Kryzys znokautuje transport publiczny?

Polski model transportu publicznego oparty o mechanizmy rynkowe już od dawna przyczynia się do wykluczenia komunikacyjnego Polaków, ale trwający obecnie kryzys jeszcze bardziej unaocznił jego niedostatki. Czy pandemia będzie ostatecznym gwoździem do trumny transportu publicznego w Polsce, a użytkowanie samochodów osobowych zamiast się zmniejszać, jeszcze wzrośnie?

Po długich latach lekceważenia problemu degradacji transportu publicznego i wykluczenia komunikacyjnego, niedawno zaczęto poważniej podchodzić do tej kwestii. W mediach, dotychczas obojętnych na to zagadnienie, pojawiły się artykuły oparte na analizie ekspertów, w których zwrócono uwagę na to, że likwidacja PKS-ów i pozostawienie tej dziedziny „niewidzialnej ręce rynku” doprowadziły do rzadko spotykanej na skalę europejską likwidacji nierentownych linii i pozostawienia na pastwę losu mieszkańców prowincji, pozbawionych możliwości dojazdu do pracy w większych miastach.

Nagle w mainstreamowych mediach odkryto, że brak wystarczającej liczby połączeń komunikacyjnych przyczynia się do wykluczenia ekonomicznego wielu Polaków i zwiększania nierówności społecznych między metropoliami a prowincjami, a budowanie autostrad i dróg dla samochodów osobowych to zdecydowanie za mało, aby temu zaradzić.

Niektórzy zrozumieli, że na wolnym rynku nierentowne linie po prostu znikają, więc to państwo i samorządy powinny dbać o ich utrzymywanie dla dobra pasażerów. W zrozumieniu bolączek transportu w Polsce wielu osobom pomógł raport Najwyższej Izby Kontroli o funkcjonowaniu regionalnego publicznego transportu zbiorowego z 2016 roku. Autorzy dokumentu zarzucili samorządom, że te nie były w ogóle zainteresowane organizowaniem publicznego transportu zbiorowego. Skrytykowano w nim między innymi to, że niektóre urzędy marszałkowskie przez wiele lat nie opracowały nawet planu transportowego, nie mówiąc już o uruchamianiu linii użyteczności publicznej.

Co dalej z planami odbudowy transportu?

Spóźnione otrzeźwienie opiniotwórczych mediów – bo przecież o tym wszystkim przez lata pisano w takich niszowych periodykach jak „Nowy Obywatel” oraz „Z Biegiem Szyn” – oraz coraz większe wyrazy niezadowolenia ze strony samych obywateli spowodowały, że również rząd zaczął opracowywać strategie poradzenia sobie z tym problemem. Po bardzo długo trwających pracach w resortach odpowiedzialnych za infrastrukturę i transport, w końcu 16 maja 2019 r. Sejm przegłosował ustawę Fundusz rozwoju przewozów autobusowych o charakterze użyteczności publicznej. Jej celem miało być finansowe wspomaganie samorządów w przywracaniu lokalnych połączeń autobusowych, które nie funkcjonują od co najmniej trzech miesięcy przed wejściem w życie tego aktu prawnego. Na to zadanie przeznaczono 300 milionów złotych w 2019 roku, a w 2020 samorządy mają do wykorzystania pulę w wysokości 800 milionów złotych. Pojawiły się głosy, że to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę skalę zaniedbań w transporcie publicznym po 1989 roku. Część ekspertów zwracała uwagę na to, że wsparte strumieniem finansowym powinny być także te połączenia, które już funkcjonują, a nie –tak jak teraz – jedynie te w przeszłości zlikwidowane. Praktyka pokazała też, że nie wszystkie samorządy kwapią się do tego, aby wykorzystać wszystkie środki z funduszu. Jednym słowem – problemów jest od groma, ale i tak jest to pierwszy rząd, który zajął się tą kwestią. Niestety, cel w postaci odbudowy transportu publicznego już przed epidemią koronawirusa był dość odległy, a po jej rozpoczęciu jeszcze bardziej się oddalił. Utrzymanie dofinansowania z Funduszu Autobusowego, choć w tym wypadku bardzo pożądane, może być jedynie kroplą w morzu potrzeb. Dlatego dziś w transporcie publicznym walka toczyć się może nie tyle o jego odbudowę, co o utrzymanie stanu posiadania sprzed epidemii.

