prywatnością, przyzwoitością i własnością prywatną pozwolą wydawać sobie komendy USA w każdym aspekcie ?
Przyznasz nad tym światowym rządem dowództwo jednemu państwu to reszta je znienawidzi co już się dzieje i
weszcznie wojnę.
Już teraz Chiny mają przemożną ochotę wymazać USA z map świata i dokonać ekspansji.
USA też się nie zgodzi dobrowolnie na oddanie palmy pierwszeństwa.
Nic tylko patrzeć jak się pożrą ze sobą. Na razie są to przepychanki i prowokacje .
A skończy się na agresji hybrydowej lub otwartej napaści. Zawsze były wojny o hegemonię.
Wszyscy chcą rządzić a miejsce jest tylko dla jednego.
Wojna jest nieunikniona. Starcie poglądów i wzajemnie sprzecznych interesów.
Przemyśl to bo doświadczamy wojny cywilizacji.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    "O co chodzi"TEDx - Czy globalne ocieplenie jest faktem?, maj 2017 Klimatyczne fakty i mi(...)

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto