ABC kryzysu gospodarczego w czasach koronawirusa (2/4): Skąd się biorą pieniądze

Artykuł 1: Wzrost gospodarczy

Wszystkie liczące się waluty świata od dolara i euro po złotówki to tzw. „pieniądz fiducjarny” (łac. fides – wiara). Pieniądz taki to emitowany przez rząd legalny środek płatniczy, co zwykle jest ujęte ustawowym stwierdzeniem typu: „Odmowa przyjęcia dolarów (euro itp.) jako zapłaty jest nielegalna, a dolary (euro itp.) są jedyną akceptowalną formą zapłaty podatków”. Pieniądz fiducjarny nie jest prawnie wymienialny na cokolwiek innego, nie posiada wartości sam w sobie, nie ma też ustalonej wartości względem czegokolwiek mierzalnego.

Termin „pieniądz fiducjarny” wyraża fakt, że taki pieniądz jest czerpany z niczego, czyli nie ma oparcia w dobrach materialnych (jak np. kruszcu), a jego wartość ma źródło w dekretowanym prawnie monopolu wykorzystywania go na danym obszarze jako legalnego środka płatniczego i wynikającej z tego wierze ludzi, że jest to środek płatniczy o określonej wartości.

Pieniądz istnieje więc obecnie jedynie jako byt matematyczny, zwykle elektroniczny, bez odniesienia do czegokolwiek w świecie rzeczywistym. Pieniądze mają wartość, bo tak mówi prawo, a także – przede wszystkim – ponieważ wszyscy akceptują to jak coś oczywistego.

Wybitny ekonomista John Kenneth Galbraith powiedział kiedyś, że „Proces powstawania pieniądza jest tak prosty, że aż umysł ludzki go odrzuca”. Przyjrzyjmy się temu procesowi bliżej.

Wyobraź sobie, że dzierżąc w ręku 100 euro (na razie nie wnikając, skąd się one wzięły), wchodzisz do placówki banku X. Zakładasz konto i wpłacasz swoje pieniądze (na ilustracji zielona strzałka w lewym dolnym rogu). Bank ma teraz u siebie Twoje 100 euro.

Ilustracja 1. Droga 100 euro w systemie bankowym. Wpłacane do banku depozyty (dla ustalenia uwagi zawsze 100 euro) są oznaczone zielonymi strzałkami. Pobierane z banku pożyczki (kredyty) są oznaczone na czerwono. Niebieskie strzałki pokazują płatności pomiędzy osobami uczestniczącymi w obiegu pieniądza.

Bank nie zarabia pieniędzy, trzymając je w sejfie – zarabia, pożyczając pieniądze dalej na wyższy procent niż ten, jaki płaci za depozyt. Niech bank X pożyczy pieniądze panu B – dokładnie 100 zł. Pan B otrzymuje z banku szeleszczący banknot stuzłotowy i płaci nim panu C, np. za wymianę wanny w łazience. Pan C nie chce trzymać pieniędzy w skarpecie, gdyż podgryza je inflacja, robi więc całkiem logiczną rzecz – wpłaca 100 zł do banku Y na konto, na pewien procent. Być może zresztą pieniądze pana B zostały od razu przelane na konto C drogą elektroniczną, stając się jego depozytem.

Początkowe 100 zł – wpłacone przez pana A – znowu wróciło do systemu bankowego.

Teraz pan D pożycza 100 zł z banku Y i płaci nimi panu E, który nie wpłaca ich do banku, lecz robi zakupy w sklepie firmy F – i dopiero ona wpłaca zarobione 100 zł na swoje konto w banku Z. Pan G bierze w banku Z kredyt, jednak ponieważ ma pewne nadwyżki finansowe, wpłaca pieniądze na swoje konto w banku X. Bank wpłacone pieniądze z przyjemnością pożyczy panu H.

Pieniądze krążą w systemie bankowym, ludzie nimi płacą, robią lokaty, biorą kredyty – samo życie, prawda? Nic niezwykłego.

Ale czy wszystkie te pieniądze są prawdziwymi pieniędzmi

Oczywiście, że tak – odpowiesz. Jeśli wpłacasz pieniądze do banku – wpłacasz przecież żywą gotówkę. Jeśli masz w banku depozyt, to wiesz, że to Twoje zaoszczędzone pieniądze. Jeśli pożyczasz pieniądze, również pobierasz z banku szeleszczące banknoty (lub mogłeś to zrobić, ale sam wybrałeś przelew elektroniczny). Jeśli jesteś hydraulikiem, prawnikiem lub właścicielem sklepu spożywczego, któremu zapłacił Twój klient, możesz mieć pełne przekonanie, że są to Twoje ciężko zarobione pieniądze. Zatem dla wszystkich uczestniczących w tym łańcuszku pieniądze są jak najbardziej prawdziwe.

Jednak jeśli przyjrzysz się bliżej całemu procesowi, stwierdzisz bez trudności, że z początkowych 100 zł pana A na różnych kontach powstało w sumie 400 zł. Osoby A, C, F i G mają depozyty po 100 zł – razem 400 zł depozytów. Na naszym rysunku prześledziliśmy losy naszych 100 zł w czterech kolejnych operacjach bankowych, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zostały złożone kolejne depozyty (i następnie udzielone z nich kredyty) u dziesięciu osób… dwudziestu… albo u stu… W ten sposób pierwotne 100 zł stałoby się podstawą stu nowych kredytów (z jak najbardziej prawdziwych pieniędzy, prawda?) po 100 zł, z czego 9 900 zł (czyli 99%) powstałoby w systemie bankowym jako dług.

Zastanawiając się nad całym procesem, zauważysz też, że gdyby wszystkie osoby, które posiadają depozyty, równocześnie przyszły podjąć swoje pieniądze, bank nie wypłaciłby ich, ponieważ po prostu by ich nie miał.

Możesz też spostrzec, że cały proces działa doskonale, dopóki kredytobiorcy nie zalegają ze spłatą kredytu, ponieważ może to prowadzić do sytuacji, w której bank nie będzie miał pieniędzy na wypłaty.

Dlatego też, aby zapewnić stabilność systemu bankowego i zapobiec załamaniu sektora finansowego, prawo nakazuje bankom przestrzegać pewnych reguł minimalizujących ryzyko niewypłacalności.

Zgodnie z prawem bank jest zobowiązany utrzymywać fundusze własne na poziomie nie niższym niż wniesiony do banku kapitał założycielski (w Unii Europejskiej i polskim systemie bankowym jest to kwota 5 milionów euro). Ponadto bank musi posiadać w rezerwie kapitał własny (środki należące do banku, pochodzące od założycieli lub z osiągniętych zysków) nie mniejszy niż pewien procent wartości udzielonych kredytów – w Polsce jest to 8% (precyzyjniej rzecz biorąc 8% wartości „aktywów ważonych ryzykiem”, ale nie będziemy tu wchodzić w detale). Banki nie mogą też pożyczać dalej całości zebranych depozytów, lecz jedynie ich część, resztę zostawiając sobie w rezerwie. Ponieważ bank zostawia u siebie w rezerwie jedynie część depozytu, działający w ten sposób system bankowy określa się mianem „systemu rezerw częściowych”. Prawo może też wymagać wpłacania pewnej części depozytów do banku centralnego (w Polsce jest nim NBP) – poziom tych rezerw określa się mianem stopy rezerw obowiązkowych.

W Stanach Zjednoczonych bank, zgodnie z prawem, musi zatrzymać u siebie w rezerwie 10% depozytu, a pożyczyć dalej innym osobom lub firmom może jedynie pozostałe 90%. Jeśli więc wpłaciłeś do banku 100 dolarów, bank może pożyczyć dalej 90 dolarów. Pieniądze te najpewniej wrócą do systemu bankowego, który udzieli następnie pożyczki na 81 dolarów, potem na 72,9 dolara i tak dalej. W sumie początkowe 100 dolarów może urosnąć do kwoty 1000 dolarów, z czego 90% powstanie jako dług. W obiegu będzie więc 900 dolarów (a 100 w rezerwie bankowej).

Jeśli uważasz, że 10% stopa rezerw obowiązkowych jest zbyt mała i umożliwia tworzenie zbyt dużych ilości pieniędzy, prowadząc do zbyt wysokiego ryzyka dla systemu bankowego, to może zainteresuje Cię, że w większości krajów ta stopa jest jeszcze niższa niż w USA. W Polsce stopa rezerw obowiązkowych wynosi 3,5%. Oznacza to, że nasz system bankowy może rozmnożyć początkowy depozyt 1000 zł w 28 571 zł, z czego w rezerwie pozostanie 1000 zł, a 27 571 zł będzie krążyć w gospodarce jako pieniądz stworzony w formie kredytów. W wielu krajach rezerw obowiązkowych w ogóle nie ma, co teoretycznie może prowadzić do tworzenia nieskończenie wielkiej ilości pieniędzy.

Pieniądze tworzone są jako dług.

I odwrotnie – kiedy dług jest spłacany, pieniądze znikają

Cały proces tworzenia pieniądza można by w zasadzie odwrócić, wracając tym samym do sytuacji wyjściowej. Można by, gdyby nie jeden drobny szczegół – odsetki. Powiększają one całkowitą kwotę, którą trzeba spłacić. W przypadku np. długoterminowych pożyczek hipotecznych kwota, którą trzeba oddać, może być znacznie większa od pierwotnej kwoty pożyczki.

Skąd więc biorą się pieniądze na spłatę odsetek? Wyjaśniając to, przy okazji rozwiążemy też zagadkę, skąd wzięło się początkowe 100 zł, które pan A wpłacił jako pierwszy depozyt do banku X. Pieniądz pozostaje w gestii państwa – to jego władze, a formalnie bank centralny, tworzą pieniądz i określają ramy jego używania. Powiedzmy, że nasz sejm lub kongres USA potrzebuje więcej pieniędzy do wydania, niż faktycznie ma w formie bieżących przychodów lub oszczędności. To nic nowego – politycy zawsze znajdą jakiś powód do wydania pieniędzy.

Skąd wziąć te pieniądze? Podnoszenie podatków jest bardzo niepopularne wśród wyborców, grozi też przeniesieniem się interesów do szarej strefy, a więc spadkiem przychodów z podatków. Rząd ma jednak wygodną furtkę – może wyemitować obligacje rządowe, czyli pożyczyć pieniądze na procent.

Krajowe i międzynarodowe instytucje finansowe, rządy innych krajów, a czasem nawet obywatele kupują te papiery, pieniądze z ich sprzedaży trafiają do budżetu państwa, z którego są przeznaczane na mniej lub bardziej ważne cele.

Ale mieliśmy mówić o tym, jak powstają pieniądze, a przecież za obligacje płaci się pieniędzmi, które już istnieją. Tworzenie pieniędzy zachodzi w następnym kroku – wykupując obligację, rząd wykonuje przelew w wysokości ceny wykupu obligacji. Obligacja zamieniła się w pieniądze.

Skąd rząd wziął na to pieniądze? Po prostu wyczarował je, „wykupując” swój dług – czyli stworzył pieniądze.

Nie do wiary? Oto cytat z publikacji Rezerwy Federalnej: „Kiedy Ty lub ja wypi­sujemy czek, na naszym koncie muszą istnieć środki pieniężne niezbędne do jego pokrycia, ale gdy czek wypisuje Rezerwa Federalna, nie istnieje żaden depozyt, na podstawie którego czek mógłby być pokryty. Kiedy Rezerwa Federalna wypisuje czek, tworzy pieniądze.”

W ten właśnie sposób powstało oryginalne 100 euro (dolarów/franków/jenów itp.), któ­re trafiło do kieszeni pana A. W sumie to nic dziwnego, dokładnie tak funkcjonuje „pieniądz fiducjarny”. Jeśli uważasz, że to skomplikowane, możesz też patrzeć na to jak na drukowanie pieniędzy przez państwo – jak się ma maszyny do drukowania pieniędzy i prawo ich użycia, tworzenie pieniądza staje się naprawdę proste.

Mamy więc dwa sposoby tworzenia pieniędzy: pierwszym jest jego tworzenie przez bank centralny w formie oprocentowanych obligacji, a drugim – tworzenie pieniądza w formie długu w systemie bankowym opartym na rezerwach częścio­wych.

Dług musi zostać oddany z odsetkami. I już banku w tym głowa, żeby były one wyższe od stopy inflacji – bank przecież nie jest od dokładania do interesu.

Dzięki temu, że tworzone przez rząd pieniądze mogą stanowić zabezpieczenie pieniędzy tworzonych przez bank, od strony finansowej nie ma żadnych ograni­czeń dla wzrostu ilości pieniądza. W systemie bankowych rezerw częściowych ba­zujących na złocie ograniczenie takie istniało – tutaj go nie ma.

Tak więc wszystkie pieniądze (złotówki, dolary, euro, …) zostały stworzone jako oprocentowany dług. Prowadzi to do nadzwyczaj interesującego stwierdzenia: Każdego roku musi być tworzona taka ilość nowego pieniądza, aby była co najmniej wystarczająca na pokrycie odsetek od wcześniejszego zadłużenia.

Skąd mogą się wziąć te nowe pieniądze? Z nowych pożyczek oczywiście. Rok po roku w systemie musi przybywać pieniędzy, co wymusza zaciąganie coraz większej liczby nowych pożyczek, a następnie ich spłatę z wciąż rosnącymi kwotami odse­tek, i tak dalej. Rok po roku niespłacony dług powiększa się o naliczane odsetki, więc dług rośnie co roku co najmniej o procent równy jego oprocentowaniu.

Z samej swojej konstrukcji nasz system finansowy jest podręcznikowym przykładem funkcji wykładniczej. Musi on nieustannie rosnąć – po prostu dlatego, że tak został zaprojektowany.

Bez ciągłego strumienia nowych pieniędzy zaciągnięte długi nie mogłyby zostać uregulowane, a niespłacone długi rozprzestrzeniłyby się po całym systemie, dopro­wadzając do jego upadku. Ponieważ niespłacone pożyczki są piętą achillesową syste­mu pieniężnego opartego na długu, wszystkie instytucje i siły polityczne w naszym społeczeństwie zorientowane są na działania mające za wszelką cenę nie dopuścić do takiego obrotu spraw.

Warto też zauważyć, że skoro pieniądze powstają jako dług, to ktoś gdzieś za niego odpowiada. Gdy Warren Buffett zarobi kolejny miliard dolarów, gdzieś po­jawi się dług w tej wysokości. W najprostszym przypadku może to być konkretna osoba fizyczna lub firma. Jednak jeśli dług tworzy państwo, to nie są to pieniądze parlamentarzystów czy premiera, lecz podatników. To Twój dług, a także Twoich dzieci, którym przypadnie on w udziale.

Ponieważ pieniądze są tworzone jako dług, kształt krzywej całkowitej ilości pie­niądza wyraźnie naśladuje krzywą długu. Stworzenie pierwszego biliona (tysią­ca miliardów) dolarów w USA zajęło 300 lat. Obecnie kolejne biliony powstają w ciągu miesięcy.

Dolar jest walutą światową, ale analogiczne procesy zachodzą też w innych kra­jach. Podaż pieniądza na świecie rośnie więc wykładniczo.

Ilustracja 2. Podaż pieniądza na świecie w latach 1971–2010.M0 – baza monetarna, obejmuje gotówkę w obiegu wyemitowaną przez banki centralne M1 – obejmuje M0 + depozyty płatne na żądanie M2 – obejmuje M1 + wkłady oszczędnościowe o terminie zwrotu do 2 lat włącznie M3 – obejmuje M2 + depozyty długoterminowe

Zwróć uwagę, że większość pieniądza (M1, M2 i M3) należy do kategorii depozytów, czyli powstała jako dług w systemie bankowym. Wyemitowane przez banki centralne pieniądze bazy monetarnej to tylko kilka procent całości krążącego w obiegu pieniądza – reszta pieniędzy powstaje w systemie bankowym.

Dla polityków taki system zarządzania stroną finansową państwa jest bardzo wygodny, ponieważ umożliwia wydawanie pieniędzy, których tak naprawdę nie ma. W tym systemie rząd może używać opartego na rezerwach częściowych systemu bankowego jako praktycznie nieograniczonego źródła kredytu – wystarczy, że będzie tworzył dość rezerw papierowych, aby zapewnić rezerwy częściowe. Wskutek tego ilość pieniądza szybko rośnie, co wywołuje systemową inflację.

Inflacja to dla polityków dodatkowa korzyść – można na nią patrzyć jak na spryt­nie zakamuflowany podatek, odbierający społeczeństwu część oszczędności, a przy tym zupełnie nieuświadamiany przez większość ludzi. Inflacja pełni też ważną rolę w stymulowaniu wydatków. Ponieważ pieniądze z roku na rok tracą wartość, nie opłaca się trzymać ich w skarpecie, zamiast tego pieniądze muszą wrócić do systemu bankowego w formie lokat, pracować jako inwestycje i napędzać wzrost gospodarczy.

Umiarkowana, nieprzekraczająca kilku procent rocznie inflacja nie napotyka oporu społecznego – praktycznie wszyscy przechodzą nad nią do porządku dziennego. Politycy i biurokraci mogą wydawać dodatkowe pieniądze, kupując sobie poparcie społeczeństwa i grup lobbingowych, społeczeństwo zaś, które w zasadzie powinno protestować, siedzi cicho, bo pełno jest w nim grup interesu, korzystających ze „szczodrości” państwa, a już na pewno nieżyczących sobie zmniejszenia wydatków z budżetu państwa na ich rzecz. Ponadto wielu skuszonych reklamami ludzi, przez lata konsumując więcej, niż zarabiali, nagromadziło tak wielkie góry długu, że nie mają nic przeciwko temu, że ich dług się dewaluuje.