Mniej pasażerów to mniejsze wpływy i cięcia

Obostrzenia związane z pandemią spowodowały, że pociągami i autobusami jeździ znacznie mniej osób. Z obawy przed zarażeniem, ci, którzy nie mogą pracować zdalnie, wolą podróżować samochodami. Władze wprost zalecały unikanie transportu publicznego. Mniejsza liczba pasażerów przełożyła się na wielomilionowe straty przewoźników. Choć rząd liberalizuje restrykcje, a życie powoli wraca do normy, to jeszcze przez długi czas z transportu publicznego będzie korzystać mniej osób niż dotychczas. Epidemia przecież jeszcze nie minęła, ludzie ciągle się zarażają, a wielu ekspertów zapowiada jej nawrót w okolicach jesieni, więc jeśli można ograniczać kontakty społeczne, to ludzie to robią. Nie pozostanie to bez wpływu na kondycję finansową przedsiębiorstw transportowych, notujących mniejsze wpływy ze sprzedawanych biletów.

Eksperci zapowiadają pojawienie się w niedalekiej przyszłości jeszcze jednego problemu.

Otóż wiele firm w trakcie epidemii wdrożyło z pewnymi sukcesami model pracy zdalnej i niewykluczone, że zostanie on utrzymany również po zwalczeniu zagrożenia chorobowego. Oczywiste jest, że przy takim scenariuszu jeszcze mniej osób podróżowałoby autobusami i pociągami. I, o ile miejskie spółki komunikacyjne pewnie przetrwają, bo na ogół są finansowane bezpośrednio z budżetów samorządów, o tyle wiele przedsiębiorstw obsługujących transport regionalny i międzymiastowy stanie przed widmem bankructwa. PKS-y już praktycznie zniknęły z mapy komunikacyjnej Polski, a te, które się jeszcze ostały, mogą zostać zmiecione z rynku.

Niepewność związana z przebiegiem pandemii nie sprzyja także opracowywaniu przez zarządy spółek długofalowych planów dotyczących ich przetrwania w tym trudnym czasie. Zresztą finansowe straty wynikłe z epidemii koronawirusa mają również negatywny wpływ na komunikację miejską. W Kielcach o siedem milionów złotych zmniejszyły się wpływy ze sprzedaży biletów, a Zarząd Transportu Miejskiego zapowiada, że w związku z tym zmuszony będzie do likwidowania niektórych linii autobusowych w mieście.

Kłopoty spółek transportowych, miast i gmin prowadzą do wdrażanej w wielu miejscach redukcji zatrudnienia, zmniejszania wynagrodzeń pracowników, a co za tym idzie jeszcze większej degradacji zawodu kierowcy, bo przecież już przed kryzysem wiele firm miało problem ze znalezieniem osób do pracy. Niestety zagrożenie pandemiczne i związane z nim problemy ekonomiczne przewoźników odbijają się na liczbie połączeń komunikacyjnych, a to zjawisko może się tylko pogłębiać w przyszłości. Co więcej, ograniczenie kursów może być dla niektórych przedsiębiorstw tylko odłożoną w czasie agonią. Okrojony, nawet tymczasowo, transport publiczny stanie się dla Polaków jeszcze mniej atrakcyjny niż kiedyś. Wielu potencjalnych pasażerów może już nigdy nie wrócić do regularnego korzystania z pociągów i autobusów, inwestując w indywidualne środki transportu. Czy to nie jest prosta droga do kolejnych plajt przewoźników? Z drugiej strony, ciężko w trakcie epidemii utrzymywać taką samą częstotliwość kursów, jak przed jej rozpoczęciem, bo to też jest dla firmy działającej na rynkowych zasadach równia pochyła ku bankructwu. Błędne koło.