Nikt nie protestuje, a wszyscy cieszą się z krótkoterminowych korzyści. I mało kto pomyśli, że na długą metę to droga do bardzo poważnych problemów społecz­nych. Najbogatsi, pożyczając pieniądze na procent i korzystając z inżynierii finan­sowej, bogacą się coraz bardziej, podczas gdy rzeczywiste dochody klasy średniej i niższej spadają, a odsetki od systemowego długu (zarówno osobistego, jak i pań­stwowego) obciążają ich dochody. W efekcie produktywna część społeczeństwa ma się coraz gorzej, a nierówności narastają.

Sprzyja temu przyspieszenie operacji gospodarczych i ich dematerializacja. Kiedyś wzbogacenie się wymagało dość mozolnego prowadzenia operacji gospo­darczych, handlowych lub finansowych. Dziś w dobie powszechnej komputery­zacji bankowości, giełd i handlu, znajdujących swoje ukoronowanie w liczonych w milisekundach transakcjach finansowych wysokiej częstotliwości, wykonywanych przez działające au­tonomicznie programy komputerowe, i równie szybkich miliardowych przelewach środków między kontynentami, bariery logistyczne dla szybkiej akumulacji do­wolnie dużych środków zanikły.

Tak więc w wyniku narastania nierówności klasa średnia ma coraz mniej pie­niędzy, a najbogatsi coraz więcej. Bogaci za pośrednictwem rosnącego systemu bankowego pożyczają swoje nadwyżki finansowe przedstawicielom klasy średniej, w ten sposób pozwalając im na dalszą konsumpcję, choć kosztem coraz większego zadłużania się. Proces ten nie może trwać w nieskończoność – w pewnym mo­mencie dochodzi do kryzysu finansowego, mającego poważne konsekwencje dla gospodarki.

O tym w kolejnym artykule A gdyby gospodarka przestała rosnąć… czyli przepis na kryzys

Marcin Popkiewicz

Komentarze

18.03.2020 15:03 Felek

A co to będzie się działo gdy już dojdzie do eradykacji gotówki na świecie. Najpierw nieśmiało mówi się, że gotówka jest niewygodna, mogą nam ją ukraść i do tego jest siedliskiem koronawirusa (potencjalnie). Może być podrobiona, trudna w kontroli niekiedy i ma swoje koszty. Następnie będzie mówione dużo na temat pieniądza wirtualnego. Jaki jest doskonały, jakie daje możliwości. W zasadzie już od kilku lat jest program Polska bezgotówkowa. Potrzeba tylko opodatkowania gotówki i gotowe, rodacy przestaną korzystać z gotówki. Natomiast nie będzie ani słowem o zagrożeniach jakie niesie dla nas wszystkich. Ani też o tym, że uczyni z nas kompletnych niewolników systemu bankowego. Nie masz pracy? Nie masz kredytków na karcie. Nie masz karty? Nic nie kupisz. Nic nie kupisz - nic nie znaczysz, nic nie możesz. Konkluzja jest więc jedna, pracuj, zarabiaj i masz szansę by żyć. Tak było zawsze, tylko wkrótce nie będziemy się różnić już zupełnie niczym od towaru na półce. Na naszych czołach (wirtualnie) widnieje znaczek z ceną, czy też wartością danej jednostki dla systemu. Tylko czekać na RFID i kolejne okrajanie wolności w celu ochrony nas przed jakimś niebezpieczeństwem. A tymczasem w cieniu rośnie kolejne niebezpieczeństwo, dość znacząco poważniejsze niż temat numer jeden ostatnich tygodnii.

18.03.2020 15:10 Felek

Częstotliwość podwajania się długu też jest porażająca. 300 lat do 1000 mld dolarów. Następnie ~12 lat do 2000 mld dolarów. Następnie ~7 lat do 3000 mld dolarów.
Następnie ~2 lat do 4000 mld dolarów.
Następnie ~3 lata do 5000 mld dolarów.
Niecały rok do 6000 mld dolarów. Ile jest teraz to trudno powiedzieć ale widać, że proceder przyśpiesza.
A to wszystko robione w zasadzie tylko po to by po świecie chodzili kolejni milionerzy oraz miliardy ludzi w nowych, psujących się po 2 latach ciuchach czy otaczający się kolejnymi psującymi się równie szybko gadżetami i beznadziejnie zrobionymi (pod względem jakościowym) przedmiotami. Idealny przepis na nieuniknioną samozagładę.

18.03.2020 16:01 zolo

@FELEK
Żywię nadzieję, że gotówka zawsze będzie w obiegu. Poza transakcjami w internecie oraz przelewami podczas zakupów w sklepie nigdy kart nie używam. Nie chcę, aby system bankowy wiedział o mnie wszystko, poza tym tak mi wygodniej, mam też znacznie większą kontrolę nad wydatkami.

18.03.2020 16:05 Lenny

@ FELEK
Prędzej ten system upadnie niż powstanie.
System bankowy jest trupem po śmierci mózgu z bijącym sercem.
Nieważne ile byś go reanimował to i tak padnie. Jeszcze jakiś czas podogorywa może kilka miesięcy. Jesteś świadomy tej konsumpcji.
Już brakuje całego szpalera materiałów. Prawa Fizyki zadbają o to by dalszy wzrost był niemożliwy a brak wzrostu ten system położy trupem.
W końcu nastanie koniec. Samozagładę już mamy.Tylko jeszcze nie osiągnęła szczytu.
Punkt kulminacyjny w tym roku myślę. Wszystko na to wskazuje.