Kapitulacja państwa i samorządów

Choć kryzys w transporcie publicznym był nieunikniony, to wydaje się, że długoletnie wycofywanie się z tej gałęzi gospodarki państwa i samorządu jeszcze bardziej utrudni wychodzenie z tego impasu. Przykładem tego jest to, co kilka tygodni temu zdarzyło się w powiecie kieleckim. Mieszkańcy gmin w tym powiecie zostali odcięci od świata na skutek zawieszenia kursów przez prywatnych przewoźników, którzy zażądali od gmin dopłat do dziennych stawek. Gminy wysłały więc wnioski do miejskiego przewoźnika, aby ten uruchomił dodatkowe kursy, lecz okazało się to niemożliwe. Bogdan Latosiński, przedstawiciel Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Kielcach, a zarazem przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Transportu Publicznego, w oficjalnym piśmie zauważył, że gdyby w powiecie i województwie istniała odpowiednia ilość linii użyteczności publicznej, ich zawieszanie w trakcie pandemii odbywałoby się pod kontrolą organizatorów i było mniej uciążliwe dla pasażerów i samych gmin. Jednocześnie zwrócił uwagę, że linie można było uruchomić już w ramach istniejącego od roku Funduszu Autobusowego, ale zarówno Starostwo Powiatowe w Kielcach, jak i Urząd Marszałkowski Województwa Świętokrzyskiego, tego zaniechały.

Ów grzech zaniechania dotyczący transportu publicznego ma w województwie świętokrzyskim oraz w innych regionach już długie tradycje, niezależnie od tego, kto w danym momencie sprawuje władzę. Brak analizy potrzeb przewozowych i strategii przewozów pasażerskich, bezczynność w opracowywaniu planów transportowych – to tylko kilka z błędów poczynionych przez samorządy, które zostały wymienione w raporcie NIK. Państwo polskie bardzo późno dostrzegło problem wykluczenia komunikacyjnego. Pozwalając na upadek PKS-ów, samo pozbawiło się narzędzi do walki z zapaścią w transporcie. Takie sytuacje, jak ta z powiatu kieleckiego, pokazują że wbrew przekonaniu neoliberałów niewidzialna ręka rynku sama nie poradzi sobie z bolączkami polskiego transportu i przede wszystkim z równym dostępem obywateli do niego, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Nie powinno być tak, że w XXI wieku pozbawia się ludzi możliwości powrotu z pracy, szkoły, tym samym odcinając nas…

Teraz to wszystko jeszcze bardziej odbije się na pasażerach i mieszkańcach mniejszych ośrodków, bo zdecydowanie nie na decydentach, którzy wszędzie poruszają się samochodami. A przecież teraz, gdy bezrobocie rośnie i następują masowe zwolnienia w firmach, niezwykle ważne jest to, aby zwiększać mobilność osób poszukujących pracy. Skoro transport publiczny nie będzie w tym zakresie podporą dla ludzi, to ci skupią się na indywidualnych strategiach przetrwania polegających na korzystaniu z samochodów osobowych. Większa liczba aut na drogach nie tylko przyczyni się do zanieczyszczania środowiska, i tak już odczuwającego skutki suszy, ale również do wzmożonej ilości wypadków, a i sami kierowcy nie powinni się cieszyć, ponieważ zintensyfikowanie ruchu samochodowego oznaczać będzie jeszcze dłuższe niż obecnie stanie w korkach.