Skoro liczba kataklizmów pogodowych się rok w rok dwoi i troi z koronawirusem do kompletu i upadkiem systemu. Inaczej chyba być nie może.Nie ma żadnej nadziei na poprawę. Zwłaszcza teraz jak ilość zanieczyszczeń w atmosferze spada. Spadek globalnego zaciemnienia czuć.
Widać na zdjęciach satelitarnych spadek zanieczyszczeń. Nawet u mnie w domu czuć że ostatnio jakby kurzu mniej i się wolniej gromadzi.
Wzrost temperatury oceanów o 1C za 4-5 tygodni masz pewny. [Jeśli nie wznowią produkcji. ]
Jeśli wznowią spotęgują śmiertelność i sami sobie strzelą w stopę.
A po wybiciu niemal 3 C rozpęta się piekło na ziemi.

Polska kraj który miał w 2020 wyprodukować 1 000 000 samochodów elektrycznych i wybudować 100 000 mieszkań a nie potrafi zaopatrzyć w maseczki chirurgiczne 19 szpitali zakaźnych?
To jest jakieś szyderstwo. Widzisz sygnały końca?
Koniec świata jaki znamy jest bliższy niż się wydaje. Bardzo bliski. Na wyciągniecie ręki.


Termodynamika ten system zdzieli tak że przewróci. Jak amen w pacierzu pewne.
Globalne EROEI spada na kwintę nieubłaganie.
Zniszczenia środowiska naturalnego są gigantyczne.
Szarańcza jakaś z Afryki nadciąga. Mnoży się na potęgę.
Jeszcze ekscesy pogodowe dorzucą swoje i się skończy.
System tylko czeka na coup de grace które go uśmierci.
A koronawirus to tylko 1 uderzenie z morderczej sekwencji.
Niebawem zacznie brakować żywności. Jeszcze jest co brać z półek.
Zaczną się burdy i rozruchy. Ale sam wiesz że 2019 był diablo ciężki dla rolnictwa.
Tego roku możemy nie przetrwać.
Każdy rok to walka o przetrwanie. Coraz cięższa i trudniejsza.
Nie da się tego utrzymać. Sytuacja drastycznie zmienia się na gorsze z miesiąca na miesiąc.
Świat sprzed 3 tygodni nie istnieje.
Możemy w zasadzie przygotowywać się na niemal pewną śmierć.
Bo co nam zostaje?
Możemy sie próbować ratować ale szanse marne.
Nastały parszywe czasy. Czasy smutne i parszywe.
Nawet się cieszę że wreszcie się skończy ten wyzysk i oszustwo.
Lepsza śmierć niż takie życie .
Za 10 lat dzieci niedobitków ludzkości mogą niedowierzać że kiedyś był internet.

18.03.2020 16:22 adaś

Ostatnio czytałem ksiażkę Jana Żabińskiego pt "Co to było za dziecko". Są to jego wspomnienia. Jest tam ciekawa i pouczająca historia która przytoczę z pamięci bo nie mam w tym momencie dostępu do książki.

Mały Janek wraz z młodszymi siostrami wymyślili zabawę. Wycięli z papieru "pieniądze" napisali nominały i równo podzielili między siebie. Potem zaczęła sie zabawa. On sprzedał starszej siostrze piórnik, młodszej dwie stalówki itp. Ponieważ Janek dużo wysprzedał miał za chwile najwiecej "pieniędzy" i był bardzo zadowolony. Zapragnął scyzoryka siostry i zaoferował jakaś sumę.Siostra nie chciała sprzedać. Więc sumę podwoił. Siostra nadal nie chciała pozbyć
sie scyzoryka więc wkurzony Janek zarządał unieważnienia wcześniejszej transakcji z piórnikiem. Na co siostra sie rozpłakała, że przecież tak nie można, to wszystko miało byc naprawdę itd. Janek stwierdził że siostry nie umieją sie bawić i zabawa się skończyła. On został z kupą papierków a siostry z towarem. :)
Jako dorosły człowiek przeżył coś podobnego naprawdę. Miał gdzieś wyjechać i potrzebował kuferka. Matka kazała zabrać jakiś z rupieciarni. Wybrał sobie i gdy go otworzył zobaczył że jest w nim ze 100 000 marek. Były już nic nie warte bo nastała Polska i mareknikt nie chciał. Bardzo żal mu się zrobiło ojca który ciułał te pieniadze wiele lat. Nie powiedział o swoim odkryciu, zabrał inny kuferek.

P.S. Głowy do góry . Pieniadze mogą też istnieć bez długu.
https://forumemjot.wordpress.com/2013/04/23/podatek-dochodowy-to-rabunek-w-bialy-dzien-louis-even/

https://doscniewoli.pl/?sp=arts&id=0-Wyspa-rozbitkow

18.03.2020 17:16 Damage

Nie rozumiem jednej rzeczy, z artykułu wywnioskowałem, że rząd tworzy pieniądze gdy wykupuje swoje obligacje. W takim razie czemu nie tworzy pieniędzy aby bezpośrednio pokryć swoje wydatki, tylko robi to poprzez dodatkową procedurę emisji i wykupu obligacji?

18.03.2020 21:55 PiotrB

@LENNY
W takie sytuacji nie zostało nic innego jak skoczyć z dachu. Po co koniec odwlekać o te kilka tygodni czy miesięcy?
"Nawet się cieszę że wreszcie się skończy ten wyzysk i oszustwo"
No to już całkiem trzeba się spieszyć z tym końcem.

Jak żyje, słyszę, czytam, koniec tuż, tuż. Wszystko, zaraz się zawali, apokalipsa. Thomas Malthus, ogłosił że to już zaraz. W 1798 roku.

19.03.2020 7:24 Lenny

@ PIOTRB
Widzisz co się dzieje. Ja w te końce świata jak w 2012, 2016 ,2021 nie wierzę.
Podanie konkretnej daty jest niemożliwe. Ale orientacyjnie już tak.
Nie chodzi o konkretną datę. Ale o punkt krytyczny.
Zawsze jest jakiś punkt kuliminacyjny.
Moment gdy cała akcja się kończy.
Spodziewam się go nie bez kozery . Nie mówię że stanie się to natychmiast
Ale gdzieś ten punkt kuliminacyjny musi być.
Ten moment w którym świat jaki znamy przestanie istnieć.
Końca świata nie będzie. Ale możesz być pewny że zmieni swe oblicze nie do poznania. Do tego stopnia że nie poznasz swojej miejscowości. A dużych miast to już wogóle.
Ten system w końcu musi paść. Wszystkie wyliczenia na bazie praw biologi,chemi,fizyki, ,tempo degradacji środowiska wskazują na nieuchronność
upadku. Twarde wyliczenia. Sprzężenia zwrotne w końcu muszą tak zdzielić cywilizację że się przewali.
To jest czysta nauka. Czarno na białym widać że to w takim stanie nie ma racji bytu.