Jedno jest pewne – potrzebne są pilne działania instytucji decyzyjnych w zakresie powstrzymania komunikacyjnej katastrofy, polegające na pomocy dla przewoźników i pasażerów. Jeśli do tego nie dojdzie, wzorem Stanów Zjednoczonych, za kilka lat transport publiczny ostanie się już tylko w dużych miastach.

Źródło: Instytut Spraw Obywatelskich

Komentarze

24.06.2020 6:25 KapitanWolność

Tak jest Państwo musi! Państwo musi zadbać. Zabrać pieniądze jednym i wydać je w nieefektywny sposób.

Pytanie do autora.

Co zużywa więcej paliwa i zostawia więcej CO2 w atmosferze. 2 samochody osobowe przewożące 5 osób w sumie czy PKS przewożący te same 5 osób? Bo tak to wygląda na nierentownych liniach.

W świecie ograniczonych zasobów nie stać nas na utrzymywanie leniuchow, nierentownych połączeń itd.

I nie piszcie o niewidzialnej ręce rynku, bo w Polsce coś takiego nie istnieje, masa regulacji, podatków te ograniczenia sprawiają, że wolnorynkowe mechanizmy w wielu dziedzinach nie działają lub działają baaaardzooo powoli

24.06.2020 9:28 Felek

Po raz kolejny idea musi się opłacać, pokazała na o ją stać. Tak jest z każdą gałęzią działającą kiedyś na rzecz całego społeczeństwa. Transport zbiorowy się nie opłaca, każdy powinien być kierowcą i mieć własny samochód, a jeśli go stać to nawet kilka.Ten stan rzeczy osiągnięto i już nikt nawet u nas nie myśli o powrocie do transportu zbiorowego, oprócz kolei międzymiastowej i samolotów + ewentualnie opłacalnych autobusów na jakichś długodystansowych liniach.
Małe sklepy, stacje paliw, restauracje czy hotele się nie opłacają więc duża konkurencja sama z siebie, podniosła standardy działalności poprzez zmianę prawa i wygryzła malutkich. Z niegdysiejszego oligopolu tworzy się monopol. Powoli krok po kroku ale systematycznie.
Służba zdrowia to teraz 3 firmy jednoosobowe jeżdżące karetką, bo tylko tak się opłaca. Szpital ciężko chorego odsyła z zastrzykiem przeciwbólowym do domu zamiast zbadać przyczyny jego dolegliwości i je wyeliminować - lecząc. Mnóstwo takic absurdów jest na świecie, szczególnie na zachodzie ale podstawą gospodarki jest właśnie zawsze ekonomia opłacalności. Dzięki czemu możemy liczyć, że pod koniec naszego życia pewnie też stwierdzą, że już nie jesteśmy opłacalni. Ani pracownicy, bo zostaną zastąpieni robotami ani starzy ludzie bo w ogóle nie będą konieczni. Tym bardziej przy dalszym rozwoju obciążeń środowiskowych i programów mających im zaradzić. Masowa eutanazja w imię solidarności ekologicznej. Wystarczyło myśleć przed boomem naftowym, a nie 150 lat po nim. Moglibyśmy rozłożyć krzywą narodzin ludzi na kilkaset a może nawet tysiąc lat. Dając im godne życie a nie perspektywę gwałtownego i przykrego upadku, którego doświadczą z pierwszego rzędu widowni.

24.06.2020 10:25 wsciekly_kot

@kapitanwolność
państwo jest neefektywne przez tumiwisizm urzędników. Kolesiostwo i załatwiactwo zastępują kompetencje i państwo się wyradza w klikę swojaków.

Widziałeś gdzieś przyjacielu na drodze samochód z więcej niż dwoma osobami? jakbyś chciał taki dostrzec to zarezewuj sobie godzinkę co najmniej na poszukiwania, i najprędzej będzie to mała firemka budowlana jadąca do zlecenia. W świecie ograniczonych zasobów każdy wozi pół tony blachy razem ze swoją dupą, taka twoja logika.

24.06.2020 11:28 Wojtek Sz.