Pan Thomas Malthus miał rację.
Jeśli utrzymywać się z odnawialnych źródeł energi w 100% rzecz jasna.
Bo każda teoria mają jakieś domyślne założenie.
Jak idziesz do sklepu to w domyśle zakładasz żebędzie co brać z półek.
Po prostu nie był świadomy tego że ludzie użyją paliw kopalnych na taką skalę.
Ludzie wyszli poza nawias bieżącego budżetu energi słonecznej bo mieli zmagazynowane nadwyżki w paliwach kopalnych.

Wyszli to wyszli. Puścili zdymem Gigatony węgla, Kilometry sześcienne gazu ziemnego . Miliony metrów sześciennych nafty. Nastawiali budowli i sam wiesz co.

Tyle że z tym nawiasem są problemy. Bo zawsze musi być = . Musi i nie ma bata.
Globalny ekosystem musi się w końcu wyrównać i wypoziomować.
Długi ekologiczne ludzkośći muszą być wyzerowane.
A przekroczyły już rząd wielkości więc wątpliwe by długo wytrzymał obecny całokształt.

Mój niepokój bierze się z EROEI między innymi.
Tu jest pies pogrzebany. Żeby to hulało musi być 5:1 . A mamy globalnie suma sumarum
5,32 jakoś tak. To się ostatnio dość gwałtownie zmienia. I jest to kolejny niepokojący sygnał.
Cywilizacja przemysłowa potrzebuje konkretnej nadwyżki by funkcjonować. 5;1 to jest minimum minimum. Poniżej dochodzi do samozawalenia się.
Jakby nie patrzeć produkcja przemysłowa wymaga materiałów.
Wszystko stoi na paliwach kopalnych z OZE włącznie.
Pośrednio lub bezpośrednio.
Jak EROEI poleci poniżej 5;1 to upadek masz pewny.

Termodynamika o to zadba. Sytuacja jest krytyczna. Prawie nie ma złóż surowców naturalnych dogodnych do eksploatacji. Ludzie sięgają po coraz gorsze i uboższe rudy.
Coraz mniej gramów użytecznego skłądnika na 1 tonę materiału
Musisz więcej przerabiać by utrzymać stan obecny. Co w połączeniu ze jednoczesnym spadkiem EROEI jest gwarantem niewydolności.
Wiesz że wydobvycie nafty z konwencjonalnych źródeł spada.
Klasyczny Peak Oil nastał w 2015. Łupki bitumiczne tylko podtrzymują sytuację.
Na baryłkę nafty [160 L] z łupków musisz wyłożyć 28 m3 gazu. EROEI 4:1
Baryłka nafty to 1600 kwh =5760 MJ z grubsza. ciapy razem z wodą.. 28 m3 gazu potrzebnych do ogrzania tej kleistej ciapy razem z wodą. Po to by nafta wyszła na powierzchnię i można było ją ściągnąć.

28 m3 ma 1440 MJ Dzielisz uzyskane 5760 / 1440 =4
No i weź coś z tym zrób. Te 4 do 1 spowalniają ostateczny upadek.

Nasuwa się pytanie jak długo łupki bitumiczne będą odwlekać to co nieuniknione?
No i tu my jesteśmy ze swoimi wzbierającymi problemami.
Mamy coraz więcej problemów i coraz mniej środków zaradczych na raz.
To nie może długo potrwać według mnie.
Oczywiście mogę się mylić.
Pan Marion King Hubert miałby rację. Że Globalny Peak Oil nastąpi w 2000.
Oczywiście firmy naftowe zrobiły co mogły by opóźnic ten moment.
Pan Hubert nie wiedział że będą dalej iść w zaparte.
I opóźniły w konwencjonalnym znaczeniu do 2015. Opóźnili to co nieuniknione.
Pokombinowali z nowymi technikami wydobycia. Coś tam znaleźli gdzieś w odległych zakątkach globu.

Prawa Fizyki zadbały pieczołowicie o to by wydobycie zaczęło nieodwracalnie spadać.
Spadek ciśnienia, grawitacja dbająca o to by najcięższa i najbrudniejsza nafta była na samym dole i woda wchodząca do szyb w miarę wydobycia bo w końcu natura nie znosi próżni.
Wszystko to sprawiło że EROEI poszło w dół.
I idzie w dół dalej nieubłaganie. I będzie szło.
A jak zejdzie poniżej 5:1 to upadek będzie gwałtowny.
Równie gwałtowny co kryzys naftowy z 1973.
Nagle czegoś zabraknie i to uruchomi efekt domina.

19.03.2020 10:11 Miro

@FELEK

"A to wszystko robione w zasadzie tylko po to by po świecie chodzili kolejni milionerzy oraz miliardy ludzi w nowych, psujących się po 2 latach ciuchach czy otaczający się kolejnymi psującymi się równie szybko gadżetami i beznadziejnie zrobionymi (pod względem jakościowym) przedmiotami. Idealny przepis na nieuniknioną samozagładę."