Część problemu nie wynika z tego, że państwo jest nieefektywne, ale z tego, że przyczyny tej nieefektywności są niezależne od Państwa. niestety stanę tu w obronie samochodów, ale na większej części powierzchni Polski mamy do czynienia z mniejszą gęstością zaludnienia, niż nawet we osławionych wschodnich Niemczech. Siła rzeczy zapełnienie środków komunikacji publicznej w tak rzadko zaludnionym terenie musi być mniej opłacalne, niż gdzie indziej, np. na Śląsku czy w okolicach Warszawy.

Dodatkowo do problemów z komunikacja przyczynia się od 30 lat system planowania przestrzennego, który w żaden sposób nie kieruje budownictwa w okolice stacji kolejowych, centrów miast, przystanków autobusowych, ale wszystkim pozwala się budować wszędzie, co w efekcie oznacza, że kto ma pieniądze nie buduje się tam, gdzie jest transport publiczny, ale tam gdzie może dojechać terenówką - własnym samochodem - byle z dala od innych ludzi.

Do tego dokłada się prowadzony od ponad 20 lat lat program budowy autostrad i dróg ekspresowych, który w wielu miejscach pogrążył PKS-y, ale o tym się nie mówi głośno.

I jeszcze wiele innych przyczyn zostało zdiagnozowanych... niestety całość składa się raczej na brak wizji całościowej funkcjonowania Państwa w tym zakresie, niż na jego nieefektywność w czysto ekonomicznym sensie.

24.06.2020 12:07 KapitanWolność

@WSCIEKLY_KOT

Państwo == urzędasy == tumiwisizm. Tak było, jest i będzie. Owszem 2 i więcej osob widuję bardzo często. Codziennie, jeżdżę do pracy rowerem w mieście 500k+ mieszkańców i w korkach widuję takie osoby. Widzę też pustawe autobusy, bo transport publiczny jest nieopłacalny i dziadowski.

W Polsce ponad 160 dni w roku pracujemy, aby utrzymać państwo. Marnujemy zasoby naszej planety ziemii, emitujemy toksyczne substancje, powodujemy podgrzewanie atmosfery tylko po to by utrzymywać różnego rodzaju nieefektywne przedsięwzięcia jak wspomniany publiczny transport, bo jak wspomina niegrzeszacy rozsądkiem autor artykułu "Nie powinno być tak, że w XXI wieku pozbawia się ludzi możliwości powrotu z pracy, szkoły, tym samym odcinając nas… "
Zaraz kolejny madrala wymyśli "Nie powinno być tak, że w XXI wieku pozbawia się ludzi możliwości zakupu najnowszego Iphone, każdy powinien mieć zagwarantowane środki na zakup takiego sprzętu "

Po co nam taka rozrzutnosc? Czy te planetę na to stać?

Chcecie DOPŁACAĆ do wozenia ludzi, ale nie da się wydrukować pieniążków i sypnac zeby autobusik jeździł. Ktoś musi stworzyć produkt lub usługę aby pokryła te pieniądze. Więc musi zmarnować zasoby naszej planety. Podejrzewam jednak, że autor tekstu nie da rady spojrzeć trochę dalej i zobaczyć jakie są daleko idące skutki takich działań.

24.06.2020 12:42 Wojtek Sz.

"Chcecie DOPŁACAĆ do wozenia ludzi, ale nie da się wydrukować pieniążków i sypnac zeby autobusik jeździł."

Wielu nie stać na samochodów, więc rozumiem alternatywą jest dopłacić im do samochodu?

24.06.2020 13:40 Wojtek Sz.

"Tak jest Państwo musi! Państwo musi zadbać. Zabrać pieniądze jednym i wydać je w nieefektywny sposób. "

A teraz jednak kilka słów w obronie Państwa (jako instytucji). Istnienie Państwa, jako porozumienia obywateli na rzecz wspólnego dobra, wynika nie tylko z historii i z tego, że ktoś tam, jakiś król, kiedyś potrzebował Państwa, aby rządzić. Istnienie Państwa, jako porozumienia obywateli, tak samo jak istnienie spółki (jako przedsiębiorstwa), spółdzielni, samorządu lub innego porozumienia wielu osób wynika z teorii ekonomicznej, za którą niejaki John Nash dostał Nobla. W pewnych sprawach, a zwłaszcza w sprawach środowiska nie ma bowiem możliwości wyeliminowania negatywnych skutków inaczej, niż przez porozumienie pomiędzy wieloma osobami, czy to będzie spółka, spółdzielnia, samorząd, czy rząd państwowy. Powietrze nie ma granic i jeśli 9 z 10 obywateli jakiejś wioski indywidualnie zaprzestanie sobie truć, a jeden nadal będzie truł i o tak nadal wszyscy będą zatruci. Jedyną możliwością jest stworzenie porozumienia, w którym 10 na 10 obywateli przestaje truć - o tym mówił Nash.

Kto przespał filozofię czy pewne lekcje z ekonomii na studiach, ten teraz jest przeciwko Państwu jako instytucji.

Oczywiście państwo też podlega teorii ekonomii i w wielu miejscach okazało się, że jego interwencja jest niepotrzebna lub szkodliwa lub nieefektywna, ale to nie powoduje implikacji, że Państwo jako instytucja jest nam całkiem niepotrzebna. Przeciwnie - Państwo nam jest potrzebne, ale sprawne i efektywnie, skutecznie zarządzane. Póki co daleko od tego w Polsce - bardzo daleko i ku mojemu niepokojowi coraz dalej od takich standardów także w innych krajach, które dotychczas uważaliśmy za wzór sprawnego Państwa....

24.06.2020 17:07 SYANA

@ WŚCIEKŁY KOT

Państwo jest potrzebne.
Państwo sprawnie zarządzane przez mądry i odpowiedzialny rząd anie tą bandę głupców i durni.

Transport publiczny jest w opłakanym stanie,
model 1 osoba- 1 samochód musi być bezwględnie tępiony i zwalczany.
Ograniczyc liczbę aut do 120/1000 ludzi.
Bez dyskusji. Ale już z tym się nic nie da zrobić.
Teraz to w zasadzie upadek nas czeka w ciągu max kilku najbliższych lat.

Zawsze można pomarzyć co by było gdyby.
Racja kocie tylko nie 0,5 tony a dobra tona z okładem jak jedna osoba.
Albo i może być 2-3 tony jak jest to SUV, Pick-up, Terenówka czy inne diabelstwo.
W woli ścisłości i prawdomówności.