Felek, myślę, że powtarzasz mity poznawcze. Obecnie produkowane przedmioty są w znacznej części bardzo trwałe. Mój tani laptop ma ponad 6 lat i jest wręcz katowany codziennie - jedna naprawa. Żyłowane do bólu żelazko ma 15 lat - nic się z nim nie dzieje. Koszule do pracy i "domowe" - te (ceny sklepowe) za 200 zł wytrzymują 200 prań bez istotnych uszkodzeń (a pożyją 2-3 razy tyle), te za 20 zł wytrzymują 100 prań minimum.
Rosyjska lodówka - 40 lat żyje :)
Wszystkie praktycznie garnki mnie przeżyją.
Namiot, tania ładowarka do baterii, bidony, termosy, śpiwory - wszystko jest ok.
Najtańsza puszka/uszczelka/szklanka z Biedronki przeżyje pokolenia. Z elektronika jest gorzej - np. "lampa warsztatowa" z tego sklepu nie przeżyje 10 godzin pracy, ale to ma nikłe znaczenie, ponieważ potencjalny nabywca nie skorzysta z niej nawet przez dwie godziny, ponieważ nie ma takiej potrzeby :)
Z setek przedmiotów mojego codziennego użytku przez ostatni rok nawaliły: bojler elektryczny (15 lat stary), wtyki do sprzętu audio (20 lat stare), parę koszul, może jedna para spodni, waga do herbaty za 40 zł (wytrwała rok, bo ją zalałem wodą), kilka pokrowców na ubrania za 10 zł (ale po zaklejeniu nadal są ok).
Z powodu rzeczywistego zużycia co miesiąc wyrzucam jedynie ze 2 pary skarpetek, parę slipek i góra jedną żarówkę LED.
W moim budżecie domowym ubytki z powodu rzeczywistego zniszczenia są znikome - nawet naprawa centralnego ogrzewania/pieca to jest co 15-20 lat.
Powiedz konkretnie, co Ci się tak psuje/rozpada z przedmiotów wyprodukowanych w okresie - powiedzmy - ostatnich 10 lat? I jaki jest wpływ tego psucia się na Twój budżet codzienny?

19.03.2020 10:30 rnr

Czasem cos sie dosc szybko psuje i jest nienaprawialne (ja mam pecha do drukarek, ostatnio tez nie dalo sie naprawic raptem 5 letniej pralki) ale tu jest jeszcze druga strona, ludzie kochaja zakupy i nowosci. A awaria nawet mala (albo nowa moda, kolekcja) to super pretekst. Mozna na to zwalic a nie na siebie :)

19.03.2020 12:32 Felek

@Miro
Ja nie mówię o swoim przykładzie bo de facto to mam u siebie podobnie w domu jak i Ty. Tylko, że my to raptem dwa przykłady, stosy śmieci płonące nawet na polskich wysypiskach mówią co innego. Choć tak wiem, większość z tego to przemysł opakowaniowy, który powinien przestać istnieć. To jednak też kwestia bycia rozsądnym konsumentem i wybierania przedmiotów, które sa warte swojej ceny. Czytania opisu, czytania opinii, rozważania czy taki przedmiot jest mi potrzebny i nie kupowania oczami a praktyką i przydatnoscią. Nie każdy to potrafi i nie każdy myśli przy kupowaniu czegoś tam w podobny sposób. Kupowanie stało się dla wielu osób namiastką pewnej gry uczuć, podniety i rozrywki. Świat ma masę zbędnych rzeczy, co pokazuje i pokaże dokładnie pandemia. Jakie gałęzie gospodarki są konieczne a jakie zbędne. Na pierwszy ogień widzę, że padnie zapewne turystyka globalna.
Chodzi mi generalnie o przedmioty, których zapewne ani Ty ani ja nie kupujemy, ani nikt z ZNR również, a już z pewnością niezbyt często. Natomiast kupują je rozszalali w konsumpcji amerykanie czy chińczycy. Są takie przedmioty, których żywot kończy się w ciągu 2-5 lat a mogłyby żyć ponad 20 lat, marnując znacznie mniej surowców (często rzadkich i dużo bardziej potrzebnych gdzie indziej niż na wysypisku) Głównie są to rzeczy modne, krzykliwe, ustalające (niby) czyjś status na wysokim poziomie, choć tak naprawdę będące tylko haczykiem na łowienie grubych rybek.

Narzekam na planowane postarzanie, które wciąż istnieje, jest wplatane w proces projektowania i odbija się na jakości finalnej. Często proces ten kompletnie pomija również straty niefinansowe (czyli to co przyczynia się do epidemii nowotworów, chorób cywilizacyjnych oraz zmian klimatu) Kiedyś rewolucją były części zamienne, bardzo dobry pomysł ale nie przynosił wystarczających zysków by nadążyć nad rozrastającym się długiem. Teraz rewolucją jest nowy produkt, wszystko musi być nowe, najlepiej za kredyt tu i teraz a nie za 5 lat gdy naprawdę będzie nas stać. Nawet jeśli my należymy do tych, którzy temu nie ulegają, to ulega temu pewnie 3/4 populacji świata "zachodu". Do tego mają wielu naśladowców, którzy chętnie zrobią to samo gdy tylko będą mieć sposobność. Robią to regularnie, od lat, co roku, niektórzy nawet codziennie dokarmiają swoją rządzę czegoś nowego, czegoś ciekawszego, odrobinę wcześniej otrzymanego niż byłoby to konieczne.

19.03.2020 18:09 Zakrecony

@ RNR

"A awaria nawet mala (albo nowa moda, kolekcja) to super pretekst. Mozna na to zwalic a nie na siebie :)"

Nie zawsze tak jest chociaż zdecydowanie za często, jednak podam przykład z mojego podwórka

Tata miał peugeota206, ja miałem opla astry 1. Pomijając, że peugeot się często psul A części były drogie, to chciałbym zaznaczyć, że peugeot 206 trzeba było wymienićnp. caly wachacz a opolu astrze można go było rozkręcić i wymienić uszkodzoną część.
Tak samo jest z pralkami kiedyś miałem Stara predom czy jakoś tak 40 lat chodziła i części można było bez problemu wymienić a teraz wszystko plastikowe i trzeba pół pralki wymienić, co kosztuje prawie tyle samo co nowa pralka

19.03.2020 18:28 adaś

@Miro
Jeżeli mało mi sie psuje to dlatego że kupuję rzeczy dobre. No niestety statystyk nie prowadzę. Ale mam przykłady.
Jedyny dobry parasol w moim domu to parasol firmy Blunt za 250 zł.
Butów poniżej 200 zł nie oglądam.
Kurtki kupuję bardzo rzadko ale też powyżej 300 zł.
Jak żona przyniosła z Lidla jesienią jakąś tanią to ona już dziś kiepsko wyglada i za chwilę będzie robocza.
Co do innych ubrań sie nie wypowiem bo mam sporo używanych.
Narzędzi używam firmowych właśnie dlatego że tanie bardzo szybko sie psuły.
A z taniego badziewia ( które niestety moja żona kupuje bo np jest ładne ) popsuły sie w ostatnich latach dwa czajniki elektryczne, mikser , odkurzacz i różne drobiazgi ( latarki, golarka , ładowarka i garnki właśnie- bardzo kiepska emalia )
Chński namiot zaczął przeciekać po sześciu latach ( co roku używany najwyżej miesiac) a potem zaczął sie ogólnie sypać. Teraz używam starego bawełnianego z Legionowa i wyglada że pociągnie znacznie dłużej choć kupiłem go używanego. Jak się porówna jakość wykonania np aluminiowych masztów z PRL i współczesnych stalowych chinskich to różnica jest spora. No ale w 20- letnim namiocie zaczeła w koncu przeciekać podłoga. Wiec podkładam plandekę- specjalną droższą, nie chinską. Te tanie chinskie którymi czasem cos przykrywałem na budowie ( drewno żeby nie mokło czy piasek żeby weń koty nie s...ły) po roku sie rozsypują. Kompletne badziewie, nie odporne na UV, jak można takie coś reklamować że służy do przykrywania drewna ? W pokoju będę to drewno przykrywał?

20.03.2020 16:47 Lenny

@ADAŚ
Ludzka chciwość nie zna granic.
Robią takie badziewie bo nie mają za grosz rozumu.
Do pustych łbów ludzi dojść nie chce że same pieniądze to jest szczęście.
Pieniądze dają szczęście ale tylko do pewnego stopnia.
Prawo malejących korzyści z tytułu nadmiaru.
Ludzie zarabiający 80 000 % i więcej przestają się cieszyć z tego tytułu.
Ich szczęście nie rośnie. Szczęście to brak zmartwień i trosk.

Splugawili piękne idee ze swej chciwości. Nawet najlepszy pomysł źle wykonany może przynieść zgorzknienie i rozpacz.

Sam pomysł na uniwersalny środek wymiany uważam za wspaniały. Wręcz godny wyniesieniu pod niebiosa.. Upraszcza sprawę. Nie trzeba się specjalnie zastanawiać czego ktoś chce.

Ale to jak został wykonany i do czego go wykorzystują ci psychopaci którzy go kreują zasługuje na hańbę i najwyższe potępienie.

Tego właśnie chcą zrozumieć szaleńcy którzy ten system stworzyli.
I teraz ten samopowielający nowotworowy kapitalizm ma problem bo nie ma gdzie rosnąć.

21.03.2020 15:37 AREK

@DAMAGE
Wynika to z tego, że pieniędzy możesz użyć "natychmiast", a to prowadziłoby do zwykłego wzrostu cen.
Obligacje są innym instrumentem - nie możesz iść do sklepu i kupić odkurzacza za pięć obligacji, jest to nielegalne. Obligacje są pewnym "przyrzeczeniem", że za dwa lub więcej lat otrzymasz swoje pieniądze z odsetkami. I to rzeczywiście prowadzi do wzrostu ilości pieniądza w obiegu.

24.03.2020 13:43 Kizo

FELEK I LENNY skoro z was tacy wizjonerzy to może doprecyzujcie te swoje wyimaginowane wizje zagłady? Ja powiem tak człowiek to zwierze które jest tak skonstruowane żeby się dostosowywać i rozwijać. Otóż wzrost wykładniczy zastąpimy rozwojem. Kapitalizm i wolny rynek prędzej czy później padną, to samo pewnie z demokracją. Pewny jestem tego że zdołamy przetrwać i będziemy mieli się całkiem nieźle i nauka o to zadba. Nie wiem jakie nowe formy bytu społecznego zastąpią te stare ani kiedy to się stanie i wy też tego nie wiecie. Te wasze czarne scenariusze,dyktatury, zamordyzmy to 100% racji to czysta kpina z rozumu.

Dodaj komentarz

Kod
grakalkulator kalkulator zuzycia ciepla

Informacje

  • Polecane materiały
    Portal "Ziemia na rozdrożu" powstał w 2008 roku. Opublikowaliśmy tysiące artykułów, materiałów medialnych, książki i komiksy. W tej sekcji znajdziesz linki do różnych ciekawych materiałów.Polecane książki(...)

    więcej »

  • Świat na Rozdrożu - wykresy
    "Świat na rozdrożu" przedstawia powiązania między systemem finansowo-gospodarczym, zużyciem energii i zasobów oraz podlegającym coraz większej presji środowiskiem. Pokazuje, jak kształtują się i zmieniają powoln(...)

    więcej »

  • Przewodnik do sceptycyzmu globalnego ocieplenia
    Sceptycyzm naukowy jest zdrowy.  Właściwie to nauka z natury jest sceptyczna. Prawdziwy sceptycyzm oznacza rozważenie całości dowodów przed wyciągnięciem wniosków. Jeśli przyjrzymy się bliżej argumentom wyr(...)

    więcej »

  • Źródła informacji o klimacie
    Adresy stron internetowych, zawierających kluczowe dane i informacje o klimacie. Satelitarne pomiary temperaturyRemote Sensi(...)

    więcej »

  • Marcin Popkiewicz w mediach
    "O co chodzi"TEDx - Czy globalne ocieplenie jest faktem?, maj 2017 Klimatyczne fakty i mi(...)

    więcej »

Linkownia

Wykonanie PONG, grafika GFX RedFrosch.



logowanie | nowe konto