24.06.2020 23:11 adaś

Nie rozumiem chwilami autora artykułu.
Skoro część ludzi zakosztowała pracy zdalnej i nie powróci już do biur, to same korzyści z tego. Mniej ropy sie spali, mniej węgla czy gazu na ogrzewanie budynków. A że właściciel biura czy jakieś przedsiebiorstwo transportowe zbankrutuje, no cóż, takie jest życie. Gdy się kończył tzw. socjalizm to zakład produkujący pomniki Lenina musiał zbankrutować lub zająć się czymś innym.
Druga sprawa - każdy system ma pewną bezwładność. Zlikwidowano linie kolejowe, ograniczono kursy PKS a ludzie musieli dalej żyć. No to ze dwa miliony wyjechały za granicę, inni z tej zagranicy sprowadzili stare samochody aby jeździć do pracy, jeszcze inni znaleźli sobie zajęcie na miejscu. Nie można oczekiwać że nagle po uruchomieniu publicznego transportu ludzie masowo zaczną z niego korzystać. Sam to widziałem w mojej gminie. Na początku autobusy woziły głównie powietrze. Dopiero po około pół roku autobusy zaczęły sie zapełniać, ale tłoku nigdy nie ma.
Trzecia sprawa to wykluczenie. Tu trzeba mniej ideologii a sporo rozsądku. Bo inaczej wyjdzie na to że wszyscy jesteśmy równi i dlatego każdemu należy sie równe żarcie, rowny dostęp do internetu, równa płaca za te samą prace itd. I jeszcze żeby było równo i sprawiedliwie góralom wybudujemy namiastkę morza - słone jezioro, a warszawiakom usypiemy wysoką skalistą górę... żeby nikt nie czuł sie wykluczony.
No niestety ( albo na szczęście ) świat tak nie wyglada. Jak ktoś lubi kino,dyskoteki ,lepsze zarobki to wynajmuje kawalerkę w Warszawie i zostaje tzw. słoikiem. A kto inny wyprowadza sie na prowincje woląc spokojne życie.
Wszystkich zatroskanych lewicowców pragnę poinformować że chociaż mieszkam na wsi to nie czuję sie wykluczony. Ponad 20 lat temu podjąłem tę decyzję i opuściłem Poznań w którym się urodziłem i wychowałem. Teatr przyrody zapewnia mi dużo więcej wrażeń niż kino i teatr w mieście. Dzieci również nie czują się gorzej z powodu że do liceum musiały jeździć pociagiem i wstawać wcześnie rano.
Muszę jeszcze wspomnieć że jestem wdzięczny za program cyfryzacji terenów wiejskich dzieki któremu mam światłowód i dość szybki internet. Mi osobiście nie jest on potrzebny ale syn i paru znajomych może pracować zdalnie i nie potrzebują codziennie dojeżdżać do pracy.. Myślę że była to naprawę dobra inwestycja i zapewne mniej kosztowna niż nowa droga czy dotowanie gminnego transportu publicznego.

24.06.2020 23:24 adaś

A dobra wiadomość jest taka że branża rowerowa zanotuje prawopodobnie w tym roku rekord sprzeaży. W czasach koronawirusa część ludzi wybrała taką opcję przemieszczania się. Zapewne straci na tym transport publiczny. Cała reszta powinna zyskać.

25.06.2020 11:51 Wojtek Sz.

"A dobra wiadomość jest taka że branża rowerowa zanotuje prawopodobnie w tym roku rekord sprzeaży. W czasach koronawirusa część ludzi wybrała taką opcję przemieszczania się. Zapewne straci na tym transport publiczny. Cała reszta powinna zyskać."

A jednak według ostatnich badań społecznych Polskiego Alarmu Smogowego prawie 50% osób w Polsce nie rozważa w ogóle używania roweru jako opcji alternatywnej. Nadal zatem transport publiczny jest potrzebny jako alternatywa - trzeba tylko określić jak wiele go potrzeba.

25.06.2020 21:19 wsciekly_kot

@wojtek sz
Tak, państwo o jakim piszesz jest potrzebne, tylko u nas takiego nie ma. Pokłosiem tego jest wykluczanie całych grup społecznych: starych, młodych, biednych i niezaradnych. Nie masz samochodu to giń.
@kapitan wolność
Wiesz dobrze że nie każdy powinien być kierowcą, widać to na drodze. A każdy musi. Gdzie tu wolność?

25.06.2020 21:45 adaś

@WOJTEK SZ.
Ja uważam że transport publiczny jest bardzo potrzebny. W dużych miastach powinien być podstawą i może być nawet dotowany w całości. Wtedy odpadają koszty zwiazane ze sprzeażą biletów i kontrolą. A miejsca parkingowe dla aut osobowych powinny być płatne.
Na wsi wyglada to inaczej. Nie można zapewnić tak częstych połączeń jak w mieście. Można się starać żeby były chociaż dwa - rano i pod wieczór + autobus szkolny. I nie płakać nazywając to wykluczeniem.Poza tym na wsi ludzie bardziej sie znają i mogą liczyć na sąsiedzką pomoc w przywiezieniu zakupów czy wizycie u lekarza. Sytuacja jest teraz inna niż 40 lat temu gdy posiadanie małego fiata było luksusem.
Dotowanie transportu na wsi kończy sie właśnie tak jak już ktoś tu napisał. Sam to widziałem w zeszłym roku. Z Gostycyna do Tucholi całkiem nowoczesny autobus, w nim 5 osób + ja, przypadkowy turysta. Z Tucholi do Chojnic trochę gorszy, w nim ok 7-8 osób. Jadąc za te kika złotych zastanawiałem się czy to się może opłacać przewoźnikom. Nie zdziwiłem się że z Chojnic do mjejscowości Sfornegacie nie ma już dogodnego połączenia ( nie żeby wcale nie było ) no i wypadło jechać za stówkę taksówką.

28.06.2020 18:26 wsciekly_kot

@Adaś
true story,
tylko że pomoc sąsiedzka też zależy od wioski, u nas akurat samochód jest przedłużaczem penisa, ciężko wypracowaną w Austrii czy innych zagranicach oznaką statusu. I jeden jest na osobę, więc na zagrodzie zamiast krów stoją samochody^^

Wiecie ze na 900 mieszkańców mamy 5 mechaników samochodowych i 3 wypożyczalnie samochodów?

01.07.2020 12:56 Wojtek Sz.

wsciekly_kot
@wojtek sz
Tak, państwo o jakim piszesz jest potrzebne, tylko u nas takiego nie ma. Pokłosiem tego jest wykluczanie całych grup społecznych: starych, młodych, biednych i niezaradnych. Nie masz samochodu to giń.

To samo napisałem.

adaś
@WOJTEK SZ.
Ja uważam że transport publiczny jest bardzo potrzebny.

Ja może dodam, że nie tylko tak uważam, ale jest to także konieczność, aby ten transport był. Inaczej nie damy rady mieszkać w tak gęsto zabudowanych miastach.

03.07.2020 8:22 Wojtek Sz.

To jeszcze epilog z dzisiejszego artykułu w Bussiness insider dot. polskiej gospodarki i wiele się wyjaśnia: "Kluczowa jest motoryzacja

Tak naprawdę dużo zależy od odbudowy sprzedaży samochodów na świecie. Branża motoryzacyjna przed pandemią była drugą najważniejszą w polskim przemyśle, po przetwórstwie żywności. Jeszcze w lutym stanowiła 11,3 proc. produkcji całego przemysłu. W kwietniu było to już tylko 3,2 proc.

"Głównym siedliskiem recesji pozostał przemysł samochodowy, który odpowiadał za ponad 35 proc. całkowitej redukcji rozmiarów działalności przemysłowej" - ocenił PIE. Dla porównania, w przemyśle spożywczym spowolnienie sięgnęło tylko ok. -5 proc. - dodano.

W czerwcu ekonomiści prognozują "energiczne" odbicie dynamiki produkcji. Ma to mieć związek z odmrażaniem gospodarki polskiej i zachodnioeuropejskiej. Spadek roczny ma wynieść według nich 10 proc. w porównaniu z 17-procentowym w maju i prawie 25-procentowym w kwietniu."

Przecież nie może tak być, że w kraju o tak dużym udziale przemysłu motoryzacyjnego w PKB i produkcji wszyscy nie mieli samochodu. ;-)

wczoraj o 3:14 gupol(szukam w OZE)

"Czy pandemia będzie ostatecznym gwoździem do trumny transportu publicznego w Polsce, a użytkowanie samochodów osobowych zamiast się zmniejszać, jeszcze wzrośnie?"

pandemia może nie. prędzej kierowcy autobusów na amfetaminie.....;p

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    "O co chodzi"TEDx - Czy globalne ocieplenie jest faktem?, maj 2017 Klimatyczne fakty i mi(...)

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto